Benchmark w pasywnym inwestowaniu, część 3
Pasywni inwestorzy wbrew pozorom to wcale nie jednorodna grupa. Można podzielić ich na 3 typy, biorąc pod uwagę stosunek do aktywności w budowaniu portfeli.
Pasywni inwestorzy wbrew pozorom to wcale nie jednorodna grupa. Można podzielić ich na 3 typy, biorąc pod uwagę stosunek do aktywności w budowaniu portfeli.
Jest taka rynkowa anegdota z początków funkcjonowania giełdy towarowej w Chicago (CME). Jeden z traderów na parkiecie handlujący kontraktami i opcjami na bydło, miał długie pozycje w kontraktach. Ogromną pozycję i postanowił jeszcze kupić opcje call. Czyli zamiast zabezpieczyć pozycję to ją podwoił. Gdy zwrócono mu na to uwagę, Bill z niezmąconym spokojem miał odpowiedzieć. „Jestem z Teksasu. My w Teksasie nie stosujemy zabezpieczeń tylko podwajamy stawkę, gdy mamy rację”. Od tamtego czasu ten rodzaj transakcji zwany jest „teksańskim zabezpieczeniem” – Texas hedge.
Siła wspólnej waluty była i jest jednym z cichych bohaterów zeszłorocznych zwyżek cen akcji w Europie. Wzrosty z 2025 roku będą trudne do powtórzenia, ale w części prognoz mówi się o umocnieniu EURUSD do 1,30 (około 11 procent), co zapewne pomogłoby rynkom w bliskim otoczeniu GPW.
Celem aktywnego inwestora selekcjonującego akcje jest pokonanie benchmarku (np. indeksu). Celem pasywnego inwestora jest uzyskanie tyle, ile oferuje benchmark (indeksy w postaci ETFa). Problem w tym, że większość w obu grupach nie osiąga celu.
Przyznałem wczoraj, że spora część raportowanych w moim dzienniku inwestycyjnym pozycji znajduje się w kategorii FOMO.
W poprzednim tygodniu pisałem o FOMO, czyli Fear of Missing Out – strachu przed niewzięciem udziału w rajdzie na aktywie, które obserwujemy, strachu przed pozostawieniem na stole „łatwych pieniędzy”.
Obserwowany ostatnio wzrost zmienności na rynkach surowcowych staje się dobrą okazją do przypomnienia banalnego faktu, iż inwestowanie w metale przemysłowe, surowce energetyczne czy nawet w kryptowaluty jest inwestowaniem w elementy rynkowego krajobrazu, które muszą być postrzegane jako inwestycje alternatywne, a nie część główna portfela.
Cztery spółki z ekskluzywnego grona „Wspaniała 7” publikowały wyniki w minionym tygodniu i dzięki temu mamy aktualizację narracji o tym, jak wygląda dziś stan rynku AI od strony gigantów.
Legendarny inwestor Charlie Manger, który zmarł w 2023 r., często w swoich pogadankach nawiązywał do tzw. testu pianki. Przez dekady uważano, że przedszkolaki, które w eksperymencie potrafiły wstrzymać się od zjedzenia słodkiej jednej pianki teraz, by później dostać dwie sztuki przysmaku, lepiej radziły sobie w życiu. Jednak ostatnio okazało się, że pierwotnie wnioski z badań były błędne.
To był cudowny tydzień. Naprawdę! Już dawno nie bawiłem się tak dobrze, przeglądając media społecznościowe. Internetowi eksperci od rynków i inwestowania, z doświadczeniem dłuższym niż jeden cykl księżycowy, prześcigali się w prognozach cen złota i srebra, a przy okazji również wielu innych rynków. To co się działo na rynku metali szlachetnych było jednak najciekawsze. Niemal wykładniczy wzrost doprowadzał do coraz śmielej podawanych wartości. Srebro będzie kosztować 150, a może 200, a nawet 300! Złoto za 6000, 7000 – to będzie dopiero okazja. Wszystko uzasadnione logicznie i spójnie. Jak to podczas hossy. I wtedy przypomniałem sobie, jak ponad dwie dekady temu, gdy jeszcze pracowałem w Gazecie Giełdy Parkiet, jeden z analityków wziął jakiś hiperboliczny wykres akcji spółki, która właśnie wykonywała ruch podobny jak złoto i srebro, zrobił długopisem (to taki dawny odpowiednik klawiatury) prognozę.