Stopniowe zmiany mogą umykać naszej uwadze
Spojrzenie na ekonomiczne i społeczne trendy z szerszej perspektywy, na co często pozwala rozciągniecie horyzontu czasowego, pozwala dostrzec skalę zmian, która normalnie umyka naszej uwadze.
Spojrzenie na ekonomiczne i społeczne trendy z szerszej perspektywy, na co często pozwala rozciągniecie horyzontu czasowego, pozwala dostrzec skalę zmian, która normalnie umyka naszej uwadze.
W ubiegłym tygodniu Bloomberg udostępnił zapis wywiadu lubianego przez mnie Johna Authersa z personą amerykańskiej sceny inwestycyjnej – Jeremy Granthamem – na temat aktualnej kondycji rynku amerykańskiego i przede wszystkim spekulacyjnych baniek.
Nie ma chyba na rynku osoby, która nie słyszała zastrzeżenia „o braku gwarancji wyników z przeszłości w przyszłości”. Dla jednych jest to praktyczny i klasyczny plecochron, a dla innych zwyczajnie stwierdzenie faktu. Jeśli jednak przenieść to samo zdanie na korelacje pomiędzy jakimś wskaźnikiem, a np. kondycją rynków akcji, wielu zdaje się wierzyć w niemal mechaniczne powielenie historii w przyszłości, którą można przewidzieć.
Po ostatnim posiedzeniu FOMC odnotowaliśmy w naszej notce zmienne z rynku pracy w USA i zidentyfikowaliśmy jako najważniejsze publikacje makro w kolejnych miesiącach. Dane będą miały wpływ na to, czego rynek będzie oczekiwał od Fed i rozleją się po wielu segmentach giełdowego spektrum. Dzisiejszy odczyt liczby nowych bezrobotnych wpisuje się w temat spadkiem do poziomu najniższego od początku pandemii i buduje przestrzeń do spekulacji na temat kondycji amerykańskiego rynku pracy w kolejnych trzech kwartałach.
Kolejne posiedzenie FOMC za nami i kolejny sygnał, że w perspektywie kilkunastu miesięcy będziemy żyć w świecie pieniądza pożyczanego po cenie, którą czasami trudno zrozumieć. Oczywiście rynek skupił się na tym, co dla niego najważniejsze, ale w prognozach członków FOMC pojawiła się zmienna, która może wywrócić wszystkie oczekiwania – stopa bezrobocia.
Wiele elementów wskazuje na to, że jesteśmy tygodnie od przełomu. Czytając codzienną prasę i przeglądając dane o liczbie zakażeń trudno być optymistą. Idziemy na rekord zakażeń jednego dnia w Polsce, Europa walczy z brytyjską wersją wirusa, a szczepionek brakuje. Jeśli jednak wczytać się w doniesienia z części państw, to sytuacja zmierza do przesilenia.
Przeglądając ostatnie komentarze rynkowe można odnieść wrażenie, że coraz bardziej zbliżamy się do standardowego stanu na rynkach rozwiniętych, którym jest wzrost cen i szybowanie indeksów na rekordach w asyście niewiary w kontynuację hossy.
Inwestorzy czytający rynkowe raporty coraz częściej spotykają się z określaniem zbliżających się lat jako powtórki z ryczących lat dwudziestych (roaring twenties). Na przykład Marko Kolanovic z JP Morgan podał ewentualny boom gospodarczy w zbliżającej się dekadzie jako jeden z katalizatorów nowego supercyklu na rynku ropy naftowej.
W zamieszaniu z pandemią, końcem roku i zmianą polityczną w USA przegapiliśmy na blogach wejście w nową dekadę (uprzedzając dyskusję, tak w latach 20-tych jesteśmy od roku). Zamknięcie roku 2020 skończyło drugą dekadę XXI wieku i chyba czas zadać pytanie: co czai się w kolejnej? Oczywiście nie odpowiemy precyzyjnie, bo prognozowanie świata w perspektywie 10 lat stało się niemożliwe, choć osobiście uważam, że generalnie jako gatunek udowodniliśmy, iż mamy inteligencję czyniącą życie ludzi lepszym. I tylko z tego powodu należy być optymistą.
Ostatnie dni prezydentury Donalda Trumpa są ciekawą lekcją dla inwestorów. Obserwowana ciągle fala optymizmu zaczęła się w czasie wyborów prezydenckich, które wgrał – ponoć – groźny dla rynków konkurent. Wówczas rynki cieszyć miała kontrola amerykańskiego Senatu przez Republikanów, a dziś okazuje się, iż giełdy rosną mimo przejęcia izby wyższej przez – znów podkreślmy – ponoć groźnych dla biznesu Demokratów.