Rewolucja pożera własne dzieci

Oj dawno już nie pisałem o Bitcoinie, czy kryptowalutach. Zaś od pierwszego wpisu minęło ponad sześć lat i zmieniło się od tamtej pory wszystko. Przede wszystkim cena – jeden BTC kosztował wówczas 80 dolarów, pojawiły się setki innych kryptowalut, wciąż nie wiadomo kim jest Satoshi Nakamoto, czyli twórca całej idei, technologia blockchain zaczęła być wykorzystywana przez „te paskudne banki”. Nie zmienił się tylko świat pieniądza, tak jak widzieliby to pierwsi rewolucjoniści spod znaku BTC. Kryptowaluty nie stały się powszechnym środkiem płatniczym, raczej były kolejnym aktywem na którym da się zarobić. A to jak pokazuje historia człowieka, wystarczy, żeby przyciągnąć setki zainteresowanych. I wcale nie dlatego, że charakteryzuje się jakąś unikatowością większą od złota, cebulek tulipanów, cukru, wołowiny czy w ostatnich czasach pietruszki. Po prostu – w miarę łatwy dostęp i gwałtowne zmiany ceny budzą w ludziach sny o bogactwie.

Czytaj dalej >

Dwa rodzaje oszustw

Można zidentyfikować dwa odmienne mechanizmy oszustw finansowych. Część oszustw opiera się na ekstremalnie niedorzecznych obietnicach i nawet nie wysila się by wyglądać jak uczciwy biznes inwestycyjny. Część oszustw podszywa się pod typowy biznes inwestycyjny, oferuje konwencjonalne produkty o trochę lepszych parametrach niż w sektorze finansowym. Oczywiście sporo szwindli znajduje się gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.

Czytaj dalej >

W czystej wodzie nie ma ryb

The China Hustle

Globalna gospodarka rośnie. Zwiększa się poziom zamożności. Kredyty są coraz większe. Dług światowy tym samym również. Konsumpcja szaleje. Plajty i spektakularne oszustwa również utrzymują trend wzrostowy. W przedmowie do książki Big short Michael Lewis pisał, że po napisaniu w 1989 roku Pokera kłamców wydawało się, że upadek Salomon Brothers i kultury chciwości był tak ogromny, że będzie nauczką na przyszłość. Nie był. Kryzys hipoteczny doprowadził do zawirowań, podczas których zastanawiano się, czy to nie koniec systemu finansowego.

Czytaj dalej >

Cienie doradczego gwiazdorstwa

Oszustwa inwestycyjne przypominają mało ambitne gatunki filmowe. Na przykład filmy sensacyjne. Niemal w każdym filmie z tego gatunku odnaleźć można definiujące gatunek wątki jak końcowa walka dobrego bohatera z czarnym charakterem i ostateczne zwycięstwo tego pierwszego po przezwyciężeniu chwili słabości. W oszustwach inwestycyjnych także powtarzają się te same wątki. Można odnieść wrażenie, że czyta się tę samą historię z różnymi bohaterami w różnych miejscach.

Czytaj dalej >

Wizjonerzy na przestrzeni 150 lat

Toast of New York

„Żeby odnieść sukces trzeba wykorzystać wszystko i wszystkich, którzy mogą nam pomóc. A im wyżej zajdziemy tym głośniej będą nam kibicować.”

To zdanie brzmi jak gotowe motto, które można by wkleić ot choćby na linkedin. Wypowiada je w filmie z 1937 roku Toast of New York (Toast za Nowy Jork) główny bohater, czyli James Fisk. Fisk znany przede wszystkim z próby przeprowadzenia „korneru” na rynku złota w 1869 roku, był niesłychanie barwną postacią. Jedną z tych, które budowały kapitalizm, ale również Wall Street swoim sprytem, innowacyjnością, przebiegłością, no i cóż…trzeba wprost to powiedzieć, działaniami niezgodnymi z prawem, oszukiwaniem kontrahentów i konkurencji. W czasach, gdy rynki nie były jeszcze regulowane, a regulacje powstawały dopiero jako odpowiedź na „innowacyjne” działania osób takich  jak Fisk, czy jego wspólnicy – Jay Gould, Daniel Dew.

Czytaj dalej >

A gdyby wszyscy mieszkańcy Krosna stracili pieniądze?

Trzy i pół miliarda złotych. Tyle jest warta notowana na GPW trzydziesta spółka pod względem kapitalizacji – ENEA SA. Tyle wyniosły również wpływy budżetowe z ceł w 2017 roku. 3,5 mld złotych Warszawa wydała na edukację z budżetu w 2017 roku. Szacuje się, że właśnie taka kwota “wyparowała” z portfeli osób, które zainwestowały w obligacje Get Back, Gant Developement czy Amber Gold.

Czytaj dalej >

Fanaberie czy normalność

Po ubiegłotygodniowej opinii na temat książki Mateusza Ratajczaka Łowcy z kotłowni rozdzwonił się mój telefon. Dzwonili starzy znajomi z rynku, żeby potwierdzić, że kupili już książkę oraz … trochę ponarzekać. Nie było to nowe narzekanie, tylko wróciły te same tematy, które frustrują nas już od wielu lat i widzimy, że jesteśmy w jakimś totalnym klinczu i niezdolności do rozwiązania prostych w zasadzie spraw.

Niestety te rozmowy cały czas krążą wokół skuteczności, bądź nie naszego nadzoru. Działań, których ludzie z rynku nie rozumieją, ale żeby jednak się nie narazić, nie mówią o tym głośno, ani oficjalnie. Bo jak to ktoś powiedział – ludzie są tylko ludźmi. Od wielu, wielu lat – jeszcze za czasów dziennikarskich – opisuję wady pewnych rozwiązań rynkowych. Nie żeby krytykować kogoś osobiście (twórców, pomysłodawców) tylko po to, by rynek był lepszy, ciekawszy, atrakcyjniejszy.

Co ciekawe przynajmniej w trzech przypadkach, moje krytyczne opinie zaowocowały, najpierw wspólną rozmową, zaś później wieloletnią współpracą (np. DM BOŚ).

Ten być może przydługi wstęp daję po to, żeby wyjaśnić, że wiele osób z rynku nie krytykuje różnego rodzaju działań komisji (KNF), bo ma taką fantazję i się uwzięło, tylko dlatego, że naprawdę nam zależy na tym rynku. Naprawdę nie mamy ochoty być kojarzeni z przewalaczami, w stylu tych opisanych przez Mateusza Ratajczaka i wielu innych. Od wielu lat zdarza mi się zwracać uwagę na to, że choć idea Listy Ostrzeżeń Publicznych tworzonej przez KNF jest słuszna, to wykonanie i sens jej istnienia w takim kształcie jest co najmniej wątpliwe.

Czytaj dalej >