Gdybyśmy żyli w średniowieczu, a JC Trichet był papieżem, to z pewnością obłożyłby agencje ratingowe ekskomuniką.
W średniowieczu nie żyjemy, ale mechanizm z czwartku, gdy szef ECB oznajmił, że będzie ignorować ratingi nadawane przez agencje ratingowe – jest dość podobny. Doczekaliśmy się zatem współczesnych „Borgiów” i czasów, gdzie papieży się nie może truje, ale świat międzynarodowych finansów jest pełen różnych trucizn i intryg na miarę średniowiecza.
Czy to co robią agencje ratingowe zasługuje na aż takie potępienie? Po ostatnich wydarzeniach, śmiem twierdzić, że – tak. Obniżka ratingu Portugalii aż o 4 kategorie, tuż po „załatwieniu” pomocy dla Grecji i tuż przed posiedzeniem ECB, wygląda co najmniej zaskakująco. Jakby w Potrugalii aż tak źle się działo, to już od jakiegoś czasu wypadało obniżać rating stopniowo po jeden-dwa stopnie. Dlaczego akurat teraz i aż o cztery stopnie naraz?
Czasem najprostsze skojarzenia są najbardziej prawdopodobne i trafne. Zatem, albo agencje – mówiąc potocznie – kolejny raz „położyły sprawę”, niewłaściwie oszacowały stan rynku i ryzyka i mylą się raz za razem, tak samo jak utrzymywały najwyższe ratingi 2-3 lata wcześniej, dla śmieci opartych na sub-prime i dla utopionych w nich firm – w USA, albo prowadzą jakąś dziwną grę. W jednym i drugim przypadku można spytać – po co nam takie agencje?
Bardzo dosadnie temat ujął główny ekonomista OECD Pier Carlo Padoan, mówiąc, że agencje same „popychają ofiary stojące nad krawędzią przepaści”. Na takim zamieszaniu najłatwiej zrobić naprawdę duże pieniądze. Wiele instytucji jest jednak winnych sobie samym, że bezkrytycznie opierają się w ocenie kategorii inwestycyjnych na skompromitowanych już podczas pierwszego uderzenia kryzysu w USA agencjach i do dzień nie wprowadziło własnych zasad określania kategorii inwestycyjnych.
Ja mam nadzieję, że wypowiedzi szefa ECB i innych oficjeli w Unii w końcu spowodują wyłom w tym skompromitowanym systemie oceny ryzyka i kwalifikacji instrumentów do określonych kategorii inwestycyjnych. Będzie to wymagało jednak sporo odwagi od samych uczestników rynku. Teraz każdy opiera się na agencjach i w razie czego „kryje tyłek” ocenami i zaleceniami różnych agencji i potem „wiesza na nich psy”. Ignorując agencje, trzeba będzie całe ryzyko i odpowiedzialność wziąć na siebie.
Polecam też przyjrzenie się takiemu instrumentowi jak CDS-y na dług. Dla mnie to kolejny niepotrzebny i szkodliwy instrument, który wcale nie służy temu do czego go „teoretycznie” wymyślno. Inwestorzy, w tym przypadku, bardziej myślą o spekulacji niż zabezpieczaniu pozycji. Instrumenty pochodne choć bardzo przydatne, w wielu miejscach po prostu wymknęły się spod kontroli, co jest na rękę międzynarodowym spekulantom z gigantycznymi portfelami, ale jednocześnie zaburza procesy gospodarcze i utrudnia wielu krajom wyjście z kryzysu.
Mr. JCT – życzę ci powodzenia w tej krucjacie i walce z brudnymi mechanizmami w świecie międzynarodowych finansów. Trzeba w końcu powiedzieć dość i skierować tę nieuregulowaną rzekę pełną brudnej wody i krwiożerczych piranii do bezpiecznego koryta, stawiając po drodze kilka oczyszczalni ścieków.

