Od wielu miesięcy systematycznie docierają do nas informacje, że Amazon, w kolejnych krajach sprzedaje już więcej e-booków, niż papierowych książek. Rewolucja czytelnicza więc trwa i nie powinna być zaskoczeniem, szczególnie dla tych, którzy czytają i zamierzają czytać. Świat cyfrowych urządzeń, nie zabił czytelnictwa. Nadał mu nowy wymiar.
Powoli ten proces obserwujemy również w Polsce, coraz więcej ludzi w komunikacji miejskiej korzysta z czytników (celowo odróżniam czytniki od tabletów, bo te drugie nadal rozpraszają uwagę i raczej odciągają od czytania książek, w stronę bardziej interaktywnych aplikacji). Poszerza się też oferta wydawców, choć dotyczy na razie głównie książek polskich autorów oraz bestsellerów światowych. Powód jest prosty opłaty licencyjne za e-booki, są kilkukrotnie wyższe, niż za tradycyjne papierowe wydania, więc powszechnie obowiązujący mit, że produkcja e-booków jest tańsza, bo odchodzą koszty druku, składu i papieru jest pewnym złudzeniem. Przy niskiej sprzedaży, wyprodukowanie ebooka po prostu dla wydawcy jest ekonomicznie nie uzasadnione. A niska sprzedaż jest faktem. Czytelnictwo w Polsce bije również rekordy. Niestety pesymistyczne. Według danych Biblioteki Narodowej, w 2010 roku ani jednej książki nie przeczytało 56% Polaków (dla porównania we Francji jest to 31%, a w Czechach 17%) .
Zamiast zastanawiać się czemu tak jest cieszmy się tym, że dla czytającej mniejszości otwierają się coraz to nowe możliwości. Kilka dni temu Robert Drózd, autor bloga swiatczytnikow.pl poruszał kwestię tego, czy czytający kupują (i czytają więcej) jeśli zaczynają korzystać z czytnika.
Do grona czytelników ebooków dołączył również humanista na giełdzie, który spróbował policzyć, kiedy „zwraca się zakup” czytnika.
Sam jestem posiadaczem czytnika amazonowskiego dokładnie od początku 2012 roku i…. jestem zachwycony. Uważam się za fetyszystę książkowego, z wieloma pozycjami nie potrafię się rozstać, trudno mi wyrzucać książki (do tego wątku wrócę za chwilę), co powoduje, że coraz trudniej znaleźć na nie miejsce. Z tego też powodu rezygnowałem, z zakupów wielu książek, które z ciekawości bym przeczytał, zdając sobie sprawę, że nic nie stracę jeśli tego nie zrobię, a szkoda mi było miejsca. Tu z pomocą przyszedł czytnik. Oczywiście nadal nie ma wielu pozycji w wersji elektronicznej, które chętnie bym wybrał, ale oferta systematycznie się powiększa. Zachwycony jestem procesem zakupów w Amazonie – od możliwości zajrzenia do próbki książki, poprzez natychmiastowy zakup i w końcu do procesu dostarczenia na czytnik.
Należałem również do tej grupy, która mówiła, że nie umie/lubi czytać na ekranie. I nadal to jest zgodne z prawdą. Czytanie plików na komputerze, tablecie czy (o zgrozo) smart fonie to udręka. Technologia e-ink, to zupełnie coś innego.
Należę również do grupy facetów (zjawisko opisywane na wielu blogach), któremu czytnik przejęła żona. Podczas podróży wakacyjnej samochodem – moja małżonka czytała na czytniku i… powiedziała, że już nie odda (wskazówka dla innych czytających żon – jedna z najważniejszych cech – podczas jazdy nie skaczą litery). Syn starszy również posiada swój czytnik i czyta, czyta, czyta…
No dobra, ale dlaczego właściwie powstała ta notka? Podczas ostatniego weekendu musiałem zrobić porządki w domu rodziców, w których została spora część mojej biblioteki sprzed lat. Poza pojedynczymi sytuacjami, gdy czegoś potrzebowałem, nie zaglądałem do niej od lat kilkunastu. Uznałem więc, że pojadę, wezmę tylko „Listy” Jamesa Joyce’a, za które swego czasu zapłaciłem furmankę pieniędzy w jakimś antykwariacie (to pewnie była furmanka, na ówczesne moje zasoby finansowe), może coś przejrzę i jeszcze wybiorę, a resztę się odda do bibliotek, wyrzuci czy cokolwiek z nimi zrobi.
Pamiętacie, że podstawowe założenie hipotezy rynków efektywnych mówi, że wszyscy jesteśmy racjonalni? Każdy normalny człowiek, jest głęboko przekonany o swoich irracjonalnościach, ale ta koncepcja wciąż jest wykładana na uczelniach ekonomicznych, wraz ze swoim chorym założeniem. No więc moja irracjonalność włączyła się w otoczeniu książek z mojej młodości – Faulknera, Caldwella, Dos Passosa, Remarque’a, Hemingwaya, Dostojewskiego, Borowskiego, Hłaski i wielu, wielu innych. Po pierwsze włączyło mi się dość powszechne chyba uczucie „chętnie bym przeczytał jeszcze raz”. Ale szybko się z nim uporałem – sterta książek wciąż nieprzeczytanych rośnie. Poza tym uznałem, że pewnie te wszystkie rzeczy można kupić na allegro. Czyli – bez problemu mogę wyrzucić/oddać już dziś „Nowy wspaniały świat” Huxleya, bo pewnie za kilka złotych mogę go później odkupić. To z całą pewnością nie jest racjonalne zachowanie.
Kontrolnie zacząłem sprawdzać, czy faktycznie te najważniejsze niegdyś dla mnie książki są do odkupienia. No i kolejna irracjonalność – opowiadania Hemingwaya są – po 5-10 złotych, ale nie w tym wydaniu, które miałem. Co więcej nie znalazłem „Opowiadań amerykańskich” Caldwella, co oznaczało, że ręka mi zadrżała. No i zaczęło się szukanie i sprawdzanie. Wspomniane „Listy” Joyce’a – oba tomy 20 zł. Rany, a ja za nie zapłaciłem jakieś kokosy! Dos Passos – 10 zł, Capote – 5-10 zł, Celine – Podróż do kresu nocy – 120 zł, Borows….
Co? 120 zł? Czyżby przez dwadzieścia lat po upadku PRL, dostępne było tylko jedno jedyne wydanie jednej z najważniejszych książek literatury światowej?
Czy coś nie tak jest z prawami do tłumaczenia?
Czy może po prostu nikt nie czyta już takich książek?
Może to tylko oferta, a transakcje dochodzą po niższych cenach? Całkiem niedawno kupiłem książkę, za 50 zł, która jest wystawiana po 120 zł. Fakt polowałem na nią ponad pół roku, ale mój irracjonalizm w wydawaniu pieniędzy na książki ma swoje granice.
Ale nie do transakcji dochodziło w ostatnich miesiącach w okolicach właśnie 60-150 zł (najczęściej po ok. 90 zł).
No właśnie, a jeśli w związku z tym marnym czytelnictwem i wydawaniem wyłącznie nowości (które może przetrwają pół pokolenia), nie będzie tych wszystkich rzeczy na e-bookach?
Ja wiem, że wielu z nich pewnie już nigdy po raz kolejny nie przeczytam. Ale chciałbym mieć pewność, że MOGĘ. Ot, taka kolejna irracjonalność.
W efekcie, książki wylądowały w pudłach w piwnicy. I pewnie dopóki nie będę miał pewności, że znajdę je na ebookach pewnie tam zostaną.


Dodaj komentarz