Kryzys na lata
Opublikowane wczoraj protokoły z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) kolejny raz pokazały, iż w obecnej polityce monetarnej bólem głowy pozostaje słaby rynek pracy.
Opublikowane wczoraj protokoły z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) kolejny raz pokazały, iż w obecnej polityce monetarnej bólem głowy pozostaje słaby rynek pracy.
W wakacyjnych notkach pojawił się już wątek lektur, na który warto spojrzeć z nieco innej perspektywy.
Trwający właśnie szczyt Unii Europejskiej przedstawia się na rynkach, jako wydarzenie na miarę finalnego aktu, po którym strefę euro czeka rozpad i powrót do walut narodowych. Po zachowaniu giełd widać jednak, że rynek daleki jest od takiej perspektywy. Dlatego warto już przygotować się na kolejne wielkie wydarzenie, jakim będzie powrót pytań o zdolność amerykańskiej klasy politycznej do uporania się z perspektywą zmian w systemie podatkowym oraz wymuszonymi ograniczeniami wydatków budżetowych.
Bez wątpienia środowe notowania na rynkach należały do amerykańskiej Rezerwy Federalnej i jej szefa. Każdy, kto słuchał konferencji musiał zwrócić uwagę na konsekwentne powtarzanie tezy o gotowości do działania. Dla wprawionych w słuchaniu szefów banków centralnych mniej ważna była sama teza a więcej upór, z jakim Ben Bernanke rysował przyszłą politykę amerykańskiego banku centralnego.
Bez większego echa w rodzimej blogosferze przeszło przesłuchanie szefa JP Morgan Chase w amerykańskim parlamencie. Szkoda, bo jak na dłoni objawił się tam nie tylko podział pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami założenia większego kagańca na banki inwestycyjne, ale również szerszy obraz tego, na jakim teoretycznym fundamencie próbuje się regulować rynki.
Jeśli zapytać przeciętnego inwestora, na jakich polach ogniskuje się dziś uwaga rynku, to bez wątpienia wielu wymieni również debiut Facebooka. Szum, jaki towarzyszył przygotowaniom do IPO i przekonanie, że będzie to Google dla tych, którzy przegapili Google, wyniosły poprzeczkę wysoko. Na tyle wysoko, iż zasadnym było zadawać pytanie, czy jest na świecie spółka, która spełniłaby takie oczekiwania.
Sporo szumu wywołuje informacja szefa banku JPMorgan Chase o stracie na rynku CDS. Patrząc na zachowanie rynku i ceny akcji JP Morgan nie można doszukać się poważniejszego zaniepokojenia graczy wpadką jednej z największych instytucji świata.
W ostatnich tygodniach w komentarzach analityków i w mediach branżowych zaczynam odnajdywać znaną z najostrzejszego fazy kryzysu nutę, która składa się symfonię podniecenia. Po okresie względnej stabilizacji powróciły krwiste metafory i a tytuły biją po oczach czerwonym czcionkami. Pochodną jest większa nerwowość części klientów biur maklerskich, której ślady znajduję w skrzynce mailowej. Skorzystam zatem z okazji, żeby wyjaśnić punkt widzenia, który zmusza do spokojnego przyglądania się ostatnim wydarzeniom, bez poddawania się bieżączce medialnej.
Intuicja w inwestowaniu wzbudziła na blogach bossy sporo szumu, więc podrapiemy jeszcze temat w nieco innym kontekście, jakim są mody na rynkach. W przypadku Polski przegląd problemu wydaje się stosunkowo prosty, bo rynek ma relatywnie krótką historię, której pierwsza dekada przypadła na okres – nazwijmy go – przedinternetowy.
Nieformalny finał prawyborów w amerykańskiej Partii Republikańskiej pozostawił na scenie Mitta Romney’a, który bardzo chce prezentować się, jako kandydat całej Ameryki. Niestety bogactwo Romney’a powoduje, iż już na starcie urzędujący prezydent umieszcza konkurenta w roli przedstawiciela establishmentu a to w prosty sposób ustawia zbliżającą się kampanię prezydencką w konflikcie z rynkami.