Ludzie powinni wiedzieć, że najpierw wróg wyglądał, jak przedmioty codziennego użytku: samochody, budynki, telefony. A później, kiedy roboty zaczęły się same projektować i produkować, ich świat nadal wyglądał znajomo, lecz sprawiał wrażenie zniekształconego, jak ludzie i zwierzęta z innego wszechświata stworzonego przez innego Boga. Maszyny, które nas atakowały, pochodziły nie tylko z naszych sennych marzeń, lecz także z koszmarów. Daniel Wilson. Robokalipsa

W sobotę, 6 września 2008 roku w serwisie Google News pojawiła się informacja dotycząca spółki lotniczej United Airlines. Artykuł informował o złożeniu przez firmę wniosku o upadłość. Wiadomość o tym opublikowana została w serwisie Bloomberg, a później w kolejnych mediach. Podczas otwarcia poniedziałkowej sesji na giełdzie w Nowym Jorku, cena akcji United Airlines spadła o z około 12 dolarów do 3 dolarów. Handel akcjami został wstrzymany. Po odwieszeniu kurs odzyskał znaczącą część spadku (handel zakończył się w okolicach 11 dolarów).

Jak się później okazało algorytm Google News indeksujący najbardziej popularne strony zauważył ruch na stronie internetowej The Sun-Sentinel. Był to powielony tekst z Chicago Tribune i faktycznie dotyczył złożenia wniosku o upadłość przez linie lotnicze. Sześć lat wcześniej. W 2002 roku. Ponieważ na stronie z artykułem w The Sun-Sentinel nie pojawiła się żadna data, algorytm nadał jej datę aktualną. Choć tekst nie pojawił się na głównej stronie Google News, to został rozsyłany choćby w newsletterach do wszystkich osób, które wcześniej mieli skonfigurowane automatyczne powiadomienia o spółce United Airlines.

W ciągu kolejnych tygodni nastąpiło wzajemne oskarżanie się firm o to, kto jest odpowiedzialny za wpadkę.

W poniedziałek, 1 stycznia 2024 roku w mediach społecznościowych (przede wszystkim na platformie X) zaczęła być rozpowszechniana informacja dotycząca zachowania się kursu złotego. Pokazywano zrzut ekranu z platformy Google, z których wynikało, że kurs zbliżył się do poziomu 6 złotych za jedno euro, oraz 5,30 za jednego dolara. Oznaczałoby to kolosalny wzrost podczas jednej sesji. Wiadomość, zaczęła roznosić się wirusowo, jak wiele informacji w mediach społecznościowych, dodatkowo podsycana przez część polityków, którzy próbowali załamanie się złotego wykorzystać do oskarżenia polityki rządu.

Wieczorem tego samego dnia minister finansów, Andrzej Domański poinformował (również na platformie X, która zdaje się być oficjalnym medium komunikacyjnym polityków), że kurs podany przez serwis Google Finanse to błąd.

Przez wiele godzin w wolny poniedziałek styczniowy media społecznościowe żyły informacją, która dla osób znających i obserwujących rynek, była od początku ewidentnym błędem. Ponieważ jednak żyjemy w świecie, w którym każdy może być ekspertem w ciągu jednej chwili, zaś dotychczasowe autorytety nie mają większego znaczenia, nikt nie przejmował się sugestiami dziennikarzy finansowych, czy analityków, że to z całą pewnością był błąd. Przypominam – to był noworoczny poniedziałek. Dzień wolny po sylwestrowych imprezach. Prawdopodobnie podczas zwykłego dnia roboczego nikt absolutnie nie przejąłby się informacją podaną przez Google, które z całą pewnością nie jest źródłem pierwszego wyboru o kursach walut, dla osób interesujących się nimi. Szybko można by zweryfikować to w innych, licznych serwisach i wzruszyć ramionami.

Fakt, że był to dzień wolny – co więcej związany ze specyficzną datą, czyli przejściem z jednego roku na drugi – powinien wzbudzić czujność, że coś jest nie tak z danymi, a nie, że oto nastąpił krach złotego. Tyle się mówi o weryfikowaniu informacji, sprawdzaniu źródeł, a tymczasem bzdura była rozpowszechniana przez coraz większą rzeszę osób. Oczywiście z wszelkimi możliwymi interpretacjami i wyjaśnieniami. Szczególnie przez polityków, którzy nie przejmują się zupełnie rzeczywistością, jeśli tylko mogą wykorzystać coś do własnych celów. Odwołując się do książki Moisésa Naíma Zemsta władzy, można uznać, że był to element polityki postprawdy.

Politycy kłamią. Kłamali od niepamiętnych czasów. Nawet stara legenda o Jerzym Waszyngtonie i   drzewku wiśniowym  – ukochana przez Amerykanów pochwała na cześć prawdomówności  – była wierutnym kłamstwem spreparowanym przez Masona Locke’a Weemsa, wędrownego sprzedawcę książek i   pisarza, który chciał się wzbogacić na postaci pana generała. Taki osiemnastowieczny odpowiednik Infowars.

Manipulowanie przekazem i   wizerunkiem, półprawdy czy oszustwa są takimi samymi częściami procesu demokratycznego jak kontrola sądowa i   okresowe wybory. Na początek powinniśmy sobie wyjaśnić, co rozumiemy przez postprawdę i   czym się ona różni od zwykłego politycznego krętactwa. Jay Rosen dobrze uchwycił nowość tego zjawiska, pisząc na Twitterze: „Określenia takie jak »pisanie historii na nowo« czy »zaciemnianie obrazu« nie oddają tego, co się w   tej chwili dzieje. To próba uniemożliwienia Amerykanom zrozumienia, co się z   nimi stało, poprzez strategiczne wykorzystanie dezorientacji”. I   właśnie to sprawia, że postprawda jest czymś znacznie groźniejszym od zwykłej fałszywości ludzi władzy. Nie chodzi o   rozgłaszanie tego czy innego kłamstwa, lecz o   niszczenie szans na prawdę w   życiu publicznym.

Przy okazji całkiem niedawnej „afery” wokół strat jakie miał ponieść koncern PKN Orlen, w wyniku spadku cen akcji na giełdzie, Adam Stańczak w swoim tekście Pawiany na drzewie napisał:

Przez chwilę miałem ochotę nawet zebrać całą narrację w jakiś jeden spójny zbiór i wyjaśnić każdą głupotę, którą w tych spekulacjach powielano. Finalnie jednak uświadomiłem sobie, że nie mam szans wygrać z wiatrakami. Ponadto, polemika z jednym reptiliańskim argumentem z Twittera wymagałaby dziesięciu lub dwudziestu zdań wyjaśnień, które i tak zapewne spotkałby się z kolejnym reptiliańskim zdaniem zaczynającym się od „tak, ale…”. Łatwiej to obśmiać.

Tak właśnie to wygląda. W świecie, w którym autorytetami są anonimowe konta w mediach społecznościowych oraz politycy najczęściej nie mający pojęcia o niczym, próba wyjaśniania i tłumaczenia faktów, jest skazana na porażkę. Każdą rzecz można podważyć, zadając mniej lub bardziej głupie pytania, albo odwołując się do „zdrowego rozsądku”, w którym przecież wiadomo, że Ziemia jest płaska.

Jeśli zastanawialiśmy się kiedykolwiek, w jaki sposób audycja radiowa o inwazji Marsjan na Ziemię, na podstawie powieści Herberta Wellsa mogła w 1938 roku wywołać panikę, spójrzmy na to, co dzieje się od czasu do czasu w reakcjach na rozprzestrzeniające się „wiadomości” w mediach społecznościowych. Algorytmy, które chętniej wzmacniają kontrowersyjne i klikające się treści istotnie nam w tym pomagają.

W tym świecie już funkcjonujemy. W lipcu 2014 doszło do zamieszek w Mandalaj, drugim co do wielkości mieście w Birmie (Mjanmie). Plotka rozpowszechniona przez Facebooka doprowadziła do bardzo poważnych zamieszek i walk między ludnością buddyjską i muzułmańską.

Na fali powszechnego oburzenia użytkownicy Facebooka nakłaniali się nawzajem do tępienia muzułmanów mieszkających w sąsiedztwie. W zamieszkach w Mandalaj setki osób zaatakowały muzułmańskie lokale i ich właścicieli. Dwie osoby zginęły, a wiele odniosło obrażenia. W trakcie zajść ulicznych wysoko postawiony urzędnik państwowy skontaktował się telefonicznie ze znajomym w mjanmańskiej siedzibie firmy consultingowej Deloitte, prosząc o pomoc w nawiązaniu kontaktu z Facebookiem. Nie udało im się jednak dodzwonić do kierownictwa platformy. W desperacji rząd zablokował obywatelom Mandalaj dostęp do niej. Zamieszki ustały. Następnego dnia szefowie Facebooka wreszcie odpowiedzieli reprezentantowi Deloitte. Nie interesowała ich jednak przyczyna wybuchu przemocy, tylko powód, dla którego zablokowano dostęp do serwisu. Max Fischer W trybach chaosu.

Wróćmy do Polski i tego, w jaki sposób Google przejęło się błędem w danych dotyczących kursu złotego. Zwłaszcza, że o wyjaśnienia poprosiło oficjalnie Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Cyfryzacji. Firma Google Polska wystosowała odpowiedni komunikat.

Funkcje wyszukiwania, takie jak wyświetlanie kursu wymiany walut, opierają się na danych z zewnętrznych źródeł. W przypadku zgłoszenia nieścisłości, kontaktujemy się z dostawcami danych, aby jak najszybciej skorygować błędy.

Właśnie mija tydzień od tamtych wydarzeń. Dane dotyczące złotego już są (chyba) poprawne. Z drobnym wyjątkiem.

 

[Photo by Mitchell Luo on Unsplash  ]

4 Komentarzy

  1. kamilp

    Prawie jak u Orwella w 1984, jak przepisywali caly czas historie, zeby ja zatrzec i nie bylo juz wiadomo czy cos sie wydarzylo czy nie.
    Czy w takim razie jednym z rozwiazan, zeby zapobiec temu mechanizmowi bedzie blockchain 🙂 gdzie mamy cala historie jakiegos zdarzenia, transakcji itp + sporo rozwiazan apropo weryfikacji czy jakies zdarzenie zaszlo (gdzie uczestnicy ryzykuja swoim kapitalem weryfikujac je?)? I nie mam na mysli samego BTC tylko samej technologi i jakie mozliwosci daje.

    1. GZalewski

      jak znam "czlowieka" poradziłby sobie 🙂

  2. Stutak

    "W poniedziałek, 1 stycznia 2023 roku w mediach społecznościowych" – chyba powinno być 2024 r.

    1. Grzegorz Zalewski (Post autora)

      Dziękuję za zwrócenie uwagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *