Szczęściarze i pechowcy
„Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość”
Wielki Gatsby, F. Scott Fitzgerald (tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz)
„Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość”
Wielki Gatsby, F. Scott Fitzgerald (tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz)
Nie istnieje jedna magiczna formuła pozwalająca przetrwać i zarabiać na rynkach. Po nabyciu pewnego doświadczenia to zdanie staje się oczywiste dla wielu osób. Początkujący szukają magicznego wskaźnika, teorii, konceptu, rodzaju analizy i nie należy się temu dziwić. Jest to wszak element procesu zyskiwania doświadczenia.
Książek o inwestowaniu wydaje się dużo. Bardzo dużo. Mam na myśli przede wszystkim rynek anglojęzyczny, w szczególności zaś amerykański. W USA rola książki w rozwoju i edukacji ma bardzo określone znaczenie. Ludzie na wysokich stanowiskach dzielą się tym, co przeczytali, jakie książki wpłynęły na nich najbardziej i o dziwo często nie są to tytuły, które są właśnie modne, lub niedawno się ukazały (https://blogi.bossa.pl/2015/01/19/rozwazania-o-ksiazkach-raz-jeszcze/)
W ciągu ponad 24 lat średnioroczna stopa zwrotu z akcji na warszawskiej giełdzie wyniosła 18,6 procent. Krótko mówiąc, ktoś kto zainwestował 1000 złotych w akcje (reprezentowane przez indeks WIG) dziś miałby około 51 tysięcy złotych. Przynajmniej w modelach i teoretycznie. W praktyce na początku powstania GPW notowanych było 5 spółek, z których żadna nie istnieje już w tamtej formie – zbankrutowały, zostały przejęte lub wycofane z rynku. No dobra ten tekst nie miał się zaczynać tak pesymistycznie. Jakoś tak wyszło. Za każdym razem gdy zaczynam pisać o inwestowaniu w długim terminie i próbuję posiłkować się utartymi sloganami właśnie tak się kończy. Rzeczywistość brutalnie mi przypomina „hej, ja tu wciąż jestem”.
„Miał świadomość tego, że dopóki nie kupi akcji, nie będzie wiedział, w jaki sposób zareaguje. Podobnie jak hazardzista, który nigdy nie dokonał zakładu, dopóki nie położy pieniędzy na stole, mamy tylko czczą gadaninę. Gdy trader wchodzi własnymi pieniędzmi, wszystko się zmienia. Livermore wiedział o tym doskonale. Dopiero wtedy gracz wkracza do gorącej dżungli własnych emocji. Miał świadomość, że ma pod kontrolą własny umysł. Wierzył w swoje umiejętności intelektualne. Nie miał jednak pojęcia, czy będzie potrafił kontrolować własne emocje.”
Poprzednią notkę, w której odnotowaliśmy postępująca marginalizację GPW, zakończyłem tezą, iż GPW staje się zbędna inwestorom indywidualnym. Stawianie takiej tezy na stronie polskiego brokera, który w głównej części stara się zainteresować Polaków polskim rynkiem wydaje się szalone, ale na usprawiedliwienie powiem, że nie jestem autorem tej myśli, a zamykanie oczu na ważną tezę uważam za niebezpieczne.
Dopiero co zamęczałem Czytelników wiedzą o stopach (dokończenie cyklu niebawem), dołączę więc na deser małą wisienkę.
Wszyscy pewnie jesteśmy już znudzeni greckim zamieszaniem, które w coraz większym stopniu zmienia się z jakiejś farsy niemożności w odyseję absurdu. Kolejny dzień braku porozumienia pomiędzy trojką i rządem w Atenach spowodował dziś chwilę zamieszania na rynkach, ale gdzie byłby nasz duch spekulacji, gdybyśmy nie pomyśleli o szukaniu szansy w tym szumie.
Dodajemy kolejną sztuczkę z tradingowego arsenału, która pozwoli świadomie amortyzować straty.