Obserwując rekordowe tempo napływu środków na rynki wschodzące, można odnieść wrażenie, że nie ma tam żadnego kryzysu finansowego. Nic bardziej mylnego, bo kryzys jest – co każdy widzi i odczuwa – ale bardzo możliwe, iż dla niektórych krajów kryzys ów niedługo się skończy, stąd takie a nie inne preferencje globalnych inwestorów. Sami Amerykanie chyba dostrzegają, iż bezpieczniej będzie w najbliższych latach inwestować poza USA, bo w ?lokalnych” funduszach, wciąż przeważają umorzenia, a środki płyną w świat. Popiołu, po ostatnim globalnym finansowym pożarze zalega wciąż sporo (miejscami wciąż unosi się nadal dym), ale co bardziej przenikliwi już poszukują w tym rozgrzanym popiele diamentów.

Złoto i dolar to przeżytek?

Jeszcze do niedawna wydawało się, iż (jak zwykle) najbezpieczniejsze w niepewnych czasach będą po raz kolejny amerykański dolar i złoto. Z tego powodu przełom roku stał pod znakiem ucieczki kapitału z większości rynków. Po kilku miesiącach widać jednak, iż złoto jakby mniej świeci, albowiem jego cena przestała rosnąć (chyba ?struktury” oparte na tym surowcu osiągnęły już swoje apogeum), a dolar amerykański jest jakby coraz mniej zielony (a na pewno coraz mniej warty). Fala kapitału uciekającego z ?emerging market” zmiotła jednak na przełomie roku waluty tych krajów na dużo niższe poziomy. Upływający czas coraz wyraźniej zaczyna jednak pokazywać, iż reakcja ta była nad wyraz paniczna i pobawiona podstaw, albowiem kraje emerging (choć nie wszystkie) i ich gospodarki wydają się być w dużo lepszej kondycji niż gospodarka amerykańska , japońska czy filarów Unii Europejskiej (Niemcy i Wielka Brytania w szczególności). Coraz liczniejsze banki inwestycyjne wskazują zresztą na ryzyko dalszego osłabienia dolara względem innych walut i wskazują jednoczesnie na potencjalnych ?nowych liderów” pierwszego i drugiego szeregu.

?Porządki” w koszyku czas zacząć….

Takie przetasowania ?w szeregu” są czymś normalnym i odbywają się od wieków – czasem ewolucyjnie, a czasem – niestety – rewolucyjnie. Moim zdaniem (i chyba nie tylko moim) tylko kwestią czasu pozostaje to, kiedy dolar amerykański stanie się z waluty wiodącej walutą ?koszykową”. Inaczej mówiąc – kraje, które mają swój kurs walutowy na stałe lub w płynny sposób powiązany z dolarem amerykańskim będą zastępować go koszykiem walut. Z kolei kraje, które z takiego koszyka już korzystają, będą ograniczać w nim udział dolara, kosztem np. walut krajów BRIC. Trwające spotkanie G-8 wydaje się uspokajać, iż USD jest i pozostanie walutą światową, jednak biorąc pod uwagę, iż coraz więcej krajów przechodzi w rozliczeniach na własne waluty (pomijając dolara), a strukturze rezerw np. Chin i Indii coraz więcej kruszcu, a coraz mniej dolara – ?Domino Day” dla tej waluty już się powoli rozpoczął. Kapitału spekulacyjnego na światowych rynkach krąży wyjątkowo dużo, jednak kierunki jego przepływu mogą ulec zmianom i chyba właśnie ulegają, co jest pochodną oczekiwań możliwego zachowania głównych walut.

Rynki wschodzące powinny w końcu wzejść na dobre

Warto wspomnieć, iż w drugim kwartale bieżącego roku do funduszy akcji rynków wschodzących napłynęło aż 26,5 mld dolarów, co jest absolutnym rekordem. Dla niektórych może to być oznaka kolejnego przegrzania na ?emerging markets”, ale czy na pewno? W krótkim terminie – możliwe, w średnim i długim – niekoniecznie. Można się w tym miejscu pokusić o pewien relatywizm – kapitał będzie poszukiwał najbardziej efektywnych miejsc (niekoniecznie doskonałych, ale na pewno ?najlepszych z najgorszych”). Takie swoiste inwestycyjne mniejsze zło. Co będzie bardziej efektywne w skali 3 lat dla dajmy na to – Niemca? – kupno amerykańskich obligacji skarbowych czy polskich? Która waluta w ciągu tych 3 lat (nie uwzględniając nominalnego oprocentowania) będzie miała większy potencjał do umocnienia i na którą warto zamienić euro, aby zakupić obligacje i poza odsetkami zarobić (albo jak najmniej stracić) na różnicach kursowych? Może ktoś skomentuje….? J

Feniks z popiołów

Podobne wnioski można wysunąć z ostatniego raportu MFW. Wg. tej organizacji poszczególne regiony będą rozwijać się w zróżnicowanym tempie (decoupling, o którym wspomniałem w jednym z wpisów staje się faktem) – a najszybciej mają się ponoć rozwijać gospodarki wschodzących rynków (ze szczególnym wskazaniem na Chiny). Trwający jeszcze kryzys nieodwracalnie zmieni świat (centra gospodarcze), a Stany Zjednoczone i jego waluta utracą status finansowego supermocarstwa i super-waluty. Z tego popiołu pozostałego po dolarze amerykańskim powinien jednak za jakiś czas zacząć przebłyskiwać diament nowego porządku gospodarczego i walutowego – umacniających się rynków i walut, wśród których powinna zabłysnąć również złotówka, w co głęboko wierzę. To będzie czas nowych gigantów i nowych ?średniaków”. Patetycznie zabrzmiało, ale ja w to wierzę – przecież za Jagiellonów byliśmy kwitnącą europejską potęgą.

Nie rzucajmy się od razu do kupna akcji (po przeczytaniu tego felietonu), będzie na to odpowiedni czas 🙂 Moim zdaniem czeka nas jeszcze (a może raczej głównie Amerykanów) ?oczyszczająca” fala i konsolidacja, ale warto trzymać rękę na pulsie, bo nami też może jeszcze ?zatrząść”, ale dużo łagodniej !

Jacek Tyszko

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

8 Komentarzy

  1. kruz

    Panie Jacku,

    Podzielam Panskie zdanie na temat Polski. Rowniez wydaje sie, ze nasz czas dopiero nadejdzie a nasza GPW ma sporo do odrobienia.

    Jednakze, przekonalem sie, ze waluty zyja wlasnym zyciem. Tutaj ani fundamenty ani technika nie pomagaja, nawet w dluzszym okresie.

    Z moich skromnych doswiadczen – o ile akcje mozna probowac rozrysowywac, rysowac formacje, opory, porownywac C/Z itp. to waluty sa bardzo nieprzewidywalne. Nie mowie jednak, ze trend-u nie ma.
    Jako przyklad podam aperacje USD do PLN przez ostatni rok – sytuacje gospodarcza Polski i US sa skrajnie rozne.

    Pzdr.

  2. Kricek

    Ja tam widzę powszechną hossę na dolarze.
    Zejście EUR/USD poniżej 0,9999 nic nadzwyczajnego.
    Zanim się Ameryka “rozleci” to po UNI EUROPEJSKIEJ i EURO nie zostanie nawet wspomnienie.
    A złotówka?
    Chyba będzie tak:
    USD/PLN 6; CHF/PLN 5; EUR/PLN 4,5

  3. jtyszko

    Nie ma jednomyślności w narodzie i dobrze 🙂
    @kruz – waluty żyją własnym życiem, ale podobnie jak rynki akcji poruszają się w wieloletnich silnych trendach i wpływają na trendy na rynkach akcji
    @kricek, może by tak i było (bardzo słaby złoty), ale chyba numer z opcjami jest nie do powtórzenia, a i inwestorzy nie dadzą sobie wmówić, że Polska to bankrut (na miarę Islandii) i trzeba stąd uciekać z kapitałem, w co niektórzy uwierzyli na przełomie roku i teraz pewnie żałują… albo nawet naprawiają błędy i wracają 🙂

  4. kruz

    @jtyszko

    (…)wpływają na trendy na rynkach akcji(…)
    Moglby Pan to rozwinac?

    Korelacje dla EURPLN/USDPLN i WIG-a sa w granicach ok. 0.1, czyli zadne.

    Natomiast to co sie dzialo przez ostatni rok na EURPLN to jazda niesamowita – najpierw spadek z 5 do 3.2 przez 4 lata, pozniej wzrosty z 3.2 do 5 w ciagu pol roku…
    Opcje moze wyjasniaja ostani rok, ale jaki w koncu mamy ten wieloletni, silny trend? Ja sie juz pogubilem 😉

  5. jtyszko

    @kruz; chodzi o to, iz inwestorzy globalni (srednio i dlugoterminowi) najchetniej inwestuja na rynkach, ktorych waluty maja tendencje do umacniania sie – zyski kumuluja sie (z akcji i roznic kursowych), u nas tak bylo w okresie 2003-2007, dotyczy to zreszta nie tylko rynkow akcji, ale rowniez rynkow dlugu

  6. rumun

    ja tez mocno wierze w tę naszą poleczke.jeszcze irlandczycy będą do nas przyjeżdżać za pracą,a co za tym równocześnie idzie..-moje-nasze akcje mocno napęcznieją..hahahaha..pozdrawiam

  7. ja

    wszystko pieknie ladnie, pytanie brzmi: czy rozdajacy karty Polsce na to pozwola? CZy Europie zalezy aby Polska byla silna? Czy silne parcie, aby w Polsce jak najszybciej wprowadzic euro(vide: Slowacja) ulegnie oslabieniu? Czy nasze wladze rzeczywiscie sa nasze?

  8. jtyszko

    @ja, Europie zalezy zeby Polska była silna gospodarczo, ale politycznie, to już inna sprawa…. Jesteśmy jednym z największych rynków regionie gdzie można coś jeszcze próbować “sprzedać” i “zarobic”, więc chętnych do wejścia na nasz rynek nie będzie brakować. O sile będzie decydować gospodarka a nie polityka (ta może tylko próbować przeszkadzać).

    Kazimierz Jagiellończyk zdobył Malbork (czego nie udało się Władysławowi Jagiełło po bitwie pod Grunwaldem)….. bo…. sprzedała go załoga, której nie płacono… Nie trzeba było nawet szturmować 🙂 A u nas teraz “kasy” w narodzie wiecej niz na zachodzie, tak myślę 🙂 Na razie środki płyną w papiery skarbowe i częściowo na giełdę, więc złotówka ma niezłe pespektywy….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *