Archiwum: kontrakty terminowe

Ożywienie kontraktów na akcje

Każdorazowo, gdy jestem pytany o to, czemu w Polsce rozwinął się niemal wyłącznie rynek kontraktów na indeks WIG20 i co należałoby zrobić, żeby spopularyzować czy to kontrakty na drugi z indeksów, czy też na akcje lub waluty przypominam słowa, które w wywiadzie przeprowadzonym bodaj w 2000 roku przez Piotra Wąsowskiego odpowiedział Charles LeBeau (autor Komputerowej analizy rynków terminowych) – to czy jakiś rynek zyska popularność, czy też nie, zależy wyłącznie od samych inwestorów. Zadaniem giełd jest przede wszystkim zaoferowanie jak najszerszego wyboru.

Dlaczego się nie udaje?

Przy okazji dyskusji związanej ze zwiększeniem wartości mnożnika dla kontraktów na WIG20 padały przeróżne argumenty na rzecz utrzymania dotychczasowego stanu. Jeden z nich (bardzo mocno podkreślany) mówił, że większy mnożnik oznacza większą wartość kontraktu, a tym samym dwukrotnie większy depozyt. W naturalny sposób więc wyeliminuje to z rynku drobnych spekulantów, którzy do tej pory pozwalali sobie na działanie 1-2 kontraktami. Oczywiście pochodną tych zmian miało być dwukrotnie większe ryzyko, przy czym zapominano, że mało być to rozwiązanie bolączki związanej z niską rozpiętością notowań.

Wystarczy 50 punktów

Wystarczył skok zmienności na sesji 25 lipca, żeby obrót na kontraktach wzrósł ponad dwukrotnie w stosunku do tego co działo się na kilku wcześniejszych sesjach. Cena kontraktów w tym dniu zanurkowała z poziomu 2350  do 2304, kończąc ostatecznie tylko jeden punkt poniżej minimalnego poziomu. Maksimum było zaledwie jeden punkt  wyżej, niż poziom otwarcia.