Dywersyfikacja jeszcze nie umarła
Jedna z taktyk, która zawiodła podczas ostatniego kryzysu to dywersyfikacja aktywów lub jak kto woli rynków.
Jedna z taktyk, która zawiodła podczas ostatniego kryzysu to dywersyfikacja aktywów lub jak kto woli rynków.
Pojawienie się na GPW pierwszego funduszu indeksowego wywołało sporo dyskusji, z których na plan pierwszy wybija się rozczarowanie związane z modelem przyjętym przy jego uruchomieniu. Zamiast klasycznego pokrycia w akcjach mamy nieczytelne dla inwestorów indywidualnych swapy, które dla większości są niczym innym od okrytych niesławą opcji i różnej maści pochodnych.
Poprzedni wpis z cyklu o mitach dotknął tematu dywersyfikacji. To bardzo wdzięczny motyw i będę do niego wracał gdyż niejednokrotnie pytano mnie o to jak się za to efektywnie zabrać.
Po małej przerwie proponuję powrót do serialu o mitach związanych z inwestycjami (głównie na rynku akcji). Obiecuję jeszcze kilka ciekawych wniosków, o których zwykle mało się mówi w głównym nurcie naszej branży.
Wcześniejszy wpis z tej serii pokazywał zalety mini dywersyfikacji portfela, dokonanej na 3 parach walutowych. Tym razem dywersyfikację powiększam dalej, dodając drugą strategię (system).
Dostałem maila od znajomego (z branży). Pokazuje dość wyraźnie, że w ciężkich czasach nie ma sensu opierać własnych dochodów wyłącznie na niepewnych dochodach w świecie finansów.
Przed kilkoma tygodniami Superfund TFI poprosił mnie bym poprowadził wykład dotyczący teorii portfelowej poprzedzając tym samym wideokonferencję z udziałem samego jej twórcy – profesora Harry Markowitza.
Eksperci, bądź osoby chcące za ekspertów uchodzić uwielbiają trudne słowa. Dzięki temu pozornie wydaje się, że za takim słowem, bądź zdaniem, w którym znajduje się jakieś mało używane pojęcie stoi głęboka myśl. Bardzo często reakcja słuchaczy lub czytelników sprowadza się do przytakiwania i zastanawiania co autor miał na myśli. Przy czym część zakłada, że to musi być mądre.