Oddech na reklamę
Ostatnio zrobiło się na blogach bossy tak poważnie, że czas na małą przerwę na reklamę.
Ostatnio zrobiło się na blogach bossy tak poważnie, że czas na małą przerwę na reklamę.
Zapewne większość czytelników blogów bossy miała okazję przyglądać się fanfarom i oklaskom, jakie biły z mediów po ogłoszeniu planu przez polityków z Francji, Niemiec i Brukseli. Z porannych komentarzy z nieukrywaną zazdrością wpadło mi w oko jedno zdanie, które o szumie napisał znany graczom na rynku pochodnych Kamil Jaros: Jeszcze mnie oczy bolą od nagłówka na jednym z portali na temat porozumienia, jakie dzisiejszej nocy zawarto w sprawie redukcji długu Grecji oraz rozbudowania mechanizmu pomocowego.
Ostatni wpis na temat konfliktu pomiędzy Wall Street i Main Street wzbudził sporo emocji. Część komentatorów próbowała nawet obsadzić mnie w roli zwolennika Wall Street, chociaż w mojej naturze leży raczej obserwowanie świata niż angażowanie się w polityczne spory. Niemniej poskrobię jeszcze szczelinę, która otworzyła się na świecie i postaram się nieco inaczej opisać mój punkt widzenia na to, co dzieje się w USA i dlaczego mam dystans do całości sporu.
Rzadko zdarza się, by z Wall Street docierały informacje pośrednio tylko związane z funkcjonowaniem rynku i gospodarki. Generalnie rzecz ujmując większość doniesień koncentruje się na gospodarce i instrumentach finansowych a jeśli mówi się o systemie, jako całości to zwykle jest to mieszanka pogardy z podziwem.
Zapewne większość Państwa mała okazję śledzić wtorkowy skok na Wall Street, który w godzinę podniósł indeksy o około cztery procent wartości. Przy obecnie obserwowanej zmienności trudno mówić o zaskoczeniu, ale medialna bieżączka przykryła sygnał, który rynki wysłały europejskim politykom.
W trakcie ostatnich kilkunastu godzin na pierwsze strony serwisów giełdowych wrócił temat podatku, jaki miałby zostać narzucony branży finansowej. Środowisko w niespecjalny sposób przejęło się tematem, ale mimo wszystko warto pochylić się nad tym zombie, który wraca na rynki niczym bumerang. Niestety tym razem wraca w formie kary za kryzys finansowy.
Kolejne posiedzenie FOMC za nami. Zaskoczeń właściwie nie było, więc tym razem warto spojrzeć nieco szerzej na emocje, jak wywołuje polityka monetarna Fed w samych Stanach Zjednoczonych.
Ostatnie tygodnie na rynku międzybankowym zdominowały spekulacje na temat kłopotów europejskich banków i spadku zaufania do partnerów. Gotycko rzecz ujmując na rynkach pojawił się duch banku Lehman Brothers, który spacerował pod rękę z poświatą kryzysu z roku 2008.
Sierpniowe tąpnięcie na rynkach wyzwoliło wśród komentatorów rynkowych i analityków nową modę, która sprowadza się do tez, iż USA i może globalną gospodarkę czeka tzw. stracona dekada.
Na rynku kilka dni wstecz, to zamierzchła przeszłość, ale przy okazji wystąpienia szefa Fed pojawił się standardowy zestaw rynkowych zachowań, który zasługuje przynajmniej na notkę na blogu.