Giełda jest dla optymistów

W pierwszej połowie stycznia pozwoliłem sobie napisać dwie notki o moim optymizmie wobec rynków akcji i wyrazić przekonanie, że rok 2014 będzie rokiem trudnej selekcji na korektach. W części dwie notki były polemiką z niedźwiedziami, których jeden z czytelników ładnie podsumował starą, giełdową etykietą permabears.

Zacznę od banalnej tezy, iż mam teoretyczny problem ze zrozumieniem permanentnych pesymistów na rynkach akcji. Historia i badania pokazują, iż na giełdach generalnie wygrywają optymiści, którzy skłonni są podejmować ograniczone ryzyko. Historycznie akcje płaciły znacznie lepiej niż inne instrumenty dostępne dla inwestorów indywidualnych. Jedna z najsłynniejszych książek, która ciągle nie ukazała się w Polsce – a powinna, bo zamyka doświadczenia 100 lat na giełdach lepiej niż każdy almanach – nosi nawet tytuł Triumph of the Optimists*. Oczywiście, powie ktoś, badania panów z London Business School stanęły przed wyzwaniem w postaci największego kryzysu od 100 lat, ale czy sam fakt, iż kryzys zdaje się być największych od 100 lat nie podpowiada, że kolejnego o porównywalnej skali już nie doczekamy? Pominę już probem, że kryzysu na miarę 2008 roku zwyczajnie nie sposób przewidzieć a jeszcze trudniej rozegrać na rynku.

Odnotujemy, iż autorzy kończą swoją książkę pesymistyczną tezą, iż w XXI wieku nie można oczekiwać powtórki z drugiej połowy XX wieku, w którym realna stopa zwrotu z akcji była więcej niż godna szacunku. Niemniej sami podkreślają, iż w 1950 roku świat wyglądał fatalnie. Wall Street jeszcze pamiętała Wielki Krach a świat Wielką Depresję. Optymizm końca II Wojny Światowej przerodził się w pesymizm Zimnej Wojny i obawy przed atomową zagładą. Kolejne lata pokazały jednak, iż wygranymi okazali się ci, którzy mimo wielu czynników ryzyka sięgnęli po premię i z optymizmem patrzyli na przyszłość uznając, że czas na martwienie się III Wojną Światową nie daje się się pogodzić z obecnością na rynkach akcji. Po drodze trafiły się wydarzenia tej skali, co blokada Kuby, wojna w Wietnamie, kryzys paliwowy, fala terroru lat siedemdziesiątych, Wojna w Zatoce a i tak rynki akcji wypłaciły premię podejmującym ryzyko bycia optymistą.

Przyznam, że od momentu przeczytania książki Dimsona, Marsha i Stauntona śledzę wszystko, co napiszą i jest dostępne w sieci. Panowie regularnie współpracują z Credit Suisse Research Institute i właśnie pojawił się jeszcze ciepły raport (Global Investment Returns Yearbook 2014), w którym wykorzystują badania z książki do spojrzenia na zachowania rynków wschodzących. Oczywiście zarówno książka tria, jaki i wszystkie badania są znacznie bardziej zniuansowane niż tytuł notki na blogu, ale generalnie poza istotnymi subtelnościami w stylu obniżenie oczekiwań – co i tak wszyscy zrobiliśmy po ostatniej dekadzie i kryzysie 2008 roku – badacze zdają się być zgodni, iż w perspektywie dwóch dekad rynki akcji zapłacą premię podejmującym ryzyko. Poniżej widzimy wykres z publikacji dla CSRI z zeszłego roku, który pokazuje ich prognozę na dwie dekady w porównaniu do drugiej połowy XX wieku.

returns

(Źródło: Credit Suisse Global Investment Returns Yearbook 2013, strona 13)

Odważę się na tezę, iż popularność postaw skrajnie pesymistycznych wśród krasnali bierze się częściowo z pokus w postaci dostępności narzędzi do gry po krótkiej stronie rynku. Jeśli dołożyć do tego możliwości lewarowania, to u większości pojawia się nadzieja, iż sprzeda coś na szczycie mocno się naciągając gumkę i utrze nosa całej masie byków. Nie ukrywam, że w początkach swojej przygody na rynku kontraktów na WIG20 – przeszło dekadę wstecz jedynego instrumentu, na jakim polskie krasnale mogły masowo szukać swojej szansy – też miałem marzenie, żeby trafić bessę 100-lecia i ustawić się na życie poza rynkami kapitałowym. Po kilkunastu latach patrzę na swoje marzenia w kategoriach inwestorskiej świnki, którą każdy musi przejść, żeby zrozumieć, że prawdziwe wplecenie giełdy we własną biografię polega na szukaniu ścieżki, która dobrze rokuje niezależnie od krótkookresowych wahań.

Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie zniechęcam nikogo do spekulacji – byłbym hipokrytą – tylko sygnalizuję, iż część niedźwiedzich postaw może brać się z pewnego marzenia, które przynosi się na rynek z miejsc typu loterie czy kasyna, gdzie trafienie ma ustawić na życie. Oczywiście zawsze będą na świecie ludzie, którzy żenią się z księżniczkami, wychodzą za mąż za królów i sprzedają na samym szczycie, ale takich jest garstka. W masie skazani jesteśmy na inne postawy, które najlepiej korelują ze umiarkowanym optymizmem. I nie chodzi wcale o to, żeby być wściekłym bykiem – tacy są lustrzanym odbiciem permanentnych niedźwiedzi – tylko z dystansem podchodzić do postaw, które przeczą historii. Obrazowo rzecz ujmując uważam, że historia każe przyjąć proste założenie, iż na rynku więcej jest żywych choć podrapanych przez niedźwiedzie byków niż zatratowanych przez byki niedźwiedzi.

* gdybyście mieli kupić tylko jedną naprawdę drogą książkę o giełdzie w życiu, to powinna nią być właśnie Triumph of the Optimists: 101 Years of Global Investment Returns by Elroy Dimson, Paul Marsh, & Mike Staunton.

[Głosów:32    Średnia:3.8/5]

8 Komentarzy

  1. AlGebriod

    optimism is good, but …

    beware of irrational exuberance

  2. astanczak (Post autora)

    @ AlGebriod

    Po tych wszystkich bańkach spekulacyjnych z przeszłości chyba czas się pogodzić z faktami – hossy mają tendencję do kończenia się fazą irrational exuberance, jak część konfliktów kończy się działaniami zbrojnymi. Rzekłbym, że to stan naturalny.

    1. trystero

      @ AStanczak

      Fascynujące jest to, że tak wielu ludzi chce tę wielką transakcję (home run) zrobić na bessie gdy łatwiej się tego typu transakcje robi na hossie. To pokazuje, że w grę mogą wchodzić czysto emocjonalne pobudki, potrzeba “totalnego zwycięstwa”: zarabiam, mam rację, inni tracą, inni nie mają rację. Tej relatywnej przewagi z reguły w hossie nie ma.

      1. astanczak (Post autora)

        Moim zdaniem to jednak choroba młodych rynków, z ograniczonym dostępem do wiedzy. Większość z nas była za młoda, żeby naprawdę rozumieć – skąd mieliśmy to wiedzieć – do jakiego świata wchodzimy, kiedy w Polsce pojawiła się giełda. Rynek rósł, pojawiały się nowe instrumenty, które wcześniej mogliśmy znać tylko z teorii. Wprawdzie przed kontraktami były dostępny kredyt na akcje i można było się lewarować nieco inaczej niż na pochodnych, ale dopiero wprowadzenie futures i wejście na ten rynek spowodowało, że można było sprawdzić się w praktyce. Jak zaczyna się grać z lewarem i odnosi pierwsze sukcesy – zwłaszcza jak obok masz kogoś, kto akurat rozbił skarbonkę a taki zawsze się trafi – to naturalnym jest, że gdzieś tam w głowie pojawia się właśnie to marzenie.

        Osobnym tematem jest to marzenie o szybkich pieniądzach, które dla wielu jest synonimem giełdy.

  3. traderblogpl

    “…pojawia się nadzieja, iż sprzeda coś na szczycie mocno się naciągając gumkę i utrze nosa całej masie byków. Nie ukrywam, że w początkach swojej przygody na rynku kontraktów na WIG20 – też miałem marzenie, żeby trafić bessę 100-lecia i ustawić się na życie poza rynkami kapitałowym.”

    Świetna uwaga, miałem podobnie! Ego nakazywało mi ‘mieć rację’ zamiast zarabiać pieniądze a szorcenie przeciw większości idealnie się do tego nadawało 🙂 Całe szczęście, że udało mi się krytycznie spojrzeć na ten problem i wyeliminować go.
    Spory udział w tym problemie mają media finansowe, które kreaują tych, którzy przewidzieli kryzys, na rynkowych guru (Roubini, Faber, Rogers itp.) W rzeczywistości przypominają oni bardziej zepsuty zegar, który dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę. Wieszcząc nowy kryzys miesiąc po miesiącu od 2009 z pewnością kiedyś trafią.

  4. AlGebriod

    @ AStanczak

    “chyba czas się pogodzić z faktami – hossy mają tendencję do kończenia się fazą irrational exuberance”

    Jak ktoś się jeszcze nie pogodził, to faktycznie – czas.

    A jak się nie strzeże – to się strzec.

  5. podtworca

    Witam,

    Jest może Dorota? Ja w kwestii “konkursu” z zeszłego roku ( https://blogi.bossa.pl/2013/02/20/zwyciezcy-kreuja-stopy-zwrotu-z-rynku-akcyjnego/ ). Obstawialiśmy kto mocniej urośnie – największy looser, czy winner. Wynik:

    http://stooq.pl/q/?s=opl&d=20140221&c=1y&t=c&a=lg&r=pgn

    +63.8% do -10.77% dla Tepsy.

    Niemniej po doświadczeniach 2013 przyznaję rację Trystero, że lepiej skupić się na szukaniu zwycięzców, a nie przecenionych okazji (albo nie pomijać ani jednego, ani drugiego).

    Pozdrawiam

  6. _dorota

    @ podtworca
    A, widzisz, ciekawą dyskusję przypomniałeś.
    Czyli czasem działa impet, a czasem stara poczciwa regresja do średniej.

    Poza tym: gdyby to była rzeczywista inwestycja, to długa pozycja na PGN i krótka na tepsie musiałaby być zamknięta w trakcie tego ostatniego roku.

    Ale oczywiście wygrałeś. Dobrze, że się nie założyłam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *