Rynkowe dogmaty, część 2
Jaką naprawdę rolę w inwestycyjnym sukcesie na giełdzie odgrywa doświadczenie?
Jaką naprawdę rolę w inwestycyjnym sukcesie na giełdzie odgrywa doświadczenie?
Inspiracją do poniższego tekstu (i kolejnych) stał się refleksyjny wpis jednego z inwestorów na X.com, którego znamy ze wzajemnych odwiedzin na profilach.
W ostatniej części tego cyklu kilka zdań o bardziej dynamicznych rodzajach benchmarków, dopasowanych do realnych działań w pasywnym inwestowaniu.
Ostatnia słabość big-techów amerykańskich obnaża pewien rynkowy paradoks.
Co staje się benchmarkiem w pasywnym inwestowaniu, gdy wybieramy mix ETF-ów polskich i zagranicznych?
Co staje się naszym benchmarkiem w pasywnym inwestowaniu, gdy wybieramy nie jeden ETF, jak opisałem w poprzedniej części, ale dwa lub więcej?
Pasywne inwestowanie powinno oznaczać minimum wysiłku i wynik równy średniej rynkowej. Tymczasem świat odjechał nieco od tego wzorca, proponując dodatkowe działania aktywne, o czym wiele już pisałem w tym wątku. Jak się w tym nie pogubić, aby efekt był rzeczywiście najlepszy, a inwestycja nadal pasywna?
Pasywni inwestorzy wbrew pozorom to wcale nie jednorodna grupa. Można podzielić ich na 3 typy, biorąc pod uwagę stosunek do aktywności w budowaniu portfeli.
Celem aktywnego inwestora selekcjonującego akcje jest pokonanie benchmarku (np. indeksu). Celem pasywnego inwestora jest uzyskanie tyle, ile oferuje benchmark (indeksy w postaci ETFa). Problem w tym, że większość w obu grupach nie osiąga celu.
Cztery spółki z ekskluzywnego grona „Wspaniała 7” publikowały wyniki w minionym tygodniu i dzięki temu mamy aktualizację narracji o tym, jak wygląda dziś stan rynku AI od strony gigantów.