Ile jesteś w stanie znieść za swoje 8,8%

Pokazywanie potencjału zysków możliwych do osiągnięcia na rynkach jest wyjątkowo niewdzięczne. Za każdym razem, gdy o tym mówimy, powinniśmy zwracać uwagę na ryzyko związane z inwestowaniem. Tego wymaga przede wszystkim uczciwość. Jednak problem polega na dwóch kwestiach, szczere mówienie o ryzyku się źle sprzedaje, ponadto sami inwestorzy, klienci czasami nie chcą o nim słuchać. W momencie silnej hossy na rynku akcji, gdy zyski wydają się na wyciągnięcie ręki, wielu potencjalnych inwestorów patrzy tylko na optymistyczną stronę. Widzi nie potencjał, ale pewne zyski. Chętnie przelicza stopy zwrotu, wskaźniki wyglądają obiecująco, a przyszłe perspektywy każą wzruszeniem ramion kwitować wszelkie napomnienia sceptyków, żeby jednak uważać.

Czytaj dalej >

Trzeba wiedzieć kiedy wyjść

  1. Zamykaj pozycję, jeśli przeczą jej powstające formacje lub zachowanie rynku, nawet jeśli poziom obrony nie zostanie jeszcze osiągnięty. Postaw sobie pytanie: „Jaką pozycję zająłbym na takim rynku?”. Jeśli nie byłaby to taka pozycja, jaką zajmujesz, wychodź! Jeśli przeciwne wskazania są bardzo silne, to nawet odwróć pozycję.

  2. Zawsze zamykaj pozycję, jeśli pierwotna przesłanka do jej otwarcia upadła.

To dwie zasady wymienione w sekcji „Zamykanie pozycji i kontrola ryzyka” przez Jacka Schwagera, w jego Analizie technicznej rynków terminowych. W zasadzie kończą one mój eksperyment w czasie rzeczywistym rozpoczęty przed dwoma tygodniami, w chwili gdy na wykresie powstała atrakcyjna formacja techniczna. Dla zwolenników tezy, „AT nie działa” będzie potwierdzeniem tej tezy. Dla tych, którzy formacje, czy ogólne zasady AT stosują w swoim podejściu nie będzie to niczym zaskakującym.

Czytaj dalej >

Rozterki czekającego

Postanowiłem kontynuować mój niewielki eksperyment w czasie rzeczywistym związany z aktualną techniczną sytuacją na indeksie WIG20. Zwykle w książkach dotyczących analizy technicznej świat jest prosty, bo widoczny na wykresach. Nieliczni autorzy przyznają, że prawa strona jest wielką niewiadomą, choćbyśmy narysowali na tym co widoczne najpiękniej wyglądające kształty i stworzyli najbardziej przekonującą narrację (tu podpowiedź od m.in. Daniela Kahnemana: im bardziej szczegółowa historia, tym bardziej mamy skłonność uwierzyć w jej prawdziwość. Niestety im bardziej szczegółowa tym bardziej zwodnicza i nieprawdziwa może się okazać).

Czytaj dalej >

Technicy bądźcie dzielni

Nawiązując do ilustracji z poprzedniej notki pozostańmy wśród rycerzy. Andrzej Mleczko narysował kiedyś taki żart – dwóch rycerzy ucieka pod gradem strzał. Ten na drugim planie wyraźnie wystraszony słucha pierwszego, który z uśmiechem wykrzykuje „Spokojnie, w domu powiemy, że było to zwycięstwo moralne”.

I tak można by podsumować strategię działania zasygnalizowaną w tamtej notce. Pozwólmy jednak niemal w czasie rzeczywistym podsumować, co właśnie mogło się wydarzyć. Założyłem, że na wykresie mamy do czynienia z korektą, z szansą na potencjalne wybicie dołem i spadek o ok. 200 pkt. Równocześnie, aby chronić kapitał należało ustalić jakiś poziom stop. Ten mógł być bardzo wąski, gdyby patrzyć wyłącznie na kształt wykresu lub szerszy, gdybyśmy brali pod uwagę jakieś inne czynniki. Dwa dni później indeks WIG20 wzrósł mocno, do poziomu 2225. Było to dokładnie 50 pkt od widocznego na wówczas zamieszczonym wykresie.

Czytaj dalej >

Technicy do boju

Mamy w tej chwili na wielu wykresach indeksów i spółek notowanych na GPW niezwykle interesujące sytuacje. W dużym skrócie – po silnej fali spadkowej nastąpiło korekcyjne zatrzymanie. Nie jestem zwolennikiem tworzenia setek kategorii formacji jak ma to np. w zwyczaju Thomas Bulkowski. W gruncie rzeczy jest mi wszystko jedno, czy korekta przybiera kształt klina, flagi, chorągiewki, czy też trzech kruków. Najczęściej zwracam uwagę na to, że po dynamicznym ruchu (wzrostowym lub spadkowym) następuje chwila wytchnienia. Obroty spadają i … BYĆ MOŻE ruch będzie kontynuowany dalej w tym samym kierunku.

Czytaj dalej >

Wygrajcie i bądźcie mądrzy

Mówią, że w sieci nic nie ginie. Mam wątpliwości już od kilku lat, gdy media społecznościowe (z katastrofalnym systemem wyszukiwania) zdominowały internet, a przy okazji różnego rodzaju platformy do prowadzenia blogów, czy serwisy postanowiły zamknąć swoje podwoje. Do tego dochodzi jeszcze problem z przypomnieniem sobie konkretów w miarę upływu czasu. Próbuję się nieco wytłumaczyć z faktu, że nie mogę sobie nazwy przypomnieć jednego z pierwszych konkursów inwestycyjnych, w jakim brałem udział. Był organizowany przez CNNfn, finansowy kanał należący do CNN zamknięty kilka lat temu. To musiał być chyba 1998 (*wyjaśnię za chwilę) i moje pierwsze zetknięcie z rynkiem akcji zagranicznych. Rywalizacja odbywała się na wirtualnych pieniądzach, ale to wówczas nie miało dla mnie znaczenia. Konkurs był w formule otwartej (przystąpić można było w dowolnym momencie), zaś podsumowania odbywały się co miesiąc.

Czytaj dalej >

Cena i wartość

Analitycy fundamentalni poszukują wartości, zaś techników interesuje cena. To banał wielokrotnie powtarzany. Aby tę różnicę zilustrować na różnego rodzaju wykładach wykorzystuję przykład z butelką wody.

Analityk fundamentalny próbując oszacować wartość butelki wody uwzględni wszelkie koszty związane z jej produkcją (opakowanie, sama woda, koszty transportu, marketingu, itp) oraz możliwy przyszły popyt. Jeśli okaże się, że szacowana przez niego wartość 1,5 l butelki wody wyniesie powiedzmy 0,70-1 zł będzie uznawał za nierozsądne kupowanie wody, gdy jej cena wyniesie 2,3 lub 5 złotych.

Dla analityka technicznego wszelkie rozważania dotyczące wartości nie będą miały aż takiego znaczenia. Dla niego znaczenie ma to, za jaką cenę będą skłonić do kupna butelkę wody inni, i jak długo. Dla niego bardziej liczą się mody i skłonności inwestorów, niż faktyczna wartość. Stąd nie przeszkadza mu, że kupi butelkę wody po 3 zł jeśli będzie miał szansę sprzedać ją na lotnisku za 8 zł.

Czytaj dalej >

Nie tylko dla fundamentalistów

Wycena firmy. Storytelling i liczby, A. Damodaran

Wspomniałem w moim ostatnim tekście o książce Aswatha Damodarana. Ponieważ jest to jedna z najlepszych książek dotyczących inwestowania i finansów, z jakimi miałem do czynienia w ostatnich latach, nie omieszkam odmówić sobie przyjemności zarekomendowania jej. Przy czym mimo tego, że rzecz dotyczy wyceny firm polecę ją nie tylko fundamentalistom, ale również technikom i właściwie każdemu, kto ma do czynienia z rynkiem. Damodaran – profesor finansów, zajmujący się wycenami firm, w pracy Wycena firmy. Storytelling i liczby pokazuje kulisy pracy KRYTYCZNEGO analityka.

Czytaj dalej >

Bitwa, która nie ma znaczenia

Nie wiem, czy bitwa między zwolennikami analizy technicznej i fundamentalnej o to, czyja prawda jest „najmojsza” trwa. Prawdopodobnie tak, ludzie uwielbiają nieustannie wykazywać swoją przewagę, przekonywać o wyższości stosowanych przez siebie metod i sposobów oceny rynku. Analitycy techniczni bywają przez fundamentalistów traktowani z wyższością, bo przecież w fundamentach są prawdziwe liczby, zaś kreski to tylko jakieś bohomazy na wykresach. Z drugiej strony technicy co jakiś czas patrzą z politowaniem na fundamentalistów, którzy wbrew coraz silniejszemu spadkowemu trendowi trzymają przecenione papiery, które z każdym kolejnym tąpnięciem, stają się jeszcze bardziej atrakcyjne i niedowartościowane.

Czytaj dalej >

Już wkrótce inwestorzy przestaną tracić (przynajmniej w USA)

Wygląda na to, że posiadam niewielkie zdolności profetyczne. Oto ledwie miesiąc temu pisząc o nowych kontraktach na LPP oraz 11Bit Studios zastanawiałem się: „a gdyby giełda poszła dalej i zrobiła coś takiego, co już dawno robią platformy CFD, czyli na wzór mini i mikrolotów wprowadziła kontrakty o mnożniku 0,1?”.

Z kolei, dwa tygodnie później rozważając kwestię jasno zdefiniowanego (procentem przegrywających) ryzyka związanego z handlem CFD zwracałem uwagę na brak podobnych ostrzeżeń na rynku kontraktów terminowych oraz akcji (oraz wielu innych papierów wartościowych). Obecne podejście sugeruje, że na CFD się traci, ale już gdzie indziej nie. Oto więc drodzy Państwo nadchodzi jutrzenka zysków. Na razie tylko na rynku amerykańskim. Ale jest! Co więcej łączy się z moją nieśmiałą sugestią wprowadzenia mini i mikro kontraktów.

Czytaj dalej >