Rozważania o książkach (raz jeszcze)

Książka „The End of Power” Moisesa Naima jeszcze kilka miesięcy temu znajdowała się na liście Amazona na 45 tysięcznej pozycji pod względem sprzedaży.

„Bussiness Adventures” autorstwa Johna Brooksa z 1963 roku nie była wznawiana od wielu lat.

W obu przypadkach pojawił się „czarny łabędź” (bardzo przepraszam ale musiałem użyć tego wyświechtanego zwrotu) i zmieniło się wszystko.  „The End of Power” znalazł się na 10 miejscu bestsellerów, zaś „Bussiness Adventures” zaczęło osiągać horrendalne ceny na serwisach aukcyjnych. Bańka została jednak szybko przekłuta, gdyż wydawca bardzo szybko zareagował i zrobił nowe wydanie. Zanim w polskich mediach zrobiło się głośno o „Bussines Adventures”, w ramach wydawnictwa Linia zastanawialiśmy się nad jej wydaniem, ostatecznie jednak zrezygnowałem. Uznałem, że na naszym rynku z tak słabym poziomem czytelnictwa wśród menadżerów – nie ma szans na sprzedanie choćby kilkuset egzemplarzy.

Co łączy te dwie książki? O pierwszej wspomniał niedawno, założyciel Facebooka  Mark Zuckerberg, ogłaszając równocześnie, że w 2015 roku zamierza przeczytać nową książkę co dwa tygodnie. Zaś o drugiej w połowie 2014 na swoim blogu wspomniał Bill Gates. Pozycję tę zresztą polecił mu Warren Buffett, jako ulubioną książkę o biznesie.

Magazyn New Yorker ogłosił Zuckerberga mianem „nowej Oprah”, nawiązując do niesamowitej maszyny promocyjnej jaką stały się programy Oprah Winfrey, w czasie których wspominała ona o rożnych książkach. Po raz pierwszy stało się to w 1996 roku i była to „Głębia oceanu” Jacquelyn Mitchard.

Te dwa zjawiska pokazują pewien fenomen, który obserwuję już od wielu lat. W wielu krajach książka znajduje się w centrum wielu dyskusji. Ludzie biznesu w swoich biografiach, wywiadach wspominają o pozycjach, które wywarły na nich wrażenie i nie jest to „Sztuka wojny”, tylko są to nowości, starocie, podręczniki motywacyjne ale równie często beletrystyka.

Larry Paige (Google) do książek, które wywarły na nim szczególne znaczenie zaliczył książki Richarda Feynmana [LINK] oraz „Zamieć” Neala Stephensona. Dla Jeffa Bezos (Amazon) była to powieść Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia” i Jima Collinsa „Built to Last” (nie wiem czy została przetłumaczona). Amerykanie uwielbiają literaturę rosyjską. „Anna Karenina”, „Bracia Karamazow”, „Wojna i pokój”, „Zbrodnia i kara” to tytuły, które często spotykam jako inspirację dla amerykańskich autorów powieści. Z taką samą atencją o Dostojewskim wyraził się prezes AT&T Randall Stephenson. Wspomniany już Bill Gates często powoływał się na „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera. James Gorman prezes Morgan Stanley, uwielbia książki Johna le Carre, ze szczególnym uwzględnieniem „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”.

Nie ma sensu wymieniać dalej. W rozmowach z zarządzającymi, menadżerami, analitykami, prezesami firm, książki istnieją. U nas niestety bardzo, bardzo rzadko. Nie oznacza to, że wszyscy jak jeden mąż nie czytają, świadczy to raczej o braku ciekawości prowadzącego rozmowę, ale w sumie potwierdza to niską świadomość znaczenia czytania.

Wspomniałem wcześniej „Sztukę wojny”, która jest oczywiście bardzo inspirującą klasyką, ale… Kilka lat temu trafiłem na zestawienie książek, polecanych przez różnych polskich menadżerów. W sporej części przypadków pojawiła się właśnie pozycja Sun-Tzu. Miałem wrażenie, jakby pytającym podstawiono kartkę z kilkoma tytułami i ponieważ coś im się tam kołatało, to wybrali właśnie „Sztukę wojny”.

W ostatnim Pulsie Biznesu pojawił się materiał „Biznesmen nie lubi książek” http://kariera.pb.pl/3984674,94608,biznesmen-nie-lubi-ksiazek

Zgadzam się w 100 procentach z tezą tego tekstu. U nas się nie czyta, nie dyskutuje, a książki ważne na świecie, które są podstawą wielu inspirujących wymian na łamach magazynów czy dzienników u nas przemijają niezauważone. Lądują bardzo często w „taniej książce”, tak jak miało to miejsce z pierwszą książką Greenspana. W polskiej prasie więcej dyskusji i rozważań odbyło się na temat „50 twarzy Greya”, niż genialnych „Pułapek myślenia” Kahnemana.

Nie zgadzam się jednak z drugą tezą tego materiału – ebooki niczego nie zmienią. Kultura czytania i rozumienie znaczenia inspiracji nie zależy od nośnika.

Oczywiście to nie jest tak, że nikt nie czyta. Jak już wspomniałem media się tym nie interesują i nie pytają, więc wielu prezesów czy menadżerów o tym nie mówi. W ubiegłym roku moje wydawnictwo opublikowało „staroć”. Książkę sprzed trzydziestu lat „Paradoks Abilene i inne medytacje na temat zarządzania” J. Harveya. Z powodów, o których piszę nie była to decyzja biznesowa. Jednak niesłychanie się ucieszyłem, gdy przedmowę do polskiego wydania zgodził się napisać Krzysztof Domarecki (członek Rady Nadzorczej Selena FM), o którym w ostatnich tygodniach jest dosyć głośno przy okazji rozmów o prywatyzacji górnictwa. Okazało się, że zna eseje Harveya, które w książce się znalazły, co więcej uważa je za wyjątkowo ważne i inspirujące. Jak sam wspomniał pojęcie paradoksu Abilene, zna chyba niemal każdy amerykański menadżer.

Od wielu lat piszę recenzje książek. Dotyczących inwestowania i nie tylko. Ale uważam, że w każdej można znaleźć coś dla siebie. Na blogi.bossa.pl wspominam o różnych pozycjach, które ukazują się na naszym rynku, wiedząc że choć wpisy te nie są szeroko komentowane, to jednak mają swoich zwolenników, którzy często robią to, co ja po takich tekstach – kupują książkę, żeby samemu wyrobić sobie o niej zdanie. Najczęściej dotyczą one rynku, podejmowania decyzji, ale też bardzo luźno nawiązujące do rzeczywistości analityka, czy uczestnika rynku.

Gdy w ubiegłym roku Bill Gates na swoim blogu zrobił wpis o książkach, które przeczytał w ostatnich miesiącach i okazało się, że są tam nie tylko nowości, zamarzyłem o czymś podobnym u nas. Żeby różni znani (ale nie tylko z tego, że są znani) ludzie pisali o tym co czytają i żeby to nie była wyłącznie maszynka promocyjna, związana z tym, że właśnie dany tytuł ukazał się na rynku. Nieustająco korci mnie, żeby na blogach bossowych czasem wspomnieć o książkach, które wyjątkowo mnie poruszyły, choć nie mają nic wspólnego z rynkiem.

 

Ps. Przepraszam Czytelników blogów za nieco mniejszą aktywność w ostatnim czasie i jeszcze w nadchodzących tygodniach. W związku z prowadzonym przez GPW konkursie Futures Masters staram się pisać tam codziennie, przynajmniej jeden „inspirujący” komentarz, co jest zajęciem bardzo miłym, ale też odrobinę wyczerpującym.

[Głosów:40    Średnia:4.2/5]

2 Komentarzy

  1. Czytacz

    a ja sie zgodze z teza ze czytniki ulatwiaja czytanie.
    Do czasu studiow czytalem duzo ksiazek, 2-3 miesiecznie.
    Potem przestalem – brak checi i czasu na chodzenie po bibliotekach.
    po studiach wiele lat nie czytalem ksiazek, az kupilem czytnik i sie zaczelo.
    Czytam obecnie ok 2 ksiazki na miesiac, zona to samo… gdyby nie bylo czytnika, nie byloby czytania.

  2. GZalewski

    @Czytacz
    Oczywiscie, ze ułatwiają. I jesli choć troche sie czytało to zalety się widzi. Ale jesli ktos wczesniej nie czytal, to czytniki tego nie zmienią
    (nie mowie o jednostkowych przypadkach)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *