Systemy jednodniowe – rewizyta 2

Po kilku dyskusjach, szczególnie poza forum, doszedłem do wniosku, że przyda się mały dopisek w temacie strategii jednodniowych na kontrakty terminowe FW20, przypomnianych w poprzednim wpisie.

Dostałem pytanie „czy sam angażuję pieniądze w owe systemy?”. Otóż po ich przedstawieniu 2 lata temu zacząłem rozmowy z bossa o postawieniu robota, który pomógłby mi automatem realizować je na realnym rachunku. Nawet z opcją pokazywania na żywo wyników na blogu. Po kilku tygodniach sprawa utknęła w martwym punkcie, ale tylko i wyłącznie z mojego powodu. Miałem tyle innych projektów w realizacji jednocześnie, że tę sprawę lekko zakopałem pod papierami i zapomniałem o niej. Być może uda się do niej wrócić w najbliższej przyszłości.

Problem w tym, że nie mając co dzień możliwości samodzielnego składania zleceń (co nie jest trudne w przypadku tych strategii dla kogoś, kto ma nieskrępowany dostęp do notowań), potrzebuję robota podpiętego do rachunku. Aby jednak mieć pewność, że nie będzie on miał przerw technicznych, potrzebne są minimum 2 komputery, z których jeden przejmuje czuwanie w wypadku usterki drugiego, do tego 2 niezależne łącza, również na wypadek awarii jednego. Alternatywa to kod leżący po stronie brokera, co wcale nie jest takie proste. Wszystko wymaga więc zabiegów sprzętowych i technicznych, a więc tego, od czego od lat próbuję się uwolnić.

Faktem jest również, że tworzenie strategii wciąga mnie dużo bardziej niż ich realizowanie, które jest z intelektualnego punktu widzenia po prostu nudne dla w pełni mechanicznych strategii, ale z robotem do dyspozycji sprawa wydaje się prostsza. W moim przypadku nie ma mentalnej przeszkody by posługiwać się automatycznymi strategiami, ale z wielu rozmów wiem, że spora część inwestorów nie jest na to gotowa, podświadomie obawiając się utraty kontroli nad pieniędzmi i braku wpływu na decyzje. To zrozumiałe, gdyby poszukać analogii to zupełnie tak jak z najnowocześniejszą wersją samochodów, którymi kieruje tylko komputer, i które mają być przyszłością świata. Na to potrzeba mentalnego skoku przez przepaść strachu, negatywnych wizji, etyki i stereotypów. Jeden z luminarzy tradowania słusznie kiedyś stwierdził, że nawet gdyby wszystkie swoje strategie rozdał za darmo, niemal nikt nie potrafiłby na nich zarobić, chociaż działają i są zyskowne. To dość ciekawe i dobrze znane w tej branży zjawisko. Do skutecznego zastosowania pomysłów stworzonych przez innych potrzeba bowiem mentalnego zsynchronizowania się z używaną strategią, dość rozbudowanego zaufania, rozumienia działania rynków, nieefektywności i niestacjonarności, a do tego naprawdę dobrej dyscypliny.

W rezultacie doświadczeni traderzy korzystają tylko ze znanych sobie i dobrze przetrenowanych metod, niedoświadczeni natomiast chętnie angażują się w gotowe rozwiązania od A do Z proponowane przez innych, tyle że zwykle … nie działające. Wszyscy jednak bez wyjątku zajmują się poszukiwaniem nowych pomysłów, rozwiązań, zagrań. Ja je chętnie publikuję, z dużym przekonaniem, że mogą służyć jako inspiracje, ale raczej nie będą używane 1:1 w realu. I tu dodam kolejne pytanie, którym mnie co jakiś czas ktoś uracza: skoro te systemy są tak dobre, to po co je ogłaszać, przecież lepiej postawić na nie pieniądze samemu!?

Cóż, te, które sam używam są, nadal tajemnicą, choć ich drobne elementy podstawowe znalazły się wcześniej na blogu. Te natomiast w pełni publikowane nie mieszczą się już w obrębie mojej filozofii, nie pasują mi do mojego stylu, nie wbudowują się w moje koncepcje. Nie znaczy to wcale, że są złe. To zresztą nie jest dobre słowo w tym przypadku. Na ocenę składa się bowiem dużo więcej opisów i generujących je czynników niż tylko proste „działa/nie działa”: kwestia ich potencjalnej stabilności, logika zasad budowy i ich współgrania z realiami rynkowymi, stopień adaptacji do danych historycznych, realizm użytych narzędzi na tle dynamiki i cykliczności rynków, stopnie swobody, wyniki testów na danych nie widzianych przy budowie, użyteczność w przypadku innych aktywów. A to sprawy zbyt skomplikowane by łatwo dało się ocenić jednym słowem przyszłą wartość danej strategii. Może się okazać, że strategie, którymi sam gram, za chwilę się przytkają, a te publikowane okażą się petardami. Nie istnieją eksperci, którzy potrafią łatwo rozstrzygnąć takie problemy i wskazać bez pudła przyszłościowe strategie i oddzielić outsiderów.

Publikując owe strategie jednodniowe nie miałem pojęcia, czy zadziałają skutecznie w przyszłości, ale takiej nawet przybliżonej pewności nie mam wobec JAKIEJKOLWIEK strategii. Aczkolwiek w tym przypadku miałem dużo większe niż zwykle przeczucie, że pokażą się z dobrej strony, głównie ze względu na rozwiązania logiczne, martwiła mnie za to potencjalnie mała zmienność lub spora gwałtowność w obie strony powodowana niezdecydowaniem.

Pit65 słusznie wskazuje, że ostatnie lata tych strategii były szczęśliwe (choć przecież nie wyjątkowe, patrząc na historię krzywej kapitału), chwilę wcześniej bowiem poturbowało je dość długie w czasie obsunięcie kapitału. W takim momencie pojawia się takie oto pytanie w odniesieniu do systemów: kiedy najoptymalniej zacząć je używać?

Mamy kilka wariantów odpowiedzi:

(a) Podczas obsunięciu kapitału

Teoretycznie najgorsze właśnie już trwa lub jest prawie za nami, cykle wskazują, że powinien nastąpić okres prosperity systemu. Ale do tego trzeba mieć dużą pewność co do jakości systemu, obsunięcie może  w wielu wypadkach oznaczać po prostu kres funkcjonalności.

(b) Podczas wychodzeniu lub już po wyjściu z obsunięcia kapitału

To bowiem znak, że system poradził sobie w niesympatycznych dla założeń warunkach i można mieć nadzieję, że nadal działa.

(c) NIE podczas trwającego jakiś czas wznoszenia krzywej kapitału.

Przecież to normalne, że w każdej chwili powinno dojść do obsunięcia, po co więc narażać się potencjalnym obsunięciem.

(d) W dowolnym momencie.

Zyski i straty mają losowe rozkłady, nie ma więc znaczenia moment.

Nie ma dobrej odpowiedzi. W każdym wariancie tkwi całkiem poprawna logika. Osobiście wolę moment wychodzenia z obsunięcia…

—kat—

[Głosów:9    Średnia:4.6/5]

7 Komentarzy

  1. pit65

    "Faktem jest również, że tworzenie strategii wciąga mnie dużo bardziej niż ich realizowanie, które jest z intelektualnego punktu widzenia po prostu nudne dla w pełni mechanicznych strategii"

    Doszedłeś do bardzo ważnego kamienia milowego w tradingu o którym nie traktuje prawie żadna książka:
    czyli masz już szpadel /system/ wiesz jak kopac by się nie zakopać /zarządzanie/ znasz zasady BHP /psychika/ by się nie skaleczyć.
    NO i "eureka" dopiero teraz zaczyna się prawdziwy trading czyli 100 lat nudnego machania szpadlem , aby posiąść na własność to co przekopałeś 🙂

    Ale ale na początku tak nie miało być, to pieniądze miały kopać dla mnie , a nie ja kopać dla nich 🙂

