Arcyciekawy, aczkolwiek stanowczo zbyt krótki wywiad, który wpadł mi w oczy na twitterze, przypomniał mi o temacie, z jakim od dawna się noszę w sensie wrzucenia go na blog.

Tytuł wywiadu: „Na rynku ścierają się dwie opowieści”, a całość w formie tekstowej do przeczytania na -> stronie Parkietu (jest też w formie filmu).

Gdybym miał streścić go w dwóch zdaniach dla zabieganych:

Rynkami rządzą „opowieści”, czyli aktualne, wyraźnie wyodrębnione, istotne tematy inwestycyjne, napędzające popyt (lub czasem podaż), w które mocno zamieszane są emocje inwestorów. Aktualną „opowieścią” w USA jest Trump i jego polityka (obniżka podatków, negocjacje z Koreą, protekcjonizm), które od wyborów ciągną kursy amerykańskie ku coraz to nowszym rekordom cenowym na indeksach i pojedynczych spółkach.

Mam jedno zastrzeżenie do słowa „opowieść” w tym kontekście. Kojarzy się ono bardziej z bajkami, mitami, jakąś fabularną prozą na granicy realności i fantazji. Tymczasem dużo trafniejszym słowem, które zresztą ma umocowanie w psychologii jest NARRACJA, i tego wolę się trzymać. Ono bardziej osadza wszelkie historie w realnym i teraźniejszym świecie.

Nie bez powodu sięgam po psychologię. Narracje to bardzo istotne elementy procesu tworzenia i utrzymania tożsamości przez jednostki, przez grupy ludzi, aż po całe narody. W świecie chaosu, braku lub nadmiaru informacji, konieczności wytworzenia mechanizmów obronnych oraz społecznych, a przede wszystkim dla zrozumienia otaczających nas zjawisk, działamy łącząc pojedyncze fakty, oceny i zdarzenia w większą całość, nadając jej często nazwę, zapewniając płynność powiązań i dopasowując do tego swoje i/lub innych przekonania.

Cóż z tego, że czasem prawdziwe miesza się tam ze zmyśleniami, logika niekiedy trzeszczy w szwach, kolejne przekazy dodają ubarwień? Wiara liczy się tu bardziej niż sprawdzone, naukowe podejście, prowadząc czasem do spiskowych teorii. Ważne, że w ten sposób człowiek porządkuje swój świat, odnajduje powody zjawisk i organizuje społecznie łącząc się w grupy wyznające podobne wizje świata. 

Nie inaczej jest z giełdą i inwestowaniem. Z tym, że tutaj narracje muszą mieć dużo wiarygodniejsze oparcie w rzeczywistości i nie tyle tworzą tożsamość, co tłumaczą zmiany cen i pomagają podejmować decyzje. Choć i tu nie brakuje spiskowych teorii, np. o grupach manipulujących rynkami i naszymi zleceniami. Natomiast na poziomie pojedynczego inwestora prowadzić mogą do skrzywień, o których w swoich książkach wspomina N. Taleb, co szerzej opisywałem w tym -> wątku.

Chcemy czy nie, narracje istnieją, a ich zrozumienie pozwala całkiem zgrabnie poruszać się po rynku, choć nie jest to tożsame z rozumieniem rynku. Po prostu oznacza pójście z tłumem, wtopienie się w popyt (lub podaż), przyswojenie prostej strategii decyzyjnej opartej na przepływach kapitału, która zresztą wcale nie musi być gorsza do Analizy Technicznej czy Fundamentalnej.

Kwestią najważniejszą wydaje się być rozpoznanie, szczególnie we wczesnym stadium, takiej narracji i trzymanie się jej jak najdłużej, a potem wyczucie jej schyłkowego stadium.

Jakie więc narracje dzisiaj organizują nasze obecne życie na GPW?

Z pewnością mamy bardzo dynamiczną mini-narrację zbudowaną wokół spółek tworzących gry. Kto się załapał, miał szansę trafić jackpot. Pytanie za milion: w jakiej fazie życia tej narracji właśnie siedzimy? Nawet jeśli jest to już dojrzała faza, to wydaje się, że nadal istnieje szansa zarobienia kilku groszy nawet wbrew spadkom szerokiego rynku.

Z kolei narracja start-upowa rozwija się chyba dość opornie, choć jest bardzo żywa i rozpala wyobraźnię. GPW chce mocno w ten segment wejść, więc może tłuste czasy przed nami?

Najważniejsza narracja na GPW wiąże się jednak z obecną bessą, drugą czy nawet trzecią już w tej dekadzie, która to dołuje Warszawę wbrew dobrej koniunkturze na światowych giełdach i ma przy tym sporą siłę. Jak ją nazwać i określić? Czy przeminie i zamieni się w inną, lepszą w najbliższej przyszłości?

Poprzednie 2 spadkowe narracje nazywały się „Grecja tonie a my likwidujemy OFE” oraz „Nowa zmiana robi porządki w bankach”. Obecną trudno chyba jednoznacznie nazwać, a ma zdaje się przynajmniej 2 najważniejsze źródła:

1.   Słabość rynków „emerging markets”, szczególnie chińskiego, wchodzącego w bessę wraz z innymi azjatyckimi, a do tego problemy w Turcji, Argentynie, Rosji. To słaba pociecha, że nie jesteśmy sami. Kapitał woli rozwinięte rynki, szczególnie że w USA hossa nie daje za wygraną.

2.    Minorowe nastroje nad Wisłą spowodowane zamieszaniem wokół wymiaru sprawiedliwości, nieprzewidywalnością prawa, wydatkami budżetu, marną jakością zarządzania w spółkach WIG-PIS, słabością instytucjonalną samej GPW, problemami spółek typu GetBack.

Ale czy to wszystko można było wyprognozować i połączyć ze spadkami w takiej skali? Tym bardziej, że ponoć sama gospodarka kwitnie? Przypuszczam, że mało kto taki właśnie scenariusz przewidywał.

I co dalej?

W USA rozwija się dość powoli kontr-narracja, której na imię „wzrost stóp procentowych”. Póki co nie załamuje ona silnej od dekady wielkiej narracji „pompowania drukowanymi pieniędzmi”, którą w końcowej fazie wsparła narracja „trumpowska”, cały czas wspomaga mini-narracjami „FAANG” oraz „ucieczka w pasywne ETFy”. Istnieje jednak coraz większe zagrożenie, że ta równowaga się załamie, również przy pomocy mniejszej narracji „wojen handlowych”. A wówczas u nas na zmianę na lepsze nie ma co liczyć. Co najwyżej po drodze przydarzy się nam na GPW mini-narracja typu „rajd ulgi” (ang. relief rally). Szczególnie jeśli, w co chyba wątpię, USA wejdą ponownie i zdecydowanie największymi indeksami ponad szczyty z zeszłego roku.

Tak naprawdę przy tym nie ma znaczenia, czy te narracje są w 100% prawdziwe, osadzone w faktach, czy rzeczywiście generują adekwatne ruchy pieniądza. Giełdy są zbyt skomplikowanymi organizmami by dało się jednoznacznie określić deterministyczne mechanizmy stojące za wzrostami czy spadkami kursów całego rynku, jak i pojedynczych spółek. Ważne jest to, jak duża ilość inwestujących w owe narracje wierzy i jak realnie wspiera je swoim popytem/podażą (ruchy stadne generujące trendy). Bo nie ma wątpliwości, że porządkowany za ich pomocą świat staje się łatwiejszy do zrozumienia, ogarnięcia, zbudowania własnej motywacji, wytłumaczenia sobie działań własnych i innych.

Aczkolwiek prognozować przyszłe ruchy w ten sposób nie jest wcale łatwiej. Ale ponieważ wielkie narracje potrafią trwać latami i splatać się ze zbieżnymi w kierunku mini-narracjami, więc zawsze jest czas by się pod nie podpiąć, o ile tylko odsetek wierzących osiągnie masę krytyczną. A tej nie osiągnęła jeszcze np. narracja wojen handlowych. Kiedy tylko nowe regulacje weszły w życie, rynki amerykańskie zareagowały wzrostami, chociaż wojny na pewno dotkną zyski spółek oraz światowe PKB. Narracja dobrego wujka Trumpa działa silniej póki co w umysłach inwestujących.

—kat—

[Głosów:13    Średnia:3.8/5]

9 Komentarzy

  1. thorgi

    Bardzo ciekawy wpis. Faktycznie narracje robią swoje niezależnie od tego czy są prawdziwe (lub bardziej w jakim stopniu). Wiedźmińska saga i sukcesy takich gier jak Frostpunk lub TWOM. Wyczucie jednak kiedy takie narracje zaczynają działać i kiedy się kończą jest bardzo trudne …

  2. _dorota

    "Tymczasem dużo trafniejszym słowem, które zresztą ma umocowanie w psychologii jest NARRACJA"
    "Narracje to bardzo istotne elementy procesu tworzenia i utrzymania tożsamości przez jednostki, przez grupy ludzi, aż po całe narody."

    Ależ piękny bełkot 🙂
    http://jaktopowiedziec.pl/naduzywanie-slow-narracja-i-projekt/

    PS. Słowo "narracja" ma umocowanie w psychologii?? Ktoś chyba ordynarnie niechlujnie przełożył.

    1. GZalewski

      Zgodze sie z Adamem. Odwołanie sie do rego linku jest hmmm… takie sobie. Tak, zwrot narracja jest naduzywany. W polityce nawet nie ma o czym gadac. Ale zaczal pelnic pewna rolę. Co wiecej to rowniez kwestia tłumaczenia tego co rozpropagowal Taleb – narrative fallacy czy w ogole szerzej: narrative paradigm.

      1. _dorota

        Tak, przyznaję – link ilustruje to, że już kilka lat temu nadużycie słowa zostało zauważone.

    2. kat

      Ja się wcale nie będę upierał, że słowo narracja jest najlepsze na nazwę opisanego zjawiska. Ja po prostu wolę go używać i nie wymyśliłem tego sam, funkcjonuje w tej branży od dawna. Gorzej, gdyby samo zjawisko nie istniało, ale choćby linkowany wywiad wskazuje że jednak żyje.
      Inna rzecz, że nie dam wiary purystom jezykowym, iż język powinien być martwy i znaczenia słów nie powinny się zmieniać. Ponownie dziesiątki przykładów wskazuje, że jest inaczej.
      A jeśli chodzi o psychologię – kilka pozycji w temacie:
      https://sklep.eneteia.pl/badania-narracyjne-w-psychologii-218.html

      1. _dorota

        O, dziękuję za uświadomienie tego, co stało się z naukami psychologicznymi 🙂
        Trzeba więc będzie zacisnąć zęby i znieść "narracje wojen handlowych", "mini-narracje" i "kontr-narracje".

        Może jak się wystarczająco długo pojęcia poużywa, to jakieś znaczenie tam narośnie z biegiem czasu. Cały czas mam wrażenie, że to niechlujna kalka językowa z angielskiego, ale już się nie czepiam.

  3. Adam Stańczak

    @ _dorota

    W linku troszkę to jest za bardzo uproszczone i wypada śmiesznie.

    Moda na słowo narracja, mocno nadużywane, wzięła się jednak z mody akademickiej. Kiedy w dyskusjach akademickich pojawił się postmodernizm, z jego śmiercią prawdy, zaczęło się to rozlewać po świecie i wszyscy mieli modę na narracje. Miało wszak dojść do śmierci Wielkich Narracji.

    Upraszczając, radykalny postmodernizm postulował zastąpienie prawdy (nie ważne już jak definiowanej, ale głównie klasycznie) narracjami właśnie. Akurat rynek giełdowy wydaje się miejscem, gdzie używanie słowa narracja może być ciągle na miejscu (choć człowiek jakoś tam wrażliwy na język pewnie wymiotuje używając tego pojęcia), bo szum rynkowo-medialny idealnie wypełnia właśnie definicję narracji, kiedy prawda kryje się w danych i liczbach, ale te trudno sprzedać w radiu i iluś tam znakach na twitterze (niewiele rzeczy bardziej mnie śmieszy niż wykształceni makroekonomiści dyskutujący w 140 czy 280 znakach o stanie gospodarki).

    Jak spojrzysz na dyskusję wokół tego, czy AT działa czy nie, to widzisz echo sporu o prawdę właśnie. Wszystkim pewnie przydałoby się nieco więcej edukacji logicznej i filozoficznej, ale tematy są mocno zaniedbywane na studiach, więc mamy do czynienia z ludźmi, którym się wydaje, że wiedzą, o czym mówią skupiając się na dymie, kiedy należałoby zacząć rozmowę od tego, kto rozpalił ognisko.

  4. _dorota

    Wszystko to prawda, ale moja awersja ma podłoże całkowicie fundamentalne, może w niej nawet nie być dyskusji o rynku. Chodzi o to, że słowo "narracja" ma znaczenie tylko podstawowe, słownikowe (a więc dość wąskie). Ponieważ jednak ładnie brzmi, to zaczęto używać go nadmiernie, zastępując inne pojęcia (po co wysilać się szukaniem najbardziej celnego). Mamy z tego uniwersalny wytrych, nic-nie-znaczący, w miejsce precyzyjnie opisujących rzeczywistośc kilku innych.

    No i kiedy widzę cały artykuł oparty na wytrychu, to czuję bezradność. Nie sposób dokopać się do treści.

    "- Kiedy JA używam jakiegoś słowa – głos Humpty Dumpty brzmiał dość pogardliwie – SAM decyduję, co ono będzie znaczyć, i dokładnie to znaczy.
    – Problem w tym – powiedziała Alicja – że nie wiadomo, czy może pan tak nadawać słowom dowolne znaczenie.
    – Problem w tym – powiedział Humpty Dumpty – kto kim rządzi. To wszystko."

  5. GZalewski

    Między innymi Kahneman próbował opisać znaczenie historii i opowieści w naszym przyjmowaniu argumentów. W skrócie – jeśli nawet na podstawie bełkotliwych przesłanek zbudujesz dobrą historię, to spora grupa osób da się do tego przekonać. Właśnie dlatego, że mózg człowieka lubi spójne historie. Na rynkach widoczne jest to aż nadto w różnego rodzaju analizach, komentarzach, opisach. Często bazują na bzdurnych załozeniach, ale spora część osób daje się złapać w tę pułapkę na zasadzie "a może coś w tym jest". Świetnie opisał to Lewis w "Pokerze kłamców" – wymyślanie opowieści i powodów, dla których coś zrobi rynek to klucz w ich biznesie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.