Hazard na wyciągnięcie ręki

Nawet jeśli nie ma idealnej analogii pomiędzy rynkami a hazardem, zestawienie tych dwóch może być pouczające i posłużyć jako lekarstwo na ograniczone myślenie i zaślepienie, które prowadzą do katastrofy.” Aaron Brown, Pokerowa twarz Wall Street

 

Przy diagnostyce uzależnień, jednym ze stosowanych formularzy jest kwestionariusz hazardu tzw. SOGS (South Oaks Gambling Screen). Na początku badany musi wypełnić tabelę i odpowiedzieć na pytanie: „proszę wskazać rodzaje hazardu uprawiane przynajmniej raz w życiu”. Jako odpowiedzi należy zaznaczyć jedną z możliwości: „wcale”, rzadziej niż raz w tygodniu”, „raz w tygodniu lub częściej”.

Możliwości do wyboru jest jedenaście (nie licząc opcji „inne”). Tabela zaczyna się od oczywistych:

  • gra w karty na pieniądze
  • zakłady w wyścigach koni, psów, lub innych zwierząt
  • sportowe zakłady bukmacherskie
  • gra w kości na pieniądze
  • gra w kasynie (legalnym lub nie)
  • gra w lotto, inne gry liczbowe lub zakłady pieniężne
  • gry w bingo pieniężne

na ósmej pozycji znajduje się gra na giełdach (w oryginalnym formularzu „stock and/or commodity market). I dalej

  • granie na automatach
  • gra na pieniądze w gry wymagając e zręczności (kręgle, bilard, golf)
  • loterie fantowe, pieniężne lub inne gry losowe

Oczywiście zaznaczenie którejkolwiek z opcji nie oznacza, że jest się hazardzistą. Należy jeszcze odpowiedzieć na kilkanaście pytań dodatkowych w rodzaju: czy kiedykolwiek grałeś więcej, niż pierwotnie planowałeś, czy uprawianie hazardu powodowało, że masz kłopoty ze snem, itp.

Wielu inwestorów obruszy się na umieszczenie gry na giełdzie, w kontekście kart, ruletki, bilarda, lotto. Wielu powie „na giełdzie się nie gra, tylko inwestuje”. O tej mantrze pisałem wielokrotnie (https://blogi.bossa.pl/2008/03/24/grajmy-na-gieldzie/). Wielu psychologów zajmujących się uzależnieniami uśmiechnie się pod nosem i zacznie zadawać dodatkowe pytania.

Mechanizm uzależnienia, bez względu na to, czy chodzi o narkotyki, alkohol, seks czy oczekiwanie na pieniądze jest bardzo podobny. Oddam głos prof. T. Zaleśkiewiczowi:

Badania prowadzone w ramach dyscypliny nazywanej neuroekonomią pokazują, że oczekiwanie na coraz większe zyski wiąże się z aktywizacją struktury mózgu zwanej jądrem półleżącym. Ta stara ewolucyjnie część mózgu aktywuje się wtedy, gdy oczekujemy na jakąś przyjemność, na przykład na zażycie narkotyku czy doznania seksualne. Już samo oczekiwanie na zarobienie pieniędzy jest przyjemne. Nawet bardziej przyjemne niż samo zarabianie! Ale właśnie dlatego w takiej chwili nasza racjonalność może zostać zaburzona. Chcemy zarabiać, aby sprawić sobie przyjemność, ale zapominamy o możliwych konsekwencjach negatywnych. Tak samo jak narkoman, który myśli tylko o tym, aby wziąć działkę, a nie o tym, że wpędza się w coraz większe kłopoty. Tu niestety mózg działa na naszą niekorzyść.

[…]

w pewnych aspektach giełda jest podobna do wielu gier hazardowych. Przynajmniej w sensie reakcji psychologicznych. Inwestorowi takie porównanie może się nawet bardzo nie podobać, ale z pespektywy psychologicznej ono jest nieuniknione – na rynku i w kasynie działają niemal identyczne mechanizmy poznawcze (na przykład złudzenia w ocenie sytuacji) i emocjonalne (ekscytacja i lęk przed porażką).” („Droga inwestora” T. Zaleśkiewicz, G. Zalewski, wyd. Linia)

W diagnostyce uzależnień zwraca się uwagę na to, kiedy nasze zachowanie zaczynają przeszkadzać w naszym poprawnym funkcjonowaniu. Uświadomienie sobie tego faktu jest bardzo ważne dla uzależnionego. Czasem dojście do tego będzie bardzo trudne. W przypadku handlu na rynku, racjonalizacja może być bardzo silna. Być może część osób dla tego tak bardzo boi się mówić o grze na giełdzie. W inwestowaniu mamy przecież bardzo poważne analizy, oceny sytuacji i całą tę niesłychaną otoczkę. A to, że mieliśmy przestać patrzyć na rynek o 19, a już jest 2 w nocy i za chwilę na pewno wydarzy się coś w Japonii; to, że musimy pożyczyć pieniądze, bo spółka na pewno poda bardzo ważny komunikat i odrobimy ostatnie straty; to, że przed współmałżonkiem ukrywamy, że ostatnia transakcja zakończyła się stratą i możemy się pożegnać z wakacjami; to wszystko jest przecież nieważne!

Jedno z pytań w kwestionariuszu brzmi: „Czy uprawianie hazardu powodowało, że masz kłopoty ze snem”? W prowadzonych wspólnie z Tomkiem Zaleśkiewiczem warsztatach dla doświadczonych inwestorów, okazało się, że większość uczestników miała problem ze snem. Czy to oznacza, że wszyscy jak jeden mąż byli uzależnieni? Nie. To tylko jeden z symptomów. Pokazuje jednak jak łatwo można wpaść w szpony hazardu. W tym wypadku w formie inwestowania/spekulacji/gry na giełdzie.

Często spotykam się z uproszczonym hasłem „forex to hazard”. Jak również, choć znacznie rzadziej, „giełda to hazard”. Nie. Dopóki mamy plan działania i nie przekraczamy pewnych granic, nie ma to nic wspólnego z hazardem. Ale może mieć. Jeśli zaczniemy się odgrywać, siedzieć przed monitorem całymi dniami i nocami, szukać pieniędzy na odkucie się itp.

Poruszam ten temat w związku z „ujawnieniem się” przez Tomasza Cielemęckiego – dziennikarza sportowego. Przez piętnaście lat obstawiał zakłady bukmacherskie. Niestety w sposób, który jednoznacznie można uznać za hazard.

Więcej o jego historii można przecztać na blogu:

http://witam-w-piekle.przegladsportowy.pl

i tu:

http://natemat.pl/151235,czesc-przegralem-pol-miliona-zlotych-i-jestem-bankrutem-dziennikarz-przegladu-sportowego-szczerze-o-uzaleznieniu-od-hazardu

Przy okazji jego historii warto pamiętać o tym, że na rynku – bez względu na to, czy są to akcje, kontrakty, opcje, czy forex – o uzależnienie bardzo łatwo. Nie dlatego, że ktoś (w domyśle – broker) chce nas w to wciągnąć. Dlatego, że sami nie wyznaczyliśmy sobie odpowiednich zasad. A gdy zaczniemy oskarżać innych za nasze niepowodzenia, to również czas na chwilę zatrzymania i odpowiedzenia sobie samemu na kilka naprawdę poważnych pytań (nawet ze wspomnianego kwestionariusza)

[Głosów:48    Średnia:5/5]

3 Komentarzy

  1. _dorota

    Ciekawa historia (drugi link), ale to opowieść o zmanierowanym warszawskim lemingu, a nie o graczu giełdowym. Problemem tego pana jest raczej bezproblemowe (wcześniej) życie.

  2. gzalewski (Post autora)

    @_dorota
    Bardzo uprościłaś. Nie wyobrażasz sobie jaki przekrój społeczny jest uzależniony od hazardu, w tym bukmacherów

  3. Jason Bourne

    W książce dr Eldera “Zawód: inwestor giełdowy” jest takie stwierdzenie, że alkoholikowi najtrudniej jest się przyznać że jest alkoholikiem, później terapia jest już dość łatwa jak pokona ten krok. Na tej samej zasadzie hazardziście może być trudno przyznać się (nawet przed samym sobą), że mają problem z hazardem. A problem jest większy niż się może wydawać. Większości osób gra na giełdzie nie sprawia przyjemności (to jest bardzo duża grupa osób), co więcej, często ryzykują 5% lub więcej na transakcję, co jest z definicji hazardem. Nie grają dla przyjemności, ryzykują bardzo dużo, aby zrealizować nierealne wizje, które nigdy się nie spełnią, bo są nierealne właśnie. Po prostu hazardziści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *