FOMO – moje zmagania
W poprzednim tygodniu pisałem o FOMO, czyli Fear of Missing Out – strachu przed niewzięciem udziału w rajdzie na aktywie, które obserwujemy, strachu przed pozostawieniem na stole „łatwych pieniędzy”.
W poprzednim tygodniu pisałem o FOMO, czyli Fear of Missing Out – strachu przed niewzięciem udziału w rajdzie na aktywie, które obserwujemy, strachu przed pozostawieniem na stole „łatwych pieniędzy”.
Obserwowany ostatnio wzrost zmienności na rynkach surowcowych staje się dobrą okazją do przypomnienia banalnego faktu, iż inwestowanie w metale przemysłowe, surowce energetyczne czy nawet w kryptowaluty jest inwestowaniem w elementy rynkowego krajobrazu, które muszą być postrzegane jako inwestycje alternatywne, a nie część główna portfela.
Cztery spółki z ekskluzywnego grona „Wspaniała 7” publikowały wyniki w minionym tygodniu i dzięki temu mamy aktualizację narracji o tym, jak wygląda dziś stan rynku AI od strony gigantów.
Legendarny inwestor Charlie Manger, który zmarł w 2023 r., często w swoich pogadankach nawiązywał do tzw. testu pianki. Przez dekady uważano, że przedszkolaki, które w eksperymencie potrafiły wstrzymać się od zjedzenia słodkiej jednej pianki teraz, by później dostać dwie sztuki przysmaku, lepiej radziły sobie w życiu. Jednak ostatnio okazało się, że pierwotnie wnioski z badań były błędne.
To był cudowny tydzień. Naprawdę! Już dawno nie bawiłem się tak dobrze, przeglądając media społecznościowe. Internetowi eksperci od rynków i inwestowania, z doświadczeniem dłuższym niż jeden cykl księżycowy, prześcigali się w prognozach cen złota i srebra, a przy okazji również wielu innych rynków. To co się działo na rynku metali szlachetnych było jednak najciekawsze. Niemal wykładniczy wzrost doprowadzał do coraz śmielej podawanych wartości. Srebro będzie kosztować 150, a może 200, a nawet 300! Złoto za 6000, 7000 – to będzie dopiero okazja. Wszystko uzasadnione logicznie i spójnie. Jak to podczas hossy. I wtedy przypomniałem sobie, jak ponad dwie dekady temu, gdy jeszcze pracowałem w Gazecie Giełdy Parkiet, jeden z analityków wziął jakiś hiperboliczny wykres akcji spółki, która właśnie wykonywała ruch podobny jak złoto i srebro, zrobił długopisem (to taki dawny odpowiednik klawiatury) prognozę.
Wiadomo, że jeśli coś rośnie pionowo, to zmiana kierunku bywa bolesna. Tak było ze srebrem, które w piątek zaliczyło klasycznych krach.
Co powinno być miernikiem wyników w pasywnym inwestowaniu? Czy w ogóle jakiś miernik jest do tego celu potrzebny?
Wczoraj zidentyfikowałem pięć najważniejszych przyczyn inwestycyjnego FOMO: wstyd – z powodu przegapienia okazji, chciwość – chęć szybkiego zarobku, zawiść – potrzeba dorównania „zarobionym”, lenistwo – pragnienie zarabiania bez wysiłku oraz samooszukiwanie się – przekonanie, że inwestuje się pod tezę, a nie z powodu FOMO.
W świecie inwestycyjnym początek 2026 roku to czas metali szlachetnych, zwłaszcza srebra. Notowania kruszcu przekroczyły poziom 100 USD, poprawiają historyczne szczyty i osiągają bezprecedensowe wskaźniki obrotu i płynności.
Powyższa sytuacja „obudziła” dwie grupy inwestorów. Jedna z nich próbuje złapać szczyt notowań parabolicznie rosnącego aktywu. Druga próbuje się podłączyć do ruchu wzrostowego w momencie, gdy srebro notuje 49% wzrostu YTD i 253% w ostatnich 12 miesiącach.
Czysto pasywne inwestowanie zdaje się przechodzić do historii za sprawą coraz dłuższej listy aktywnych działań optymalizujących wyniki.