Nie pokazujcie tego wykresu Niemcom i Austriakom

Paul Donovan z UBS opublikował raport analityczny, który może stać się centralnym punktem kampanii wyborczych w państwach rdzenia strefy euro.

Donovan przeanalizował zmianę realnych rozporządzalnych dochodów gospodarstw domowych (wszystkie dochody po odjęciu podatków) podzielonym na decyle w jedenastu państwach strefy euro w latach 2000-2010. Realnych czyli uwzględniających inflację. Donovan bardzo poważnie podszedł do tego zadania i zważył rozporządzalne dochody poszczególnych decyli nie ogólną inflacją konsumencką (CPI) lecz poziomem inflacji typowym dla danego decylu zamożności. Dlaczego to zrobił?

Rozkład wydatków gospodarstw domowych różniących się zamożnością jest odmienny. Generalnie, im mniej zamożne jest gospodarstwo domowe tym większy udział w budżecie mają żywność (o tym mówi prawo Engla), energia i koszty zamieszkania. Oznacza to, że z reguły, ogólny poziom inflacji nie oddaje inflacji odczuwanych przez najmniej zamożnych, zwłaszcza jeśli przyczyny nie-monetarne (napięcia na rynku ropy naftowej albo klęski żywiołowe powodujące napięcia na rynku rolnym) powodują duży skok cen energii i żywności (widoczny w różnicy pomiędzy inflacją a inflacją bazową).

Donovan starał się liczyć inflację osobno dla każdego decyla, każdego z 11 społeczeństw. Warto jednak pamiętać, że są to dane szacunkowe. Warto też pamiętać, że nie zawsze poziom inflacji zaniża inflację odczuwaną przez najbiedniejszych. Może wystąpić inny efekt – wzrost cen edukacji i ochrony zdrowia (mających dużą wagę w budżetach rodzin z klasy średniej) może zaniżyć inflację odczuwaną przez gospodarstwa domowe ze środka rozkładu zamożności.

Jak wyglądają wyniki badań Donovana? Pokazują, że latach 2000-2010 najbardziej skorzystały w strefie euro najmniej zamożni przedstawiciele peryferyjnych społeczeństw (Hiszpanii, Grecji i Portugalii) a najwięcej stracili najmniej zamożni przedstawiciele społeczeństw rdzenia (Niemcy, Austria, Holandia).

Z grupy państw PIIGS – realne, rozporządzalne dochody spadały w Irlandii i we Włoszech. Pokazuje to poniższy wykres (od lewej najmniej zamożne decyle dochodowe):

Za UBS (z FT Alphaville)

Warto zwrócić uwagę na cztery kwestie. Po pierwsze, dane na wykresie wydają się ‘podejrzane’. Na przykład w przypadku Austrii należałoby się spodziewać spadku przeciętnych realnych rozporządzalnych dochodów przynajmniej o 20% (zależy od udziału najbardziej zamożnego decyla w dochodach) w dekadzie 2000-2010. Wydaje się to mało realne, zwłaszcza w porównaniu z innymi danymi, które pokazują wzrost realnych, dostosowanych dochodów gospodarstw domowych per capita (ważonych siłą nabywczą).

Po drugie wykres pokazuje zmianę a ignoruje poziom początkowy i końcowy. Nie jest przypadkiem, że rozporządzalne dochody najwięcej wzrosły w najmniej zamożnych decylach najmniej zamożnych społeczeństw strefy euro. Jak podaje Donovan – najbiedniejsi Francuzi są ciągle dwa razy bardziej zamożni od Greków z najbiedniejszego decyla. Po trzecie, konwergencja dochodów jest niemal wpisana w strefę walutową – teoretycznie w tym, że państwa peryferyjne doganiały państwa rdzenia nie ma nic zaskakującego. Po czwarte, wykres obejmuje okres do 2010 roku a więc nie uwzględnia kryzysowej wstrzemięźliwości budżetowej wprowadzonej w niektórych państwach strefy euro.

Europejskich polityków musi martwić fakt, że w ostatnich 10 latach rozporządzalne dochody w Austrii, Niemczech, Irlandii, Włoszech, we francuskiej klasie średniej i wśród najbiedniejszych Belgów i Holendrów spadały. Niepokojące jest także to, że w państwach rdzenia de facto rosły nierówności dochodowe – bogaci stawali się bogatsi (lub niewiele biedniejsi) a biedni biedniejsi. W Holandii i Belgii ten efekt jest drastyczny.

Najważniejszym wnioskiem z tej analizy jest pytanie: czy społeczeństwa, które przez ostatnią dekadę odczuły zmniejszenie realnych rozporządzalnych dochodów skłonne będą dalej finansować wzrost zamożności w społeczeństwach peryferyjnych? Czy wyobrażacie sobie wynik referendum przeprowadzonego w Niemczech czy w Austrii w sprawie kolejnego programu pomocy dla państw peryferyjnych jeśli wykres Donovana, lub podobny, stanie się centrum kampanii wyborczej?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

12 Komentarzy

  1. Adam

    Tu się myli korzyści, jakie odnosi gospodarka z korzyściami, jakie odnoszą ludzie. W przypadku gospodarki nastawionej na eksport tłumienie płac realnych i obniżenie realnych dochodów najmniej zarabiających jest częścią przyjętego modelu wzrostu. Niemcy skorzystały, ale to nie znaczy, że zwykli Niemcy skorzystali. Tyle że stracili nie dlatego, że rzekomo dotowali peryferie, ale dlatego, że ich wizję rząd przyjął taką wizję zdrowej gospodarki.

    Także konkluzja jest myląca. Ten model nie finansował nie tyle wzrostu zamożności na peryferiach, ile wzrost zadłużenia na peryferiach.

    Oczywiście w kampanii wyborczej można dowolnie odwracać kota ogonem. Ale niemieccy wyborcy powinni iść raczej z pretensjami do Merkel, a jeszcze bardziej do Schroedera & Hartza.

    1. trystero (Post autora)

      @ Adam

      Dobra uwaga. Dlatego pisałem i Donovan pisał o korzyściach dla społeczeństwa a nie gospodarek.

      W komentarzach na FT Alphaville pojawiły się, że sugestie, że Niemcy jak gdyby ‘przehandlowali’ stagnację płac realnych na niskie bezrobocie. Mam jednak problem z tym rozumowaniem bo wykres nie pokazują płac realnych tylko realne rozporządzalne dochody. Tak więc w wielkim uproszczeniu: realne płace pomnożone przez pracujących, a więc niższe płace a więcej pracujących jest neutralne dla realnych rozporządzalnych dochodów.

      O ile więc rozumiem, że część z tego co wydaje się z punktu widzenia realnych wynagrodzeń przeciętnego Niemca straconą dekadą, było po prostu wyborem polityczno-ekonomicznym (budujemy konkurencyjną gospodarkę opartą na eksporcie) to wpływ tego wyboru na realne rozporządzalne dochody wydaje się mi zagadkowy. Myślę, że coś mi umknęło z metodologii liczenia tych dochodów.

  2. Ekonom polityczny

    Trystero,

    Wyobrażam sobie wynik takiego referendum. To naprawdę ne jest trudne. Rzecz w tym, że nie tylko ja. Także niemieccy politycy.
    A oni już wiedzą, że gra idzie nie o jakąś tam walutę euro, jak się to mylnie w Polsce uważa, tylko o szanse utrzymania europejskiej strefy wolnego handlu, premiującej niemiecki przemysł z jego hiperwydajnością.
    Pozwól na wyjście Południa ze strefy Euro (co de facto skutkowałoby koniecznością przynajmniej czasowego zawieszenia wolnego handlu z tymi krajami lub zawieszenia wymienialności ich nowej waluty) i gdzie Niemcy sprzedadzą wytwór swego nadmiaru mocy produkcyjnych?

    Dlatego niemieccy politycy nie ogłoszą takiego referendum, a Niemcy będą długo się krygować z udzieleniem pomocy, odgrywając komedię “surowego nadzorcy”, by na końcu dać do pocałowania dłoń z pieniędzmi, modląc się w duchu, by zostały przyjęte, a PIGSom nie zaświtala broń Boże myśl o wyjściu z Eurozony.

  3. ogiff

    Rdzeń to raczej Niemcy i Francja, a nie Benelux. Czyli w rdzeniu różnice zamożności nie rosną.
    Zastanawia to że urawniłowka we Włoszech, Hiszpanii, Grecji i Portugalii przyniosła tak fatalne rezultaty.

  4. kasztan

    Dlaczego nie pokazywać?
    Dzięki właśnie temu Niemcy są eksporterem i produkują…
    Tak jak Chiny korzystnie ustawili se kurs.
    Portugalia, Grecja i Hiszpania po prostu przeszła po kursie dzięki któremu nie opłaca się nic.

    Czy lepiej mieć 25% i zdychający przemysł i spadające PKB czy mieć minimalnie droższe wakacje zagraniczne i importowe produkty?

    Słaba waluta = drogie wakacje zagraniczne i importowane samochody ale też wzrost produkcji i bardziej opłacalny eksport i umiarkowane bezrobocie.
    Mocna waluta = tańsze wakacje zagraniczne i importowane samochody
    też spadek produkcji i mniej opłacalny eksport i rosnące bezrobocie.

  5. LLTA

    Przeważnie jest tak, że w społeczeństwie jest liczniejsza grupa biedniejszych niż grupa bogatych. Dlatego, żeby wygrać wybory trzeba dokarmiać tą biedniejszą część społeczeństwa. Proste. Wydaje się jednak, że jest tu pewien wyjątek, można “dokarmiać” dziennikarzy, którzy będą tworzyć atmosferę dobrobytu 🙂 i będzie taniej i skuteczniej 🙂
    POzdrawiam 🙂

    1. trystero (Post autora)

      # znów New Connect

      Przepraszam za off topic ale New Connect znów mnie zaskoczył:

      Na podstawie Uchwały nr 4 Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 20 sierpnia 2012 r. Zarząd Kupiec S.A. z siedzibą w Tarnowie (“Spółka”) zwraca się do akcjonariuszy Spółki z prośbą do dostosowania stanu posiadania akcji Spółki, w ten sposób aby posiadana liczba akcji Spółki w dniu referencyjnym, o którego ustaleniu Spółka poinformuje raportem bieżącym, stanowiła jedno – lub wielokrotność liczby dziesięć.

      Całość

      Chodzi oczywiście o scalenie akcji. Co ciekawe, jeden akcjonariusz (jak to jest w zwyczaju) zobowiązał się do uzupełnienia tzw. niedoborów scaleniowych, ale maksymalnie do wysokości 10 000 akcji Spółki o nowej wartości nominalnej.

  6. Adam Izydorczyk

    To co powiem będzie wynikało z czysto subiektywnych doświadczeń z wyjazdów do Austrii. Czasami odwiedzając Wiedeń zastanawiam się, czym ów Wiedeń różni się od tego z lat ’90 ? można powiedzieć wiecej czy ów Wiedeń różni się od tego z lat ’80 ?
    Bo system np. Komunikacji miejskiej wygląda tak jak z 20 lat temu !! Tramwaj numer 62, który jedzie na karlsplatz .. Ludzie tramwaj chyba ma z 30 lat i wygląda ja ten, które jeżdżą po Katowicach. ( oczywiście cześć taboru nowa, ale z 40 % to złom !!
    Ewentualnie na okres mojego przyjazdu na 4 dni nagle pochowani wszystko co nowe 🙂

    dokładnie tak samo z RFNem czyli z richtig fajnymi Niemcami – nie wiem czy to jakieś wspomnienia z młodości, ale jak widzę Frankfurt to tak jak na początku lat ’90

    Czyli może trochę prawdy w tym jest 🙂

  7. urbane.abuse

    @Adam Izydorczyk
    Zdecydowanie pomieszkaj w Wiedniu nieco dłużej niż 4 dni. To jest bogate miasto, ale podobnie jak w innych bogatych miastach Niemiec, Austrii czy Szwajcarii infrastruktura jest już na tyle rozwinięta, że modernizuje się ją stopniowo i planowo. Więc 30 a nawet 40-letnie tramwaje jak najbardziej jeżdżą (tak samo jak w Kolonii czy Zurychu) ale buduje się jednocześnie nowe stacje i całe linie metra, obwodnice, dzielnice mieszkaniowe.
    A średnie dochody Niemców i Austriaków wcale nie są tak wysokie, dezorientuje nas ich samochodowy fetysz, nakazujący kupić Audi albo BMW (jak mi tłumaczył znajomy 25-letni Wiedeńczyk, który właśnie wziął w leasingu BMW X3, Skodą to siara jeździć 🙂

  8. kajet

    Problem w tym, że – jak to zwykle bywa – korelacja nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego i do tego typu porównań, jakkolwiek użytecznych i ciekawych, trzeba podchodzić z pewną rezerwą. Kilka niezwiązanych bezpośrednio z euro czynników potencjalnie wyjaśniających tego typu zmiany dochodów (zaznaczam, że częściowo są to spekulacje i zgaduj zgadula):

    1. Imigracja i emigracja. Polacy, którzy od 2004 r. ruszyli do Irlandii, raczej średnich dochodów do dyspozycji nie zawyżyli.

    2. Bańka nieruchomościowa – o ile w Hiszpanii była kolosalna i wywołała boom w branży budowlanej oraz finansowej (największa w Europie liczba oddziałów banków na sto tysięcy mieszkańców!), to we Włoszech praktycznie nie wystąpiła.

    3. Liczba osób aktywnych zawodowo (absolwenci vs. osoby przechodzące na emeryturę) – czy to nie jest tak, że Niemcy i Austriacy się po prostu starzeją?

    Oczywiście gdy patrzymy na Grecję, trudno uniknąć wrażenia, że tamtejsze władze zatrudniły po prostu dodatkowych 100 tys. dobrze opłacanych krewnych i znajomych królika i opłacali ich za tanio pożyczone pieniądze (tego też nie badałem).

    1. trystero (Post autora)

      @ kajet

      Problem w tym, że – jak to zwykle bywa – korelacja nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego i do tego typu porównań, jakkolwiek użytecznych i ciekawych, trzeba podchodzić z pewną rezerwą.

      Pełna zgoda. Jestem zadowolony gdy ktoś o tym przypomina. Wyciąganie na podstawie tych pojedynczych badań arbitralnych wniosków w kwestii tego kto skorzystał na euro a kto stracił byłoby nierozsądne. Jest to po prostu jeden z argumentów w większej dyskusji.

  9. Adam Izydorczyk

    @urbane.abuse

    Nie mam takiej potrzeby, aby tam mieszkać – załatwić co załatwić i to wszystko !! Chociaż muszę przyznać, że Wiedeń sam w sobie jest przepięknym miastem i jak na tak duże miasto możesz czuć się swobodnie – tylko w Kyoto doświadczyłem czegoś podobnego.

    Zwracam jednak uwagę, na ten okres spowolnienia przez ostatnich 10 lat – zresztą osoby z, którymi rozmawiałem potwierdzają – sami czują, że świat idzie do przodu, a Austria stoi w miejscu.

    Co zaś do kupna samochodu – jest to rzecz użytkowa i ma służyć przemieszczaniu się. Jeśli kupnem samochodu ktoś chce leczyć swoje kompleksy – droga wolna !! Mam dokładnie taki sam przypadek w rodzinie – kuzyn mojej żony nabył samochód mimo, że metrem do pracy ma 40 minut, samochodem 2 godziny !! Po 2 miesiącach ponownie korzysta z metra, a samochód stoi i służy na wypady weekendowe !!

    Przede wszystkim ludzi trzeba nauczyć czym jest kalkulacja ekonomiczna – tam samo jak w biznesie tam samo w życiu trzeba wszystko dobrze przekalkulować – sprawdzić za i przeciw.

    P.S ewentualnie powierzyć swoje oszczędności Alpen Gold :+)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *