Kolejna zmyślona wiadomość poruszyła rynkiem

Niecałe dwa miesiące po zamieszaniu związanym z fałszywą ofertą przejęcia Avonu amerykańscy inwestorzy zareagowali na kolejną zmyśloną wiadomość.

Notowania Twittera wzrosły wczoraj przed południem o kilka procent po rozpowszechnieniu się na rynku nieprawdziwej informacji, że spółka otrzymała ofertę przejęcia, która wycenia Twittera jakieś 25% powyżej ceny rynkowej. W dziesięć minut notowania spółki wzrosły z około 37 USD do 38,8 USD i powróciły do początkowego poziomu.

Za Stooq

Za Stooq

Wiadomość o ofercie przejęciu Twittera nie pojawiła się w oficjalnym kanale komunikacji spółek z rynkiem – jak stało się to w przypadku zmyślonej oferty przejęcia Avonu – lecz ukazała się na stronie internetowej do złudzenia przypominającej stronę internetową Bloomberga i znajdującą się pod wprowadzającym w błąd adresem www.bloomberg.market. Jak łatwo się domyśleć nie jest to adres używany przez Bloomberga. Strona, na której ukazała się zmyślona informacja została zarejestrowana kilka dni wcześniej w Panamie.

Podobnie jak w przypadku fałszywego komunikatu o przejęciu Avonu zmyślony artykuł o zbliżającym się przejęciu Twittera posiadał kilka sygnałów ostrzegawczych – błędy gramatyczne i literówkę w nazwisku byłego prezesa Twittera. Dziennikarze związani z Bloombergiem dosyć szybko zwrócili też uwagę (paradoksalnie… na Twitterze), że artykuł łamał kilka zasad rygorystycznego stylu redagowania wiadomości na stronach Bloomberga. Trzeba jednak zauważyć, że błędy gramatyczne i literówki zdarzają się także w prawdziwych komunikatach giełdowych czy artykułach prasowych i trudno oczekiwać by inwestorzy traktowali takie pomyłki jak poszlaki nieprawdziwości. Być może najważniejszych sygnałem ostrzegawczym było to, że informacja nie ukazała się w terminalu Bloomberga gdzie powinna się najpierw pojawić.

Strona, na której ukazała się fałszywa informacja była całkiem podobna do typowej strony w serwisie internetowym Bloomberga. Działały na niej także odnośniki do prawdziwych artykułów Bloomberga we właściwym serwisie. Warto także wspomnieć, że informacja o przejęciu Twittera nie była dla rynku zaskoczeniem bo od jakiegoś czasu spekuluje się, że nieradząca sobie ze wzrostem biznesu spółka może zostać przejęta i wymienia między innymi Google jako potencjalnego kupca.

Polskich inwestorów zainteresować może skala reakcji rynku. Kapitalizacja Twittera to około 24 mld USD a więc 90 mld złotych – to ponad dwa razy więcej niż rynkowa wartość największej polskiej spółki notowanej na warszawskim parkiecie. Jako cel oszustwa wybrano więc po raz kolejny rozpoznawaną i niemałą spółkę. Matt Levine policzył, że w dziesięciominutowym okresie wzmożonego handlu po ukazaniu się wiadomości o przejęciu, obrót akcjami Twittera przekroczył 600 mln USD, czyli około 2,3 mld złotych. Średni sesyjny obrót na warszawskiej giełdzie w tym roku to około 900 mln złotych.

Biorąc pod uwagę skuteczność z jaką fałszywe informacje ruszają notowaniami spółek i relatywną łatwość zamieszczania i rozpowszechniania takich wiadomości* jestem zdziwiony, że oszuści wykorzystują ten proceder tak rzadko. Myślę, że należy oczekiwać, że sukcesy machinacji na Avonie i Twitterze zachęcą potencjalnych naśladowców. Z punktu widzenia inwestorów skoncentrowanych na dłuższym terminie nie ma to większego znaczenia – kilkuprocentowe, kilkunastominutowe anomalie w notowaniach nie powinny wpływać na stopy zwrotu w długim terminie. Natomiast aktywnie handlujący inwestorzy powinni zdawać sobie sprawę z nowego zagrożenia.

Warto też zauważyć, że w przypadku Twittera kluczową rolę w rozpowszechnieniu zmyślonej informacji o przejęciu odegrały najprawdopodobniej media społecznościowe… z Twitterem na czele. Umieszczona na nieznanej stronie internetowej wiadomość musiała się jakoś przedostać do dużej grupy inwestorów i do miejsc gdzie mogły by ją odnaleźć szukające świeżych informacji algorytmy inwestycyjne. Inwestorzy, którzy w czasie sesji giełdowych regularnie śledzą media społecznościowe powinni więc sceptycznie podchodzić do przekazywanych na nich informacji.

* Rezultaty dochodzenia amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC) wskazują, że za umieszczenie fałszywej informacji o przejęciu Avonu odpowiada inwestor z Bułgarii, który próbował w ten sposób wyjść po atrakcyjnej cenie ze stratnej pozycji na akcjach spółki. Co ciekawe, SEC twierdzi, że ten sam inwestor odpowiedzialny jest za dwie inne zmyślone informacje, które ruszyły notowaniami amerykańskich spółek w 2012 i 2014 roku. Działalność inwestora z Bułgarii przypomina trochę komedię pomyłek – za każdym razem próbował wyjść z pozycji znajdującej się pod wodą i za każdym razem nie zdołał tego zrobić, przynajmniej w całości.

[Głosów:40    Średnia:4.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *