Dawno nie było na naszych blogach OFE, a tu kolejna kampania wyborcza w toku i jakoś nigdzie nie padło zdanie o OFE. W dobie powszechnego mnożenia się wydatków publicznych przed i po wyborach padają różnego rodzaju pomysły na dorzucenie tu i tam wyborcy kawałka gruszki do koszyczka, które będą finansowane przez podatki, opłaty i co tam jeszcze może mieć miejsce. Jednym z ważnych pól sporu jest idea referendum w sprawie wieku emerytalnego, która – z jakiegoś powodu – zupełnie nie jest uzupełniana przez ponowną dyskusję o likwidacji OFE.

Przypomnijmy zatem, iż w czasie, gdy poprzedni rząd “przesuwał” część obligacyjną z OFE do ZUS i “reformował” reformę emerytalną z końca lat 90 ubiegłego wieku, nie brakowało pomysłów i postulatów całkowitej likwidacji OFE. Wówczas jednym z problemów było to, iż rząd nacjonalizując zasoby OFE nagle stałby się właścicielem spółek medialnych – np. Agory czy TVN i jeszcze kilku mniejszych – co właściwie podkopałoby fundamenty kultury demokratycznej w Polsce, jaką ukształtowano przez wiele dekad w państwach o ustabilizowanych demokracjach liberalnych. Przykład węgierski pokazuje jednak, iż można dokonać pewnych działań na tym polu i nie zrazić do siebie europejskich partnerów, więc zachodzę w głowę dlaczego w kampanii wyborczej nie wróciły pomysły na to, żeby zlikwidować pozostałą część OFE i sięgnąć po jakże potrzebne 150 mld na sfinansowanie bieżących obietnic wyborczych długiem ukrytym i odłożonym na przyszłość.

Stali czytelnicy naszych blogów pamiętają zapewne, iż osobiście pisałem o początku końca OFE już w styczniu 2011 roku, po tym, jak rząd zdecydował się czasowo zredukować składkę do OFE, żeby załatać kilka dziur na styku budżet państwa i FUS przykrywając zamieszanie reformami III filara. Zgodnie z tym, co pisałem “brak kary” za pierwszy krok okazał się zachętą do zrobienia kolejnego kroku i teraz został już do zrobienia krok ostatni, w postaci całkowitej likwidacji OFE, żeby poprawić bieżącą sytuację ZUS i odłożyć problem emerytur na przyszłość. Deklarowałem wielokrotnie, iż od lat nie biorę udziału wyborach, nie popieram żadnych opcji politycznych, więc bez trudu podkreślę, iż spodziewam się likwidacji OFE niezależnie od tego, jaki układ sił ukształtuje się w parlamencie w kolejnych kilku latach. Paradoksalnie skrawki OFE mogą być bezpieczne wówczas, gdy polska scena polityczna znajdzie się w układzie, w którym kolejne rządy będą operowały kruchym poparciem w parlamencie. Każdy inny scenariusz – jeszcze raz podkreślę niezależnie od opcji politycznej i ideologicznej – będzie stwarzał trwałe zagrożenie dla pozostawienia OFE przy życiu.

Nie będę naszych czytelników straszył konsekwencjami dla GPW, bo wydają mi się one oczywiste. Zresztą, to też był temat kilku naszych notek. GPW spadła z radaru polityków i w obecnej kampanii wyborczej nie istnieje nawet w wersji szczątkowej. Możemy spekulować dlaczego tak się dzieje, ale nie możemy zaprzeczać faktom, iż polska klasa polityczna znalazła się na kursie kolizyjnym z polskim rynkiem kapitałowym. Pozycja GPW w polskiej rzeczywistości jest redukowana systematycznie od 2011 roku i trudno spodziewać się, by nie była podkopywana w kolejnych latach. Nikt już właściwie nie pyta, czy giełda jest nam w Polsce potrzebna i czy za kilka lat nie obudzimy się w świecie, w którym zechcemy “repolonizować” czy “udomawiać” – uwielbiam te eufemizmy wymyślane na potrzeby renacjonalizacji – polskiego rynku kapitałowego po okresie dziś popełnianych “błędów i wypaczeń”. Dla pocieszenia zadeklaruję, iż za tydzień podzielę się groźną ideą, która mówi, że GPW jest zbędna również inwestorom indywidualnym.

[Głosów:24    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. uptake

    Ze spadkiem znaczenie giełdy muszę się zgodzić. Ostatnio czytałem artykuł w Wyborczej

    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18712489,osiem-lat-gospodarki-pod-rzadami-platformy-i-ludowcow.html

    mający być podsumowaniem polskiej gospodarki po 8 latach rządów PO/PSL. Jest obszerny, pisało go 10 autorów, co jest dość kuriozalne, słowo “giełda” się w nim w ogóle nie pojawia! Ani razu!

    Natomiast pojawia się zdanie „Barometrem rządowej koniunktury może też być sytuacja w górnictwie.” (nie wiem, co to jest rządowa koniunktura i czy jest jakaś inna, opozycyjna, ale pomysł, żeby barometrem było górnictwo wydaje się dość dziwny).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *