Nie ma dla blogera lepszej inspiracji niż komentarz czytelnika. W poprzednim tygodniu niestrudzony w tropieniu moich aberracji Lesserwisser pozwolił sobie oskarżyć moją skromną osobę o stałe lansowanie tezy, iż „bankowcy i instytucje finansowe są bardziej ofiarami niż sprawcami obecnego załamania finansowego i niepokojów społecznych”. Dalsze zdania mogą się okazać bolesne dla części z Państwa i pewnie jest to jedna z najbardziej niemiłych notek, jaką napisałem na blogach bossy, ale jak miał zalecać Einstein „chcesz opisywać prawdę, to elegancję zostaw krawcowi”.

Wprawdzie nigdy nie lansowałem zarzuconej tezy, bo nie pokrywa się z moim oglądem rzeczywistości społeczno-ekonomicznej, którą uznaję za proces a nie zamknięty układ z identyfikowalnymi i następującym po sobie przyczynami i skutkami. W istocie jestem pełen podziwu dla odwagi ludzi, którzy w kryzysie 2008 roku potrafią wskazać palec, który przewrócił pierwszą kostkę domina. Znacznie ciekawsze od skazanego na niepowodzenie poszukiwanie palca jest dla mnie spojrzenie z góry na to, jak przez lata trwał proces budowania całej tej konstrukcji, w której 2 dodać 2 coraz rzadziej dawało 4. Nic też nie nie poradzę na to, że w skomplikowanej rzeczywistości nie potrafię zgodzić się na to, żeby winę za efekt procesu składającego się z masy przyczyn i skutków zrzucano na jedno z ogniw pędzącego przez lata zaprzęgu.

Dlatego pozwolę sobie na tezę – i tej będę już bronił – że jednym z efektów zawalenia się tej całej konstrukcji w roku 2008 jest solidarność pomiędzy dłużnikami, którzy występują przeciwko wierzycielom. Jeśli przyjrzeć się wypowiedziom polityków, to jak mantra powraca tam coś, co nazywam mitem niewinnego społeczeństwa. W walce ideologicznej z sektorem finansowym bardzo łatwo sięga się po pejoratywne skojarzenia o zabijającej chciwości, milionach premii, tłustych kotach i jachtach kupowanych na potęgę, za które – jakżeby inaczej – płaci amerykański czy brytyjski Kowalski. Problem w tym, że w tym tańcu na lewarze znaczący udział mieli sami konsumenci, których wiedzę i świadomość ekonomiczną najlepiej opisuje słowo analfabetyzm.

Ktoś powie, że to łatka, którą każdego można obrzucić, ale spójrzmy na kilka wyników badań*. Według fundacji FINRA w 2009 roku 36 procent respondentów nie wiedziała, jak oprocentowany jest kredyt na karcie, której najczęściej używają. Od 1989 roku do 2004 odsetek osób, które płaciły kary za przekroczenie terminu spłaty karty kredytowej wzrósł z 4,8 procent do 8 procent. W 2006 roku wedle amerykańskich statystyk w obrocie w USA było 1,5 miliarda kart kredytowych, które ułożone jedna na drugiej zbudowałyby stos o wielkości 13 Mount Everestów. Przy tej masie wielkość długu na karcie kredytowej była na szczycie tematów okrytych społecznym tabu – zwyczajnie o tym się nie mówiło. Nie trzeba specjalnej wyobraźni, by na bazie tych kilku zdań zbudować sobie obraz konsumentów, którzy oszczędnie gospodarowali swoimi zasobami a dokładniej możliwościami i to na długo przed kryzysem, który miała wywołać chciwość bankierów. Czyżby konsumenci nie byli w swojej masie chciwi? Tylko który polityk powie wyborcy – jesteś za biedny?

W istocie uważam, że kryzys 2008 roku nie był punktem zapalnym w gospodarce światowej, ale efektem rozpasania, jakie towarzyszyło wielu konsumentom zachodniego świata. Nawet Polacy mieli okazję załapać się na ostatnią falę tego popuszczenia pasa, masowo rzucając się na kredyty na mieszkania w obcych walutach przy okazji oszczędnie gospodarując prawdą na temat własnej zdolności kredytowej. To samo dotyczyło państw, które do spółki ze społeczeństwami pląsały na imprezce golasów. Kryzys zapalił w tej dyskotece światło i konsumenci oraz rządy zostali przyłapani z opuszczonymi spodniami. Nagle kredyty okazały się za duże, obligacje niespłacalne a banki za słabe, żeby udźwignąć górę weksli bez pokrycia. Czy można się dziwić, że przyłapani na bunga bunga chcą znaleźć winnego ich wstydu? Koniecznie trzeba zidentyfikować ten palec, który zapalił światło!

W takim otoczeniu dość łatwo było zbudować figurę w postaci wrednych banków i tłustych bankierów. Właśnie dlatego politycy do spółki z mało rozumiejącymi z mechanizmów ekonomicznych dziennikarzami chętnie sięgnęli i sięgają do znanych od wieków metod kreowania wroga. Jeśli weźmiecie Państwo do ręki najpopularniejszy polski dziennik, to traficie tam na określenia w stylu „obrzydliwie bogaty”, które niczym nie różnią od znanych wam z historii opisów „obrzydliwie brudny”. Na poziomie mechanizmu kreowania wrogów to znany od wieków opis Żydów, Saracenów czy Murzynów. Na zasadzie autocenzury a nie realnych przekonań autorów antysemityzm, uprzedzenia rasowe czy inne tego typu zabiegi powoli znikają z obiegu prasowego i politycznego, ale – jak ładnie pokazał to Umberto Eco w eseju „Wymyślanie wrogów” – bez wroga trudno żyć. Dziś rolę wroga publicznego spełniają banksterzy, których trudno kochać, gdy ma się kilka kredytów.

* polecam lekturę strony Credit Card Statistics, która nie zawsze odwołuje się do najnowszych badań, ale właśnie dezaktualizacja pewnych danych daje obraz tego, że świat przed upadkiem Lehman Brothers nie był tak sielski, jak chcą tego zwolennicy zrzucenia winny na banki.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

137 Komentarzy

  1. blackswan

    @gzalewski

    “ja tylko zapytam o jedno – znaczy, ze w okresie 33-99, czyli obowiazywania ustawy GS – nie dochodziło do recesji, kryzysów, problemów z wypłacalnością, i bankructw krajów?”

    ale przeciez nikt nie twierdzi, ze GS bylo remedium na wszystkie klopoty; moje skromne spostrzezenie jedynie jest takie, ze samo odejscie od GS bylo bardzo symptomatyczne dla kierunku, ktory obraly rynki finansowe – czyli przesadna pewnosc przyszlosci, maksymalne zlewarowanie i kontrewolucyjny kierunek polegajacy na tworzeniu potworow w ramach systemu bankowego – potworow, ktore nie moga isc na dno, gdyz caly system moze nie udzwignac kosztow takiego upadku i zaraza rozniesie sie po wszystkich…

    @astanczak

    “Dziś jednak problem nie polega na tym, że banki nie chcą się zgodzić na redukcję zadłużenia, ale na tym, że nie chcą pożyczać nowych pieniędzy. Robią więc to, co do nich należy – na nowo oszacowały ryzyko i mówią żadnych nowych pieniędzy.”

    Z mojego skromnego punktu widzenia diagnoza jest nietrafiona. Po pierwsze, nie jest tak, ze banki nie chca pozyczac nowych pieniedzy, jakoby ze wzgledu na nowe oszacowanie ryzyka. Banki nie chca pozyczac nowych pieniedzy bo ich po prostu na to nie stac. Same maja nei tyle problem z plynnoscia, co z wyplacalnoscia. Gdybysmy juz w tym momencie zaczeli wyceniac portfele bankow na zasadzie mark-to-market to wiekszosc z nich jest kompletnie i calkowicie niewyplacalna. Jak bankrut wobec tego mialby inicjowac jakakolwiek akcje kredytowa, skoro sam musi w jakis sposob zdobyc finansowanie zeby przetrwac kolejny dzien, tydzien, miesiac?

    Tak samo, imho, pisanie o nowym szacunku ryzyk w przypadku bankow jest naduzyciem – banki nie maja w chwili obecnej wyjscia i sama ich metodologia wyceny posiadanych ryzyk i zarzadzania nimi opiera sie teraz tylko na jednym – byle wytrzymac kolejny kwartal. Zreszta, przyklad tego jak takie kwestie nalezy ‘rozwiazywac’ daje im FED, ktora to instytucja, jak pewien blogger pieknie okreslil, markuje swoj portfel na zasadzie “mark-to-skittle-shitting-unicorn-myth accounting”.

  2. blackswan

    ale FED-owi nie ma co sie dziwic, oni maja siebie za ‘ultimate market maker’, wiec zakladaja, ze znaja fair value wszystkich papierow. Gdyby dodatkowo wprowadzic jakas wersje podatku Tobina (co ciekawe – Pan Adam jest jego przeciwnikiem, ja rowniez) od transakcji finansowych, to, jak zwolennicy tego podatku czesto zauwazaja i argumentuja (nie mowie o bossoblogowych zwolennikach, ale o grupach lobbujacych ten temat w USA i EU) wielkosc aktywow FED w stosunku do wartosci rynkowych obrotow przyczyni sie do podkreslenia i wzmocnienia pozycji FED jako ostatecznego market makera i jedynego znawcy fair value roznych aktywow. Co to ma wspolnego z wolnym rynkiem – doprawdy nie wiem… Niewatpliwie jednak, w przypadku sytuacji kiedy FED dysponuje znacznie wieksza bazooka (juz abstrahujac od tego co sie dzieje w EMU), mozliwe krotkoterminowe turbulencje rynkowe sa zlagodzone. W horyzoncie dlugoterminowym jednak – najprawdopodobniej doprowadziloby to do czegos na ksztalt wariantu japonskiego

  3. blackswan

    @pit65

    “Sprzeczanie sie, który więcej jest żałosne ponieważ sprzeczka wynika z fiaska nieudanego skoku na kasę i widmo oskarżenia zaczyna krążyć w dotychczas zgodnym duecie.”

    sukces ma wielu ojcow, porazka jest sierota

  4. gzalewski

    blackswan, tuż przed załamaniem zrezygnowano w USA między innymi z uptick rule przy krótkiej sprzedaży akcji.
    Pamietam, ze obserwowalem to z zaciekawieniem – bo juz byla widoczna euforia na rynkach, i mozna bylo spodziwac sie jak to sie skonczy. I tak sobie myslalem, czy to byc moze pochodna myslenia “ze teraz jest inaczej”. Tak przynajmniej argumentowali zwolennicy.
    Wiec wiele zmian to raczej nie “celowe działania’ ale takie powolne rozmontowywyanie systemu, w przekonaniu, ze pewne rzeczy nie są juz potrzebne.
    Jednym z takich przekonan moglo byc przekonanie o tym, ze “bankowcy” są juz bardziej odpowiedzialni niz 100 lat temu, wiec pozwolmy im robic rzeczy, o ktore nas ciągle proszą

  5. blackswan

    @gzalewski

    jesli chodzi o uptick rule – nie sledzilem tej debaty tak jak Ty, natomiast jak dla mnie bledne jest doszukiwanie sie tutaj jakichs zwiazkow przyczynowo-skutkowych, czyli spekulowania jakoby istnienie badz zniesienie tej zasady wplywalo na skale rynkowych turbulencji. Zreszta, kwestia krotkiej sprzedazy to jednak troche bardziej pogmatwany temat. Jestem w stanie przedstawic sporo rozsadnych i logicznym argumentow, ze zniesienie uptick rule przyczynilo sie do polepszenia plynnosci i transparentnosci rynkow. To z kolei jest dla mnie wartoscia sama w sobie…

    “Jednym z takich przekonan moglo byc przekonanie o tym, ze „bankowcy” są juz bardziej odpowiedzialni niz 100 lat temu, wiec pozwolmy im robic rzeczy, o ktore nas ciągle proszą”

    Wiesz, gdyby srednia dlugosc zycia bankiera wynosila wiecej niz 100 lat, to zapewne do eskalacji pewnych zjawisk by nie doszlo. Ilu natomiast sposrod tych, ktorzy pracowali w sektorze bankowym w latach 30-tych doczekalo 2008? 🙂 Rzecz jasna, po drodze byly jeszcze Savings and Loan Crisis, default Rosji, Argentyna, LTCM itd wiec weterani jeszcze te czasy pamietaja. Co z tego, jesli idea jest pogon za szybkim dolarek… Jak to ZeroHedge ma zgrabnie napisane pod swoim logo:

    “on a long enough timeline, the survival rate for everyone drops to zero”

    Dla sektora bankowego w ramach danych regulacji, taki timeline to pewnie 2 dekady maks, (stworzenie warunkow funkcjonowania, ekspansja, bust, bailout, i tak dalej Macieju 🙂

  6. blackswan

    @MistrzOh

    ajaja, przegapilem Twoj wpis:

    “Tak jak to się dzieje w przypadku Grecji. Dlaczego za haircut (obojętnie 50, 60, 70 czy 80%) ma płacić ktokolwiek inny niż bank kupujący obligacje”

    He, tak sie sklada, ze najprawdopodobniej haircut, znacznie wiekszy niz 50% bedzie odnosic sie do prywatnych instytucji i posiadaczy obligacji – w tym bankow. Kto posiada jeszcze Greckie bondy? Kraje EU, ECB, moze IMF – i te instytucje zapewne haircutu nie zobacza, a jezeli juz to prawie stuprocentowo nie w takim wymiarze jak “prywaciarze”. Co swoja droga samo w sobie jest niezlym szwindlem.

  7. gzalewski

    co do uptick rule zgadzam sie generalnie – bo niesymetrycznosc przy krótkiej sprzedazy zawsze mnie dziwila

    a co do Grecji – to poza bankami/obligacjami jest jeszcze jeden aspekt o którym zupelnie sie nie mowi – dotacje UE i ich rozliczenie (czyli. ew. zwroty). Wlasnie to wszystko przepada, jesli Grecja zrobi “to my Panstwu dziekujemy”

  8. blackswan

    alez oczywiscie – przecietny podatnik-obywatel czy tez przedsiebiorca dostana relatywnie znacznie bardziej w ryj niz przecietny bank…chociazby poprzez wspomniane przez Ciebie dotacje… (chociaz swoja droga, same dotacje UE to wytwor chorej wyobrazni imho).

    pozy tym Grecja juz zrobila “to my Panstwu dziekujemy”. Mam troche znajomych Grekow, i dzieki wspolczesnej technologii spolecznosci internetowych w stylu twarzo-ksiazki, widze jakiego typu komentarze zamieszczaja. Nie jest dla mnie szokujace np., ze wsrod greckiego pokolenia ludzi mlodych, istnieje tak szerokie poparcie dla pogladow gloszonych przez m.in Neila Farage’a. Byt Grecji w UE jest juz przesadzony i roztrzygniety. Ostatnio moja Grecka kolezanka zamiescila link do trailera nadchodzacego wkrotce dokumentu o kryzysie w wydaniu greckim:

    http://player.vimeo.com/video/32202468?autoplay=1

    Odnosnie

  9. lesserwisser

    Jako że, moja skromna osoba, była niejako spiritus movens oraz vodka mobile (czyli 2 w 1 🙂 ) powstania niniejszego wątku (Solidarność golasów) chciałbym zwrócić uwagę na poniższe sformułowania szanownego autora (jeden z ostatnich komentarzy). No bo jakże inaczej mógłby postąpić niestrudzony tropiciel aberracji!. 🙂

    “ja nie gloryfikuję banków, tylko nie zgadzam się na „solidarność golasów”, którzy sami broili ile wlezie a teraz chcą przerzucić winę na banki”

    Jest więc dobra okazja do wyjaśnienia powodów różnicy w naszych podejściach do dyskutowanego problemu”, winna jest optyka – postrzeganie i perspektywa.

    Ja bowiem:

    “Nie zwalam całej odpowiedzialności na banki, tylko nie zgadzam się na „solidarność grubasów”, którzy sami broili ile wlezie a teraz chcą przerzucić winę i konsekwencje na innych” .

    Przy okazji chciałbym zauważyć, że ci “inni” (te golasy), którzy rzekomo tak broili, a teraz chcą przerzucać odpowiedzialność na banki i nie chcą godzić się na ponoszenie wynikłych konsekwencji finansowych są tu chyba najmniej winni.

    Jest jak zwykle – kowal zawinił a Cygana chcą powiesić!

  10. lesserwisser

    @ gzalewski

    “Zresztą na to zwraca uwage rowniez Lewis w Big Short. Ze nie spodziewal się, ze po patologiach z konca lat ’80 dojdzie do jeszcze wiekszych patologii i bezkarności.”

    Ta się złożyło, że w czasie kryzysu z 1987 r. pracowałem w Londynie i miałem okazje osobiście obserwować i doświadczać tego co się wtedy działo na rynku.

    Co więcej (vide Lewis), 20-21 lub 22 października wizytowałem akurat biura Phibro-Salomon, by przy okazji zobaczyć dealing room traderów obligacji i akcji, gdzie zainstalowany był najnowocześniejszy wówczas ogromny ekran wyświetlający kursy i notowania.

    To co się tam wówczas działo, przechodziło wszelkie wyobrażenia, to była absolutny zamęt, panika, traderom puszczały nerwy – istny pożar w burdelu. To było wręcz kompromitujące, tak aż grzecznie nas wyproszono z tej sali, choć wprowadzającymi byli szef i dyrektor Phibro, z innej branży.

    Powiedziałem im podczas lunchu, że u nas coś takiego nazywa się pożarem w burdelu. Uśmiechnęli się i powiedzieli że dobrze to rekapituluje tę sytuację, a jeden z nich dodał że ci chłopcy (od akcji i obligacji) gaszą ten pożar benzyną.

    Podczas kolejnego spotkania, kilka tygodni później, kiedy rynek się trochę uspokoił, mój kolega finansowiec zapytał zaciekawiony czy, według nich, taka sytuacja może się powtórzyć (a miał on wyraźnie lewicowe poglądy) – mój znajomy – nota bene doświadczony trader i bardzo inteligentny człowiek – wypowiedział wtedy jakże prorocze słowa:

    Obawiam się, że sytuacja się będzie powtarzać i może być jeszcze gorzej, gdyż to “figure trading” i derywatywy coraz bardziej odrywają się od realnych fundamentów i zaczynają żyć własnym życiem, więć rynek będzie targany coraz silniejszymi paroksyzmami.

    Gdy po latach, na jakimś spotkaniu ponownie rozmawialiśmy, ów znajmy (już wtedy w innej firmie – nota bene tez dotkniętej wielkim skandalem finansowy) – powiedział – patrz na afery Sumitomo i MG oraz wpadkę LTCM.

    Problemy instrumentowe i ludzkie zaczynaja się robić problemami firmowymi, te zaczynają robić się problemami bankowymi a obawiam się, że problemy bankowe za niedługo staną się problemami państwowymi a nawet całego systemu.

    Ponieważ zaś tamte czasy do obecnych można porównać do dzisiejszych, jak mniej więcej, do dawna wizytę na wieczorku tanecznym w przyzwoitym domu do obecnej wizyty w agencji towarzyskiej więc, w pełni jasne staje się, że tak jak napisałeś:

    “mysle, ze ten „kolaps” systemu byl nieuchronny, wlasnie dlatego ze nie mozna bezkarnie w nieskonczonosc robic pwwnych rzeczy. Oczywiscie im pozniej on nastepuje tym gorsze skutki dla ludzi.”

    No ale.. Tak wygląda świat. Niestety! I najgorsze to may jeszcze przed sobą. 🙁

  11. gzalewski

    To do tego podsumowania dołoże cos co mowilem w 2007 roku, gdy przerozni analitycy mowili, ze “u nas” ten pozar bedzie mniejszy, bo my bylismy rozsadniejsi i nie mielismy tych wszystkich “cdo, abs i xyz”.
    Pytalem wtedy, czy są pewni, ze nie mielibysmy, gdyby to potrwalo jeszcze 1-2 lata.

  12. blackswan

    “Przy okazji chciałbym zauważyć, że ci „inni” (te golasy), którzy rzekomo tak broili, a teraz chcą przerzucać odpowiedzialność na banki i nie chcą godzić się na ponoszenie wynikłych konsekwencji finansowych są tu chyba najmniej winni.”

    nie wiem czy stopniowanie winy ma tu jakikolwiek sens i wartosc sama w sobie – osobiscie zgadzam sie z tym, ze banki byly bardzo integralna czescia tego chorego funkcjonowania systemu, niemniej jednak bank to nic innego jak ludzki twor i to ludzie i ludzka natura doprowadzily do powstania takich a nie innych “okolicznosci natury obiektywnej” jak to mawial Książę maharadża Kaburu w “Hydrozagadce”.

    Moim zdaniem, najgorsza rzecza jaka mozna teraz robic to szukac bezposredniego winnego, gdyz taki po prostu nie istnieje. Wiadomo jest, ze w ramach funkcjonowania w takim. a nie innym systemie agenci beda zawsze podejmowac decyzje z punktu widzenia “racjonalnosci” okreslonej przez dany system. Kwestia winy i odpowiedzialnosci to krok w nieodpowiednia strone. Spojrzmy prawdzie w oczy – wszyscy jestesmy temu winni. Pytanie, co nalezy zmienic oraz w jaki sposob, zeby nauczeni doswiadczeniem starac sie nie popelniac identycznych bledow. To, ze cykle boom i bust wystepowac beda zawsze, bez znaczenia czy mowimy o braku derywatow, podatku od transakcji itd, jest pewne. Grunt, to umiec stworzyc mechanizmy, ktore beda odpowiednio ‘antifragile and robust’, jak mawia Taleb.

  13. lesserwisser

    Zauważyłem że przy kopiowaniu ostatniego tekstu opuściłem pewien, istotny dla zrozumienia sprawy – wydaje mi się fragment.

    W czasie gdy działy się cuda w owym dealing roomie, dealerzy obligacji z Salomon Brothers uważali się za dużo lepszych, od pozostałych branż, byli aroganccy i zadzierali nosa, wobec innych pracowników Phibro-Salomon. Podlegali oni Johny,emu Meriwetherowi (podwówczas już chyba vice-charmainowi firmy), który ze swoimi młodymi wilkami uważani byli za cudowne dzieci (whiz kids). Potem Meriwether założył niesławny LTCM.

    W związku z powyższy ludzie z innych działów nie lubili tych mądrali i mieli cicha satysfakcję, gdy po czarny październiku 1987 r. ci chłopcy spuścili trochę nosy na kwintę, spokornieli i trochę złagodnieli.

    Wkrótce jednak wróciły i humory, pewność siebie i dawny bojowy duch więc wielu mówiło, że nie zapamiętali wcale lekcji, którą dostali wtedy od rynku, więc przepowiadali, że z tego powodu mogą oni jeszcze niejednej biedy napytać firmie.

    Uzupełnia to by podkreślić, że w tym wszystkim istotną rolę odgrywał również czynnik czysto ludzki a nie tylko lipne modele matematyczne czy błędne decyzje ekonomiczne lub polityczne.

  14. lesserwisser

    To chyba książę maharadża Kaburu w „Hydrozagadce” mówił też -_”Herman, – ACHTUNG ACHTUNG HERMAN! DREI ZWEI EINZ NULL! FEUER! TORPEDEN LOSS!

    Faktycznie torpedy już poszły – a więc ratuj się kto może. SOS – ratujmy nasze tyłki i dusze. 🙂 Bo łajba zwana Unią E – jeszcze dobrze nie trafiona a już tonie!

  15. lesserwisser

    No to co ja dzisiaj czytam w “Uważam Rz”?

    Ano o aferze bankowej w krajach nadbałtyckich, gdzie upadły banki kontrolowane przez rosyjskiego oligarchę W. Antonową. W aferę zamieszane są trzy kraje i pięć banków.

    Na Litwie, w bilansie banku Snoras – piątego w kraju – zagineło gdzieś ok 300 mln Euro, na Łotwie – w bilansie banku Latvijas Krajabanka znikneło ponad 190 mln Euro, a jego upadek będzie kosztował Łotwę ok. 1% PKB. Estonia też została trafione ale trochę mniej.

    Nie jest to zresztą spraw czysto lokalna, gdyż trafione banki miały swoje przedstawicielstwa w Belgii, Czechach, Ukrainie i Białorusii.

    Okazało się, ze pieniądze klientów (golasów) szły na luksusowe zakupy i wystawne życie szefów banków (spasionych kocurków).

    Mafia od kontroli interesów śmieciowych, transportu i budownictwa, narkotykow i wymuszeń przeszła obecnie do sfery finansowej.

    Teraz to jest już legit biznes, oni już nie są rekieterami oni teraz są już rekiet scientists.

    PS

    Coś się dzisiaj zrobiłem wyjątkowo gadatliwy! Chyba se nicka zmienię na “biały kruk”, albo coś w podobie? 🙂

  16. Lucek

    “SOS – ratujmy nasze tyłki i dusze”

    Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Jak dziecko we mgle,
    Jak goliat na pchle,
    Mól w otchłani wód,
    Który liczy wciąż na cud.
    Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Dziecko w kwiecie sił.
    Choć w intencjach
    To w zasadzie pozytywny.

    Autor:Jan Kaczmarek

  17. blackswan

    “Coś się dzisiaj zrobiłem wyjątkowo gadatliwy! Chyba se nicka zmienię na „biały kruk”, albo coś w podobie?”

    jesli to byla aluzja do mnie, to nie pekaj – wkrotce bede mial wlasna przestrzen internetowa i nie bedziesz musial sie meczyc czytajac moje wypociny/uwagi/dygresje/przemyslenia, takze cierpliwosci…

  18. Lucek

    “No to co ja dzisiaj czytam w „Uważam Rz”?”

    Zacznij czytać “Dzwoneczek Częstochowski”, znajdziesz tam przepis na ratowanie duszy:)

  19. lesserwisser

    @ Lucek

    To “Dzwoneczek Częstochowski” jeszcze wychodzi?

    Chyba bedę musiał odnowić subskrybcję.:)

    @ blackswan

    “jesli to byla aluzja do mnie, to nie pekaj”

    A jeśli to nie była?

    Ja, rzadko kiedy pękam, tak jak dobra guma! 🙂

  20. wolny słuchacz

    Szanowny Panie Adamie ,,,

    Skoro nie chce Pan odpowiedzieć na wcześniejsze pytania to postawie kolejne i sam na nie odpowiem.
    1. Co to jest deficyt budżetowy Państwa ? Jest to różnica (ujemna) pomiędzy wpływami i wydatkami.
    2. Co to jest deficyt budżetowy innego podmiotu niż Państwo ( np. Jana Kowalskiego)?. Jest to różnica (ujemna) pomiędzy wpływami i wydatkami podmiotu .
    3. Na czym polega główny model biznesowy Banku ?. Polega na udzielaniu kredytów na pokrycie deficytów podmiotów wymienionych w pkt.1 lub 2
    3. Czy gdyby istniało prawo, które zakazywałoby wszystkim podmiotom posiadania deficytów, model biznesowy Banków polegający na udzielaniu kredytów mógłby istnieć ? Nie mógłby istnieć ponieważ nie było chętnych na pożyczanie?
    4. Czy Banki powinny powinny przestać pożyczać ? Nie , powinny nadal udzielać kredytów ale tylko tym którzy te kredyty zwrócą.
    Gdyby Banki były zobligowane do pokrycia strat z tytułu udzielonych kredytów kapitałem własnym, z pewnością nie pozwoliłyby złym greckim , czy włoskim politykom zadłużyć ponad miarę – nie byłoby problemu solidarności golasów.
    Zresztą nie jest to tylko problem solidarności golasów, ale przede wszystkim problem solidarnego braku odpowiedzialności Banków za własne decyzje biznesowe, inaczej komunizm finansowy,ryzyko na cudzy rachunek.

    Pozdrawiam

    Wolny Słuchacz

    1. astanczak (Post autora)

      @ Wolny Słuchacz

      Jedno, standardowe pytanie – czy udzieliłby Pan kredytu rządowi Donalda Tuska?

  21. wolny słuchacz

    Szanowny Panie Adamie ,

    Kilka standardowych pytań przy kredycie ?
    1. Jaka kwota kredytu ?
    2. Na jaki okres ?
    3. Jakie będą źródła spłaty oraz zabezpieczenie kredytu ?

    Pozdrawiam
    Wolny Słuchacz

    1. astanczak (Post autora)

      > Kilka standardowych pytań przy kredycie ?

      Kiedy mówiłem kredyt, to miałem na myśli aukcje długu.

      Powiedzmy w czymś takim:

      http://www.parkiet.com/artykul/1117205.html

  22. wolny słuchacz

    Szanowny Panie Adamie

    Przekazuję krotki opis przyczyn obecnego kryzysu. Ciekaw jestem czy się Pan z tymi ocenami.
    O tym, że jest to kryzys światowego systemu, nie ma z kim rozmawiać. Jako przyczyny kryzysu wymienia się nadmierną konsumpcję starszego pokolenia i rozbuchane państwo opiekuńcze. Nikt nie mówi o tym, że w epoce Reagana i Thatcher skończył się kapitalizm oparty na indywidualnej własności prywatnej, wolnym rynku i związkach zawodowych, które stabilizowały system.
    Przypomnę tylko, że system korporacyjny polega na anonimowej, rozproszonej własności. Indywidualna własność prywatna, wymagająca odpowiedzialności za decyzje, przegrywa z potęgą polityczną i ekonomiczną wielkich korporacji, co jest przyczyną likwidacji klasy średniej. Obecnie klasę średnią stanowią głównie pracownicy najemni wielkich korporacji. W zarządach korporacji trwa karuzela stanowisk. Powstała nowa nomenklatura, analogiczna do komunistycznej.
    W systemie finansowym, opartym na spekulacji i hazardzie, mantra o wolnym rynku doprowadziła do takich patologii, że wolny rynek wydaje się teraz przyczyną chaosu. Powstała nowa teoria wolnego rynku –chaotyka (to nie jest żart!).

    Źródłem patologii jest wyłączenie banków i innych instytucji finansowych spod praw wolnego rynku. Za złe zarządzanie i błędne decyzje kredytowe bank nie ponosi odpowiedzialności. Kiedy bankrutuje stocznia, kopalnia, huta czy piekarnia, władzy politycznej nie wolno ingerować. Kiedy bankrutuje bank, można, a nawet musi się dofinansować go z budżetu. Wystarczy, że banki poniosły straty na złych kredytach, zewsząd słychać apele o solidarną zrzutkę.

    System neoliberalny nie jest wynikiem naturalnej ewolucji systemu kapitalistycznego. Punkt po punkcie można prześledzić zmiany w prawie, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Jest na ten temat bogata literatura również w języku polskim

    Pozdrawiam

    Wolny Słuchacz

    1. astanczak (Post autora)

      @ wolny słuchacz

      dużo Pan napisał, ale kluczem do całości jest jedno zdanie, które nie jest prawdziwe

      >Kiedy bankrutuje bank, można, a nawet musi się dofinansować go z budżetu.

      To nie prawda – kiedy bankrutuje jeden bank, to system przełyka taki przypadek najczęściej za pomocą przejęcia lub kontrolowanej upadłości. Problem zaczyna się, kiedy system bankowy usycha z braku pewności. Wówczas podział na banki zdrowe i chore zaczyna się zacierać.

  23. lesserwisser

    “czy udzieliłby Pan kredytu rządowi Donalda Tuska?”

    Ja tam bym udzielił, ale nie wszystkim członkom, np. dla minister Muszki, chętnie mógłbym zrobić wyjątek. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *