Wprowadzenie przez DM BOŚ usługi Bossafund.pl to najlepszy moment, żeby jeszcze raz poświęcić chwilę uwagi na nieuwzględniany przez wielu graczy koszt obecności na rynku, jakim jest czas.

Osobiście, po kilkunastu latach obecności na rynku właściwie bez odpoczynku, nie potrafię już oddzielić tego, co jest w tym wszystkim zawodem, samorozwojem, hobby a co próbą budowania majątku. Niemniej giełda i szeroko rozumiany rynek finansowy to jedna z największych czarnych dziur, jaką widział wszechświat. Pochłania zasoby życiowe w postaci kontaktów z bliskimi, okrada z czasu i – jak sądzę – jest zajęciem wyłącznie dla ludzi, którzy potrafią połączyć prywatne zainteresowanie rynkiem z obecnością na nim na granicy zawodowstwa. Niezależnie od tego, w jakiej pozycji przyjdzie nam oglądać rynek, w każdym przypadku ceną, jaką płaci się za to specyficzne hobby jest właśnie czas.

Osoby, które pamiętają pierwsze wcielenie Gordona Gekko nie mogły pominąć jego słynnej tezy, iż „najwartościowszym towarem, jaki istnieje jest informacja”. To właśnie to zadanie uczyniło z Gekko symbol inside tradingu i w dużej mierze stało się medialnym synonimem oszustw giełdowych. Nieliczni odnotowali jednak, iż w drugiej części nasz bohater przechodzi zmianę i powiada, iż „najwartościowszym towarem, jaki istnieje jest czas”. Mimo fatalnego scenariusza i w sumie bzdurnej tezy, wokół jakiej kręci się sequel, właśnie ta zmiana punktu widzenia Gekko wydaje się godna zapamiętania, bo dotyka kluczowego i uniwersalnego problemu, jaki wszyscy pomijamy inwestując, grając, spekulując czy oszczędzając na giełdzie.

W spotkaniach z inwestorami starałem się podkreślać ów problem czasu zadając im pytanie, czy pobicie jakiegoś benchmarku o powiedzmy 2 procent warte było ich czasu. Czy może jednak lepiej było nie zarobić tych 2 procent powyżej benchmarku i zainwestować czas w spacer, który byłby inwestycją we własne zdrowie? Nie mam wątpliwości, iż dołożenie do rynkowego równania zmiennej w postaci poświęconego czasu zmienia optykę nawet u osób, które potrafią grać równo z rynkiem lub lekko go pokonują. Konsekwencją tak zarysowanego problemu jest teza, iż osoby które nie potrafią pokonać rynku tracą nie tylko kapitał, ale również – bezpowrotnie – czas. Paradoksalnie kapitał stracony na rynku można uzupełnić z innych źródeł lub odrobić, ale tak długo, jak nie dane będzie nam podróżować w czasie, zmiennej t odrobić nie sposób.

Dlatego polecam czytelnikom spojrzenie na rynek funduszy nie tylko przez pryzmat tego, czy zarządzający zasługują na swoje premie i Porsche, którym cześć z nich jeździ – przynajmniej 50 procent nie zasługuje – ale również przez własne cele. Uczciwie policzenie kosztów może pokazać, że poniżana, wyśmiewana i pogardzana branża funduszy, która w powszechnym mniemaniu żyje dla siebie samej, może być sklepem sprzedającym coś więcej niż nieudolnie reklamowane procenty. Wejście na rynek funduszy nie musi oznaczać rzucenia się wir spekulacji jednostkami uczestnictwa. Może być zwyczajnym zaparkowaniem pieniędzy poza aktywną obecnością na rynku właśnie dlatego, żeby kupić nieco więcej czasu. Wówczas fakt, czy umiemy pobić zarządzającego X czy Y ma mniejsze znaczenie. Kupujemy wszak usługę, której częścią jest również zysk na innych polach.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

8 Komentarzy

  1. exnergy

    Ja o tym czynniku – koszcie alternatywnym – tym razem – czasu wspominałem na blogu Michała Stopki, miło,że ktoś też o tym wspomniał.

    Tyle, że czase wiele czasu w życiu marnujemy i nic na to nie poradzimy, a suma sumarum – ważniejsze jest chyba, czy jakikolwiek tam okres spędziliśmy jako “quality time” – czy czas, który wniósł coś do naszego życia.

  2. astanczak (Post autora)

    @ exnergy

    Dla równowagi należałoby jeszcze wspomnieć – gdzieś na blogach o tym już pisałem – że czasami strata i poświęcony czas wcale nie okazują się stratą, tylko okresem nauki, który w przyszłości procentuje.

  3. exnergy

    Procentuje, jeżeli:

    1) dokonasz diagnozy błędów,
    2) zmienisz swoje postępowania, żeby więcej ich nie popełniać,
    3) zaimplementujesz nowe podejście.

    Na to też potrzeba czasu. Ale może ten proces trwać równolegle z każdym innym.

  4. pit65

    Zmienna t przybiera różne oblicza.
    Np taka bajka:
    Pracując zamieniasz własne t w pieniądze /oszczędności/, tak zaklęty czas twojej aktywności powierzasz fachowcom od czasu, a oni po w zasadzie dość krótkim czasie ścinają zmienną twojego t do połowy sami żyjąc na koszt twojej zaoszczędzonej zmiennej .
    Twoje t dodaje sie do ich t. Wynik – 2t.
    Co za różnica czy sam zaopiekujesz sie zmienną t tracąc ja z czasem w sensie przemijania czy oddasz ją do przechulania innym.
    W obu przypadkach przemijania nie powstrzymasz.
    Ale zawsze mamy wybór często bardzo ograniczony, nie wiemy czy osiągniemy cel , ale konsekwencje wyboru znamy lub wydaje sie nam ,że znamy.

  5. Kornik

    Jak stać się panem czasu mając do dyspozycji ofertę funduszu i 10 tysia wolnych środków?

    To proste: kup za wszystko jednostki uczestnictwa i zapomnij. Wróć po kilku latach, odbierz swoje pieniądze i udaj się na ruski targ.

    Eksperci nie są cudotwórcami, ale myślę, że będzie cię stać na kupno używanego chińskiego „czasa”, po 2 zł sztuka, ze świątecznym rabatem dla stałego klienta – 50%.

  6. astanczak (Post autora)

    @ pit65

    Nie bardzo rozumiem sumowanie do 2t, bo t powierzającego jest często czasem wolnym a t zarządzającego czasem pracy.

  7. pit65

    @astanczak

    Bo to bajka 🙂

    I jak to z nimi bywa liczy sie przekaz tudzież puenta jak jest, a reszta to bajkowy czas t lub 2t 🙂

  8. deli deli

    Poza tym co powiedzieliśmy sobie tutaj pozostaje nostalgia za dobrze przeżytm czasem, trwałym śladem przemijających na zawsze chwili.
    Lutnik pieści w ręku najsłodszą dla ucha violę, olimpijczyk pochwali się medalem lub występem w finale, kolekcjoner poprowadzi cię do białej broni skrzyżowanej na kilimie, numizmatyk otworzy klaser…
    Ile to dni spędziłeś wpatrując się w jeden walor, który nie raz znikał lub leciał w przepaść.
    Wszystkim szczęśliwcom zbierającym trwałe owoce czasu wolno szaleć, podążać za głosem serca, drżeć ze wzuszenia, bawić się w sentymenty – nam to zabroniono, bo możemy przegrać.
    Przed oblczem nostalgii za czasem owocującym trwale trzeba nam wydłużać horyzont inwestycyjny i zagospodarować ideą, która jest dobra czasem słaba jeszcze a czasem mocarna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *