Od pewnego czasu obserwujemy w Polsce rosnącą niechęć do rynku. Emerytury, giełda, fundusze i generalnie wszystko, co związane z inwestowaniem zalewane jest zupełnie zaskakującą falą pomyj. Efektem jest wytwarzanie w społeczeństwie przekonania, iż rynek jest jednym wielkim kasynem.

Pochodną takiego ustawienia relacji z rynkiem jest faktyczne ignorowanie przez polityków skutków własnych działań. Nie mam wątpliwości, iż w społeczeństwach z rozwiniętą „equity culture” politycy nie mogą pozwolić sobie na działania wprost szkodzące rynkowi, bo pośrednio krzywdzą również własnych wyborców. W Polsce można w parlamencie dokonać „wrzutki legislacyjnej”, która zatrzęsie GPW, wyjść do mediów z dumą, mówić o banksterach i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji. Uprzedzając potencjalne zarzuty o obronie interesów przypomnę, iż stawiałem na blogach tezy o zbyt leniwym podejściu banków do problemu kredytów frankowych i ryzykach rysujących się dla sektora w kontekście kampanii wyborczej.

Naprawdę problem jest jednak to, iż rośnie w Polsce pokolenie, które przy pomocy polityków samo odcina się rynku oraz inwestycji i to w kontekście zupełnie niewyobrażalnym dla ludzi pamiętających ofertę inwestycyjną sprzed 20 lat. Dziś, kiedy bez wychodzenia z domu można wybierać pomiędzy polskimi funduszami i funduszami zagranicznymi lub między Brazylią, Indiami czy Wall Street, pojawia się przekonanie o całkowicie spekulacyjnym charakterze inwestowania, które podsycono na potrzeby zmian w OFE. Wszystko to przy oczekiwanej katastrofie systemu emerytalnego i rosnącej masie ludzi, którzy zwyczajnie nie będą mieli żadnej emerytury lub będą mieli emeryturę na granicy minimum socjalnego.

Tymczasem w sieci i mediach trwa konkurs na to, kto mocniej obrazi banksterów i wybije się na plan pierwszy z radykalniejszym pomysłem na dobranie się bankom do kasy. Pomysły na nacjonalizacje mieszają się z pomysłami nowych podatków, które uzasadnia się koniecznością walki z chciwością, zarobkami prezesów i ograniczeniem roli sektora finansowego w gospodarce. Logika medialnej naparzanki jest taka, iż trzeba wyjść z coraz to głośniejszą tezą, żeby zostać zauważonym, odnotowanym czy zwyczajnie zaproszonym do studia. Nikt nie bawi się w subtelności, które są wyjątkowo pożądane, gdy mówimy o sektorze finansowym.

Dla osób z mojego pokolenia, które podejmowanie ryzyka na rynku wyniosło na sztandary i pogardzało ryzyko-fobią, giełdy akcji pozostają jedną z najłatwiejszych ścieżek do budowania oszczędności. Ucieczka od tego świata ma  w sobie coś z kapitulacji. Metaforycznie rzecz ujmując ignorowanie rynku jest jak posiadanie paszportu, z którego się nie korzysta (tak, wiem, że niewiele osób pamięta jeszcze świat bez paszportów). Ludzie, którzy dziś mają 60 lat zwyczajnie nie mieli takiej szansy, więc w pewnym sensie byli skazani na waluty lub książeczki oszczędnościowe. Pokolenie obecnych 40-latków miało już wybór pomiędzy lokatą i rodzącym się rynkiem kapitałowym. Dzisiejsi 20-latkowie mają możliwości, które onieśmielają, ale jednocześnie stawiają na półce z oszczędzającymi i inwestującymi w innych krajach. Ignorowanie takiej szansy jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem.

[Głosów:28    Średnia:5/5]

30 Komentarzy

  1. Kornik

    >>Dla osób z mojego pokolenia…

    Tak, pana pokolenie wyniosło ryzko na sztandary, a mojemu pokoleniu to ryzyko spadło na głowę…

    >>giełdy akcji pozostają jedną z najłatwiejszych ścieżek do budowania oszczędności.

    Bzdura kompletna! Osczędności można zbudować bardzo prosto i szybko – fach w ręku oraz skromne życie. Wtedy nie tylko, że nie potrzebna jest żadna giełda, ale można nawet zrezygnować z konta w banku i pieniądze trzymać – ja wiem – w lodówce, bo sam miesięczny przychód z pracy jest tak duży, że można se darować te procenty, które daja nam jakby robili łaskę…

    Ale przypuszczam, że wiem skąd wział się ten pogląd – od Livermoore’a.

    Tyle, że on nigdy nie pozwoliłby sobie na podobnie beztrostki ton, bo doskonale rozumiał istote tej gry oraz rozumiał istote ryzyka.

    Zajrzalem, i rzeczywiście:
    “Wall Street (…) to jedyne miejsce (…), gdzie naprawdę można (…) rozwinąć skrzydła. Pewnego dnia, kiedy moja metoda stanie sie doskonała, bede takiego miejsca potrzebował” (Lefevre E., Wspomnienia gracza…, s. 51).

    Co więc mówi Livermoore? Po pierwsze, METODA – trzeba miec metode. Po drugie – metoda musi byc DOSKONALA – dopiero wtedy giełda staje sie najlatwiejszym miejscem do budowania oszczednosci.

    A co mowi Stanczak? On przekonuje, ze wystarczy przyjsc na gielde i przymknac oczy na ryzyko… On mowi: “Hej, szable w dlon, na kon – i jakos to bedzie” – nie praca, nie nauka, tylko ruletką zbudujesz swoje zabezpieczenie na starosc… :/

  2. astanczak (Post autora)

    @ Kornik

    Każdemu pokoleniu wydaje się, że poprzednie miało lepiej. No więc nie mieliśmy lepiej od obecnego. Bezrobocie wśród młodych ludzi, kiedy ja wchodziłem na rynek pracy było takie, jak jest dzisiaj w najbardziej dotkniętych kryzysem krajach europejskich. Jak kupowałem swoje pierwsze mieszkanie na kredyt, to stopa procentowa była powyżej 20 procent. Obecne pokolenie karne odsetki od przeterminowanego zadłużenia ma mniejsze. Dwa dni po przeprowadzce do mieszkania w kredycie na 23 procent straciłem pracę i nie miałem kolejnej przez dwa lata. Miałem tylko swoje cztery monitory i rynek futures, żeby nie utonąć. Myślę, że coś wiem o ryzyku i to niezależnie od tego, co napisali o nim inni.

    Tak przy okazji, jak chcesz polemizować ze swoimi poglądami, to znajdź sobie inne miejsce niż mój blog.

  3. ktos

    Mysle ze zmiana uwarunkowan systemowych i obecny przekaz medialny to tylko jedne z czynnikow. Ja dodalbym do tego generalny spadek stopy oszczednosci w moim pokoleniu (lata ’80-te) vs. np. pokolenie moich rodzicow (lata ’50-te) i wynikajacy z tego brak zainteresowania inwestycjami.
    Moja siec spoleczna jest moze dosc specyficzna – w wiekszosci ludzie zarabiajacy po kilkadziesiat tys./m-c, ale wciaz jestem zdumiony ze 90% z nich mysli glownie o tym jak wydac zarobiona kase na jeszcze lepszy samochod, jeszcze lepsze mieszkanie (dla siebie, nie jako inwestycja), wakacje, itd. I nie zdaja sobie sprawy ze oddaja wiekszosc ciezko zapracowanych pieniedzy w bardzo wysokich marzach na roznego rodzaju produkty/uslugi “premium” ludziom jeszcze bogatszym od siebie, ktorzy… mieli pojecie o co chodzi w inwestowaniu (na rynku, we wlasny biznes etc.)

    @Kornik
    Wlasnie taki jest sens inwestowania ze (w polaczeniu z wlasna praca – jesli np. startujesz w zyciu od zera) pozwala ono dojsc do sytuacji gdy owe “procenty, które daja nam jakby robili łaskę” wystarczą na zycie nieosiagalne dla 99.9% ludzi.

    1. astanczak (Post autora)

      @ ktos

      Dodałbym jeszcze jedno – im wyższy poziom konsumpcji, tym większe opodatkowanie. Naprawdę Pana znajomi oddają blisko czwartą część swoich zarobionych pieniędzy w podatku VAT i jeszcze troszkę w akcyzie.

  4. JOW

    Im bardziej dojrzała giełda tym mniej inwestorów indywidualnych tj. dawców kapitału, bo do tego w istocie rzeczy sprowadza się ich udział na giełdzie. W Stanach kilka %, w Polsce 13% w Chinach kilkadziesiąt %.
    Trudno się dziwić Polakom, że nie chcą brać udziału w szulerni, skoro przynajmniej raz zostali oskubani, choćby poprzez przymusowy udział w OFE.

  5. gzalewski

    @JOW
    http://www.gallup.com/poll/147206/stock-market-investments-lowest-1999.aspx

    54% Amerykanów. Lepiej nie powtarzać jakichś niesprawdzonych opinii.

  6. astanczak (Post autora)

    @ JOW

    Może warto być precyzyjnym – mówimy o udziale w obrocie giełdowym, czy procencie populacji, która ma akcje? To dwie różne liczby.

  7. _dorota

    Myślałam o temacie notki w kontekście źródeł finansowania partii politycznych (temat referendalny, ale pewnie wróci jeszcze).

    Wrogość w stosunku do rynków i sektora finansowego można budować swobodnie w takiej sytuacji, jaką mamy: partie są utrzymywane przez podatników. Gdyby musiały pozyskiwać donatorów, to takie nocne rajdy legislacyjne, jak ten w którym ukatrupiono wierzycieli frankowych nie byłyby możliwe.

    Może wpływ sektora finansowego na politykę jest np. w Stanach nadmierny, ale u nas doszło do przegięcia w drugą stronę: banki stały się ofiarą przedwyborczej grabieży (rzecz może oprzeć się o TK i ostatecznie za miejsce tow. Millera w Sejmie zapłaci budżet).

  8. gzalewski

    Ciekawostka – niedawno opisywałem książke Jaroszewicza “Libretto finansisty” W książce znajduje się wstęp, który wyjaśnia “niewyrobionym” czytelnikom, dlaczego kapitalizm był zły, a socjalizm jest dobry.

    “Kapitalizm opisywany przez Jaroszewicza jest bardzo przyjemny – to system, z którego istoty Autor może i do dziś nie zdaje soebie sprawy. On tylko z niego zgrabnie korzystał. uważa, że to rezultat jego pracy. NIe zamyśla się nad dysproprcjami między jego korzyściami i korzyściami tych, których nie tylko pracę, ale i istnienie przemilcza. Dzieje się to na zasadzie, która pokutuje u nas nawet w formie językowej. Jest pracodawcą, czyli dobroczyńcą pracujących. A w rzeczywistosći jest -podobnie jak wszyscy inni kapitaliści – pracobiorcą. Bierze ludzką pracę i płaci za nią mniej, niż ona warta”

    50 lat później młoda rysowniczka z kapitalistycznej Polski ma takie skojarzenia jak socjaliści
    http://kiciputek.blogspot.com/2015/04/zeszyt-cwiczen-z-ekonomii.html
    (ostatni obrazek)

  9. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Taka koniunktura. To ten sam Miller, który wprowadzał podatek 19 procent i chciał budować w Polsce “blairyzm”. Koniunktura się zmieniła. Pojawiło się przekonanie, że we współczesnym świecie nie ma miejsca na politykę lewicową w stylu Blaira, więc mamy odwrócenie sojuszy i mechanizm rynkowy już nie jest godny szacunku. Minie, jak każda antyrynkowa fanaberia z przeszłości. Jeśli wcześniej ten sam rynek nie upomni się kiedyś o swoje, jak upomniał w Grecji, Argentynie i podobnych.

  10. ekonom polityczny

    Ja mam swoją “teoryjkę reaktywnego wahadła” na ten temat.

    Moje pokolenie było tym, które załapało się na pierwszą hossę (93-94).
    Nasza skłonność do ryzyka i wiara w rynek akcji wynikała w bardzo dużym stopniu ze świeżej pamięci o niedomaganiach i absurdach poprzedniego systemu i była psychologiczną chęcią ucieczki od błędów lat poprzednich w kierunku tego najlepszego, jak nam się wtedy wydawało, ustroju.
    Dla nas obecny system, przy wszystkich jego nieraz sporych niedomaganiach, jest w rachunku końcowym nadal o niebo lepszy od minionego.

    Obecne pokolenie, (nazwijmy je pokoleniem Kornika) zna już dobrze minusy współczesnego polskiego kapitalizmu, z kolei nie pamięta (bo nie może) systemu poprzedniego, więc punktem odniesienia jest dla niego tylko to, co widzi współcześnie dookoła. A ponieważ traktuje istniejące plusy tego polskiego kapitalizmu jako coś naturalnego, zawsze istniejącego i należnego per se, więc w tej sytuacji minusy i niedomagania obecnego ustroju wyolbrzymiają się, przysłaniając te pozytywy.

    W wypadku pokolenia Kornika mamy psychologiczną chęć ucieczki od obecnie obserwowanych błędów + stosunkowo świeżą pamięć np. końcowych rezultatów funduszowej hossy 2007/08 i stąd przeświadczenie tego pokolenia, że “tu jest szwindel”. Politycy tylko dobrze wyczuwają ten sentyment i go odpowiednio wykorzystują. To nie politycy kreują sentyment “ulicy” tylko odwrotnie – sentyment “ulicy” kreuje kierunki myślenia polityków.

    Wg mnie mamy tu w przypadkach obu pokoleń do czynienia z zachowaniem reaktywnym na błędy poprzedniej ideologicznej “nadbudowy” systemu (że pojadę marksistowskim określeniem 🙂 ) w sytuacji wyraźnego dysonansu między tym, co głosi nadbudowa, a tym, co pokazuje otaczająca rzeczywistość (przykład: obecna nadbudowa mówi- każdy może zostać kapitalistą, bogaćcie się, co zderza się z codzienną praktyką np. firm, uprzywilejowanych w przetargach, wiecznie je wygrywających itd.)

    Na pocieszenie – rośnie kolejne pokolenie, które uzna asekuracyjne i minimalistyczne myślenie pokolenia Kornika za pełne błędów, od którego należy się odciąć ( bo uzna je za przyczynę obecnego marazmu i stagnacji) i uzna, że trzeba postawić na ryzyko. To pokolenie dzieci Kornika 🙂

    A co do GPW, wystarczy tylko, że zacznie wyraźniej rosnąć, to tłumy na nią wrócą. Zawsze wracają, po przeczytaniu w gazetach, że przez ostatnie 5 lat na akcjach można było zarobić 200 – 500% 🙂 tak to już jest.

  11. gzalewski

    “Na pocieszenie – rośnie kolejne pokolenie, które uzna asekuracyjne i minimalistyczne myślenie pokolenia Kornika za pełne błędów, od którego należy się odciąć ( bo uzna je za przyczynę obecnego marazmu i stagnacji) i uzna, że trzeba postawić na ryzyko. To pokolenie dzieci Kornika ”
    Też jestem za cyklicznością 🙂
    Czytam właśnie książkę z 1940. Gracza z perspektywą właśnie 40 letnią na rynkach, który pisze o tym, ze nieco nalezy zmienić podejście, bo na rynkach wyschła płynność. I że należy się do tego dostosować i czekać, aż znów wróci.

  12. _dorota

    # zeszyt ćwiczeń z ekonomii
    W tym jest zagwozdka, że “antykapitaliści” w dużej mierze mają rację w swoim opisie rzeczywistości. Tyle, że nie potrafią zauważyć, że nie krytykują kapitalizmu, a jego socjalno-oligarchiczną dewiację z małym podobieństwem do oryginału.
    Niestety, sprawa jest przegrana. Misesowcy nie przebiją się ze swoim przekazem do mas 🙂 (szczególnie, że masy wychowane na komiksach przyjmują tylko treści wstępnie przetrawione).

  13. Jack

    @ astanczak

    “Każdemu pokoleniu wydaje się, że poprzednie miało lepiej.No więc nie mieliśmy lepiej od obecnego.”

    Poprzednie pokolenie znajdowało się w zdecydowanie lepszej sytuacji ze względu na okres wyżu demograficznego i duży udział ludzi młodych w populacji. Z tego właśnie wynikała skłonność do podejmowania szeroko rozumianego ryzyka inwestycyjnego, któremu także sprzyjała narracja ze strony polityków różnych opcji. Obecnie żyjemy w kraju starzejącym się, gdzie coraz bardziej liczy się głównie poczucie bezpieczeństwa, rozwaga, regulacje tłumiące ekstremalne zachowania społeczne. Staruszkowie po prostu na bungee nie skaczą. Skuteczni politycy, którzy nie wpisują się w ten ogólny trend rozwojowy kraju przestają być politykami.

  14. gzalewski

    “Poprzednie pokolenie znajdowało się w zdecydowanie lepszej sytuacji ze względu na okres wyżu demograficznego i duży udział ludzi młodych w populacji”
    prawda jakie to proste? My wszyscy 40+ po prostu wiedzielismy, ze komunizm upadnie i sie tak ustawilismy, ze hohoho

  15. _dorota

    “Poprzednie pokolenie znajdowało się w zdecydowanie lepszej sytuacji”

    Poprzednie pokolenie (ktoś, kto w realnym socjalizmie przeżył przynajmniej dzieciństwo a może i część młodości) miało przede wszystkim duuużo mniejsze oczekiwania.
    Jakakolwiek sytuacja w zderzeniu z naturalnie wysokimi oczekiwaniami obecnych 20-latków daje ogromną frustrację.

    Tyle, że to bez znaczenia i niewarte dyskusji. Oni się nie zbuntują, więc można ich pominąć – nie potrafią nawet wyłonić liderów spośród siebie, ich idolami są podstarzały Kukiz i straszny dziadunio JKM. Czas pistoletów (takich jak Frasyniuk czy Wildstein, którzy potrafili wpływać na rzeczywistość) minął bezpowrotnie, już dzisiejsi 40+ nie byli aż tak bojowi 🙂

  16. Jack

    @ gzalewski

    Do dobrego “ustawienie się, że hohoho” wystarczyła świadomość istnienia określonych mechanizmów społecznych i zachowań grupowych przy określonych zmiennych (np. procentowy udział młodych ludzi w populacji) żeby zdawać sobie sprawę z kierunków reform, skali wolności prowadzenia działalności gospodarczej, wielkości opodatkowania itp. Poza tym Balcerowicz te swoje reformy wprowadzał na ślepo na podstawie znanych wytycznych MFW, których skutki były wcześniej już dobrze rozpoznane. Zaś dla tych młodych, którzy tej wiedzy i świadomości nie mieli wystarczyło podążanie za stadem – to także dawało szanse losowego powodzenia.

    @ dorota

    “Oni się nie zbuntują, więc można ich pominąć – nie potrafią nawet wyłonić liderów spośród siebie, ich idolami są podstarzały Kukiz i straszny dziadunio JKM.”

    To pokolenie buntuje się tylko w jednym przypadku. Jak pokazał całkiem niedawny przykład Węgier ekipa Orbana, której metody rządzenia ma zamiar małpować PIS, może pozwolić sobie prawie na wszystko w życiu politycznym i gospodarczym za wyjątkiem prób kontrolowania i opodatkowania internetu. Tylko wtedy młode pokolenia zaczyna protestować i wychodzić na ulicę – rozważna i świadoma tego władza ma więc spore pole do popisu na przyszłość.

  17. gzalewski

    Przykro mi ale popelniasz klasyczny blad pewnosci wstecznej – po czasie wszystko jest takie oczywiste

  18. ekonom polityczny

    @ Jack

    “Do dobrego „ustawienie się, że hohoho” wystarczyła świadomość istnienia określonych mechanizmów społecznych i zachowań grupowych przy określonych zmiennych”

    Od razu widać, żeś młodziak, nie pamiętający tamtych czasów. A gdzie się można było o czymś takim dowiedzieć? Na zajęciach akademickich z ekonomii politycznej socjalizmu czy kapitalizmu? 🙂
    Zaliczyłem oba przedmioty i dalej byłem głupi, a ekonomię uważałem za szczyt nudy 🙂
    Myśmy nie mieli zielonego pojęcia o zupełnych podstawach ekonomii! W 1990 r ja ledwo wiedziałem czym się różnią akcje od obligacji, a Ty oczekujesz powszechnej przewagi jednych nad drugimi!

  19. pokonajrynek

    Giełdy, tfi i innych form inwestowania nie można ignorować tylko trzeba rozsądnie z nich korzystać. Tutaj jest pewien problem, ponieważ zwykli ludzie nie znają szczegółów działania tych mechanizmów. Dodatkowo mają świadomość towarzyszącego im zwiększonego ryzyka. Politycy wkładają swoją cegiełkę roztaczając aurę nieufności wobec banków. Jednak dużo bardziej w umysłach został chyba rok 2007, w którym wielu drobnych ciułaczy zainwestowało i niestety ponieśli straty.

  20. kathay

    Ja z kolei przytaknę Kornikowi.
    Po pierwsze dlatego, że psychologia udowadnia, iż ogromny wybór to tak naprawdę żaden wybór, to ból głowy. Na platformach dostępne tysiące instrumentów, już samo poznanie ich może być męką dla kogoś kto dzięki internetowi może skupić się co najwyżej na krótkiej, ale sugestywnie podanej informacji, a potem iść w jej obronie przeciw Orbanowi. Kiedy ja wszedłem pierwszy raz na giełdę, miałem do wyboru aż 5 spółek i oczywiście chciałem mieć je wszystkie. A przy tym wiedza, ktorą można było na temat giełdy poznać była tak naprawdę zerowa, bardziej może intuicyjna. Nadmiar informacji robi również w mózgu pokolenia internetu sieczkarnię.
    Po drugie dlatego, że zawód inwestora stracił nad Wisłą, a może i szerzej w Europie, swoją niegdysiejszą elitarną otoczkę, i nie chodzi jedynie o wszystkie te krachy i afery w ostatnich 2 dekadach. Jego miejsce zajęła elita programistów, start-upowców, social media leaderów itp. A więc coś na co mamy osobiście większy wpływ.

    Punkt widzenia oczywiscie zmieni się, jak ktoś wyżej wspomniał, gdy na rynki wróci koniunktura. Nic tak dobrze nie robi skłonności do ryzyka jak zmiana nastroju w otoczeniu. Być może Iksy i Ygreki będą przez to co wyżej nieco bardziej świadomymi inwestorami. Czego wypada im jedynie gorąco życzyć.

  21. astanczak (Post autora)

    @ Kathay

    > elita programistów

    Jeśli przez elitę rozumiesz model biznesowy w sieci, w którym każdy twój krok jest śledzony, a wszystko po to, żeby za chwilę wcisnąć ci jakąś rzecz, której nie potrzebujesz, to mamy chyba inną definicję elity. Przy tym, co z ideą prywatności wyprawiają liderzy branży internetowej (jak np. zapomniana idea tajemnicy korespondencji) największe przewały w branży finansowej wydają się tylko przestępstwami przeciwko mieniu, a “elita” występuje przeciwko elementarnym prawom. Kiedyś monopol na podsłuchiwanie miało tylko państwo. Dzisiaj ze szpiegowania uczyniono model biznesowy i wynosi się na pomniki “elitę programistów”, która zasłania to racząc nas moralizatorskimi opowiastkami o “otwartym świecie” i kretynizmami w stylu “I updated my grilling app, iGrill, today and it now has Facebook integration that lets you see what other people are grilling right now around the world. Awesome.” Czyżby?

  22. Klondike

    Nie zapominajmy o setkach tysięcy ludzi, którzy wyemigrowali. Po co grać na giełdzie i tracić czas na analizowanie spółek skoro ten czas można poświęcić na nadgodziny – zysk pewny, 150% stawki podstawowej, w dodatku w euro lub w funtach.
    Giełda jako źródło kapitału ma konkurencję:
    http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/start-upy-ze-wschodu-szansa-dla-polskich-funduszy/?k=biznes
    Więcej pieniędzy niż dobrych pomysłów (podobno 90% startupów upada). Co nie zmienia faktu, że startupów coraz więcej, teraz w ten sposób młodzi chcą zdobywać świat.
    Obecnie są inne możliwości, mamy otwarte granice dla rynku pracy, fundusze publiczne, unijne a nie tylko akcje, obligacje.
    Został jeszcze forex, to dla tych co chcą podejmować ryzyko.

  23. fruit

    @ astanczak

    “Dwa dni po przeprowadzce do mieszkania w kredycie na 23 procent straciłem pracę i nie miałem kolejnej przez dwa lata. Miałem tylko swoje cztery monitory i rynek futures, żeby nie utonąć. Myślę, że coś wiem o ryzyku i to niezależnie od tego, co napisali o nim inni.”

    Bardzo mnie to zaintrygowało. Wielokrotnie mówi się (choćby w wywiadach Schwagera), że nie należy spekulować z presją “muszę zarobić na jacht, dom, samochód, utrzymanie”. Że należy spekulować nadwyżkami, które można stracić. Na podstawie tego, co Pan napisał wnioskuję, że Pan miał taką presję, i to bardzo mocną, bo chodziło właśnie o utrzymanie. Ja nie wyobrażam sobie siebie spekulującego w takiej sytuacji (miałbym zwyczajnie pietra przed stratami). Chętnie bym przeczytał jak Pan radził sobie emocjonalnie z tamtą sytuacją, jeśli oczywiście ma Pan ochotę tym się podzielić.

    Pozdrawiam.

  24. astanczak (Post autora)

    To był rynek, który zabijał – zmienność w latach 2002-2003 sukcesywnie gasła i utrudniała zarabianie, ale też ułatwiała przeżycie. ATR z 14 tygodni dla FW20 spadł w połowie 2003 roku do około 40 punktów. To były rekordy niskiej zmienności na GPW. Kto być cierpliwy uskubał zawsze kawałek tortu, bo można było czekać na rynku po kilka dni.

  25. Kornik

    Zabieram tutaj głos, bo też coś o tym wiem i chcę powiedzieć, że piszesz pan bzdury, bo do zarabiania nie wystarczy rynek, czterdziesci cztery monitory, czy ile ich pan tam masz – i dobre checi…

    Tacy, jak ty, robia ludziom krzywdę roztaczając przed nimi wizje zyskow bez ryzyka: emerytury z giełdy, “biznes” – i jakie to wszystko proste.

    To nie jest takie proste! Bez dostatecznej wiedzy i kapitału (poza nielicznymi przypadkami ludzi, którzy mają więcej szczęścia, niż rozumu) – skończy sie to żle, więc nie wciskaj ludziom glupot. Oni potem będą musieli wypić to piwo, a ty zwyczajem “eksperta” nabierzesz wody w usta i ewentualnie podniesiesz rękę wskazując drzwi, żeby ci frajer nie psuł dobrego samopoczucia swoim gęganiem.

    PS. Nie wchodzę na twój blog dla przyjemnosci, tylko datego, żeby ostrzec młodych, żeby nie zmarnowali sobie życia. Tu udzielałem sie przez długi czas robiąc za jeszcze jedną z małp w tym cyrku i na koniec chce naprawic swój błąd. Obiecałem to komuś. Twoje obiekcje w tym względzie mam w… sam sie domysl, gdzie.

    ***

    Pamietajcie – oni piep***ąc taśmowo nie ryzkują niczym – mogą co najwyżej nabawić się odcisków na palcach od nieustannego klepania w klawiaturę. To wy poniesiecie wszystkie konsekwencje – pół biedy, jesli tylko finansowe. Poza finasowymi moga to być rownież problemy osobiste i ze zdrowiem. Taki jest ten (ich pomysł na) biznesFX:

    “Dolan wstał ze swojego obrotowego fotela. Był postawnym męzczyzną.
    – Podejdź no do mnie, Livingston – sam skierował sie w stronę drzwi. Otwarł je na oścież i wskazując na klientów zapytał:
    – Widzisz ich?
    – To znaczy kogo?
    – Tych facetów w środku. Spójrz na nich, chłopcze. Jest ich tam trzystu. Trzystu frajerów, dzięki którym mogę wyżywić siebie oraz swoja rodzinę.”

    [Lefevre E., Wspomnienia gracza…]

    Róbcie cokolwiek, ale trzymajcie sie z dala od tego syfu. W kazdej innej robocie dostaniecie stala pensje i ubezpieczenia, a jesli warunki pracy są szkodliwe, to rowniez dodatki i opieke specjalistów, ktorych zatrudnia zakład.

    Gielda, to wyjatkowo szkodliwe zajecie, ale tu ze wszystkim bedziecie musieli sie zmierzyc sami – bez pensji, bez ubezpieczen, bez dodatkow, bez wsparcia – SAMI. Jesli cos wam nie wyjdzie – jesli sie zagapicie – jesli zdarzy sie koszmarny okres, albo nieuczciwy broker was okantuje, co tez sie moze zdarzyć – to ryzykujecie ladowaniem na smietniku.

    Fach w ręku i uczciwa robota. Nie ma jej nad Wisła, to język i “dyla” do normalności, gdzie docenia wasza wiedze, pracowitosc i uczciwosc – i gdzie nie trzeba znosić róznych aroganckich typkow, ktorzy z wysokosci cieplej posadki w stolycy tego bantustanu, mówią wam, jakie to wszystko proste – mysmy mieli gorzej (kolejna g-wno, prawda, bo wiem, jak bylo i jak jest teraz) – i w ogole “jest pieknie, jest pieknie, wiec o co ci chodzi”…

    Wszyscy moi znajomi juz dawno na emigracji, tylko ja jeden, frajer, wierzyłem, że można… Teraz juz wiem, co tutaj można – przes***ać sobie życie.

    Dziekuje za uwagę.
    Żegnam.

  26. astanczak (Post autora)

    @ Kornik

    Dziękuję.

  27. _dorota

    @ Kornik
    Przepraszam, że zapytam – czy na Twój post miały jakiś wpływ ostatnie wydarzenia na giełdzie?

    Wiesz, czasem rozmawiam ze znajomymi o ich robocie (mobbing, notorycznie niepłacone nadgodziny, wygryzanie wzajemne, chamowaty szef) i w duchu dziękuję Bogu, że udaje mi się utrzymać na giełdzie. Każdy medal ma dwie strony, a dorosły człowiek to akceptuje.

  28. fruit

    A wracając do tematu notki:

    “Dzisiejsi 20-latkowie mają możliwości, które onieśmielają, ale jednocześnie stawiają na półce z oszczędzającymi i inwestującymi w innych krajach. Ignorowanie takiej szansy jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem.”

    Co robicie, jako rodzice, aby Wasze dzieci nie zignorowały podobnych szans w przyszłości? I nie chodzi mi o naukę oszczędzania (sporo blogów porusza ten temat), ale o naukę inwestowania i podejmowania ryzyka.

    Pozdrawiam!

  29. astanczak (Post autora)

    @ fruit

    Dzieci można tylko uwrażliwiać na pewne tematy – osobiście kładę nacisk na idee kosztu alternatywnego czy ograniczonych zasobów – tyle, ile jest w stanie zrozumieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *