Sprzymierzeńcy i wrogowie, czyli czego nie widać

Czy ktoś oglądał albo zna sztukę Michaela Frayna ?Czego nie widać” ? Ja kilka lat temu kilka razy oglądałem mistrzowską wersję w reżyserii samego mistrza Juliusza Machulskiego. Jest to bardzo zabawna komedia traktująca o bardzo poważnych sprawach, jakimi są relacje międzyludzkie, prowadzące do komicznych zachowań w tym np. w pozyskiwaniu sprzymierzeńców i odkrywaniu, kto jest wrogiem. Jakże blisko stąd do rynku kapitałowego. Gdyby prześledzić wzajemne relacje kursów walut, cen akcji i stóp zwrotu, także jest sporo rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka. Może zdarzyć się tak, iż kurs waluty – jej bieżący albo przewidywany poziom, potrafią być zarówno sprzymierzeńcem lub wrogiem inwestorów na rynkach akcji, szczególnie antagonizując ?inwestorów lokalnych” (np. Polaków) i ?foreigners-ów” (np. Amerykanów). 

5 lat z życia WIG20 i PLN/USD

Prześledźmy, zatem kilka odsłon z naszego podwórka. Jak zachowywały się na przestrzeni ostatnich 5 lat WIG20 i nasza złotówka względem dolara?

usd-vs-wig20.JPG

Kierunki cen do czasu zakończenia hossy były rozbieżne (zbieżne), silne osłabienie dolara (umacnianie waluty) połączone było z umacnianiem cen akcji. Po zakończeniu hossy w styczniu korelacja nieco osłabła. Można się zastanowić – a po co polskiemu inwestorowi wiedza o kursach walut. Ano, z racji dużego udziału inwestorów zagranicznych (choć ostatnio mniej aktywnych) na naszym parkiecie – czynnik jest bardzo ważny, i można tu zostać nawet ?natchnionym” jakimiś pomysłami na przyszłość. Potoczne pojmowanie rynku – jak akcje rosną to złoty też rośnie, a jak złoty się osłabia to ceny akcji spadają, co widać powyżej, szczególnie podczas ?tąpnięć”, jest jak najbardziej słuszne, ale moim zdaniem zbyt płytkie i nie wyczerpuje tematu.

Ręce w kieszeniach….

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego inwestorzy zagraniczni są ostatnio (od początku roku) mniej aktywni? W poprzednich okresach wykorzystywali oni takie sytuacje do zwiększania obecności na naszym rynku. Zmieniło się jednak to, iż globalne preferencje nieco się zmieniają, wskutek mniejszych globalnych aktywów. Można powiedzieć tak – po co się wysilać, skoro złotówka tak ładnie się od początku roku umacnia a na rynkach akcji jest dość niepewnie? Można siedzieć z założonymi rękami i biernie ograniczać swoje straty nie robiąc nic. Wystarczy być inwestorem z USA, który zajmował pozycje przy dużo wyższym kursie dolara względem złotówki. Względem stycznia, jest to, mimo wszystko poziom niższy i strata, ale znacznie niższa niż strata ?lokalsa”, który zajmował pozycje od samego początku roku w złotówce.

 wig20-vs-wig20usd-5-mcy.JPG

Jeśli nie daj Boże, ktoś zrobił w tym okresie coś dokładnie odwrotnego niż inwestor amerykański na umacniającym się polskim rynku walutowym – to jest – zaczął wówczas zajmować pozycje na słabnącym rynku amerykańskim przewalutowując wcześniej złotówki na słabnącego dolara, to sobie zafundował niezłego futures’a, tylko, że pod prąd. A to wiadomo jak się kończy. Wykres powyższy daje także odpowiedź czy i dlaczego WIG 20 zachowuje się słabiej niż SP 500. WIG20 mierzony w złotych jest słaby, ale mierzony w dolarach (korygowany o kurs walutowy), zachowuje się dość podobnie do indeksów amerykańskich. Wszystko zależy, zatem od tego, po stronie której waluty się znajdujemy,  oceniamy rynek wtedy tak jak go widzimy z naszego punktu widzenia, choć wiemy, czego nie widać.

Byli sobie Polak i Amerykanin…

Dla długiego okresu, wszyscy ?są zarobieni”, ale zyski i stopy zwrotu są baaaaardzo różne. Warto być ?foreigners-em”, a nie ?lokals-em”. Zakładając kupno koszyka WIG20 przed 5 laty, stopa zwrotu ?Johna z Washington-a” wyniosła przez 5 lat po przeliczeniu na USD ponad 300 procent, a Janka z Łęczycy ok. 150 procent. Zarobili wszyscy, więc można sobie uścisnąć ręce i pójść na piwo, tylko dobrosąsiedzkie stosunki ucierpią, bo to przecież nie po bożemu, że dwaj inwestorzy kupują te same akcje, na dodatek po tej samej cenie, a jeden zarabia na nich dwa razy więcej od drugiego. A co będzie, jeśli każdy teraz je spienięzy, a środki przeznaczy na zakup nieruchomości w swoim kraju? Analizując rynek nieruchomości – to chyba koniec przyjaźni, bo Amerykanin będzie przebierał w tanich ofertach na Florydzie, a Polak – kupował mieszkanie, co ma widok na ?Park” w nazwie, ale to taki park, gdzie trzeba dodać końcówkę…ing. Znając polski folklor, sprzymierzeńcy na rynku akcji staną się wrogami w życiu prywatnym.

wig20-vs-wig20usd.JPG

Może się jednak zdarzyć, że Amerykanin nie zdąży zamknąć pozycji w szczycie siły złotego i kupić posiadłości na Florydzie, a wtedy jego zyski będą topniały szybciej niż wynik pozycji Polaka. I wtedy przyjaźń zostanie uratowana!!! Polak będzie szczęśliwy, że coś się komuś nie udało, a Amerykanin zapewne powie tylko ?F—” i będzie dalej zakasywał rękawy i szukał okazji do zarobku.

Warto pogłówkować, co przed nami.

Dla długiego horyzontu czasowego, jak np. na powyższym 5 letnim okresie, widać jedną bardzo, bardzo ważną rzecz, warto być na rynku, którego waluta ma długoterminowy potencjał aprecjacji względem waluty rodzimej. Warto zastanowić się, ile za 5 lat może być np. warta złotówka względem dolara (zakładając, że nie wejdziemy do strefy euro)? Będziemy bliżej 1,50 czy 3 zł za dolara? To pozwoli dopowiedzieć na pytanie – czy wchodzić na ten rynek zamieniając złotówki na dolary po obecnym niskim kursie dolara. Zakładając długoterminowe umacnianie dolara, nawet obligacje amerykańskie mogą dać przyzwoitą przebitkę. Ale do tego trzeba mieć wiarę, że dolar za 5 lat będzie dużo droższy, a tak być wcale nie musi. Warto jednak przynajmniej przemyśleć taką alternatywę. Skoro amerykańskie fundusze podbijały sobie stopy zwrotu na różnych rynkach (nie tylko w Polsce) umacniającą się walutą lokalną, można brać z nich przykład, typując waluty posiadające długoterminowy potencjał aprecjacji względem złotego.

Widać czy nie widać ? 

Jak widać waluta może sporo podpowiedzieć inwestorom na rynku akcji, a to, czego widać w kursach akcji może być naprawdę ciekawe i godne uwagi. Gdy waluta sprzymierza się z rynkiem akcji i jesteśmy w stanie to przewidzieć, obstawiając zwycięzców, żaden wróg niestraszny!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. Leon_Zawodowiec

    Dałem się rok temu złapać doradcy bankowemu na inwestycje w fundusz akcji amerykańskich, to był błąd, ale teraz poważnie myślę, czy dolar nie łapie dna i czy nie wrócić do tego pomysłu, na którym w poprzednim roku mnie troche przewiozło

  2. del

    Czego nie widać? Recesji w Stanach 😉
    Różni poważni i mniej poważni ludzie spierają się nad tym, czy USA już są w recesji i czy w ogóle ona im grozi, a tymczasem gdyby PKB liczyć nie w jakichś "zielonych", ale w porządnej walucie, jaką jest np. euro, to by się okazało, że w Stanach recesja trwa od wielu miesięcy, albo i lat. Ich gospodarka zwija się od dawna, ale można to ukryć używając do obliczeń lecącego na łeb, na szyję, dolara. Ja wiem, że tak się liczy PKB, tylko jaki jest sens spierać się o ułamki procenta nominalnego PKB, skoro realny PKB… ciągle (s)pada 😉 Można się oczywiście spierać w jakiej walucie liczyć PKB, jeśli nie w narodowej, ale jeśli ktoś ma awersję do euro, to można skorzystać z indeksu dolara.
    http://tnij.com/dolar242
    Nie chce mi się liczyć jak spadał amerykański PKB "realny", zresztą nie mam odpowiednich danych. Zostawię to komuś, komu się chce 😉 Na oko, spadek wartości dolara jest większy niż nominalny wzrost PKB w USA już od 2002r. z przerwą w 2005r. Można więc przyjąć, że realnie recesja w USA trwa właśnie od 2002r.
    Pozdrawiam

  3. pedroo

    Co do gospodarki USA i PKB – wiecie jakie rzeczy ichni GUS bierze pod uwagę mierząc wydatki konsumenckie? Aktualna roczna konsumpcja to ok. 10bln USD, z czego 1,1bln to wartość czynszu, który właściciele nieruchomości teoretycznie zapłaciliby sobie aby mieszkać w swoich domach. Kolejne 240mln USD to teoretyczna wartość darmowych usług finansowych.
    Za: http://www.businessweek.com/magazine/content/08_16/b4080000602263.htm

  4. Jacky

    @pedroo: dzięki, bardzo ciekawe zastawienie, mnie zainteresowało to, iż w porównaniu z listopadem 2007 roku, gdzie szacowany jest początek recesji w USA wzrosły (!!!) wydatki na cele religine (chyba na msze w intencji wzrostów cen akcji :-)) , a spadły i to o niemal 5 procent wydatki na grę w kasynie, ludzie chyba nie chcą mieć podwójnej ruletki – wystarczy ta na giełdach i rynku walutowym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *