Benchmark w pasywnym inwestowaniu, część 6
Co staje się benchmarkiem w pasywnym inwestowaniu, gdy wybieramy mix ETF-ów polskich i zagranicznych?
Co staje się benchmarkiem w pasywnym inwestowaniu, gdy wybieramy mix ETF-ów polskich i zagranicznych?
Co staje się naszym benchmarkiem w pasywnym inwestowaniu, gdy wybieramy nie jeden ETF, jak opisałem w poprzedniej części, ale dwa lub więcej?
Pasywne inwestowanie powinno oznaczać minimum wysiłku i wynik równy średniej rynkowej. Tymczasem świat odjechał nieco od tego wzorca, proponując dodatkowe działania aktywne, o czym wiele już pisałem w tym wątku. Jak się w tym nie pogubić, aby efekt był rzeczywiście najlepszy, a inwestycja nadal pasywna?
Pasywni inwestorzy wbrew pozorom to wcale nie jednorodna grupa. Można podzielić ich na 3 typy, biorąc pod uwagę stosunek do aktywności w budowaniu portfeli.
Celem aktywnego inwestora selekcjonującego akcje jest pokonanie benchmarku (np. indeksu). Celem pasywnego inwestora jest uzyskanie tyle, ile oferuje benchmark (indeksy w postaci ETFa). Problem w tym, że większość w obu grupach nie osiąga celu.
Cztery spółki z ekskluzywnego grona „Wspaniała 7” publikowały wyniki w minionym tygodniu i dzięki temu mamy aktualizację narracji o tym, jak wygląda dziś stan rynku AI od strony gigantów.
Wiadomo, że jeśli coś rośnie pionowo, to zmiana kierunku bywa bolesna. Tak było ze srebrem, które w piątek zaliczyło klasycznych krach.
Co powinno być miernikiem wyników w pasywnym inwestowaniu? Czy w ogóle jakiś miernik jest do tego celu potrzebny?
Czysto pasywne inwestowanie zdaje się przechodzić do historii za sprawą coraz dłuższej listy aktywnych działań optymalizujących wyniki.
Kolejne istotne pytanie, związane z efektywnością aktywnej selekcji akcji:
Skoro inwestorzy mają problem z uzyskaniem wyników lepszych niż rynek (indeks), to dlaczego „bezproduktywnie” nadal się tym zajmują?