    Wszystkie zdziwione pytania dlaczego mając taki lub inny system nie zarabiasz są od ludzi, którzy do tego etapu nie dotarli .
    A duża wiekszość tych co dotarli dzisiaj celebrytów /van Tharpów, Wiliamsów i innych podobnych/ zdając sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi założyła o wiele bardziej atrakcyjny biznes okołorynkowy w postaci pisania książek, kursów , live tradingów itp by się nie nudzić i żyć pełnią życia pozując na Katonów 🙂
    Lepiej sprzedawac dobre pomysły na giełdę niż je wdrażać nudno samemu przez kawał życia.
    MNie uświadomił to jeden gość naprawdę dobry /w mojej ocenie/ w swej materii programowanie systemów. Po kilku miesiącach darmowych tutoriali sprzedał "uczniom" za ponad 100k eksplorer do wyszukiwania spółek oparty na metodzie żółwi 🙂
    I wtedy jasno do mnie dotarło ,że przecież każdy z tych początkujących dysponując przykładowo 10k musiałby z sukcesem trejdować z kilka kilkanaście lat by pomnożyć dziesięciokrotnie sumę, którą zapłacili swemu guru za bądź co bądź nie najnowszy pomysł.
    Ale on wiedział co robi bo jak mi się wydaje dotarł do tego momentu by powziąć decyzję samemu kopać czy uczyć innych 🙂
    Po kilku takich akcjach nauczanie powoli wygasało , a to sprzęty się czesto zaczęły psuć , albo choroby wreszcie nauczanie naturalnie wygasło.
    CEl biznesowy został osiągnięty , adepci zadowoleni 🙂

  2. Jan Łasica

    Panowie, zadziwia mnie to co piszecie, że trading systemowy ostatecznie jest nudny. Albo nie jestem jeszcze na opisywanym etapie rozwoju, albo są jeszcze kolejne etapy o których nie wspominacie.
    Dla mnie trading nigdy nie będzie nudny, bo to jest wciąż walka. Ze zmianą warunków na rynku. Z wypalaniem się systemów. Z przeoptymalizowywaniem. Z chciwością i strachem. Z pokusami do obniżenia dyscypliny. Z czarnymi łabędziami (na własnej skórze odczułem, że Taleb ma rację pisząc jak jest ich dużo). Poza tym zawsze jest więcej do zrobienia jeszcze , niż dostępnego czasu.
    Przekonanie o nudzie tradingu wydaje mi się błędem związanym z brakiem czujności i chyba niewłaściwym rozeznaniem naszych szans wobec Rynku.
    Wiele lat temu mnie też martwiło głównie to, co będę robił jak już będę miał cały LOP na kontraktach terminowych. Ale to taka sama bajka jak o traderskim Graalu.
    Fakt, że giełdowi guru żyją (również) z książek i edukacji nie wcale nie wynika z ich znudzenia tym, że kasa cały czas obficie płynie na rachunek i imaliby się czegokolwiek, żeby od tej potwornej nudy uciec. IMHO chodzi raczej o dobre rozumienie statystycznej natury tego biznesu. Może to być recepta na brak sukcesów w realnym tradingu (jak podejrzewam było w przypadku opisywanym przez Pita ). Jeśli zaś ten sukces był, to przy pewnej skali należy albo całkiem "wyjść z kasyna" albo przynajmniej porządnie zdywersyfikować działalność .

    1. pit65

      "bo to jest wciąż walka. Ze zmianą warunków na rynku. Z wypalaniem się systemów. Z przeoptymalizowywaniem. Z chciwością i strachem. Z pokusami do obniżenia dyscypliny."

      Walke to zawsze mają socjaliści /doktryna/ lub luzerzy rynkowi. To są dylematy początkujących które ich nakręcają pozytywnie lub negatywnie.I tak powinno być.
      A trading jest nudny do znudzenia w wykonywaniu tych samych czynności poprawnie , bo to biznes jak każdy inny, do którego przystępujesz bez zbędnych emocji by móc odwalić szychte i wrócić na powierzchnię. Musisz znaleźć inne motywacje niż emocje wywołane cytownym akapitem.NIe ma emocji- nie żyjesz -nuda.

      "Przekonanie o nudzie tradingu wydaje mi się błędem związanym z brakiem czujności i chyba niewłaściwym rozeznaniem naszych szans wobec Rynku."

      Co ma piernik do wiatraka w trójkącie – nuda szanse czujność. Teza może być OK jak zamienisz nuda na emocje .

      "że kasa cały czas obficie płynie na rachunek" – no tak koncentracja na kasie skąd ja to znam .Kasa jest produktem ubocznym nudy i rutynowych czynności w prawidłowym procesie decyzyjnym , a właściwie w jego wykonaniu IMO.

      "Fakt, że giełdowi guru żyją (również) z książek i edukacji nie wcale nie wynika z ich znudzenia tym, że kasa cały czas obficie płynie na rachunek i imaliby się czegokolwiek, żeby od tej potwornej nudy uciec."

      A dlaczego nie , żółwie grały w ping ponga inni piszą książki, robią live tradingi w scenerii z Dawida Coperfielda itd. NIe mam nic do tego taki folklor jarmarczny. Ja napisałem to w kontekście procesu pomnażania kapitału procentem skłądanym który trwa . Musi byc dużo motywacji poza emocjonalnych czyli nudnej rutyny w codzienności by pokonąć ten czas stąd niektórzy idą na skróty 🙂

      "chodzi raczej o dobre rozumienie statystycznej natury tego biznesu" –

      odrobina statystyki w odpowiednim kontekście nie trwa wiecznie nikt tu się nie doktoryzuje by osiągnąć nirwanę. Rutynowe czynności tak.

      "Może to być recepta na brak sukcesów w realnym tradingu (jak podejrzewam było w przypadku opisywanym przez Pita ). Jeśli zaś ten sukces był, to przy pewnej skali należy albo całkiem "wyjść z kasyna" albo przynajmniej porządnie zdywersyfikować działalność ."

      Prośba
      Zarządzaj sobie swoim własnym portfelem wg tego co przed chwilą napisałeś i nie domniemywuj wg swej mniemanologii bo świadczysz o sobie samym dobitnie.

    2. pit65

      Ostatnią odpowiedź odszczekuję.
      Przeczytałem ją błednie w swoim kontekście i udało Ci się skutecznie wyrwać mnie z nudy 🙂

  3. Jan Łasica

    Wciąż uważam, że trading, nawet całkowicie mechaniczny, zupełnie pozbawiony emocji jest niemożliwy. Tak zresztą odczytuję sens cyklu p. Tomasza na temat radzenia sobie ze stratami. Pewnie wymagałoby to specyficznej konstrukcji psychicznej grającego. Emocji w twoich wpisach jednak nie brakuje a ponieważ czytam te blogi od dawna wiem że doświadczenie chyba również masz bogate. Nie rozumiem więc bezwarunkowego optymizmu który stoi za twoim spokojem i wiarą w jednokierunkowe działanie procentu składanego. Dodatnia wartość oczekiwana nie jest dana raz na zawsze, skoro robimy w materii której znaczna część to szum i losowość.

    1. pit65

      "Wciąż uważam, że trading, nawet całkowicie mechaniczny, zupełnie pozbawiony emocji jest niemożliwy."

      Ależ ja nie nalegam na zmiane poglądów pod wpływem moich przemyśleń 🙂
      NIe ma nic niemożliwego w tym ,że trading mechaniczny zwłaszcza ten z backtestów /choć przestrzegam przed backtestem jako jedynym wyróżniku tzw systemu wiele było zatopinych okretów polegających na 100% pewnych backtestach/ można pozbawić emocji tylko to nie jest proces w stylu "stoliczku nakryj się".
      NIe urwałem sie z tym jak filip z konopii i nie twierdzę ,że jest możliwe zawsze i dla każdego, Tudzież ,że każdy bezwarunkowo musi, niektórym pewna dawka może być bezwarunkowo potrzebna innym wręcz niewskazana.
      Poza tym na róznych etapach "dochodzenia" możemy stawiać tezy i je obalać co jest wyznacznikiem progresu w czasie.
      NAleżałoby tu zdefiniowac co każdy z nas rozumie pod pojęciem "pozbawić".
      Dla mnie pozbawić znaczy po latach zredukowanie problemu radzenia sobie ze stratami do zera lub prawie zera w momencie zwierania transakcji w taki sposób , że na dajmy na to 1000 trejdów w żadnych z nich nie wpłynie to na nasz proces decyzyjny /akurat w strategii liczonej komputerowo jest to bardzo łatwo weryfikowalne/, co nie oznacza zafundowania sobie lobotomii mózgu , czy też ,że strat tych nie ma.
      Termin "nuda" użyłem by zaakcentować samą monotonię powtarzania prawie tych samych czynności jak rynek się deklaruje w kontekście metody to nie ma miejsca na żadne emocje podkopujące wolę do otworzenia czy zamknięcia pozycji. Należy sobie uświadomić /sama wiedza nie wystarczy/ , że żadne emocje nie leżały u podstaw sukcesu metodologi w czasie tworzenia metody, czasami pomaga 🙂 .
      Problem psychiki tak często eksponowany przestaje być problemem.
      Przynajmniej dla mnie co wcale nie oznacza ,że ich /emocji/nie mam po fakcie , ale to już nie ma wpływu na sam proces w trakcie i w tej fazie jest pomocny w refleksji czyli elemencie niezbędnym dla dalszej progresji w czasie .
      NIe wiem, ale jak dzisiaj czytam psychologów to subiektywnie twierdzę ,że proces jest przesadnie rozdmuchiwany . Przy prawidłowo działającej i dobranej metodologii problem psychologii przestaje istnieć.Jeżeli jest, to znaczy , że metodologia jest źle skalibrowana do danego osobnika lub osobnik nie rokuje nadziei, aczkolwiek mówią , że nawet małpę można nauczyć jeżdzić rowerem , a na rynku to już biją profesjonalistów 🙂
      NAjczęściej stawka jest zbyt duża, i woodoo mające za zadanie "utwardzić" psychikę na tapczanie u terapeuty na wiele się nie zdaje być może dla tego ,że zamiast wiedzy o rynku eksponują /psycholodzy/ wiedzę o urazach z dzieciństwa i łączą z niepowodzeniami na rynku .
      To tak jak byś potrzebował dentysty , a udał sie do anastezjologa tudzież kowala 🙂

      "Nie rozumiem więc bezwarunkowego optymizmu który stoi za twoim spokojem i wiarą w jednokierunkowe działanie procentu składanego"

      POwiem tylko tak bo znów musiałbym wyjaśniać kontekst.
      NIe promuję "bezwarunkowego optymizmu" i nie stoję ze spokojem i wiarą w jak to nazywasz "jednokierunkowe działanie procentu składanego".

      Znów sie mijamy.

      Akurat stosuję zarządzanie pozycja jako określony procent kapitału czyli stosuje się jak najbardziej do procentu składanego, który działa u mnie w obie strony dla każdej transakcji osobno i chcąc nie chcąc był to synonim tradowania w czasie. Chodziło o wyeksponowanie elementu c z a s u, a nie procentu składanego.
      Chodzilo o to ,że ludzie, którzy mają świadomość realnych rocznych profitów z rynku w ramach określonej wlasnej metodologii /być może nigdy dodatniej nie osiągneli , ale apriori zakłożyłem, że mają jakoweś dla tej tezy/ w łatwy sposób / dzieki modelowi procentu składanego obojętnie czy się do tego stosują czy nie wierzą czy nie/ mogą porównać potencjalną dochodowość z innym biznesem opartym na biznesie okołorynkowym i często wybierają to drugie ze względu na szybsze dojście do tego samego celu nie barując się z rynkową niepewnością i samym sobą.
      Tak też było w przypadku w sytuacji którą opisałem.
      Ale to akurat nie jest takie istotne.
      Stawiam sobie pytanie dlaczego Ci skądinąd intelektualnie wyedukowani ludzie nie mówią wprost "jesteście tu moi kochani kursanci/czytelnicy etc…/ , abym nie musiał zarabiać tego dzieki temu czego was uczę z własnego "kapitału" w czasie o wiele dłuższym.. bo nie da się zarobić 10000% w rok bez narażania się na pojście z torbami, a szansa na to jest baaardzo mała.
      Tylko tyle ile wymaga elementarna uczciwość, nawet jeżeli do gorącej głowy to nie trafia.

      "Dodatnia wartość oczekiwana nie jest dana raz na zawsze"

      Oczywista oczywistość 🙂

      "szum i losowość."

      Semantyka zależy jaki inerfejs /model,szkiełko na oko/ założysz do obserwacji.
      Dla innych szum będzie czym innym, a losowość jej zaprzeczeniem.
      NIe ma jednej wykładni , są tylko tzw. naukowe teorie w zależności od przyjętego modelu.

      "Emocji w twoich wpisach jednak nie……."

      To bardzo emocjonujące zajęcie 🙂
      aczkolwiek po przeczytaniu i połknięciu dwóch wyrazów dotarł do mnie okrojony przekaz:

      "jak podejrzewam było w przypadku Pita"

      więc odpisałem jak odpisałem , a że rzadko na gorąco koryguje tekst to wyszło jak wyszło, ale zapewniam Cię ,że to była bardzo wyważona odpowiedź z mojej strony w kontekście takiego /nie/rozumienia adwersarza.
      Moja wina 🙁

  4. Tomasz Symonowicz (Post autora)

    Widzę kilka ciekawych wątków, pozwolę sobie na nie zareagować w weekend jak tylko znajdę wolną chwilę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *