Jak oswoić straty, część 3

Co stanowi najważniejszy silnik napędzający opór przed zamykaniem strat?

 

Wiemy otóż, na podstawie badań naukowych i wywiadów, że najsilniejszym motywatorem inwestorów giełdowych jest strach (któremu zależnie od interpretacji towarzyszy również chciwość lub nadzieja – więcej o tym pisałem w tym i w tym wpisie). Tak naprawdę jednak w większości przypadków można raczej mówić o lęku, który w psychologicznej terminologii zasadniczo różni się od samego strachu.

Lekcja 4: Strach do przeglądu

Strach odnosi się do sytuacji, które dzieją się na bieżąco, to emocjonalna reakcja na pojawienie się realnego zagrożenia w zasięgu zmysłów ludzkich w aktualnym momencie. Wyrastający nagle w zasięgu wzroku wąż albo uzbrojony w nóż napastnik generują podobną reakcję organizmu jak walące się kursy posiadanych przez nas akcji. Lęk natomiast to coś, czego dopiero oczekujemy, w sposób nieco irracjonalny, reakcja naszego mózgu na niebezpieczeństwo, którego, słusznie lub nie, spodziewamy się raczej oczami wyobraźni. Lękowe objawy stresu powstają gdy zapuszczamy się w ciemną i pustą ulicę, chociaż nic nam może nie grozić, jak i na samą myśl, że w danej transakcji wchodzącej właśnie pod kreskę możemy stracić, chociaż podpowiada to póki co jedynie wyobraźnia a nie rzeczywistość. Reakcje mózgu jednak w obu przypadkach są jednakowe, nie rozróżnia on bowiem obu pojęć, stąd pewnie używa się je często wymiennie.

A kto wie, że trading łączy się aż z 4 rodzajami strachu? O ile ktoś czytał książki Marka Douglasa, zapewne zna temat. Krótko przedstawię go pozostałym, naprawdę warto.

Owe cztery rodzaje strachu związanego z giełdowym inwestowaniem to:

1. Strach przed stratą

Czyli to, o czym w tym wątku rozprawiamy. Nikt nie lubi strat, ale na giełdzie, szczególnie gdy chodzi o aktywny trading, są one nieodłączną częścią całego procesu, kluczem do ostatecznych zysków. Nie akceptowanie tego faktu prowadzi do nieprzyjemnych konsekwencji, przede wszystkim „paraliżu decyzyjnego”, który objawia się nie otwieraniem nowych pozycji zgodnych z założeniami, bądź nie zamykaniem transakcji zanurzonych w stratach na ustalonym uprzednio poziomie, ale też przedwczesnym, impulsywnym kasowaniem zysków, czy brakiem zaufania do własnych strategii i analiz.

Straty zdarzają się wszystkim, również profesjonalistom. Nie ma innego wyjścia jak zaprzyjaźnić się z nimi, a dobrą szczepionką jest utrzymywanie ich na jak najniższym poziomie, który można będzie pokryć zyskami z udanych wejść, tak by utrzymywać się w grze.

2. Strach przed przegapieniem okazji

Dorobił się całkiem pokaźnych badań i opisów, znany pod akronimem FOMO, od angielskiego Fear of Missing Out.

Interesuje nas jednak tylko giełdowy jego wymiar, stąd najprościej wyjaśnić go jako obawę przed ucieczką dobrej okazji inwestycyjnej. W zasadzie w tym właśnie punkcie utożsamiany jest właśnie z chciwością. Polega na dokonywaniu impulsywnych, nie zawsze racjonalnych, nieplanowanych transakcji w momencie istotnych ruchów na rynku, widzianych przez umysł jako szansę na zarobek, która może szybko zniknąć. Inny jego wymiar – łamanie dyscypliny i wchodzenie na rynek zbyt wcześnie, gdy nie padł jeszcze sygnał zajęcia pozycji, chociaż jest być może spodziewany, lub też gdy sygnał został nie zauważony lub zignorowany, a rynek już odjechał w pożądanym kierunku. To również objaw ruchów stadnych, które prowadzą często do przewartościowania kursów, wejście na rynek bo inni to właśnie masowo robią. Albo też zbyt optymistyczne, a przez to nadmiernie ryzykowne przekraczanie ustalonej wielkości pozycji. Czy wreszcie nieustanne sprawdzanie kursów i pogoń za wszelką informacją, chociaż ramy czasowe ani rodzaj inwestycji tego nie wymagają. Jest jeszcze jeden jego wymiar – zbyt szybie kasowanie strat z obawy przed tym, że później mogą zrobić się zbyt duże i nie będzie okazji „stracić tylko tyle”.

Łączy się często z całkowitą ślepotą na oczywiste ryzyko, co potem wychodzi w braku pomysłów na operowanie stopem, silnym oporem przed pojawiającymi się stratami, które trzeba zrealizować, czy też bezradnością decyzyjną, a także mocnym rozczarowaniem.

3. Strach przed pomyłką (nieposiadaniem racji)

To głównie grzech ludzkiego ego, które całe życie przecież było uczone dążenia do własnej racji i jej usilnej obrony. Im ego silniejsze, tym ból większy jeśli przewidywania i wybory decyzyjne się nie sprawdzą. Potrzeba w tym miejscu większego kompromisu z samym sobą. Najprostszym objawem urażonego ego jest usprawiedliwianie własnych błędów i przerzucanie winy na zewnętrzne czynniki, to ma służyć ochronie własnego wizerunku przed innymi i sobą samym. Najczęstszy objaw w tradingu to hodowanie strat albo uśrednianie pozycji w oczekiwaniu na objawienie się dowodu własnej racji, czyli na odwrócenie się rynku w “naszym” kierunku.

Najprostsza rada to odseparować własne ego od tradingu i zaakceptować fakt tego, że aby zarabiać nie trzeba mieć racji, lecz prawidłowo zarządzać pozycją, a także oceniać się w długim terminie, a nie po każdej transakcji. Nawet najlepsi w tej branży mylili się wielokrotnie. Inna rzecz to wypowiadanie swoich przewidywań i posunięć na głos przed innymi. Milczenie w tym biznesie również jest złotem, o ile chcemy zdrowo w nim się utrzymać. //Kiedy przywołuję własne wspomnienia, to z zadowoleniem dziś przyznaję, że pozbycie się konieczności posiadania racji przyszło mi najprościej//.

4. Strach przed zostawieniem pieniędzy na stole

Zysków bieżących można pozbawić się na dwa sposoby:

(I)   Albo utrzymywać pozycję zbyt długo, licząc na to, że rynek nadal pozwoli zarabiać, choć wiele znaków i nasza strategia mówią, żeby wyjść z pozycji; kiedy potem zaczyna się ruch przeciwny to zaczyna dominować żal nad zbyt długim zwlekaniem i oczekiwanie, że rynek odda „utracony” zysk.

(II)   Albo zaprzeczając zasadzie „pozwól zyskom rosnąć” dokonać zbyt wczesnej ich realizacji w obawie by nie stracić z powstałego „urobku” ani grosza więcej. W swoistym przypadku zamienia się to w strach przed zamianą zysku w straty. Jak nietrudno się domyślić powstaje on wówczas, gdy pozycja zaczyna przynosić zyski, ale są one jeszcze relatywnie małe, a często jeszcze rynek dość niemrawo się porusza, albo wręcz zaczyna zawracać. Kiedy zdarza się to po wcześniejszych stratach, to obawa o ponowne uderzenie w stop-lossa rośnie, tak samo zresztą jak pokusa zrealizowania choćby minimalnego zysku. To widomy objaw zainteresowania bardziej swoim samopoczuciem a nie realizacją strategii (o ile taka istnieje).

Owe rodzaje strachu są specyficzne w zasadzie jedynie w odniesieniu do inwestowania i tradingu, wskazują na konkretne przyczyny i objawy zagrożenia, stają się przez to łatwiejsze do zidentyfikowania i zarządzania. Generalnie jednak strach przejawia się przecież w życiu w znacznie szerszych perspektywach, które składają się również w tle na obraz inwestycyjny: strach o porażkę, o zawiedzione oczekiwania, o przyszłość, o postrzeganie przez innych, o podjęcie działań itd. Najsilniej natomiast działa tu jeszcze jeden strach, i jest nim wg ekonomistów behawioralnych strach przed żalem, który dał początek tzw. „Teorii żalu” (ang. Regret theory)

W zasadzie żal powstaje dopiero po fakcie, natomiast strach nadchodzi zanim pojawi się wynik działań. Jednak mózg nauczony choćby najmniejszymi porażkami, z góry rodzi w sobie antycypacyjne przejawy żalu, który będzie w przyszłości doskwierał. Powiedzenie mówi: „strach jest chwilowy, żal wieczny”. To w wielu momentach staje się demotywujące do podejmowania działań, ale przy innych okazjach wręcz zachęca do wyższego ryzyka na zasadzie „a co tam, raz się żyje”. Żal jest w pewnym sensie wtórny, ale niejednokrotnie działa jako najsilniejszy czynnik decyzyjny (np. nie chcę żałować, że nie podjąłem tej okazji), dlatego moim zdaniem ten rodzaj strachu przed nim powinien pojawić się jako nr. 5 w powyższym zestawieniu, przytoczyłem je jednak w oryginale, dodając tę uwagę.

Pytanie w takim razie: jak radzić sobie ze strachem w tradingu?

Po pierwsze – znów trzeba odwołać się do lekcji o samoświadomości i dobrze przyswoić sobie powyższe mechanizmy; coś czego możemy się spodziewać, i wiemy w jakiej formie, staje się przez to mniej dotkliwe. Po drugie – po raz kolejny odwołam się do adaptacji. Wielokrotne obcowanie z czynnikami wywołującymi strach pozwala się z nim oswoić, tak leczy się zresztą wszelkie fobie. Strach nigdy do końca nie zniknie, ale zacznie mniej doskwierać. Praktyka i doświadczenie to coś, czego brakuje początkującym, a nawet lekko zaawansowanym, dlatego strach ma wówczas jeszcze dość duże oczy. Praktyka, praktyka! Po trzecie i kolejne – pojawią się w kolejnych wpisach.

—kat—

[Głosów:28    Średnia:4.6/5]

2 Komentarzy

  1. vidoq

    swietny artykuł , temat SZALENIE wazny i z niego wszytsko wynika, … w mysle ze wyniki to 80 % psychika, 20% doswiadczenie…

  2. Bazzyl

    Kolejny bardzo ciekawy wpis. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *