Grzegorz Zalewski

Asymetria komunikacji

Jest taki stary żart o woźnym w szkole, który staje przed grupą uczniów i mówi „ja i pan dyrektor ustaliliśmy, że od dziś macie zmieniać buty”. Zdanie jest przecież całkowicie prawdziwe. Być może nawet wcześniej odbyła się rozmowa dyrektora z woźnym, podczas której ten otrzymał polecenie przekazania informacji uczniom. Problem polega na tym, że z samego sposobu sformułowania zdania można odnieść wrażenie, iż decyzję podjęli wspólnie. Tymczasem autorytet dyrektora i rola woźnego są jednak nieco różne. Choć, jak wielu z nas pamięta ze szkoły władza woźnego może być całkiem realna.

Narastająca irytacja

Postaram się, żeby ten tekst był bardzo spokojny, chociaż z każdym kolejnym tygodniem rośnie moja irytacja na to co widzę w sieci, w związku z popularyzowaniem inwestowania. Pozornie wszystko wygląda super – wreszcie! Wreszcie Polacy zrozumieli, że MUSZĄ koniecznie swoje pieniądze zacząć inwestować, bo inaczej… i tu padają różnego rodzaju argumenty. Począwszy od tych prostych, czyli ochronisz swoje pieniądze przed inflacją, poprzez trochę bardziej wyrafinowane, weźmiesz udział we wzroście gospodarki, aż po „ominie cię życiowa okazja”.

Ćwierć wieku temu nie było zysków?

Opowieści o hossie dotcomów sprzed ponad ćwierć wieku zaczynają coraz bardziej przypominać historie o ludziach, którzy polowali na dinozaury. Coś tam, kiedyś tam dawno się wydarzyło. Było mnóstwo firm wydmuszek, które nie miały żadnych zysków, żadnych przychodów, a w wycenach liczyła się wyłącznie klikalność. Internet dopiero się tworzył i mieliśmy nadzieję, że będzie służył do BARDZO WAŻNYCH spraw, a nie do oglądania filmików z kotkami.

Przypadkowy guru, o roli timingu i szczęścia

W czwartek wieczorem, czwartego czerwca Tomek Symonowicz poprosił mnie o jakiś filmik o krachu. Miałem wtedy na swoim kanale tiktokowym zaplanowane coś innego, ale pomyślałem sobie, że spróbuję przypomnieć inwestorom o tym, co się dzieje w ostatniej fazie euforii na rynkach. Skorzystałem z diagramu z mojej książki, napisanej lata temu z profesorem Tomaszem Zaleśkiewiczem i wypunktowałem kilka objawów tego, że rynek jest bardzo, bardzo przegrzany.

Długoterminowo, czyli do następnego logowania

„Brawo, w tym tygodniu przebiegłeś 12 kilometrów”, „od twojego ostatniego treningu minęły trzy dni”, „nowy rekord”. Znacie te komunikaty z aplikacji biegowych? Motywujące, podsumowujące, gratulujące. Proste mechanizmy behawioralne, dzięki którym chcemy kontynuować treningi, zdobywać nowe rekordy i utrzymywać kondycję.

Nie dotyczy to wyłącznie aplikacji sportowych, tak działają apki do odchudzania, nauki języków, medytacji, monitorowania snu, picia wody, liczenia kroków. Wszędzie tam pojawia się ten sam zestaw drobnych nagród: pasek postępu, seria dni bez przerwy, odznaka, poziom, ranking, komunikat „świetnie ci idzie”, delikatne szturchnięcie (nudge – impuls), żeby wrócić, gdy znikniemy na dłużej. No i oczywiście gry. W zasadzie od gier się zaczęło. Stąd nazwa: grywalizacja, gamifikacja…

Dlaczego więc ten trend miałby ominąć aplikacje do inwestowania?

(nie)Wiara w innowacyjne technologie

Dwadzieścia sześć lat temu, dziewiętnastego maja 2000 roku Giełda Papierów Wartościowych rozpoczęła publikację indeksu TECHWIG, który obejmował sobą spółki technologiczne – co wówczas oznaczało, przede wszystkim zaangażowane w jakiś sposób w biznes internetowy. Specjalnie stworzono wówczas Segment Innowacyjnych Technologii – SITech, do którego zaliczano spółki teleinformatyczne.

W pierwszym składzie znalazły się następujące przedsiębiorstwa: Apexim, ComputerLand, ComArch, CSS, Elzab, Optimus, Prokom, Softbank, Ster-Projekt, STGroup, Szeptel, TP SA.

Gdybyś był pechowcem…

Gdybyś ominął dziesięć najlepszych dni na giełdzie w ostatnich latach, zarobiłbyś znacznie, znacznie mniej. Co jakiś czas spotykam tego rodzaju hasła i zestawienia w sieci. Zwykle dotyczą one indeksu S&P500 oraz wielu dekad.

Jedno z pierwszych wyszukiwań po wpisaniu odpowiedniego hasła prowadzi do strony, gdzie autor pokazuje, że w okresie 1996-2025 zainwestowane dziesięć tysięcy dolarów w indeks S&P500 wzrosłoby do stu dziewięćdziesięciu dwóch tysięcy dolarów. Ale gdybyśmy tylko przeoczyli dziesięć dni i zupełnie przypadkiem byłoby to dziesięć najlepszych dni, to nasz kapitał wzrósłby do ledwie 85 tysięcy dolarów. Różnica – 59 procent!

Robi wrażenie, prawda?

Dlaczego nie doceniasz zmienności

Po kilku latach płytkich korekt inwestorzy przestają postrzegać zmienność jako fundamentalną cechę rynku, a zaczynają traktować ją jako przejściowe zakłócenie trendu wzrostowego. Mózg adaptuje się do powtarzalności doświadczeń: skoro każda korekta była krótkotrwała, a każdy spadek kończył się nowymi szczytami, uczestnicy rynku zaczynają uznawać taki przebieg za normę. Im dłużej trwa hossa na rynkach, im częściej korekty spadkowe są odrabiane, tym łatwiej uznać, że „tym razem jest zupełnie inaczej”. I mówią to nowi inwestorzy, nieświadomi tego, że powtarzają jeden z najpowszechniejszych sloganów rynkowych.