Opadł pierwszy kurz i szum informacyjny wzniecony po zakończeniu szczytu G20, opadły pierwsze emocje (choć nie na rynkach akcji), ale mimo to, a może tym bardziej – właśnie dlatego, czas spojrzeć na ?rzekome” osiągnięcia tego szczytu w głównych obszarach i ich konsekwencje. W krótkim terminie, bowiem, ich ocena może odbiegać dość mocno od tego, co czeka nas w dłuzszym okresie.

Ustalenia końcowe szczytu stanowiły kompromis, którego mało kto się spodziewał i były to głównie dość ogólnikowe wskazówki dotyczące obszarów szczególnego ryzyka lub troski, w których konieczne jest współdziałanie w skali globalnej. Jak to bywa z kompromisami, ?diabeł tkwi w szczegółach”. Wskazówki te można uznać za porady dla żeglarzy wyruszających na wzburzone wody. Dopóki łodzie stoją w porcie wszyscy utwierdzają się nawzajem w ich słuszności. Kiedy jednak żeglarze już wyruszą w rejs, obawiam się, iż każdy zacznie te wskazówki interpretować ….po swojemu. Każdy będzie bowiem na takich wzburzonych falach walczył nie tylko o to, by dopłynąć do celu, ale czasem o coś więcej – o to, by przeżyć.

Przed rozpoczęciem rejsu – 6xTAK

Gospodarz szczytu G20 – brytyjski premier Gordon Brown określił wyniki spotkania G20 jako początek ?nowego światowego porządku”. Jest to na pewno przesada, albowiem do ?jakości czy ważności” Bretton Woods jest temu szczytowi daleko, ale pod pewnymi względami, szczyt ten na pewno sprostał i oczekiwaniom i nadziejom, iż należy ?COŚ” próbować zrobić w skali międzynarodowej, aby walczyć z kryzysem gospodarczym. Sześciopunktowy kompromis szczytu G20 to swojego rodzaju plebiscyt, w którym wszyscy głosowali 6xTAK aby podkreślić polityczną jedność wobec kryzysu, a na swój sposób – także zbiór zasad ?Fair Play”, jaki powinny obowiązywać w walce z kryzysem. Ustalony plan dotyczy działań, mających na celu głównie:

? odbudowanie zaufania, stymulowanie wzrostu gospodarczego, tworzenie nowych miejsc pracy,
? usprawnienie systemu finansowego, w celu odbudowania jego możliwości kreowania akcji kredytowej,
? wzmocnienie nadzoru i regulacji systemu finansowego (na szczeblu międzynarodowym),
? zreformowanie międzynarodowych instytucji finansowych (min. MFW czy Bank Światowy), aby przezwyciężyć obecny kryzys, i uniknąć podobnych kryzysów gospodarczych w przyszłości,
? pobudzanie światowego handlu i inwestycji, zdecydowane odrzucenie protekcjonizmu, który jak pokazała historia – w trakcie Wielkiego Kryzysu, potęgował skutki kryzysu i utrudniał walkę z nim
? przestawienie gospodarek na pro-ekologiczne, “zielone” tory

Przed rozpoczeciem wdrażania tych słusznych, ale dość ?platonicznych” ustaleń w życie, rynki kapitałowe opanował optymizm – czyli jeden z celów szczytu, jakim jest odbudowa zaufania, został po części osiągnięty. Gorzej z innymi celami – tymi bardziej wymiernymi.

Po starcie – pierwszy zgrzyt i pierwsze ?NIE” – nowe zasady rachunkowości w USA

Ledwo szczyt się zakończył, jeden ze sztandarowych projektów zaczyna nieco wymykać się spod kontroli. Chodzi o wzmocnienie regulacji dla sektora finansowego. Przeczy temu bowiem wprowadzenie nowych zasad rachunkowości w USA. Amerykańska Rada Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB) zgodziła się na to, aby banki same (!) wyceniały swoje aktywa, odstępując od zasady wyceny rynkowej. Takiego przejawu promowania wyjątkowo niebezpiecznej kreatywnej księgowości, mało kto się spodziewał, choć powszechnie mówiono o konieczności wprowadzenia jednolitych, międzynarodowych standardów rachunkowości. W ocenie FASB takie ?kreatywne” działanie pomoże bankom wyjść na prostą, ale czy na pewno? Moim zdaniem, banki będą nadużywać tego rozwiązania, aby ?podrasować” wyniki. Co gorsze, europejskie czy azjatyckie banki będą musiały pójść tą samą drogą, gdyż inaczej zostaną pokonane przez banki amerykańskie, które z niczego zaczną pokazywać korzystniejszy układ bilansu i lepsze wyniki – zapewne już w bieżącym kwartale. ?Masy” uwierzą, że to koniec kryzysu finansowego i wtedy może przyjść za jakiś czas rozczarowanie…… i kolejna odsłona kryzysu finansowego (ale to dopiero za jakiś czas, więc niektórzy mogą dziś powiedzieć – ?martwmy się o tu i teraz, a po nas – to choćby i spalona ziemia”). MFW oszacował niedawno, iż wartość toksycznych aktywów w skali globalnej to około 4 biliony dolarów. Jeśli zostaną one zamiecione pod dywan (bo większość nie została jeszcze ujawniona), jakim będą nowe standardy rachunkowości, to przecież nie znaczy, że znikną.

Inne propozycje jeszcze ?w porcie”

Na tle zasad rachunkowości propozycje zaostrzenia zasad, jakimi kierują się agencje ratingowe, likwidacja rajów podatkowych czy ograniczenie wynagrodzeń w sektorze finansowym stają się niestety tylko pobocznym, choć słusznym tematem. W deklarowane po szczycie szybkie ?przejście na zielone tory”, jakoś nie wierze, gdyż o ile podczas prosperity były problemy z respektowaniem klimatycznych ustaleń z Kioto w tym zakresie, to podczas kryzysu będzie to jeszcze trudniejsze. Dla rządów, szukających oszczędności, ważniejsze będą bowiem cele społeczne a nie ekologiczne – brutalne, ale prawdziwe. Dużo dobrego mogłaby przynieść kontrola przepływów finansowych, we współdziałaniu z MFW. Mogłaby ona zapobiegać powstawaniu lokalnych walutowych ?bąbli spekulacyjnych”, choć niestety nie zapobiegnie ?mega-bąblowi” na rynku kapitałowym, jaki może być skutkiem nazbyt liberalnych zasad wyceny aktywów. Pozostają jeszcze inne działania – te na szczeblu międzynarodowym, szczególnie dokapitalizowanie MFW i zwiększenie jego zdolności kredytowej do 750 miliardów dolarów. Mogą one przynieść więcej pożytku niż dość egoistyczne, mimo wszystko, działania poszczególnych krajów w pojedynkę.

Na marginesie, pomoc MFW będzie dotyczyła mniejszych krajów, a jak w takiej sytuacji rozwiązać długofalowo problem finansowania deficytu budżetowego w USA? Ten punkt zapalny nadal pozostaje nierozwiązany. Chiny są na razie cierpliwym wierzycielem, ale ewentualny spadek wartości dolara może powodować w Pekinie coraz więcej irytacji. Niecodzienne utrudnienia mogą się także pojawić w związku z proponowanymi możliwościami odbudowy zdolności kredytowej przez sektor finansowy. O ile banki można zmusić lub zachęcić do tego, aby udzielały więcej kredytów, nawet kosztem obniżenia jakości portfela kredytowego, zabraknąć może (szczególnie w USA) tego co najważniejsze – do kreowania wzrostu przez konsumpcję – tych, którzy będą posiadać jakąkolwiek zdolność kredytową. Pompowanie ?pustych” pieniędzy w gospodarkę jest, co prawda, dość złudnie postrzegane ostatnio jak panaceum na wszystkie problemy i im więcej pieniędzy ktoś drukuje – tym lepiej. Więcej pieniądza to teoretycznie szansa na większe inwestycje i większą konsumpcję Tylko kto spłaci te rosnące długi państwa? INFLACJA, czyli sami obywatele.

Jaki stąd wniosek?

Widać, co bardzo cieszy, iż jest silna polityczna wola do działania, ale rozbieżne cele ekonomiczne i różna sytuacja finansowa największych krajów (szczególnie trudna sytuacja w USA na szczeblu gospodarstw domowych i deficytu budżetowego) – mogą utrudnić faktyczną realizację wspólnych ustaleń. To, czego dokonuje FASB w USA odnośnie zasad rachunkowości dowodzi, że kraje niestety będą walczyć czasem ?na noże”, aby to ich sektor finansowy wyglądał lepiej na tle innych, trochę zapominając o solidarności i deklaracjach politycznych wygłaszanych podczas spotkania G20. W tym kontekście słowa Barracka Obamy, iż ?W walce z kryzysem należy działać szybko” można dość złośliwie uzupełnić o stwierdzenie ?…..aby USA wyprzedziły (wszelkimi możliwymi sposobami) resztę krajów w wyścigu o wyjście z recesji i zrzuciły na nie więcej obciążeń”. Obawiam się , iż także w kwestii pozostałych ustaleń, każdy będzie z czasem ?grał” o własne interesy, szczególnie, jeśli kryzys będzie się przedłużał.

Na razie mamy dobre nastroje, ale jeśli wskaźniki ekonomiczne nie zechcą wyraźnie drgnąć, a poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego odczuwanego przez ?przeciętnego obywatela” czy firmy, nie zacznie wzrastać, może nas za jakiś czas czekać kolejna odsłona kryzysu. Tym razem nie będzie to już tylko kryzys finansowy, ukrywany pod takimi czy innymi zasadami rachunkowości, ale coś znacznie bardziej niepokojącego – kryzys społeczny i kryzys zaufania do państwa. Dopóki trwa pozytywne odreagowanie po stronie nastrojów i urzymują się nadzieje, że G20 wykonała “dobrą robotę”, dopóty będą trwały mniej lub bardziej urywane wzrosty cen akcji na rynkach kapitałowych . Za jakiś czas nastąpi pozytywna lub negatywna weryfikacja tych oczekkiwań. Warto pamiętać, iż do czegoś więcej (Hossy) potrzeba nie tylko chęci i dobrych nastrojów, ale przesłanek poprawy sytuacji gospodarczej. Kiedy się one pojawią? Hmm, odpowiedź na to pytanie dryfuje po wzburzonych wodach w jednej z łodzi, o których była mowa we wstępie. Trzeba jej po prostu wypatrywać na horyzoncie (to w długim terminie, a w krótkim – aż się boję wyników amerykańskich banków…. tzn. że mogą być dobre i, że “lud to kupi”, a za jakiś czas będzie tego żałował !).

 Jacek Tyszko

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 Komentarzy

  1. Thome

    “likwidacja rajów podatkowych”

    Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Pomijając fakt skrajnej głupoty formułujących takie postulaty – to pozostaje jeszcze zła wola (obydwie cechy często idą w parze…). W kategorii “Idiota roku”: I miejsce – Gordon Brown.

    W zasadzie czytając listę “wspólnych osiągnięć” bandy niebezpiecznych pajaców na tym szczycie można pokusić się o jedno podsumowanie, niewerbalne. Proszę spojrzeć na często publikowane zdjęcie Sarkoz’ego, Obamy i Berlusconiego szczerzących się zza pleców premiera CHRL…….tak właśnie dokładnie wygląda twarz nieświadomego istniejących zagrożeń idioty….:))) Najbliżej ideału Sylvio…..

    Oczywiście część tych ludzi wie, że dalsza eskalacja zadłużenia wpędza obywateli w trwały kryzys – ale nic to. Popyt najważniejszy, drukarnie w ruch…:)))) Nie masz pieniędzy, zbankrutowałeś i nie spłacasz kredytu? Pożycz znowu, nawet więcej!:))))

    Prawdziwe (i straszne dla gospodarki) będą za to “życzliwe interwencje” rządów, które w “trosce” o obywateli i gospodarkę zabiorą się za “rozpasany kapitalizm” ochoczo przejmując kontrolę nad spółkami. Oczywiście po to, aby już nigdy więcej nie powtórzył się taki kryzys, a menedżerowie nie pobierali “nieuzasadnionych” premii. Wcześniej zresztą wypłacanych w ramach bailout’u – z pieniędzy podatników – przez same rządy……………

  2. jtyszko

    @Thome, dosadne, ale prawdziwe ! YELLOW POWER

  3. DAPI

    No i na to głos w dyskusji naszego łabędzia:
    http://www.ft.com/cms/s/0/fbaff18c-23d2-11de-996a-00144feabdc0.html

    tutaj Trystero się tym zajął po polsku http://www.trystero.pl/archives/2849

  4. lepszy cwaniak

    hipoteza: rządy są co najmniej równie głupie jak rady nadzorcze spółek.
    proszę o jej obalenie;)

  5. lesserwisser

    @ Thome ? faktycznie dosadne ale i do bólu prawdziwe, podpisuje się oburącz.

    Niestety coraz powszechniejsze staje się odczucie, że współczesne finanse polegają coraz bardziej na uspołecznieniu strat oraz prywatyzacji profitów, czyli nowego wariantu gry o sumie zerowej, typu ?orzeł ja wygrywam, reszka ty przegrywasz?.

    Dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której koniec końców wspomaga się finansowo sprawców kryzysu a nie jego ofiary. Prawdopodobnie jeszcze następne pokolenia słyszeć będą złowieszczy chichot historii.

    Przywołuje to również Taleb w punkcie 2 swojego celnego artykułu ( vide link @ DAPI). Trudno nie zgodzić się z logiką twierdzenia, że jakiekolwiek podmioty wymagające pakietu ratunkowego (bail out) powinny być znacjonalizowane zaś te, które nie wymagające pomocy winny mieć swobodę działania, rozsądną wielkość i same odpowiadać za ryzyko, na które się ( i nas ) narażają.

    @ lepszy cwaniak ? obawiam się, że hipotezy tej nie da się niestety obalić, w przeciwieństwie do na przykład alpagi, rządu, zarządu czy rady nadżerczej. Na zasadzie rozumowania a contrario można również postawić tezę, że rady nadzorcze są równie głupie jak ich mocodawcy polityczni.

    Obie hipotezy udowodnił w zasadzie Gunter Ogger, w swoim starym bestsellerze ?Zera w garniturach? (polecam) , na przykładzie menadżerów niemieckich. Jest to więc przypadłość dosyć powszechna, co zresztą obecnie widać, słychać i czuć.

    A wszystkim ludziom dobrej woli jak też niezłomnym tropicielom fałszu i ciemnoty składam serdeczne życzenia z okazji Wielkiejnocy.

  6. Leon_Zawodowiec

    Banki jankeskie rzeczywiscie zaczynaja pokazywac dobre wyniki, ale chyba ostatnie wzrosty na giełdach były właśnie pod te wyniki – banki podrożały w USA po kiladziesiąt procent i i teraz nadszedł czas sprzedawać, a “lud to kupi” jak Pan to ujął (a może raczej odkupi akcje od instytucji, ktore nakupiły banków taniej i zafundowały ten wzrost), a potem lud odda to samo po nizszych cenach… i tak na okrągło….

  7. Pingback: TIMOTHY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *