Kolejne “Igrzyska drukarzy” otwarte!

Kiedy w środę wieczorem popłynęła w świat informacja o tym, jakie działania podejmie, FED, aby stymulować wzrost gospodarczy w USA, została ona przyjęta, jako zaproszenie do zakupów akcji i surowców.

FED zdecydował sie znów “wpompować” w gospodarkę amerykańska środki – tym razem 600 miliardów dolarów. Odbywać sie to będzie poprzez skup amerykańskich papierów skarbowych, za kwotę 75 miliardów miesięcznie. Jak łatwo policzyć cala pula ulegnie wyczerpaniu w polowie przyszłego roku. FED zostawia sobie oczywiście furtkę do innych działań, jeśli okażą sie konieczne. Nie wiadomo, kto i jak będzie spłacał ten dług w przyszłości. Na razie trwają igrzyska, w których wszystko odbywa sie na kredyt przyszłych pokoleń za pieniądze “drukowane” przez FED. Działania FED doprowadza do tego, ze gros środków zamiast do gospodarki, i tak trafi na rynki kapitałowe – w szczególności na rynki surowców i emerging markets. Co ciekawe, spółki amerykańskie “śpią na pieniądzach”, bo rezerwy gotówkowe, wg. ostatnich danych przekraczają w samych firmach informatycznych kilkaset miliardów dolarów (np. Microsoft posiada rezerwy w wysokości 38 miliardów, a w Apple sa one jeszcze wyższe – wynoszą 51 miliardów). Pieniądze w firmach sa, (co widać po wynikach spółek z SP 500)  – brak tylko zdecydowania do ich wydawania, w obawie przed przedłużeniem sie kryzysu w USA na kolejne lata. Na to FED nie znalazl sposobu, stad pojawiają się sie nieraz opinie, iz Ben Bernanke jest kiepskim szefem Banku Cetralnego.

Paradoksalnie, w decyzji FED jest i dobry czynnik, (ale pośredni), dzięki któremu zyskać mogą także  Amerykanie. Efektem “ubocznym” takiego działania może być pobudzenie inflacji i ewentualne (ja w to nieco wątpię) – trwale osłabienie dolara. Byłoby to, zatem pośrednie stymulowanie amerykańskiego eksportu i rozłożenie kosztów operacji na społeczeństwie (poprzez inflacje). Nie wiadomo ile potrwają te “igrzyska drukarzy” na rynkach kapitałowych. Jedno jest pewne – potwierdzają one – mimo wszystko – nie sile, tylko kiepski stan gospodarki amerykańskiej. O serii podwyżek stop procentowych na miarę Australii, Amerykanie mogą tylko pomarzyć. Nie dziwi wiec, ze Wall Street przyjęło te decyzje, mimo wszystko, nieco wstrzemięźliwie. Wzrosty w USA były umiarkowane, a euforia zakupów opanowała rynki w Azji i Europie. Zyskiwały na wartości akcje, zyskiwało euro. Na tej fali optymizmu WIG20 ustanowił nowy roczny szczyt, wyraźnie pokonując 2700 punktów. Rynki akcji pociagnely w gore banki i spolki surowcowe (miedz osiagnela roczny szczyt notowań na fali słabszego dolara). W tle przemykają dane makro – w czwartek na przykład dobre PMI w usługach Eurolandu i kiepskie dane z rynku pracy w USA zostały kompletnie zignorowane. Ten owczy pęd, to jednak pęd stada baranów na glinianych nogach. 

Powodem do wzrostów jest oczekiwana nadpłynność w sektorze finansowym, a nie  – szybkie odrodzenie gospodarki amerykańskiej. Nie wierzy w to chyba sam FED, podejmując sie coraz bardziej desperackich prób i podkrecajac napięcie w “finansowym respiratorze”. Stopy nie drgnęły, wiec Amerykanie najwyraźniej liczą na słabego dolara i eksport. W Eurolandzie mechanizm ten zadziałał, gdy w pierwszym półroczu (szczególnie w pierwszym kwartale 2010 roku) – euro było bardzo słabe. W przypadku USA będzie to trudniejsze, tym bardziej, ze na plecach Amerykanów jada Chiny uwiązane juanem do dolara i ani myślą uwalniać kurs swoje waluty. Póki co, po prezencie FED i dynamicznych wzrostach, na wykresach dziennych kreślone sa wstępne sygnały kupna. Jako ze powód do wzrostu był nietypowy i niewynikający z przesłanek fundamentalnych, do tych zachęcających z pozoru sygnałów należy jednak podchodzić z dużą ostrożnością. Nie takie “techniczne czary” widzieliśmy na rynkach w październiku! Amerykanie wciąż maja problem, ale pompowane i wyciekające z gospodarki amerykańskiej – jak z dziurawego garnka – dolary, pomogą innym rynkom szybciej stanąć mocniej na nogach.

Trochę mnie dziwi, ze nie wyciągnięto wniosków z “japońskiego eksperymentu” sprzed 20 lat. Wówczas to Japonia, także (wbrew zamierzeniom)  wspomogła rozwój gospodarczy w innych krajach, czyniąc z taniejącego jena podstawowa walutę “carry trade” – sama weszła w długotrwałą recesje. USA sa na najlepszej drodze, aby dokonać tego samego. Najbliższe dwa lata mogą być szczególnie trudne dla gospodarki amerykańskiej. Jeśli po ostatnich wyborach republikanie i demokraci nie wzniosą sie ponad podziały, tylko beda prowadzić zlosliwe i brudne polityczne gierki “pod” kolejne wybory prezydenckie – mogą to być po prostu dwa lata stracone. Nie zazdroszczę, zatem Amerykanom sytuacji, ale trzymam za nich kciuki. Może jednak “drukarze” wywołają jakieś pozytywne efekty gospodarcze, o których ja nie wiem, a których oni sami – zapewne nawet nie sa w stanie przewidzieć. Jeśli to naprawdę zadziała  – „Nobel” murowany!

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. deli deli

    Kiedy patrzę jak wyrywają do przodu spolki WIG-u 20 dojrzewa w mym sercu pmysł fuzji najlepszych ostańców surowcowych oraz wysokiego przetworzenia w warunkach szczytowej konkurencji. Projekt w tym momencie nie jest jeszcze taki drogi a logo juź mam za darmo.
    Daję słowo ojczyzna, ojcowizna… coś takego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *