Wzorce inwestycyjne, część 13

Losowość opisywana przeze mnie w poprzedniej części, która potrafi położyć skuteczność działania każdego wzorca w praktyce, trafiła na ścianę niepełnego zrozumienia. Takie głosy dostałem przez kilka kanałów.

_________________________________________________

Tematy prezentowane w tym cyklu do tej pory:

________________________________________________

W takim razie istnieje potrzeba jej dokładniejszego przedstawienia, co z przyjemnością niniejszym uczynię. Wiem bowiem, że to temat w zasadzie nigdzie nie poruszany, a przy tym naprawdę istotny dla skuteczności i samego sensu uczenia się inwestowania/spekulacji. Sam wielokrotnie go analizowałem we własnych działaniach na tyle, że byłem zmuszony zrezygnować z obiecującej strategii tylko dlatego, że problemem było pokonanie właśnie losowości.

Nie chodzi przy tym o losowość samych przebiegów cen, na nią nie mamy wpływu. Nawet co do jej rzeczywiście losowego charakteru istnieją dyskusje na poziomie Noblistów. I muszę przy tym zaznaczyć jeden fakt, który omawiałem na naszym twitterze (X):

Losowość zmian kursów nie przekreśla możliwości znajdowania w nich regularnych, powtarzających się wzorców, ani ich wykorzystania. Może istnieć wątpliwość co do sensu takiego podejścia, a przede wszystkim do stabilności i działania strategii technicznych na nich opartych, nie ma jednak innej możliwości analizy kursów dla celów inwestycyjnych jak przez poszukiwanie i wykorzystanie powtarzających się wzorców. Można to jednak robić na kilka sposobów i o tym za chwilę.

Najpierw jednak podkreślę, że losowość zastosowań wzorców dowolnego rodzaju, nie tylko tych na wykresach, ma jedną istotną właściwość: ZALEŻY OD SAMEGO INWESTORA i to on ma pełną nad tym kontrolę.

To istotne, ponieważ wiele innych problemów związanych z wykorzystaniem wzorców we wszelkich strategiach leży po stronie rynku albo innych stron niezależnych od nas. Nie mamy bowiem żadnego wpływu na to, że rynki zmieniają się w czasie, że mają niestacjonarny charakter, że nie da się ich prognozować i łatwo ujarzmiać, że nie wiemy czy następna transakcja będzie zyskowna czy stratna. Mamy jednak 100% kontroli nad tym jak bardzo zdyscyplinowanie naszych strategii użyjemy, czy w ogóle jak je zbudujemy.

W takim razie istotą problemu staje się to, jak projektujmy nasze strategie oparte o dowolne wzorce i jak systematycznie je użyjemy. W praktyce bowiem najczęstszym sposobem podejścia do inwestowania jest … całkowita losowość. Co więcej, nikt nie robi z tego problemu, a zresztą i same poradniki ku temu nieco domyślnie kierują. Nie byłoby problemu gdyby nie statystyki przegranych i pokonanych przez indeksy.

Pokażę to na 2 przykładach najczęściej używanych typów analiz: technicznej i fundamentalnej, obu stosowanych zwykle w sposób uznaniowy, ale nadal z użyciem wzorców.

    Analiza Fundamentalna

Tutaj najczęstszymi, aktywnymi metodami inwestycyjnymi są:

– selekcja akcji (ang. stocks selection),

– timing, czyli kupno/sprzedaż zależne od koniunktury i informacji,

– własna intuicja.

W każdej z nich robimy to w oparciu o poznane wcześniej wzorce (np. value investing), przy czym korzystając z intuicji sięgamy po wzorce nie opisane regułami, raczej pochodzące z zasobów doświadczeń, przekonań czy po prostu instynktownych impulsów. W tym przypadku nawet trudno mówić o nie-losowości, nie ma bowiem do czego jej odnieść.

A precyzując temat A.F. jeszcze bardziej, najczęstszym działaniem inwestorów jest miks wszystkich 3 podejść wyżej wskazanych, podlany jeszcze rekomendacjami innych analityków. Czy takie kombo ma szansę działać w długim terminie?

Pytanie co znaczy działać? Odpowiedź najlepsza: przynosić zysk wyższy niż z pasywnego inwestowania, inaczej pozbawione jest sensu.

Czy faktycznie działa? Biorąc pod uwagę, że nawet profesjonalni zarządzający mają problem z pokonaniem indeksów, odpowiedź ciśnie się sama: wątpliwe, a jeśli już to w jakichś krótszych odcinkach czasu.

A czy powinno działać? Raczej nie, niż tak. Skąd przekonanie, że powinno działać? Z poradników? Słabe to i niewiarygodne. Z tego, że Buffett wygrywa? To raczej wyjątek niż reguła. Wysokie umiejętności i dopieszczone metody selekcji wymagają jeszcze szczęśliwego trafu znalezienia się w odpowiednim czasie i miejscu. Nie każdemu to wszystko dane.

Załóżmy jednak, że inwestor XY robi to na zasadzie stock selection, czyli wybiera z puli spółek swoimi metodami te, które uważa za najbardziej obiecujące i trzyma w długim terminie.

Skąd ma wiedzieć, że taka metoda jest skuteczna w sensie pokonywania indeksów?

Jeśli tylko z przekonania, przeczytania gdzieś, zasłyszenia albo po prostu z wiary, to może być to obietnica składana sobie na wyrost. Zakładam jednak, że jest inwestorem w pełni świadomym swojej wiedzy,  umiejętności oraz doświadczeń i taki rodzaj podejścia do osiągania przewagi po prostu wcześniej przemyślał, przetestował, poddał statystycznej analizie, usprawniał, a więc posiada czarno na białym podstawy słuszności wyboru takiej właśnie ścieżki.

Każde inne działanie nie poparte testami czy statystykami to po prostu oddanie się łutowi szczęścia, czyli losowości. Być może uda mu się stworzyć portfel spółek lepszy od rynkowego, nie tylko w zakresie samych zmian, ale jeszcze odpowiedniego momentu rozpoczęcia i zakończenia inwestycji.

Załóżmy jednak, co chyba raczej jest rzadkością, że wybrana metoda selekcji spółek się sprawdza w osiąganiu ponadprzeciętnych rezultatów. Oznacza to jednak, że musi od tej pory podejmować wszystkie okazje generowane przez tę metodę i na pełnej puli spółek. W teorii możliwe, w praktyce zwykle nie, to raczej robota dla algorytmów.

Odstępstwa od działania systematycznego oznaczają, że zdaje się na losowe rozkłady wyników, i po stronie zysków i strat. Może się bowiem okazać, że uda mu się wyselekcjonować faktycznie spółki, które zachowają się lepiej niż indeks, albo dobierze taki portfel, który osiągnie stratę w tym czasie, gdy rynek rośnie.

Takie portfele losowe łatwo symulować komputerowo i będą miały drastyczne różnice w zwrotach między sobą. Tak samo odbywa się to potem w rzeczywistości.

Można jednak wybór zawęzić i wówczas losowość znacznie eliminujemy. Załóżmy, że inwestujemy tylko w spółki z WIG20 i nasza metoda się sprawdza historycznie. Jeśli zastosujemy ją zdyscyplinowanie wobec wszystkich 20 spółek i bez przerw, mamy szansę faktycznie uzyskać nielosowy wynik.

Jednym słowem, tylko systematyczne użycie wybranej metody inwestycyjnej pozwoli ograniczyć losowe wybory spółki i miejsca jej poziomu kupna/sprzedaży. Dodanie do tego uznaniowych decyzji (np. pominięcie jakiejś spółki ponieważ nam się „nie podoba” po tej cenie) oznacza inny wynik na plus lub minus wobec tego co dyktują nasze zasady.

Czy to problem? Oczywiście nie. To jedynie dość mocne wyjaśnienie tego, że tam, gdzie losowość w wyborze, tam każdy wynik jest możliwy i po prostu musimy się z tym pogodzić zamiast oddawaniu się narzekaniom i żalom. Za to łatwo sprawdzić jaki wynik osiągnęlibyśmy jadąc ściśle wg własnych reguł, a to również świetny materiał analityczny i edukacyjny.

Nie rozwiązuje nam to jednak problemu pierwotnego, czyli skąd brać te strategie, które rzeczywiście pozwalają pokonywać rynki? Gdyby były one rzeczywiście dostępne na wyciągnięcie ręki, ETFy indeksujące rynek nie urosłyby w taką siłę.

W kolejnej części druga metoda analizy, czyli A.T. i jej przygody z losowością.

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *