W jednej z ostatnich notek Grzegorz Zalewski przypomniał klasyczną niechęć do spekulantów i spekulacji. Broniłem już kiedyś spekulacji, jako takiej, ale tym razem chciałbym na to spojrzeć z nieco innego punktu widzenia.

Generalnie rzecz ujmując na rynku funkcjonuje fałszywy podział na inwestorów i spekulantów. Dałbym wiele różnej maści autorytetom, żeby pokazali mi na rynku inwestora, który nigdy nie był spekulantem. Trawestując stare powiedzenie o Yeti postawię tezę, iż Yeti i inwestora-nie-spekulanta łączy wspólna cecha „podobno ich widziano”.

Osobiście podejrzewam, iż większość przeciwstawiających inwestowanie i spekulację błędnie pojmuje samą naturę spekulacji i utożsamia ją z hazardem, a nieliczni z lewarowaniem portfela lub wystawianiem środków na nadmierne ryzyko do posiadanych zasobów. Problem w tym, że we współczesnym świecie właściwie nie można już mówić o jednym modelu spekulacji.

Spekulantem może być inwestor, który kupuje akcje na bazie fundamentów uznając, iż cena spółki wzrośnie poprzez powiększenie sprzedaży wraz z poprawą koniunktury na innych rynkach. Takim przykładem są spółki surowcowe, których działalność biznesowa w dużym stopniu zależy od tego, jaki będzie popyt na towar, a w mniejszym od tego, jakimi talentami zostanie obsadzony zarząd. Każdy, kto kupował kiedyś akcje KGHM pośrednio spekulował na rynku miedzi. Chcąc nie chcąc czynił założenia, iż sprzedaż miedzi wzrośnie mimo braku prowadzenia głębokich analiz rynku miedzi.

Osobnym modelem jest spekulacja na instrumentach pochodnych, gdzie obecność na rynku sprowadza się do kupowania (czy jak chcą podręczniki przejmowania) ryzyka. Zastanawiam się, jaką radę dla polskiego inwestora indywidualnego obecnego na rynku kontraktu na WIG20 mają różnej maści autorytety krzyczące: Nie spekuluj! Odczuwam dziwny niepokój, iż taką, jak część matek dla swoich córek, które zalecały szklankę wody zamiast randki z kolegą. Mówiąc mniej metaforycznie wzywają do wyjścia z rynku.

Z jednej strony trąbimy wszem i wobec, iż polski rynek instrumentów pochodnych jest wielkim sukcesem, a z drugiej, co jakiś czas ludzie związani z instytucjami rynku kapitałowego rzucają gromy na spekulujących, iż popełniają jakieś grzechy. Zawsze zdawało mi się, że rolą giełd, nadzoru czy biur maklerskich jest dostarczenie usług na poziomie, a nie bicie kijem swoich klientów na bazie własnych fobii.

Czas powiedzieć, że spora część ludzi wypowiadających się w mediach cierpi na coś, co można nazwać ryzyko-fobią, w której więcej jest własnych obaw przed stratą niż racjonalnych argumentów. Problem, a raczej temat roli spekulacji i spekulantów na rynku jest opisany w literaturze przedmiotu i czas pogodzić się z faktem ich istnienia. Spekulacja jest i była jednym ze sposobów obecności na rynku, a spekulanci mają swoje miejsce w systemie. Chciałbym, żeby środowisko opisywało ich działalność czy analizowało wpływ na rynek,  a nie waliło moralną pałką niczym XIX-wieczny kaznodzieja.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

22 Komentarzy

  1. exnergy

    Prawda jest taka, że dopóki większość zainteresowanych tematem nie ujrzy tak doskonałej argumentacji, a zarazem tak prostej jak drut, rozwiązującej problem raz na zawsze to ciągle będa się pojawiać artykuły na onetach i w pudelkach jak to na giełdzie sie traci kasę, jak oszukują spekulanci.

    A co do towarów to właśnie sobie myślałem nad tym dlaczego bym nie chciał by na rynku energii elektrycznej w PL zagościli tacy spekulanci jak na np. ropie. Wg mnie utilities powinny być wolne od sztucznego pompowania. Co innego akcje i konie FW20 itp. Bo akcje to udział w przedsięwzięciu biznesowym, a ono niesie ze sobą ryzyka.

  2. exnergy

    Niestety przekręty na rynkach i brak prawdziwej wolności (wolnego rynku) na giełdach i otc to fakt i obraz nic nie robiącego kombinatora – spekulanta wciąż żyje.

    Czy jest jakas wartosc dodana w profesji tradera? Czy jego dzialania sa pozyteczne spolecznie? Czy to tylko kombinowanie i cinkciarstwo?
    To latwa kasa? To łatwa strata? Puste obracanie pieniadzem? Zajecie dla cwaniaczków i ludzi bez wartosci? Etyka to bzdura? Dlaczego stracilem? – tak zapyta fryzjer, taksówkarz, drobny przedsiebiorca.

    Jak mu to ktos wytlumaczy – kunia z rzędem (czyli nagroda wartosci koszyka w20) 😉

  3. j_mo

    ” Czas powiedzieć, że spora część ludzi wypowiadających się w mediach cierpi na coś, co można nazwać ryzyko-fobią, w której więcej jest własnych obaw przed stratą niż racjonalnych argumentów.”

    Niestety chyba wszyscy trochę na to cierpimy – taki urok człowieczeństwa.

    Proponuję lekturę: w Tversky A., Kahneman D., Prospect Theory: An Analysis of Decision under Risk, Econometrica 47(2), March 1979, s. 263-291.

  4. lesserwisser

    Problem z zohydzaniem spekulacji w publikatorach polega na tym, że większośc piszących nie zadała sobie trudu przetrawić co to je to szpekulowanie, w związku z tym nie bardzo jest w stanie zorientować się co, gdzie, kiedy i dlaczego jest spekulacją.

    Dlatego też niektórzy spekulują nie wiedząc o tym inny zaś nie “spekulują” myślać że będą spekulować.

    Dotyczy to niestety nie tylko autorów medialnych czy komentatorów rynkowych ale również piszących książki, w tym również, tak zwanych, autorytetów naukowych. Nie sa oni w stanię ogarnąć róznych aspektów tego pojęcia, nie mówiąć już o jego poprawnym zdefiniowaniu.

    Zawsze przyda się jednak taki “podręczny chłopiec do bicia” (najczęściej medialnej piany).

  5. astanczak (Post autora)

    @ lesserwisser

    Użyłem w notce pojęcia kupowania ryzyka. Ciekawe, że właściwie w Polsce nie myśli się o tym w ten sposób – czy raczej nie pisze. Pewnie niewielu graczy na rynku pochodnych myśli o tym w ten sposób. Moim zdaniem właśnie mówienie o tym, że kupuje się ryzyko (niezależnie od zajętej pozycji long czy short) uwrażliwiałoby na to, co się właściwie na rynku robi i na czym stara się zarabiać pieniądze.

  6. lesserwisser

    @ astanczak

    Przyznam się, że jak dotąd nie postrzegałem spekulacji, np. na pochodnych, w kategoriach “kupowania ryzyka”. Nie wyklucza to jednak twórczej wartości tej intersującej koncepcji, jako rozwinięcia podręcznikowego modelu transferu ryzyka, czyli przejmowania go przez skłonnych do spekulowania.

    Zanim jednak będę mógł przyjąć koncepcję kupowania ryzyka to muszę ją dobrze zrozumieć, to rozgryźć pewne niejasności (mały zgryz), to jest

    1. jak rozumiemy to ryzyko, które jest przedmiotem kupna-sprzedaży?
    2. po co/dlaczego kupujemy ryzyko, to jest co dostajemy w zamian?
    3. za co je kupujemy, to jest czym płacimy (czego się pozbywamy)?
    4. na ile jest to wymiana ekwiwalentna, to jest kiedy się to opłaca?
    5. jaka jest cena tego ryzyka i skąd się ona bierze?

    To tylko niektóre z dręczących mnie pytań!

  7. astanczak (Post autora)

    Troszkę akademickie te pytania (przynajmniej dla mnie). Punktem wyjścia jest myśl, że pochodne wymyślono, jako transfer ryzyka, więc kupuje się to, czego inni chcą się pozbyć. W modelowym systemie, na którym nie ma spekulacji czytaj kupowania ryzyka, powinni być tylko zabezpieczający się przed niekorzystnymi ruchami cen. Dla jasności, to nie jest jakoś oryginalna myśl, gdzieś na 100 procent na nią trafiłem. Nie mam ambicji wymyślania koła, ale czasami nazwanie czegoś inaczej niż się utarło powszechnie pozwala spojrzeć na problem z nowego punktu widzenia. Nazwanie spekulacji na pochodnych kupowaniem ryzyka odbiera obecności na rynku irracjonalną niechęć do spekulacji.

  8. lesserwisser

    Moje pytania są czysto pragmatyczne i praktyczne (przynajmniej dla mnie), gdyż podskórnie czuję, że temat wart jest głębszego pochylenia się.

    Jak coś kupuję to chcę wiedzieć ile to kosztuje, co tracę i z czego rezygnuję oraz co dostaję w zamian. Chcę zorientować się ile to jest dla mnie warte i czy mi się opłaca taka wymiana.

    Szczególnie gdy chce się spojrzeć na jakieś zagadnienie z nowego punktu widzenia, pod innym kątem, z odmiennej perspektywy, co zawsze jest pożądane no i do tego może być pożyteczne. Nie zawsze bowiem w rutynowym podejściu do rzeczy dostrzegamy wszystkie jej aspekty i uwarunkowania.

    Jeśli punktem wyjścia jest myśl, że pochodne wymyślono, jako transfer ryzyka, więc kupuje się to, czego inni chcą się pozbyć, to warto chyba wiedzieć dlaczego jedni akurat chcą kupić to czego inni chcą się pozbyć, poznać ich motywacje ekonomiczne i transakcyjne.

    Faktycznie w modelowym systemie (uproszczonym), na którym nie ma spekulacji, są tylko (powinni być) zabezpieczający się przed niekorzystnymi ruchami cen. Należy go urealnić przez dodanie jeszcze niespekulacyjnych uczestników rynku dokonujących transakcji o charakterze czysto technicznym (w danym momencie), zgrywających w czasie swoje pozycje i zobowiązania. Oczywiście dodane interesy spekulacyjne zapewniają rynkowi odpowiednią płynność, więc mają swój rys pozytywny, gdyż ułatwiają zabezpieczanie się.

    Coś mi się wydaje, że podchodzimy do tej kwestii z różnych punktów wyjścia. We mnie jest bardziej zainteresowanie by ewentualnie zobaczyć daną kwestię (całkiem interesującą) w innym świetle, co jak mawia ksiądz proboszcz może “ubogacić” moje postrzeganie i zrozumienie rynku.

    Natomiast szanowny autor, w moim odczuciu, bardziej chcę zdjąć utarte odium ze słowa spekulacji i jakby oczyścić je z negatywnych konotacji. “Nazwanie spekulacji na pochodnych kupowaniem ryzyka odbiera obecności na rynku irracjonalną niechęć do spekulacji.”

    Nie suponuję, że jest to wynikiem li tylko skrzywienia zawodowego, gdzie punkt siedzenia określa punkt widzenia, ale trudno mi jest oprzeć się wrażeniu, że w znacznym stopniu tak jest. Bo jakże by inaczej można było nazwać niechęć do spekulacji – “irracjonalną”, czyli nie dającą się logicznie wykoncypować ani racjonalnie uzasadnić! tu widzenia.

    Jeśli nawet jest w tym sporo prawdy, to trzeba ją pokazać czarno na białym, by inni nie przyjęli w dobrej wierze takiego stwierdzenia i nie potraktowali go jako prawdę objawioną, na swoją zgubę.

    Mimo wszystko temat jest potencjalnie ciekawy i chyba wart pospekulowania (myślowego), gdyż samo tylko nazwanie spekulacji innym, bardziej przyjaznym imieniem, niewiele wniesie. Bo to trochę tak jak nazwanie oszusta uczciwym inaczej, fałszywego przyjaciela szczerym inaczej, a czarnego charakteru białym rycerzem, ale inaczej.

    Czy nie wypada skończyć z tą poprawnością “polityczną” a bardziej zająć się merytoryczną?

  9. j_mo

    O podmiotach zawierajacych transakcje na pochodnych pisze sie w literaturze od dawna. Jedna z najwazniejszych zalet udzialu takich podmiotow na rynku jest wzrost plynnosci. Zawierajac transakcje i ponoszac ryzyko staramy sie uzyskac zaplate za to ryzyko w formie tzw. premii za ryzyko. Pomimo tego ze sama teoria nie musi Ci “podchodzic”, kwestie zalozen itd., to jednak proponuje poczytac o modelu CAPM czy APT. Jesli artykuly w oryginale sa zbyt trudne jest wiele opracowan podrecznikowych takze w jezyku polskim. To na co chce zwrocic uwage, to to, ze teoria wyjasnia idee placenia za ryzyko. Ani nie bronie tej teorii, ani nie mam zamiaru jej obalac, jednak po przeczytaniu tych materialow moze rozjasni to troche tematyke.

  10. lesserwisser

    @ j_mo

    Przypuszczam, że odnosisz się do mojego wpisu, tyle że piszesz trochę nie na temat. Mylisz bowiem koncepcję premii za ryzyko z modeli wyceny wartości aktywów typu CAPM i adekwatnego zwrotu z inwestycji,
    z samym ryzykiem związanych z instrumentami pochodnymi. To trochę nie ta parafia.

    Przy transakcjach pochodnych ponosząc ryzyko wcale nie staramy się uzyskać zapłaty za to w formie tzw. premii za ryzyko. Niekoniecznie musi na rynku pochodnych występować premia za ryzyko (choć może), bardziej istotny jest tu inny aspekt, zwany …….., tu musisz wstawić sobie właściwe uzupełnienie. W razie problemów proponuję poczytać sobie trochę, “po przeczytaniu tych materialow moze rozjaśni to trochę tematykę.”

    “Jeśli artykuły w oryginale są zbyt trudne jest (nie)wiele opracowań podręcznikowych także w języku polskim.”

  11. j_mo

    ok, Twoja opinia

  12. astanczak (Post autora)

    > gdyż samo tylko nazwanie spekulacji innym, bardziej przyjaznym imieniem, niewiele wniesie. Bo to trochę tak jak nazwanie oszusta uczciwym inaczej, fałszywego przyjaciela szczerym inaczej, a czarnego charakteru białym rycerzem, ale inaczej.

    Moim zdaniem niesie. W świecie, gdzie o krytykę spekulacji łatwiej niż o jej obronę ludzie będą mieli tendencję do myślenia o tym w kategoriach negatywnych. Osobiście porady “nie spekuluj” traktuję w kategoriach ciekawostek psychologicznych, które więcej mówią o wypowiadającym poradę niż o rzeczywistości. Nie potrzebuję żadnego uzasadnienia dla podejmowanych działań spekulacyjnych – dla mnie to obecność na rynku, którą wybiera się i ponosi tego konsekwencje. Gdybym miał wartościować, to spekulację uznaję za pozytywną część rzeczywistości rynkowej.

    Mam też dziwne przeczucie, że część ludzi krytykujących spekulacje podchodzi do tego tak, jak – przepraszam za porównanie – do pornografii. W pełni rozumieją to, że zjawisko istnieje i nawet potrafiliby uzasadnić potrzeby ludzi, które zaspokaja, ale lepiej czuliby się, gdyby nie istniało. Dlatego napisałem, że ludzie projektują własne fobie na innych.

  13. lesserwisser

    “Osobiście porady “nie spekuluj” traktuję w kategoriach ciekawostek psychologicznych, które więcej mówią o wypowiadającym poradę niż o rzeczywistości.”

    Każdy patrzy po swojemu i sam odpowiada swoje poczynania.

    Problem w tym, że spekulujących którzy stracili ostatnie portki, sami puścili się w skarpetkach a nawet zrujnowali sobie życie jest dużo, dużo więcej niż tych którzy na niej wzbogacili się. Podaje się, w oparciu o wieloletnie statystyki, że aż 90-95% grających na rynku traci. To wiele mówi, dlatego też w materiałach, ulotkach i artykułach przestrzega się przed spekulacją lub nadmierną spekulacją. No i podsuwa się do podpisu różne tyłkochrony, oświadczenia i MIFiDy, że wie się o co biega w tym interesie i czym to pachnie.

    Faktycznie spekulacja, szczególnie gdy początkowo dobrze pójdzie, może wciągać jak seks, ale podobnie jak z seksem nie powinno się jej podejmować bez właściwej gry wstępnej, to jest bez odpowiedniego przygotowania do akcji. Nie należy działać jak napalony tylko rozpoznać obiekt westchnień i uniesień, wiedzieć co nieco o zarządzaniu ryzykiem i kapitałem i podejmować jedynie kalkulowane ryzyko a nie działać na pałę, gdy kieruje nami jedynie żądza piniądza.
    Potrzebna jest nam znajomość całego instrumentarium rynkowego ars amandi i jego właściwe stosowanie.

    Dlatego też warto mieć świadomość co to jest ta spekulacja, kiedy i gdzie się zaczyna oraz przede wszystkim kiedy powinna się zakończyć. Bo w przypadku wpadki rynek nie będzie nam płacić alimentów.

    Warto więc chyba, nie tyle zniechęcać do spekulacji (bo tak jak z sexem raczej się nie da) ile bardziej na wzór edukacji seksualnej, wprowadzić dla napalonych “inwestorów” edukację przedspekulacyjną, i chyba wszystkim wyjdzie to na zdrowie i korzyść.

  14. deli deli

    Już bym był dawno tu wchodził na hasło “niepoprawny wilczy apetyt na ryzyko”, gdyby nie Herma – wciąż jeszcze nie gotowy do drogi. Widzę kątem oka jak schodzi z traktu, siada na kamieniu, wywija sobie na kolanie wnętrze stopy i ostrożnie pozbędzie się cierni.
    “Spekulacja” wymknęła się łacińskiej etymologii(obserwować, badać, szukać światełka w tunelu) i znaczy dzisiaj to co karygodne. Termin zagnieżdził się w języku, w kulturze kryzysu i robi karierę jako dyżurny eufemizm. Słowo wehikuł albo worek przeróżności, słowo wytrych pada z ust tych którzy;
    1. niewiele rozumieją co się dzieje na rynku,
    2. coś niedobrego zaquważyli ale nie chcą lub nie potrafią nazywać rzeczy po imieniu,
    3. potrafią posługiwać się tym słowem jak złodziej “w pracy”, gdy krzyczy “łapać złodzieja”,
    4. tracą orientację na rynku i wyrażają w ten sposób swoje emocje.
    Mówię “mam apetyt na ryzyko” a nie chcę “kupować ryzyka”, bom uwzględnił cenną sugestię blogmena Lesserwissera, że mamy tu do czynienia z zachowaniem instynktownym ( jak popęd płciowy o czem tenże Lesserwisser…) Kiedy już zgodzimy się na “apetyt” – zmiana nastroju i dodaję: nasz wrodzony apetyt na ryzyko. Tego roku przykład poszedł od góry samej.
    Niestety zbyt sumienna analiza ryzyka jest poniekąd potężnym ryzykiem. Idea ryzyka łatwo skona w naszych ramionach. Co więcej, w wymiarze jednostkowym bądżmy przygotowani na bankructwo. w wymiarze pokoleniowym to się każdemu płaca. Dzik, bohater powieści Karola Bunscha przepadł w kniei ale po nim przychodzący wykarczowali puszczę i zjednoczyli na trwałe plemiona słowiańskie. Wielu zaglądających do jaskini padło ofiarą smoka zanim żupy solne zaważyły na skarbcu Jagiellonów.
    Ludzi trawiących życie w naszych spolkach widzimy raz to na dole to na górze a sami chcielibyśmy się wymknąć piątkom Elliotta. Jakże to?
    Dzisiaj na grzęzawisku recesji, wilczy apetyt na ryzyko będzie nas selekcjonował i będzie nas wyróżniał pomiędzy kolosami. I będzie nas nobilitował. Do Was to mówię, towarzysze lekkiej jazdy.

  15. deli deli

    Jeśli polecam kurs podwyższonego ryzyka, to zaraz dodać muszę,że trzeba nam przekraczać granicę powszechnej obiegowej wiedzy o wzrostach i spadkach.

    Po moim “zagrzewającym” komentarzu w sobotę, w poniedziałek 6 września Skotan wzniósł się nad lokalny opór. “Parkiet” skwitował rzecz następująco – nie było informacji cenotwórczej.

    Owszem była. Mars przemierzający pole zodiakalne Wagi, wszedł w rezonans z energią obozu (okr. wł. Z.B.), tj. energią widoczną w horoskopie Skotana a precyzyjniej, z ogniskiem energii obozu Skotana w znaku Strzelca.

    Ten komentarz tym, którym nieraz zdarza się nadużywać słowa “spekulacja”

  16. Kornik

    Przepraszam, mały wtręt. Deli deli nie podał tytułu, więc chodzi o “Dzikowy skarb” Karola Bunscha, pierwszą część wspaniałej trylogii obejmującej “Dzikowy skarb”, “Ojciec i syn”, oraz “Rok tysięczny”. Polecam.

    “Dzikowy” uwielbiam za atmosferę (pisana w czasie wojny – odcisnęła wyraźne piętno na jej treści). Nie tylko warto poznać losy Dzika, początkujący giełdziarze powinni zwrócić uwagę na Szmatkę, to tak a propos grzęzawiska kryzysu.

    Czołem!

  17. deli deli

    Wróćmy proszę, na pole pod Skoczowem. Wojownik wrześniowy posyła strzałę w sam środek tarczy. Nim strzała osiągnie cel, turniej zostanie regulaminowo zamknięty. Dziewczyna spod znaku Wagi jest umówiona z wojownikiem na ostatnie spotkanie na dzień Merkurego. Merkury, czy to zapatrzony w dziewczynę sterczy jak drogowskaz rozjechany na rozdrożu; czy się zgubił w tłumie wielbicieli Hathor. Akurat przechodziłem tamtędy, z dala trzymając się estrady mogłem Wam przekazać tę wiadomość. Łącze sympatii poniosło mnie do Bossablo.
    Spokojnego weekendu.

  18. deli deli

    @Kornik
    Przygotowałem garść kolejnych hipotez w nadziei, że Ci posłużą.

    Do 30 września rynki zdecydują o poziomach lokalnych szczytów. Wydma usypiającej czujność dystrybucji sięga jeszcze do 6 pażdziernika.

    W czwartek, 7 pażdziernika indeksy giełdowe mogą tracić ponad 2%. Od 8 pażdziernika rozważaj hipotezę odreagowania. Nie spiesz się. Jeśli założysz długą jak sobie wyobrażam, powiedz sobie: Trzy razy “nie” na dnie.

    Jeśli będziesz myślał tylko o krótkich, o “czarnych tutkach” – będę rozczarowany. Czołem.

  19. Kornik

    Czołem Deli,

    nie odezwałem się po ostatnim twoim komencie skierowanym pod moim adresem, a powinienem – choćby przez grzeczność – żeby podziękować za miłe słowo. Wtedy nie mogłem, dlatego teraz przepraszam i dziękuję.

    W wolnej chwili może coś podrzucę – jak zwykle – w F-pokoju Bossy, tamtejszym bywalcom do oglądnięcia i skonfrontowania z własnymi koncepcjami, a teraz znowu przechodzę na odbiór.

  20. deli deli

    @Kornik
    Cieszy mnie, że chodzisz po rynku w zbroi własnych koncepcji. I ja wpadam czasem do Bossy pod monitory więc prognozuję, że spotkanie “w cztery oczy”, w realu tuż tuż.

  21. Kornik

    deli deli napisał:

    “Cieszy mnie, że chodzisz po rynku w zbroi własnych koncepcji.”
    ________________

    Gdybym do boju ruszał w samych skarpetkach, to jaki byłby ze mnie towarzysz pancernej jazdy? 🙂

    [martwy]

  22. deli deli

    Tym razem sygnał ku szczytom wyszedł z Warszawy. Polska Leliwa narysowała swój nowy szczyt spokojnie i ufnie jak dziecko nakarmione i bezpieczne. Wzbudziła na rynkach falę wyrażniejszą niż złota gorączka.

    Przyjaciela z Węgier wynoszę w sercu po Wrota Chałubińskiego; którego nigdy nie widziałem żyjącego w bagnie, z pokalaną twarzą, z zalepionymi, zakneblowanymi ustami – uspakajam jak umiem jak potrafię, pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *