Staram się nie uprawiać publicystyki na moim blogu, ale temat wraca na tyle często, iż nie sposób ominąć problemu. Grzegorz Zalewski wywołał dyskusję sygnalizując pierwszą w historii GPW kampanię społeczno-informacyjną na temat inwestowania na giełdzie. Już sam fakt, iż GPW potrzebowała blisko 20 lat życia, by przeprowadzić pierwszą kampanię informacyjną ociera się o paradoks.

Przeglądam cele oraz argumenty kampanii na stronach GPW i czytam o wielkim sukcesie rynku kapitałowego w Polsce w postaci kilkuset tysięcy inwestorów indywidualnych, przeszło 3 mln klientów funduszy i 13 mln klientów Otwartych Funduszy Emerytalnych. Dane – poza pierwszą częścią – wydają się imponujące, ale w szczegółach to jednak dramat. Wliczanie 13 mln klientów OFE do grupy można pominąć, bo sama idea inwestowania na giełdzie poprzez OFE, to kolejne wcielenie przymusu oszczędzania na stare lata, które – jak pokazują wyliczenia – nie będą znacząco różniły się od świadczeń zusowskich. Zeszłoroczny sukces TFI miał w sobie wiele z gorączki spekulacyjnej i sama kampania GPW jawi się, jako dogaszanie zgliszczy, które pozostały po tej gorączce.

Inwestowanie na rynku nie może być przedstawiane, jako easy money, co robią wszyscy sprzedawcy produktów inwestycyjnych. Sądzę, iż GPW nie powinna włączać się w działania, które tłumaczą zasady życia giełdy, bo skazana jest tu ma porażkę – większość potencjalnych inwestorów nie zrozumie metod wycen, kosztu pieniądza w czasie, czy idei notowania spółki z piętnastokrotną wielkością ceny do zysku lub ceną do wartości księgowej. Również głos ostrzeżenia przegra z nadziejami budowanymi przez reklamy funduszy lub lokat. Dlatego energia GPW i prezesa powinna zostać skierowana na zupełnie inne tory, które w krajach o rozwiniętej gospodarce rynkowej określa się, jako budowanie kultury inwestowania – “equity culture”.

Korzeni idei “equity culture” trzeba szukać w pismach Adama Smitha, który uznawał, iż w dobrze zorganizowanym społeczeństwie każdy pełniłby rolę kupca i właściciela posiadającego udziały w zbiorowym bogactwie. Dziś powiedzielibyśmy raczej udziałowca i inwestora na rynku kapitałowym.

Współcześnie na “equity culture” może składać się cała masa mechanizmów zachęcających do oszczędzania pieniędzy poprzez inwestycje na rynkach akcji, ale pierwsze kroki muszą być wykonane na poziomie prawa. Trzeba ograniczać – jeśli nie znosić – opodatkowanie z zysków kapitałowych. Odnoszę wrażenie, iż GPW poddała się tu bez walki i traktuje podatek, jako dany raz na zawsze przez Boga. Trzeba promować wśród polityków rozwiązania zwalniające z inwestycji długoterminowych. Trzeba tworzyć prawo zachęcające do inwestowania w fundusze. Porażka trzeciego filara emerytalnego jest tu wyjątkowo spektakularna a ograniczenia nałożone przez prawodawcę absurdalne. Doprawdy nie mogłem nigdy zrozumieć, dlaczego państwo nie promuje oszczędności emerytalnych? Tu widzę przestrzeń działania dla GPW.

Odważę się postawić tezę, iż właśnie na tym polu władze GPW mogłyby liczyć na współpracę ze strony rządu, który ma w swoim składzie zwolenników rozwiązań rynkowych. Ministerstwo Skarbu zdaje się – przynajmniej w deklaracjach – promować dokończenie prywatyzacji, co sprzyja budowaniu kultury inwestowania. Waldemar Pawlak nie jest już dziś tym samym politykiem, który w okresie prywatyzacji Banku Śląskiego uległ antyprywatyzacyjnej gorączce. Waldemar Pawlak jest dziś jednym z lepiej czujących problemy giełdy polityków w Polsce. Zamiast zbierać jakieś grono mędrców należy zatrudnić firmę zajmującą się lobbingiem i cisnąć posłów, by włączyli się w budowanie “equity culture”.

Zapewne brzęczenie muchy na jakimś tam blogu nie powoduje zmiany, ale może uświadomi, iż na całym świecie prezesi giełd włączają się w debaty na temat obecności giełd w życiu obywateli i znaczenia dla państwa. Dziś giełdy przestały być tylko sposobem dostarczania kapitału dla przedsiębiorców i sposobem inwestowania – stały się centrum życia społecznego, bo inwestowanie stało się częścią stylu życia. W Polsce jest inaczej – dziś większość Polaków giełdą się nie interesuje, bo giełda jawi się, jako świat obcy i niepowiązany z ich życiem. To trzeba zmieniać. Pocieszanie się, iż GPW ma 13 mln “inwestorów” poprzez OFE jest zaciemnianiem obrazu – by nie powiedzieć kłamstwem.

By nie być gołosłownym w pisaniu o prezesach giełd zaangażowanych w budowanie “equity culture”polecam przeczytać wystąpienie szefa London Stock Exchange z 2005 roku pod znamiennym tytułem Why Europe needs an Equity Culture oraz tekst z International Herald Tribune pokazujący rozwój “equity culture”w Korei Południowej i konsekwencje dla giełdy w Seulu, które spodobałyby się prezesowi GPW czytelnie źle czującemu się ze skokiem zmienności na GPW. Zaś twórcom kampanii promocyjnej GPW – w której w sposób archetypowy przeciwstawia się spekulanta inwestorowi – książkę Every Man a speculator. Pozwoli ona zrozumieć dlaczego spekulacja jest częścią życia każdego inwestora.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 Komentarzy

  1. Jozek:)

    Bardzo trafny i ciekawy tekst Panie Adamie. Jak zresztą każdy który wyjdzie spod Pańskiego pióra. Pozdrawiam i życzę sukcesów!!!

  2. Wojtek S.

    Panie Adamie, muszę powiedzieć że bardzo ciekawie i rozsądnie Pan pisze. Zwróciłem uwagę na Pana artykuły po tym, jak tuż przed szczytem ceny złota ostrzegał Pan, że to nie musi być autostrada do nieba. No i głos rozsądku był trafny.
    Przeczytałem jeden ze zlinkowanych artykułów ("Porażka III f.") i w komentarzach wypowiada się czytelnik, który w USA korzystał z tamtejszego IKE, ale miał 50 podfunduszy i raz na miesiąc mógł zmieniać alokację. Świetne rozwiązanie! Gdybym miał taką możliwość w Polsce, to nie inwestowałbym za granicą.

  3. tomfid

    A’propos ceny złota i złotej "autostrady do nieba": właśnie dziś widziałem reklamę jakiegoś funduszu BGŻ, który ma inwestować w złoto. Co prawda nie mówili czy tylko w ten kruszec, czy może jeszcze w jakieś inne surowce/aktywa, ale podczas całej reklamy nacisk był położony tylko i wyłącznie na te niesamowite zyski jakie teraz rzekomo przyniesie iwestycja w złoto. Aż przypomina się ofensywa medialna zwykłych funduszy akcyjnych z zeszłego roku…Moim zdaniem to już trochę żałosne, że ponownie insytytucje finansowe uciekają się do takich chwytów…

  4. mwojciechowski

    @Wojtek S.
    Rozwiązaniem tego o czym piszesz może być konto IKE i zakup certyfikatów notowanych na GPW. Nie ma ich jeszcze 50 ale masz już możliwość ekspozycji na ryzyko rynków akcji krajów Europy Wsch., złota i ropy. I koszty prowadzenia tych instrumentów są tańsze niż w przypadku funduszy. Szkoda tylko, że nasz ustawodawca wycofał się z pomysłu zwiększenia limitu inwestycji na IKE.

  5. Pedro

    Co do tego equity culture to najwyższy czas, aby świadomie uczyć polaków że nie taki diabeł straszny jak go malują. W stanach zjednoczonych jest wiele rodzin klasy średniej, których wiedza o spółkach jest taka, iż inwestycje w akcje uznanej spółki traktują ze spokojem niemal porównywalnym naszym inwestycjom w lokaty bankowe. Nie będzie to apewne sprzyjać funduszom inwestycyjnym które z ludzi tylko koszą wraz z pośrednikami prowizję nie wspominając o wartości dodanej, której zdecydowanie w zamian nie niosą. Sam kilka lat pracowałem w tzw. szumnie private bankingu dystrybuując stado funduszy. Moja wiedza i doświadczenie natomiast podpowiada mi, że czas na edukację prywatną inwestorów i tworzenie swoistego equity culture. Co do ike to trudno żeby było popularne, wystarczą pieniądze wiecznie wyrzucane do najgłupszego systemu jakim jest ZUS. Co innego gdyby IKE było oparte na akcjach i transferach dokonywanych wewnątrz niego przez samych klientów (patrz simple IRA w USA), ale kto by miał odwagę obciąć zyski TFI…? Może jednak, Coż pożyjemy zobaczymy…

  6. astanczak

    @Pedro

    Zgoda – tylko do tego potrzeba też kultury w samych spółkach, w których akcjonariusze mniejszościowi traktowani są z szacunkiem. Dywidenda musi znaczyć dywidendę. Zadaniem zarządu musi być też dbanie o kurs akcji itp. W Polsce ciągle w sporej części zarządów spółek prowadzi się politykę “word is cheap” – pomyłki w prognozach i to na skalę, która zmusza do zastanowienia się, czy prezes X w spółce Y umie liczyć. Widział ktoś w Polsce zawstydzonego prezesa spółki giełdowej wynikami? Jak kurs spada, to wszyscy są winni tylko nie zarząd. A to ludzie sprzedają akcje na podatki, a to wycena rynkowa jest za niska a to coś tam.

  7. mwojciechowski

    @Pedro
    Nie do końca rozumiem Twoje porównanie IKE do ZUS’u? IKE to właśnie żaden system, oszczędzasz (inwestujesz) w co chcesz (niestety nie licząc pochodnych) i wypłacasz kiedy chcesz.
    Obawiam się, że w tym wypadku problem jest dokładnie odwrotny. Słabość IKE wynika z braku wiedzy czy jak kto woli niskiej equity culture:
    – brak wiedzy nt. procentu składanego – niski limit wpłat (“Skoro można oszczędzić w ciągu roku tylko 3500 zł to nie warto się tym zajmować”),
    – brak umiejętności (“niech to lepiej załatwi system”).

  8. Pedro

    Witam serdecznie.

    Co do IKE oraz ZUSu

    IKE przyrównuje do ZUSu gdyż po włożeniu pieniędzy do IKE współny mianownik z ZUSem nazywa się "Nie zobaczysz swoich pieniędzy do emertyury".
    Ludzie, którzy widzą że czekają na małe pieniadze z ZUSu i do tego nie moga ich dotknac szukaja elastycznosci a nie kolejnego zamrożenia środków.
    Wtyjątkiem byłby odpowiednio pomyślany IKE oparty na wiedzy i kształceniu poprzez equity culture w jakiejkolwiek formie byle by był.

    Co do spółek:

    Kązdy inwestor powinien miec siwadomosc tego ze jest dział relacje inwestorskie i tam może porozmawiac nieraz nawet z członkami zarządu.
    Tam po rozmowie może ocenić podejście spółki. NIe ma problemu z zapytaniem "Co wam nie wyszło", " jakie porażki odnotowaliście w zeszłym roku"
    czy "Jakie są zagrożenia w nadchodzącym czasie?". O sukcesy nie trzeba pytać bo są wystarczające wyeksponowane 🙂 Każdego zatem serddecznie do tego zachęcam.
    Jeśli chodzi natomiast o zachowanie ludzi w spółkach to uważam że rzadko którzy dyrektorzy wykonawczy czy prezesi dorośli do napisania szczerego listu gdzie przyznja się do sukcesów jak i porażek. Trudno więc aby na takim rynku traktować bardzo poważnie prognozy większości firm, które są potem tylko cena wyjściową do spekulacji cen akcji po ich publikacjach. Dlatego właśnie warto inwestować w spółki, które prezentują rzetelnie swoje osiągniecia nie podając prognoz i stawiają na rozwój firmy przez co nie wypłacają wcale dywidend lub w małym stopniu. Warto pamiętać, że wzrost wartości firmy poprzez jej dynamiczny rozwój powoduje wzrtost cen akcji, który jest dużo większym zyskiem niż jakakolwiek dywidenda.
    Bogu dziękować, że takie spółki też już są na naszej giełdzie…

    pozdrawiam.

  9. Mike

    Brawo @Pedro!

  10. mwojciechowski

    @Pedro
    Obawiam się, że nadal nie rozumiem, dlaczego pieniądze wpłacone do IKE są zamrożone do emerytury i nie podlegają elastycznemu zarządzaniu.
    Weźmy na tapetę dwa rodzaje IKE:
    – rachunek maklerski IKE,
    – fundusze IKE.

    a) rachunek maklerski IKE
    Możesz wystawić się na ryzyko rynku akcji (polski, zagraniczne), surowców (certyfikaty), obligacji, nieruchomości. Niestety brakuje możliwości inwestowania
    w derywaty i waluty. Jeśli w danej chwili nie podoba Ci się żaden rynek, możesz po prostu trzymać gotówkę.
    b) fundusz IKE
    Wybierając odpowiednie towarzystwo masz szansę “przerzucać” aktywa pomiędzy rynkami akcji, pieniężnym, obligacji. Brakuje towarów (albo ja nie widziałem
    funduszu IKE towarowego).
    Jeśli stwierdzasz, że masz małe szanse na dożycie do emerytury, po prostu wypłacasz pieniążki z IKE płacąc podatek. W ZUSie nie masz takich szans.
    Na czym ma polegać Twoim zdaniem elastyczność? Pamiętaj, że mówimy o środkach, które powinny zagwarantować Ci przeżycie na emeryturze,
    a nie stanowić rezerwę konsumpcyjną.

Komentarze są zamknięte.