Obserwując waszyngtońską przepychankę wokół podniesienia limitu zadłużenia trudno nie odnieść wrażenia, iż amerykańska klasa polityczna popadła w otumanienie sprawami, które dziś nie mają większego znaczenia. Demokraci wspierają swojego prezydenta, Republikanie wspierają swoją partię w zbliżających się wyborach na zasadzie, im gorsze będą nastroje i niepewność obywateli, tym większe szanse w roku 2012. Oczywiście Demokraci również grają na tym strachu krzycząc, iż kraj stanie w miejscu przez Republikanów, chociaż wszyscy wiedzą, że nie stanie – WallStreet tąpnie i politycy znów uklękną przed siłą rynku.

Osobiście nie zajmują mnie ideologiczne spory polityków – może dlatego, że potrafię sobie sam wyrobić zdanie na temat konkretnych działań – ale to, co dziś widzę w USA wydaje mi się czymś skrajnie nieodpowiedzialnym. Z jakichś niezrozumiałych dla mnie przyczyn politycy w USA zapomnieli, co stało się z giełdami, gdy 30 września 2008 roku ideologiczny spór o program TARP upadł w Izbie Reprezentantów i co stało się, gdy program jednak został przegłosowany. Gracze na rynkach w większości przypadków mają krótką pamięć, więc przypomnę, że DJIA spadł o przeszło 7 procent a później wzrósł o 10 procent.

Grupa zacietrzewionych ludzi, która chciała pokazać, że nie podda się dyktatowi WallStreet bardzo szybko otrzeźwiała, gdy rynek wysłał sygnał, iż z paniką nie ma żartów. Dziś scenariusz zaczyna wyglądać podobnie. Oglądamy strojenie min wyglądające na przepychankę w piaskownicy, które z racji dynamiki procesu politycznego zmienia się w gorzką komedię. Rozmowy są zrywane, trzaska się drzwiami a wszystko po to, żeby „mojsza prawda była najmojsza”. Gdzieś w tym wszystkim ginie wspólny cel, jakim jest przeprowadzenie gospodarki z zakrętu na ścieżce wychodzenia z recesji.

Patrząc na to, co dzieje się dziś w USA przypomniał mi się los wymarłego już Jelenia Olbrzymiego, czy jak chcą niektóre źródła Łosia Irlandzkiego. To imponujące zwierze o porożu sięgających 3,6 m nie miało właściwie żadnych naturalnych wrogów. Wedle opinii części badaczy Jeleń Olbrzymi wyginął, bo samice wyjątkową atencją darzyły osobników w większym porożem. Efektem był wzrost wielkości poroża w populacji, które w jednostkowych reprezentacjach stawało się dysfunkcjonalne i utrudniało przeżycie.  Jak to w teoriach są do niej konkurencyjne, ale nie o to idzie.

Dziś dysfunkcjonalna staje się amerykańska polityka. Klasa polityczna skupia się na prezentacji swoich poglądów,  które nie mają nic wspólnego z bieżącą sytuacją,  zamiast uzgodnić program na bazie inżynieryjnej wiedzy, jak doprowadzić kraj do końca roku budżetowego. Wszyscy wiedzą, że na długookresowe programy będzie czas, gdy gospodarka wyjdzie na prostą – możliwe, że już w IV kwartale pojawiłyby się ku temu przesłanki.

Przy kolejnej zadyszce walczyć z deficytem będzie można tylko i wyłącznie przez podwyżki podatków albo monetyzację długu a więc okradanie wierzycieli. Przy wyjściu z recesji powiększenie bazy podatkowej ułatwiłoby walkę z deficytem, ale nie od dziś wiadomo, że Demokraci chcą spadku bezrobocia szybko a Republikanie dopiero w końcówce przyszłego roku. Możliwe, że rynki i amerykańscy politycy będą musieli przejść jeszcze raz przez rzekę przekroczoną we wrześniu 2008 roku, gdy do otrzeźwienia potrzeba było paniki na giełdach i newsów mówiących o nadciągającym krachu.

Przy okazji warto spojrzeć na kalendarium całego zamieszania i kilka miesięcy sporu bez efektów.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. borek

    To chyba standardowy taniec z szabelką w wykonaniu polityków z każdego kraju. W końcu nieważne jaki jesteś, ważne jak o Tobie piszą.
    Niestety dyktat mediów jest już tak ogromny, że ludzie, żeby się do nich przebić robią niewyobrażalne rzeczy – dużo straszniejsze niż politycy z USA. Nawet w tak spokojnych krajach jak Norwegia.
    Ciekawi mnie tylko, że WallStreet wierzy w te naprężania muskułek. No chyba, że chodzi o większą zmienność. W końcu w niej są pieniądze.

  2. eisn05

    to nie politycy są winni a wyborcy
    jednak obywatele lubią siebie widzieć jako lepszych od polityków, oskarżają polityków o głupotę, prywatę, korupcję i inne bezeceństwa a potem wybierają ich znowu a w międzyczasie podniecają sie i śledzą z zapartym tchem ich tokowanie

  3. lesserwisser

    Mam niestety podobne refleksje. Niestety, bo widzę że z motywów doktrynalnych i czystego wyrachowania główne partie i drobniejsze partyjki rozgrywają własne gierki, mając w nosie los budżetu i konsekwencje utrzymania dotychczasowego limitu zadłużenia.

    Aż zał mi było Obamy, kiedy po jego wręcz rozpaczliwym apelu do całego społeczeństwa, kapitanowie nie zmienili kursu kolizyjnego.
    A czemu to nie podnieść podatków, tak by trochę większy ciężar wzięli na siebie najbogatsi?

    “Dziś dysfunkcjonalna staje się amerykańska polityka.”

    Właściwie, to ona już dawno stała się dysfunkcjonalna a dziś dopiero to na wierzch wychodzi i dociera do świadomości ogółu. To pewien pozytyw aktualnej sytuacji, małe ale cieszy.

    Ja dawno już straciłem złudzenia co do amerykańskiego mitu, a dokładnie wtedy gdy przeczytałem, że Bill Clinton odpisał sobie od podatku darowiznę dla biednych paru starych gaci. Jakże wymowne były te niewymowne.

    Prezydent najpotężniejszego kraju świata. Jakież to żenujące! Mit prysł. Koniec świata. A ja frajer dałem za friko parę worów i nawet nie pomyślałem, że se mogę odpisać. Co za gamoń!

    No i co ja dzisiaj czytam na Onecie.

    “Tea Party blokuje plan podniesienia limitu zadłużenia.”

    http://biznes.onet.pl/tea-party-blokuje-plan-podniesienia-limitu-zadluze,18491,4807244,1,news-detal

    Jeśli dalej trzymać będą taki kurs to niedługo może już być po herbacie. I zielony pójdzie na zielona trawkę.

  4. kajet

    @lesserwisser: najbogatsi nie płacą podatków w ogóle. Pod tym względem w USA jest tak samo jak u nas. Podniesienie podatków uderzyłoby w klasę średnią. Problemem jest to: http://tinyurl.com/3tr9aj4

  5. lesserwisser

    @ kajet

    Masz obsolutną rację. Chcąc przyłozyć bogaczom niechcący trafiłem rykoszetem w klasę średnią. 🙂

    To karygodny brak precyzji z mojej strony. Koryguję więc odpowiednio.

    “A czemu to nie podnieść podatków, tak by trochę większy ciężar wzięli na siebie bogatsi?

    Chyba już jest lepiej, ale czy ok?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *