Mieli świat u stóp, ?skrzydła” u ramion, ale chcieli więcej, dużo więcej. Na tyle dużo, że priorytety, w tym – określenie co jest najważniejsze w prowadzeniu działalności gospodarczej, stały się mniej ważne, ryzyko pomyliło się z bezpieczeństwem, a rozsądek stał się zapomnianym, niepotrzebnym wynalazkiem. Sprzeciwili się…. wcześniejszym dokonaniom i logice. Przegrali. Raj został utracony. Pozostały tylko tłumaczenia, że to podobno ?tajemnicze głosy”, gdzieś z boku (a może po drugiej stronie linii telefonicznej) namawiały do złego. Za późno….
Wpis nie będzie mimo wszystko o narodzinach Szatana i jego wyznawców, choć koleje losu mogą się jawić dość podobnie. Jak podaje Wikipedia ?W mitologi chrześcijańskiej upadły anioł to anioł wypędzony z nieba za sprzeciwienie się Bogu lub powstanie przeciwko Niemu. (…) Istnieje kilka hipotez i mitów tłumaczących przyczyny upadku aniołów. Większość z nich opiera się o posiadanie przez anioły wolnej woli, odczuwania pożądania lub dumy, lub niezrozumienia działania Boga.” W mitologii giełdowej, jeśli takowa powstanie – upadły anioł to, moim zdaniem, spółka giełdowa, wykluczona z obrotu giełdowego wskutek ogłoszenia upadłości, która sprzeciwiła się logice i zdrowemu rozsądkowi – prowadząc rentowną działalność operacyjną, z niezrozumiałych powodów postanowiła spróbować swoich sił w kasynie, jakim jest rynek walutowy, wykorzystując do tego środki firmy, czyli własnych akcjonariuszy. Chyba już wiadomo czemu ten wpis będzie poświęcony….
Opcje – nowa odsłona
Spółki giełdowe już od grudnia informują o stratach jaki poniosły wskutek zawierania kontraktów opcyjnych dotyczących walut. Informacje takie są szczególnie przykre dla akcjonariuszy tychże firm, albowiem tracą one dość gwałtownie na wartości. Portfele zawierające takie akcje chudną, a inwestorzy (szczególnie instytucjonalni, obecni w akcjonariacie takich spółek) irytują się, że spadają im wyceny aktywów i wartości jednostek rozrachunkowych, wskutek, powiedzmy otwarcie – głupoty firm; ale cóż można poradzić?. Po fakcie – niewiele. Opcje można zamknąć, zrealizować stratę i żyć dalej, biedniej bo biedniej (czyli prowadzić działalność gospodarczą z mniejszym rozmachem), ale zawsze to życie, a nie smierć. Nie wszystkie firmy będą w tak ?komfortowej” sytuacji, że będą mogły sobie pozwolić na akceptację straty, nawet jeśli wskutek negocjacji z bankiem ulegnie ona zmniejszeniu – jak miało to miejsce w przypadku Ropczyc. Kilka dni temu pojawił jednak komunikat, który może poruszyć całkiem nową kość tego ?opcyjnego domina” i ?położyć” kilka Bogu ducha winnych innych ?kości” lub nawet wywołać spory ?Domino Day” Odlewnie Polskie, jako pierwsza z firm dotkniętych stratami na handlu opcjami złożyły wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Jak podano w komunikacie:
„Spółka prowadzi rentowną działalność gospodarczą, na bieżąco reguluje swoje zobowiązania a stan niewypłacalności powstał ze względu na nadzwyczajne okoliczności spowodowane gwałtownym i nieprzewidywalnym wzrostem kursu EUR do PLN oraz spekulacyjnym charakterem umów opcji walutowych, oferowanych przez banki. Umowy te w założeniu miały zabezpieczać ryzyko zmian kursu złotego do innych walut, a faktycznie naraziły spółkę na duże ryzyko” (…) „wartość zobowiązań z tytułu zawartych opcji walutowych przekroczyła wartość majątku spółki”.
JAK OGŁASZAC RYZYKO UPADŁOŚCI TO KULTURALNIE I Z KLASĄ 🙂
Ktoś musi zjeść tę żabę
Opcje to problem nie tylko przedsiębiorstw, które je nabywały. Warto zwrócić uwagę, iż polskie banki były najczęściej tylko pośrednikami, a opcje wystawiały podmioty zagraniczne. Z punktu widzenia takiego podmiotu będzie mało ważne będzie, kto reguluje zobowiązania wynikające z opcji na poszczególnych etapach łańcuszka pośredników. Wystawca opcji będzie się domagał rozliczenia od tego, komu te opcje sprzedał bezpośrednio – czyli od banku polskiego i nie będzie go obchodziło, ze ?finalny biorca opcji i dawca kapitału” jest niewypłacalny. Zgodnie z łańcuchem pokarmowym, ten kto stoi wyżej – pożera tego kto stoi bezpośrednio pod nim. Wystawca opcji będzie ?pożerał” polski bank, a polski bank – firmę, która w nieszczęsne opcje dała się wmanewrować, najczęściej z własnej i nieprzymuszonej woli …. niestety. Konkludując, jeśli firma, która poniosła straty na opcjach – upadnie, a bank nie odzyska środków, będzie musiał sam ?zjeść tę żabę”. Sporo mówi się o firmach, które nabywały opcje, ale dużo mniej o transakcjach banków dokonywanych na własny rachunek – a niewykluczone, iż banki zajmowały niekorzystne pozycje opcyjne także we własnym portfelu. Gdyby tak było, sprawa ma się gorzej, bo trzeba byłoby ?brać na klatę” nie tylko zobowiązania klientów, ale dodatkowo jeszcze pokrywać własne straty. Nasze banki mają bezpieczne portfele i niski wskaźnik trudno ściągalnych zobowiązań, ale każda strata boli… szczególnie akcjonariuszy.
Wojna polsko – polska?
Skutkiem konieczności regulowania zobowiązań wynikających z opcji walutowych, będzie niewątpliwie także zmiana relacji na linii bank – spółka (będąca klientem banku). Jeśli sprawa zostanie załatwiona polubownie, będzie to zwycięstwo obu stron -?pyrrusowe”, ale jednak zwycięstwo. Firmy, które będą miały nóż na gardle z powodu zbyt dużej skali strat względem wartości aktywów, szczególnie tych, najbardziej płynnych, którymi można pokryć straty, a które nie będą w stanie dogadać się z bankami; będą miały tylko jedno wyjście – ogłosić upadłość (z możliwością zawarcia układu), jak Odlewnie, albo od razu skierować sprawę na drogę sądową, licząc, iż uda im się przerzucić straty na bank, jeśli będą w stanie wybronić się na drodze sądowej od przyjętych na siebie zobowiązań. Desperackie posunięcie, ale dla niektórych firm – chyba jedyne możliwe. W takim przypadku straty będzie musiał pokrywać…. bank. Ale jak tu współpracować, gdy wojna idzie na noże? Przecież, banki które oferowały opcje walutowe obsługują te same firmy także w zakresie prowadzonej przez nie działalności, stawiają w gotowości i obsługują kredyty obrotowe czy inwestycyjne, z których firmy te korzystają. Bieżąca współpraca może być utrudniona, a bank wykorzystywać każdą okazję żeby ?przetestować” firmę wyższymi kosztami. Wykorzystywanie takich sytuacji na trudnym rynku finansowym może być zatem dla banków dość miłym (rentownym) zajęciem. Jeśli jednak nastąpi najgorsze i firma ?przekręci się” na opcjach, kto będzie spłacał zobowiązania kredytowe? Hmmm, jak to kto? Oczywiste. Bank utworzy rezerwę. Nie dość że na opcje to jeszcze na kredyty….. I nie będzie to tylko ?papierowa”, ale realna strata. A kogo zaboli najbardziej? Znów akcjonariuszy !
Straty to tylko wierzchołek góry lodowej (oby małej).
Upadłość firmy – to utrata miejsc pracy. Mniejsza liczba miejsc pracy to mniejsze wpływy do budżetu i konieczność wypłaty zasiłków dla bezrobotnych. Upadłość firmy to także trudności dla jej kooperantów uruchamiające w niektórych przypadkach podobny łańcuszek – w kolejnych firmach. A co z tego wychodzi (powoli i podstępnie jak miażdżyca) ? – mniejsza produkcja, mniejsza konsumpcja, niższy PKB. Wszystko się zazębia – jeszcze w skali mikro, ale nieubłaganie liczba takich cegiełek może rosnąć i przeradzać się w skalę makro. Z konsekwencjami dla nas wszystkich. A w tym samym czasie – wystawca opcji liczy kasę, analizuje i być może nawet wydaje rekomendacje dla polskiej waluty i ocenia naszą gospodarkę. A nuż uda się jeszcze coś wydusić, jeśli złoty nadal będzie słabł, a na rynku zostaną ?frajerzy” z otwartymi pozycjami, licząc, iż być może złoty się osłabi i strata zacznie maleć. W końcu prognozy mówiły co innego o sile polskiego złotego, a modele bazujące na danych historycznych także nie wróżyły takiego załamania kursu złotego w ciągu kilku ostatnich miesięcy.
W sprawę zaangażowało się nawet Mnisterstwo Gospodarki, widząc w tym handlu opcjami i ekspozycji walutowej realne zagrożenie dla gospodarki. Do resortu, jeszcze w grudniu 2008 roku, zgłosiły się firmy, których straty z tego tytułu sięgały ponad pół miliarda złotych. A czas płynie….. firm z podobnym ?problemem” przybywa, a złotówka nadal się osłabia…. Ciekaw jestem, czy pojawią się aktualne szacunki potencjalnych strat polskich firm z tego tytułu. Formalnie, rząd nie może nic z tym zagrożeniem niewiele zrobić, gdyż cały łańcuszek operacji opcyjnych był jak najbardziej legalny. Firmy same sobie winne, ale jak czytamy na stronie Ministerstwa Gospodarki :
?Ministerstwo Gospodarki informuje, że otrzymuje zgłoszenia od wyspecjalizowanych kancelarii gotowych świadczyć usługi, w tym prawnicze, na rzecz firm, które zawarły transakcje opcji walutowych. Przedsiębiorcy zainteresowani nawiązaniem kontaktu z tymi kancelariami mogą uzyskać ich adresy pod numerami telefonów infolinii MG (022) 693 5585 lub (022) 693 5165 albo pisząc na adres e-mail Opcje.Walutowe@mg.gov.pl. Ministerstwo Gospodarki zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za efekty działań tych kancelarii.”
Dobre i to !
KNF też trzyma rękę na pulsie
Jeszcze w grudniu KNF wydał komunikat ws wpływu opcji walutowych na banki i spółki publiczne. Warto go sobie przypomnieć, można go znaleźć tutaj.
Polecam szczególnie poniższy fragment : ?Z uwagi na prawdopodobieństwo ujemnej wyceny zawartych w 2008 roku i nierozliczonych jeszcze opcji walutowych, ww. grupa 99 emitentów podlegać będzie szczególnemu nadzorowi KNF w zakresie przekazywania do publicznej wiadomości informacji na temat wpływu na sytuację finansową wyników zrealizowanych przez te podmioty z tytułu kontraktów opcyjnych. Ostateczne dane finansowe dotyczące rozliczonych kontraktów oraz wycena kontraktów otwartych, będą zaprezentowane przez spółki publiczne w zaudytowanych raportach rocznych według stanu na dzień 31 grudnia 2008 r. W przypadku wyceny ww. kontraktów na poziomie mogącym mieć znaczący negatywny wpływ na wyniki finansowe emitenci zobowiązani będą również zaprezentować te ekspozycje w raporcie rocznym. W takim przypadku również podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych będzie zobligowany do przedstawienia swojego stanowiska w raporcie z badania sprawozdania finansowego.”
A raporty kwartalne i roczne tuż tuż…
Niektóre ze spółek giełdowych dość szybko poinformowały o poniesionych stratach i równie szybko postanowiły uciąć sprawę, zamykając bez zbędnych ceregieli ryzykowne pozycje. Wyniki niektórych spółek mogą być jednak sporą loterią, gdyż są zapewne firmy, które do ostatniej chwili będą szukać rozwiązań najkorzystniejszych z księgowego punktu widzenia. Biorąc pod uwagę obecną koniunkturę giełdową i to jak inwestorzy reagowali na straty z tytułu opcji, zmienność cen może być w tym okresie wyjątkowo duża. Na przełomie grudnia trwało swoiste polowanie na czarownice, czyli typowanie spółek, które mogły stracić na opcjach, ale jeszcze się do tego nie przyznały. Prezesi niektórych spółek ?na wszelki wypadek” zarzekali się, ze nie mają ryzykownych instrumentów. Obawiam się jednak, iż będą tacy, którzy trzymali w sekrecie ?to co najlepsze” do ostatniej chwili. Raporty kwartalne w Polsce coraz bliżej. Nadchodzi czas ?twardych faktów” i weryfikacji portfeli walutowych w spółkach. Strach się bać.
I jeszcze – motto
Dla tych, którzy zamiast zajmować się rentownym biznesem, nie potrafią opanować chciwości, więc nie do końca myślą o swoich akcjonariuszach, choć być może mają dobre intencje (ale ?dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło”….czyli odpowiednie miejsce dla upadłych aniołów).
Aniołem byłem, lecz na opcjach straciłem (i się ?wyłożyłem”)!

