Inwestorzy, szczególnie niedoświadczeni, (czyli głównie klienci TFI) często sprzedają lub kupują akcje (jednostki) na zasadzie… słyszałem, że ktoś, gdzieś o czymś powiedział i nie ważne, o co chodziło, ale wniosek był taki, że trzeba sprzedać albo kupować… I tym sposobem na przykład z Fannie Mae robi się w ustach niektórych inwestorów – Frania Maj (Niania Frania ze znanego serialu), a z JW Construction – WC Konstruktor. Ot, taki nietypowy ?głuchy telefon”, którym pasjonują się dzieci, choć jak widać na powyższym przykładzie – nie tylko.
Nieważne jak się mówi, ważniejsze jak się zarabia
Moja ulubiona kwestia zasłyszana podczas jednego ze spotkań była następująca: ?trzeba sprzedawać, bo coś jest nie tak z premiami kredytowymi w USA”. Jako, że był to początek roku od razu domyśliłem się, że chodzi o Sub-prime, a nie premie, ale się tylko uśmiechnąłem i potaknąłem, że tak rzeczywiście jest, aby skądinąd miłemu rozmówcy nie robić przykrości. Kiedy jednak rozmówca poopowiadał mi o swoich inwestycjach i ich wynikach, doszedłem do wniosku, że nieważne nazewnictwo, jeśli ma się przysłowiowy ciąg na bramkę i umie na tym zarabiać. To wydarzenie uświadomiło mi, że niektórzy mają instynkt, że określona informacja niesie w sobie pozytywny bądź negatywny przekaz i potrafią z niej zrobić użytek.
Mieć czy być?
Można się, zatem czasem zastanawiać, tak trochę po studencku (sam miewałem często takie wątpliwości), – co jest ważniejsze – „wypasiona” zawartość indeksu czy umiejętność praktycznego wykorzystania wiedzy. Na giełdzie dylemat będzie podobny – czy lepszy jest encyklopedyczny przegląd rynku i informacji, czy umiejętność zarabiania pieniędzy? Można przeczytać wszystkie książki o inwestowaniu, biografie znanych inwestorów lub równie dobrze wykorzystywać runy czy indiańskie talizmany, ale nie zawsze daje to gwarancję sukcesu.
Czy brak zasad jest zasadą?
Jak mawiał Oskar Wilde: „Nie lubię zasad, wolę przesądy”. Na giełdzie jednak bez względu na zasób wiedzy, przyłowiowego nosa i używania nazwy Fannie Mae czy Frania Maj, zasady są zawsze kluczowe.
Sporo pisze o tym (moim zdaniem jedna z lepszych pozycji) John R. Nofsinger w ?Psychlogii inwestowania”.
Autor omawia w tej książce źródła błędnych decyzji inwestycyjnych. Wyjaśnia stojące za tym mechanizmy psychologiczne i pisze, jak im nie ulegać:
? efekt zakotwiczenia – zawężanie wyobraźni do znanych punktów odniesienia;
? inwestowanie online – jak komputery zmieniły myślenie graczy giełdowych;
? nadmierna pewność siebie – iluzoryczna wiedza i kontrola;
? próby unikania wstydu i poszukiwania uczucia dumy;
? bazowanie na przeszłości – uciekanie od ryzyka i dysonans poznawczy;
? mentalne księgowanie – sztuczne dzielenie portfela na pojedyncze pozycje;
? heurystyczne upraszczanie – figle płatane przez pamięć i percepcję;
? emocje, którym nie sposób się oprzeć – panika i euforia.
Są oczywiście inne pozycje, które mogą innym bardziej przypaść do gustu. Sporo materiałów na ten temat znajduje się także na stronie bossa.pl w dziale – edukacja. Okres bessy to dobry okres, aby poszerzać wiedzę i nie będę się wdawał w dyskusje, jaka książka lepsza, bo to odczucie subiektywne.
Jedną z moich ulubionych, choć nie zawsze realizowanych zasad jest – ?Kiedy nie wiesz, jakie działania podjąć na rynku, nie rób nic. Nie ma nic bardziej szkodliwego dla twojej równowagi emocjonalnej niż niesystematyczna spekulacja” oraz ?Jeżeli nadzieja staje się głównym czynnikiem determinującym twoją pozycję na rynku, natychmiast sprzedawaj”. Ciekaw jestem, czy ktoś ma jakiś inne ?ulubione” bądź ?przeklinane” zasady, jakie z nich przynoszą najwięcej korzyści, a które są czasem zbyt trudne do przestrzegania lub zbyt „kosztowne”i czy zechce się nimi podzielić na blogu.
Tonąć, też można ładnie
Mimo kształtowania warsztatu inwestycyjnego i długiego stażu w inwestowaniu, trzeba też czasem zdać sobie sprawę, że nie każdy ma predyspozycje, aby zostać samodzielnym inwestorem. Wiedza, to po prostu czasem za mało (można zbudować własnoręcznie samolot, ale to nie gwarantuje sukcesu w lataniu). Tak po prostu…. bez niczyjej winy czy udziału. I wtedy różnica między Fannie Mae a Franią Maj jest aż nadto widoczna i odczuwalna – w portfelu. Kto nie ma zasad, pokory wobec rynku i nie wyciąga wniosków i uparcie śpiewa, choć mu słoń na ucho nadepnął, może czekać na los tonącego z pewnego dowcipu – ?Jak ładnie głos się niesie po wodzie – rzekł esteta, słysząc krzyki: „Ratunku, ratunku!”” Można też przytoczyć ?Kisiela” – ?Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami” …..ja tylko cytuję ?Kisiela” 🙂


Dodaj komentarz