Ostatnio zrobiło się na blogach bossy tak poważnie, że czas na małą przerwę na reklamę.

Zacznę od pewnego wyznania. Nie lubię blogonotek o książkach. Zawsze wydają mi się drogą na skróty. Jak książki z cyklu „dyskutując z kimś tam”, w których nikt z nikim nie rozmawia a całość sprowadza się do dopisywania komentarzy do poglądów innych. Po co wysilać się na jakieś ujęcie tematu, gdy można zacytować kilka zdań, podsumować żartem i wepchnąć na blog zapchajdziurę? Tym razem sam się rozgrzeszę, bo wydano w Polsce cichutko książkę, która na świecie jest bestsellerem i która walczy z ekonomicznym analfabetyzmem… poczuciem humoru.

Nie pamiętam, już gdzie kupiłem pierwsze wydanie The Undercover Economist (nalepka na tylnej okładce mojej książki wypłowiała), ale pewnie byłem jednym z nielicznych ludzi w Polsce, który miał okazję przeczytać pierwsze wydanie, bo zwyczajnie kupiłem cudeńko w jakiejś zagranicznej księgarni w czasach, gdy gwiazda Tima Harforda jeszcze nie dotarła do Polski, zakupy na Amazon były trudne a Empik nie sprowadzał łatwo książek na zamówienie.

Przeczytałem pewnie dobrych kilka lat wstecz, gdy blogi bossy nie wyszły jeszcze z fazy zygotalnej, ale zawsze miałem poczucie, że właśnie tak powinno pisać o ekonomii. Nie spłaszczając tematu, ale interesując jego związkami z całością obrazu. Nie za poważnie, ale też bez nadmiernego stawiania sobie pomnika. Czy można lepiej postawić problem, niż sprowadzić mikroekonomiczne wybory do wizyty w supermarkecie? Bo czy może być lepszy sposób skierowania uwagi na cały ten ekonomiczny problem niż sok pomarańczowy, który bezmyślnie wkładamy do koszyka?

Weekendowa wyprawa do Empiku skończyła się kupieniem nowego wydania i to po polsku (przegapiłem II wydanie w oryginale). Książka rozrosła się z 260 do blisko 400 stron a najsłabszy rozdział z poprzedniego wydania – najsłabszy z punktu widzenia osoby, która miała okazję oglądać to z pozycji zawodowych – o bańce internetowej został zamieniony na rozdział o kryzysie 2008 roku. W tym wypadku nie wszystko trafia w mój gust (jałowa obrona hipotezy rynku efektywnego), ale czytając nie mogłem odnieść wrażenia, że trudno byłoby mi napisać, ba pomyśleć, pewne rzeczy inaczej.

Osoby, które w życiu musiały pisać pewnie znają ten stan, kiedy czytają z radością kogoś, kto zamiótł w stosik wszystko ładnie i zgrabnie na trzydziestu stronach nie upraszczając problemu, ale pokazując bez poplątania ścieżki myślenia o tym szumie, który do nas dociera. Nie ukrywam, że miło jest też zobaczyć tezy o kryzysie i działalności banków centralnych w 2008 roku, które wcześniej samemu się zarysowało i za które – przynajmniej u części czytelników – zebrało się pochwały.

Jeśli piszecie jeszcze listy do Mikołaja. Jeśli współmażonek/kochanek/kochanka marudzą, iż znów nie mają pomysłu na prezent. Jeśli leczycie depresję zakupami. Jeśli macie problem z wytłumaczeniem pewnych spraw ludziom, którzy nie znaleźli w sobie miłości do ekonomii życia codziennego. Jeśli zwyczajnie macie wolny weekend. Każdy z tych powodów jest dobry, żeby w waszych rękach znalazła się książka o strasznym polskim tytule Sekrety ekonomii i pięknym angielskim The Undercover economist.

To nie będzie stracony czas, bo czyta się to, jak kryminał, tylko o podróży do pracy samochodem w korku czy z wózkiem po sklepie wielkopowierzchniowym. Nawet, jeśli nie ze wszystkim przyjdzie się Państwu zgodzić, to poznacie argumenty przeciwników pewnego ujmowania problemów. W sumie do dziś nie wiem, jak Harfordowi udała się sztuka pisania bez zakładania maski „wiem to lepiej od ciebie”, na którą cierpi większość piszących o ekonomii, rynku i gospodarce. I to kolejny powód, żeby przeczytać Harforda, bo uczy analizować skomplikowane procesy tak, żeby było z tym całkiem sporo zabawy – dla czytelnika.

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. GZalewski

    po przeczytaniu dorzucam się do reklamy.
    Jeden z lepszych opisów na czym polegały papiery hipoteczne na prz przykladzie niezbyt swiezych jajek.

  2. Bartek

    dzieki za polecenie, juz kupiona:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *