O trzech wiedźmach (polemicznie)

Grzegorz Zalewski napisał tekst, w którym stara się rozprawić z mitem trzech wiedźm. Niestety lekarstwo, które proponuje, jest średnio użyteczne dla przeciętnego inwestora.

Na początek warto odnotować, iż statyczne miary tego, czy trzecie piątki kończące kwartał przynoszą większą zmienność należałoby rozbijać na poszczególne rynki. Grzegorz wspomniał, że na części giełd przeprowadza się zabiegi mające na celu uchronić giełdy, jako takie przed nadmierną zmiennością. Samo to wskazuje, iż giełdy odczuwają potrzebę zmierzania się z problemem. W istocie każdy rynek szuka tu swojej ścieżki – np. giełda we Frankfurcie walczy  za pomocą godziny rozliczenia wyznaczonej w środku sesji.

Warto zadać pytanie, czy owe godziny czy dni cudów nie są już tak cudaczne, jak niegdyś właśnie ze względu na to, iż nadzory podjęły wysiłki zmierzające do zneutralizowania wpływu rynków pochodnych na rynki kasowe. Oczywiście sprawdzić można to tylko znosząc działania stabilizujące, więc pytanie musi zostać bez odpowiedzi. Myślę, że nikt w nadzorze giełdowym nie odważyłby się na taki eksperyment, ale starczy pomyśleć, jakie konsekwencje dla WIG20 miałoby wyznaczenia kursu rozliczeniowego kontraktów z samego fixingu. Można też odwrócić pytanie – jeśli zagrożenia nie ma, to dlaczego właściwie nie rozliczać kontraktów po cenie zamknięcia?

Kolejną sprawą, o której już wspominałem Grzegorzowi wcześniej, jest – moim zdaniem – błędne przyjęcie założenia, że należy mierzyć zmienność dzienną. Rozsądniejszym byłoby porównanie zmienności w ostatniej godzinie w każdy piątek, z ostatnimi godzinami sesji, w których na GPW wyznacza się kurs rozliczenia kontraktów. Nie robiłem wyliczeń, ale do czasu obalenia tezy, iż zmienność w godzinach rozliczenia kontraktów jest większa – a taka jest teza, gdy uznamy, że na GPW mamy do czynienia z godziną cudów – nie odważyłbym się mówić, że godziny cudów nie ma. Nie znaczy to, że ona jest, ale to nie ja podejmuje wysiłki obalenia błędnego przekonania.

Grzegorz wielokrotnie w swoich wystąpieniach uczulał na zmienne psychologiczne w działaniach, jakie podejmujemy na rynkach, więc może warto jeszcze odnotować, iż dla rzeczywistości, w jakiej funkcjonujemy na rynku mniej ważny jest fakt, czy owa zmienność naprawdę istnieje, tylko to, czy ludzie takiej zmienności oczekują. Doświadczenie podpowiada mi, że w trzecie piątki kwartału inwestorzy mają tendencję do minimalizacji działań na rynku właśnie ze względu na to, iż oczekują godziny cudów. Znów stawiam tu tezę do zbadania, czy w trzecie piątki w końcu kwartału obrót przed finałową godziną jest mniejszy niż w pozostałe piątki. To można policzyć i trzeba policzyć, gdy szkiełkiem i okiem walczy się z zabobonem.

Na moje wyczucie, naturalną konsekwencją owego powstrzymania się od działań, będzie mniejsza zmienność przed godziną cudów, którą należałoby uwzględnić, gdy mierzy się zmienność dzienną w dniu wygasania kontraktów, albo pamiętać o takim czynniku, który może rzutować na wyniki w liczeniu zmienności dziennej. W istocie ten wpływ wydaje mi się oczywisty. Już w latach trzydziestych XX wieku w amerykańskiej socjologii znano tezę, iż rzeczy uznawane przez ludzi za realne, stają się realne w swoich konsekwencjach (W. Thomas). Tak patrząc nie jest ważne, czy trzy wiedźmy istnieją – ważne są efekty tego, że ludzie w nie wierzą. W przypadku GPW może być mniejsza zmienność przed godziną cudów.

Sięgając po metaforę finałowa godzina cudów jest niczym więcej niż miejscem, w którym można spotkać się z drapieżnikiem. Każdy, kto jest obecny na rynku widzi, że w finałowej godzinie życia kontraktów przez rynek kasowy przelewają się fale zleceń rzucanych koszykami, które przesuwają ceny akcji. Każdy, kto kiedyś miał pozycje na rynku w tym czasie doświadczył w takim momencie poczucia, iż więksi od niego bujają łódką tak, że można wylecieć na stop-lossie, który nie zostałby zrealizowany, gdyby nie atak koszykarzy.

Nie widzę niczego zdrożnego w tym, że ludzie posiadający akcje boją się wyrzucenia z rynku w trzecie piątki grudnia, marca, czerwca i września. Odwołując się do metafory można powiedzieć, nie ważne, czy w 95 przypadkach na 100 trzeci piątek końca kwartału przyniósł większą zmienność – ważne jest, czy taką zmienność może przynieść w momencie, gdy będziemy na rynku. Naturalną konsekwencja jest próba ochrony przed drapieżnikami. Statystycznie rzecz biorąc obawy mogą nie mieć podstaw, ale wystarczyło raz doświadczyć konsekwencji skoku zmienności – choćby w postaci wyrzucenia z rynku – by w przyszłości omijać szerokim łukiem miejsce, w którym drapieżnik nas podrapał.

Na koniec jeszcze przykład, który pokazałem w przeszłości na blogach bossy. Niestety w linkach nie zachowały się wykresy to owego skoku cen na rynku ropy (jeden z jesiennych kontraktów z 2008 roku), ale ciągle aktualne wydają mi się postawione wówczas tezy, iż finały życia serii kontraktów terminowych niosą ze sobą zagrożenia, które muszą być brane pod uwagę nawet wówczas, gdy statystyka przeczy pewnym wydarzeniom. Trzeba pamiętać, że większość z nas nie jest obecna na rynku w całej jego, ale tylko w wybranych okresach, na które akurat może przypaść czas większej zmienności. Można oczywiście liczyć prawdopodobieństwa takiego wydarzenia dla każdego inwestora, ale bliska przeszłość pokazała, że nie wszystko daje się przewidzieć.

 

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

8 Komentarzy

  1. gzalewski

    “Kolejną sprawą, o której już wspominałem Grzegorzowi wcześniej, jest – moim zdaniem – błędne przyjęcie założenia, że należy mierzyć zmienność dzienną. Rozsądniejszym byłoby porównanie zmienności w ostatniej godzinie w każdy piątek, z ostatnimi godzinami sesji, w których na GPW wyznacza się kurs rozliczenia kontraktów. Nie robiłem wyliczeń, ale do czasu obalenia tezy, iż zmienność w godzinach rozliczenia kontraktów jest większa – a taka jest teza, gdy uznamy, że na GPW mamy do czynienia z godziną cudów – nie odważyłbym się mówić, że godziny cudów nie ma. Nie znaczy to, że ona jest, ale to nie ja podejmuje wysiłki obalenia błędnego przekonania.”

    Zgadza się. I zachodnie prace na tym się skupiają. U nas jest problem z danymi, a generalnie to zadanie niezle do jakiejs pracy naukowej (zamiast po raz kolejny udowadniac, ze rynek jest slabo/srednio/mocno efektywny)

  2. reptile

    Zlikwidowac gielde.. proste.. ;]

  3. Darkh

    „Kolejną sprawą, o której już wspominałem Grzegorzowi wcześniej, jest – moim zdaniem – błędne przyjęcie założenia, że należy mierzyć zmienność dzienną…”

    przeciez jesli komus wygasa kilka/kilanascie tysiecy kontraktow nie zostawia wszystkiego na ostatnia chwile.. glos za GZ ;]

    gielde i DeeMy !!

    1. gzalewski

      http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=5441

  4. lesserwisser

    W dobrym kierunku idą myśli uczesane kolegi @ astanczak.

    Bo różnie to z tymi cudami w dniu 3W bywało. Niejaki Wang przestudiował zachowanie się S&P 100 w rzeczonym dniu przez 27 lat, począwszy od stycznia 1976 roku. Stwierdził że normalny rozrzut/rozpietość dzienna (daily range) notowań jest ok 1%, a opcji w dniu ich wygasania też . też była ok 1% a na 3 wiedźmach tech była średnio 1 %.

    Cudów więc nie stwierdził bo wyszło mu, że dzienna zmienność jest wtedy średnio taka sama jak w normalnym dniu giełdowym.

    Jak przyjrzał się do0kładniejszym danym to zauważył, że np. p[omiędzy sierpniem 1983 roku a czerwcem 15 r. średni dzienny rozziew cenowy był “aż” 1.16 % zaś dla Triple Witching Day 1.26 %.

    Natomiast między lipcem 1995 a czerwcem 2000, TWD był akurat mniej zmienny niż typowy dzień giełdowy i range cenowy wynosił 0,68 % podczas gdy średnia dzienna pozostała na niezmienionym poziomie 1,16%.

    Konkluzja jego była taka, jeśli faktycznie fenomen TWD występuje to efekt raczej powinien pojawiać się w ostatniej godzinie sesji lub na wet na jej zamknięciu (ostatni kwadrans).

    Czyli powinno się badać tak jak postulował nasz polemista – “kolejną sprawą … jest – moim zdaniem – błędne przyjęcie założenia, że należy mierzyć zmienność dzienną…”

    Ponieważ jestem lesser to nie będę dawał linków za darmochę natomiast dam cenną wskazówkę.

    Poszukajcie sobie w necie nie pod triple witching a pod expiration effect, expiration day effect oraz expiration hour effect a tam łatwo znajdziecie dane dla rożnych rynków , nawet w przekroju ostatnie 15 minut czy nawet 5 minut.

  5. deli deli

    Wiedźma, która unosi franka już się rozprasza, już ociąga… Nie ponowi ataku do 30 lipca.
    To co zobaczyliście dzisiaj rano w telewizji to najnowsza tarantella w wykonaniu Krótkiego Franka.
    Życzę szalonych wakacji. Jowisz chowa do bagażnika gromy i pioruny – ryzyko tanieje.
    Mimo to nie jestem zachwycony Waszymi pomysłami, by wyrugować prognozę z kalendarza małego inwestora. Bójcie się boga, kto Wam podrzuca tego Hamburgera?

  6. deli deli

    To co zobaczyliście dzisiaj rano, to powtórny, głośny przytup Krótkiego Franka. Jeszcze dziś będzie łapczywie przycinał kupony. To Hermes siarczyście żegna ię z Wami, niepokoi po raz ostatni stellę Byka Złotego PL. Ten sam, syn Zeusa i Mai, który na początku lipca nie pozwalał zbliżać się do Wzgórza2950WIG20.

  7. deli deli

    Dwugłos nt. limitu zadłużenia w Kongresie USA zaprzęga mnie do analizy tranzytowej Venus odpowiedzialnej za zgodę i harmonię.
    Jeśli więc oglądam ją w roli Hery śmiertelnie obrażonej na Parysa, to kolejny wywijas franka szwajcarskiego na wykresie CHF/ZL PL jest kwestią czasu jakiego potrzebuje Venus na opuszczenie peryferii Raka.
    Niechże idzie sobie precz w dzień albo dwa! Niech się na początku przyszłego tygodnia pojawi na terytorium ZLotego Lwa. Tak więc po raz trzeci pozycja krótka dla franka (Krótkiego Franka z poprzednich odcinków) a Miedzi kolorowa i srebrna i gotowa niech wchodzi w przestrzeń kanału dla lokalnego trendu.
    Nie inaczej wypada to powtórzyć WIG-owi 20 i całej reszcie świata.
    A to jest wiedźma nr. trzy z zestawu pana Adama ale w wydaniu dla rynku walutowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *