O szaleństwie
Czy może być lepszy czas na notkę o szalonych samobójcach z Wall Street niż Halloween?
Czy może być lepszy czas na notkę o szalonych samobójcach z Wall Street niż Halloween?
Zamieszanie wokół OFE i government shutdown w USA spowodowały, iż właściwie bez echa przeszliśmy nad ważnym wydarzeniem na rynku, jakim była zmiana składu indeksu DJIA. W istocie od samego faktu zmiany ważniejszym wydaje się jakość owej zmiany.
Listopadowa przecena na WallStreet wprowadziła nieco nerwowości na rynkach. Analitycy i komentatorzy przerzucają się tezami, co stoi za słabością rynku, więc warto rzucić okiem na jeden z elementów, który wiosną był wynoszony do rangi fundamentu byczych sukcesów a dziś jest pomijany, gdy ocenia się słabość rynku. Tym elementem jest zachowanie spółki Apple.
Wprowadzenie przez DM BOŚ usługi Bossafund.pl to najlepszy moment, żeby jeszcze raz poświęcić chwilę uwagi na nieuwzględniany przez wielu graczy koszt obecności na rynku, jakim jest czas.
Ostatni wpis na temat konfliktu pomiędzy Wall Street i Main Street wzbudził sporo emocji. Część komentatorów próbowała nawet obsadzić mnie w roli zwolennika Wall Street, chociaż w mojej naturze leży raczej obserwowanie świata niż angażowanie się w polityczne spory. Niemniej poskrobię jeszcze szczelinę, która otworzyła się na świecie i postaram się nieco inaczej opisać mój punkt widzenia na to, co dzieje się w USA i dlaczego mam dystans do całości sporu.
Obserwując waszyngtońską przepychankę wokół podniesienia limitu zadłużenia trudno nie odnieść wrażenia, iż amerykańska klasa polityczna popadła w otumanienie sprawami, które dziś nie mają większego znaczenia. Demokraci wspierają swojego prezydenta, Republikanie wspierają swoją partię w zbliżających się wyborach na zasadzie, im gorsze będą nastroje i niepewność obywateli, tym większe szanse w roku 2012. Oczywiście Demokraci również grają na tym strachu krzycząc, iż kraj stanie w miejscu przez Republikanów, chociaż wszyscy wiedzą, że nie stanie – WallStreet tąpnie i politycy znów uklękną przed siłą rynku.
Sequel WallStreet zbliża się do Polski małymi krokami – premiera dopiero we wrześniu – ale jak widać po części wpisów na blogach bossy i wypowiedziach prezesa GPW same zapowiedzi wywołują duże emocje. Podejrzewam, że szybko stanie się to równie kultowy produkt, jak część pierwsza. Zadałem sobie trud przeczytania scenariusza części drugiej i znalazłem tam zdanie, które jest sponsorem dzisiejszej notki. Będzie troszkę po kaznodziejsku, ale ostatnie tygodnie na blogach bossy były dla mnie zbyt abstrakcyjne i mocno oderwane od potocznego doświadczenia.
„”Cieszę się, że ikona polskiego biznesu znalazła się na warszawskim
parkiecie.
Po miesiącach emocji związanych z reformą amerykańskiej służby zdrowia tamtejsza klasa polityczna zabrała się za finalizowanie reformy, którą obrazowo nazywa się „naprawą Wall Street”. Nie brakuje dalej idących porównań, w których mówi się o „zakładaniu kagańca na Wall Street” czy „sprowadzenia bankierów na ziemię” Już sam język pokazuje, iż w reformy – a w praktyce sprowadzą się do serii ograniczeń dla największych instytucji – wpleciono sporą dawkę populizmu, w której bankierów inwestycyjnych z Wall Street przeciwstawia się „common people”.