List od czytelniczki
Biuro dostało list od jednej z naszych czytelniczek, który trafił do mnie. W sumie dość uniwersalny, więc pozwolę sobie wykorzystać blogi i odpowiedzieć publicznie.
Biuro dostało list od jednej z naszych czytelniczek, który trafił do mnie. W sumie dość uniwersalny, więc pozwolę sobie wykorzystać blogi i odpowiedzieć publicznie.
W ostatnich dniach na rynkach akcji zostały zdominowane przez dwa państwa – Argentynę i Turcję – oraz ich waluty – lirę i peso. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu w serwisach zlano dwa zupełnie różne państwa i wrzucono do jednego koszyka pod nazwą emerging markets sugerując, iż przecena walut jest kreowana tymi samymi czynnikami. Rzućmy zatem okiem na Argentynę.
Od początku mojej przygody z giełdami a ściślej pisania o rynku ciągnie się za mną karma w postaci stałego zderzania się z niechęcią do spekulacji. Pamiętam jakiś mój felieton do prasy z czasów, gdy premierem był Leszek Miller, w którym komentowałem wypowiedź „kanclerza” odnośnie spekulacji. Ostatnio w znoszone gumowce wbiły media zapomnianego nieco polskiego Mister Doom’a z prognozą „czarnego łabędzia”.
W ostatniej notce na blogu pozwoliłem sobie wyrazić dystans do szeroko powtarzanych tez, iż ostatnie lata zwyżek na giełdach to efekt baniek spekulacyjnych. W mailu od jednego ze stałych czytelników dostałem komentarz, w którym słusznie rozdzielił mój stosunek do idei bańki spekulacyjnej od byczej postawy wobec rynku. Rozróżnienie jest na tyle ciekawe, że muszę skorzystać z okazji i odpowiedzieć notką.
Nasze blogowe prognozy z ostatniej notki nie wzbudziły większych emocji. Ciekawostką jest to, iż z blogerów bossy Trystero, Grzegorz Zalewski i Tomek Symonowicz nie pojawili się w komentarzach ze swoimi prognozami. Odważnych komentatorów było również relatywnie mało. Wykorzystajmy to, jako pretekst do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: czy jesteśmy w bańce spekulacyjnej?
W podsumowaniach roku 2013 – zwłaszcza w przypadku GPW, ale też innych rynków wschodzących – dominowały akcenty relatywnej słabości emerging markets wobec rynków rozwiniętych. Dla poszerzenia obrazu rzut oka na kilkanaście indeksów w perspektywie 24 miesięcy.
W ostatnich dwóch latach bawiliśmy się w prognozy (2012 i 2013) na kolejne 12 miesięcy i na progu nowego rozdziału czas na wersję 3.0, która – zapewne – mniej będzie miała wspólnego z tym, co wydarzy się naprawdę a więcej zarysuje soczewki organizujące naszą uwagę dzisiaj. Oczywiście zaczniemy od rozliczenia, w którym odniesiemy się do prognoz sprzed roku.
W zakończonym tygodniu redukcja QE3 zbiegła się z zamieszaniem politycznym w Turcji. W efekcie giełda turecka, jedna z największych gwiazd rynków wschodzących ostatnich lat (w 2012 główny indeks rynku zyskał ponad 50 procent), pogrążyła się w wyprzedaży. Piątek do piątku turecki ISE National 100 Index oddał przeszło 6 procent i dobrze uzupełnił się z przeceną tureckiej liry.
Nie mają szczęścia inwestorzy prognozujący zachowanie Rezerwy Federalnej. Poprzednie posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku nie przyniosły oczekiwanej przez wielu redukcji trzeciej rundy luzowania ilościowego a grudniowe, które miało nie przynieść zmian, skończyło się ścięciem QE3.