Jak oswoić straty, część 4

Amortyzując dewastujące oddziaływanie strat na psychikę, albo próbujemy oszukać mózg, albo nakarmić go nowymi umiejętnościami.

 

Zdecydowanie stawiam na to drugie. Nawet, jeśli wygląda na to pierwsze

Lekcja 5: Trening wirtualny

W jednym z poprzednich wpisów wskazywałem, że wielu inwestorów wchodzi do gry realnymi, często dużymi pieniędzmi, nie mając wcześniej doświadczeń z zarządzaniem ryzykiem, a szczególnie z zamykaniem transakcji generujących straty, lub mając takich doświadczeń szczególnie mało. Oczywiście można się uczyć tego już na głębokiej wodzie, ale czy warto? To tak jakby uczestniczyć w rajdzie podczas kursu na prawo jazdy. Trading to swego rodzaju rajd, zwykłą jazdą jest inwestowanie, ale nawet wówczas potrzeba spędzić za kierownicą sporo godzin zanim wszystkie manewry, sytuacje awaryjne i zasady poruszania się zostaną opanowane. Choć może w tym przykładzie o tradingu adekwatniej byłoby zamiast samochodu użyć samolotu…

Na szczęście rozwój technologii pozwala w dzisiejszych czasach posługiwać się symulatorami tradingu w celu szybszej i efektywniejszej edukacji. Poczynając od rachunków demonstracyjnych, przez różnego rodzaju konkursy, po gry i programy specjalnie robione jako imitację prawdziwych warunków rynkowych. To kolosalny postęp jeśli uświadomimy sobie, że w erze przedkomputerowej można było w zasadzie próbować swych sił jedynie na papierze. Demo czy gra to już mała namiastka realnych emocji, których w wersji papierowej nie było aż tak wiele. Może dlatego, że strach w wirtualnych maszynach staje się już bardziej realistyczny i namacalny. Nadal jednak daleko mu do tego z realnych rachunków.

Nie tak dawno opisywałem słabe i silne strony gry na kontach demonstracyjnych. Zasadnicza różnica polega na zaangażowaniu emocjonalnym naszych mózgów, które w grze wirtualnej nie reagują na problemy z taką siłą jak w realu. Rozdźwięk w intensywności przy przejściu na prawdziwe pieniądze okazuje się potem dla umysłu sporym zaskoczeniem, a dla wielu inwestorów wręcz koszmarem.

Tym co zmienia odbiór rynku prawdziwego w stosunku do jego wersji demonstracyjnej jest przede wszystkim opisywany w poprzednim wpisie STRACH we wszystkich jego wcieleniach. On to właśnie rozgrywa w głowie i organizmie tradera swoją wojnę, rozpisaną potem na wiele negatywnych emocji pochodnych i towarzyszących, jak: lęk, żal, złość, smutek, rozpacz, zdziwienie, wściekłość, irytacja, niechęć, oburzenie itd. Tego wszystkiego nie było podczas gry wirtualnej, a jeśli już to w kolosalnie mniejszej dawce. Różnicę ową można przedstawić jako reakcję na tygrysa wypchanego (lub papierowego) w odróżnieniu od prawdziwego. Odpowiedzi organizmu są diametralnie odmienne w obu przypadkach i z podobnym rozziewem mamy do czynienia przy przejściu z wersji wirtualnej tradingu do prawdziwej.

Grając z rynkiem w wersji demonstracyjnej mózg wie, że ma do czynienia z „papierowym” strachem, reakcje komórek nerwowych oraz hormonów są stonowane. Oczywiście pobudzenie pewnego rodzaju istnieje, potem jednak zaczyna ono powszednieć, stawać się neutralne, a początkowy strach banalnieje i zamienia stres w lekkie znudzenie. Co ciekawe, odczucia związane z chciwością czy nadzieją są za to dużo bardziej intensywne, nie ustępują wiele tym z realnej gry. To oczywiście prowadzić może do ekscytacji zyskami i samą grą, które szybko każą zatopić się w realne pieniądze.

Cechą charakterystyczną działań na rachunkach demo jest nonszalanckie podejście do ryzyka. Straty nie są zwykle ucinane lecz „hodowane”, stąd przekonanie, że można je przeczekać, a rynek „zawsze” wróci do punktu otwarcia transakcji. Brak strachu utrwala fałszywe oczekiwania i złe nawyki. Co gorsza, środków na rachunków demo jest zwykle relatywnie więcej niż w grze realnej i przy tym wydają się łatwo uzupełnialne, więc obsunięcia wirtualne stają się niższe, łagodniejsze, bardziej akceptowalne, no i przede wszystkim tak nie bolą. Sto tysięcy złotych straty w demo może boleć dużo mniej niż 10 PLN w realu.

Niemniej jednak pomimo tego wszystkiego trening w grze wirtualnej ma swoje edukacyjne znaczenie. Pod warunkiem oczywiście, że podejdziemy do niego z pełną świadomością tego, co tutaj próbuję opisać. Otóż o ile nie uczy on rzeczywistych reakcji emocjonalnych, o tyle dobrze sprawdza się w pewnego rodzaju nabraniu nawyku i śmiałości w realizowaniu stop-lossów. A co za tym idzie – teście własnych umiejętności czy też sprawdzeniu własnej strategii. Zamiast więc ignorować, należy w grze demonstracyjnej stosować je konsekwentnie i z determinacją, bez złudzeń, że w realnej grze można robić jakieś wyjątki „w razie czego”. Trening dyscypliny w zamykaniu strat zaprocentuje w przyszłości, mózg nabędzie już pewnego doświadczenia, wejdzie w zdrowy nawyk, będzie znał swoje możliwości w kryzysowych sytuacjach. Celem jest w takim razie potraktowanie wersji demo jak najbardziej serio. To oszczędzi nieco pieniędzy w przyszłości.

Kolejna rada – w grach wirtualnych stosujmy podobne ilości kapitału, wielkości pozycji i zarządzanie ryzykiem jak w planowanej grze realnej. To również pozwoli psychice i mózgowi nabrać odpowiedniej perspektywy i zaadoptować się. Złudzenia w stylu „jak poszło mi super ze 100 tysiącami w demo, to z tysiącem lekko dam radę w realu” jest pewnego rodzaju oszustwem samego siebie. Być może mózg to kupi, chociaż po co mu robić wodę z szarych komórek, ale podświadomość znajdzie swoje własne ścieżki decyzyjne, do których zwykle nie mamy dostępu.

Jeszcze jedna rada – nie trzeba uczyć się stop-lossów jedynie w grze giełdowej. Istnieją inne gry strategiczne, w których istnieje element realizowania strat. Jak choćby poker czy gry biznesowe. To również dobry trening a przy okazji odskocznia.

W tym miejscu można postawić bardzo ważkie, odwieczne zresztą pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi: czy strata w grze na realnym rachunku to wina emocji czy braku umiejętności (lub innego rodzaju przewagi)? Z tej perspektywy nie ma prostego przełożenia między tym, że dobrze poszło na demo, a klęską w realu. Oba rodzaje tradingu różni rola emocji, a logika podpowiada, że gdyby je w jakiś sposób zneutralizować jak na demo, strata zamieni się być może w zysk. Pozbycie się emocji nie jest jednak możliwe, można je co najwyżej nieco stonować, ale to nie rozwiązuje problemu. W takim razie nie ma znaczenia co działo się na demo i jak bardzo zjadają nas potem emocje. Naszym zasadniczym i najważniejszym celem jest nauczenie się realnego tradingu w warunkach emocjonalnego pobudzenia! W tym układzie emocje stać się muszą po prostu częścią przewagi nad rynkiem, bez hamletyzowania “co by było gdyby”. Być może należałoby postawić sobie nieco konkretniejsze pytanie – czy moje pomysły na trading zawierają już w sobie jakąś przewagę i mam po prostu problem z ich realizacją, czy może zyski potrafię wypracować tylko wtedy gdy nie towarzyszą mi emocje, które zabijają moją intuicję? W pewien sposób to ukierunkuje dalszą pracę nad sobą i swoimi metodami (więcej wkrótce). Nie sposób jednakże łudzić się, że pewnego dnia uda się wyrugować z umysłu emocje, a zyski przyjdą same. Być może zresztą to wcale nie emocje są źródłem strat.

W tym momencie proponuję docenić rolę gotowego planu gry, automatyzacji decyzji. Posiadając w ręku rozpisaną strategię mamy przynajmniej rozwiązany problem podejmowania doraźnych decyzji w chwilach emocjonalnego stresu.

—kat—

[Głosów:20    Średnia:3.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *