NIE czytanie wiadomości finansowych, część 5

Na koniec tego mini cyklu pozwolę sobie dodać moje zdanie odrębne wobec poradnika efektywnego przetwarzania informacji.

Trystero linkował w swoim wpisie  artykuł Roberta Martorana p.t. „How to Read Financial News: Tips from Portfolio Managers” (czyli „Jak czytać finansowe newsy: podpowiedzi zarządzających portfelami”). Tekst ten wisi na stronie CFA Institute, na której można znaleźć sporo edukacyjnych tekstów na poziomie. Z tym rzeczonym wyżej ja nie mogę się zgodzić w wielu miejscach. Z prostego, praktycznego punktu widzenia. Teorią, nawet najpiękniejszą, nie da się zapełniać rachunku zyskami. Zastrzegę, że z dużą nadzieją i uwagą przeczytałem dosłownie każdy przecinek rzeczonego artykułu, próbując wynieść z niego jakieś nauki.

Martorana wymienia 6 punktów, w których gromadzi porady odnoszące się do procesu jak najefektywniejszego pozyskiwania, segregacji i analizy rynkowych informacji.  Niezwykle sensownie wygląda sam wstęp. Ilość informacji docierająca w epoce informatyzacji przekracza wszelkie granice przyswajalności przez ludzki mózg, dlatego filtrowanie ich przez odsianie nonsensów staje się wręcz obowiązkiem. Tego trzeba się najpierw jednak nauczyć. Choćby po to by już na pierwszy rzut oka mieć świadomość tego, co spółka produkuje jako zwykły PiaR, a co jest w przekazie wartościowego. To kwestia świadomego doświadczania z nastawieniem na tego rodzaju przesiew. Druga rzecz to standardy, których nie można pozwalać sobie nie trzymać – wywalać to, co nie trzyma się faktów czy nawet do nich nie sięga albo ignoruje dane; grzechem jest również nie sprawdzać analityków, których się słucha, choćby pod względem wcześniejszej trafności i rzetelności.

Bardzo podoba mi się również wyznaczanie jasnego przesłania dla słuchanych czy czytanych treści. A więc:

– czy to, co czytamy/słyszymy to tylko opinie czy dane/ fakty?

– czy opisuje się to, co zaszło w przeszłości, a więc niepotrzebne zawracanie głowy, czy może jednak znajdujemy odniesienia do możliwej przyszłości?

– czy w treści pada jakaś hipoteza, którą da się zweryfikować, czy latają po prostu luźne myśli, czyli szum?

Dalej jadą w punktach owe konkrety odnośnie najlepszych praktyk, które mają pomóc w odpowiedzi na te powyższe pytania. I tu zaczynają się schody:

1. Zrozum konsensus
Zacytuję: „Musisz pojąć powszechną mądrość aby postawić przeciwko niej. To staje się prostsze jak tylko wykonasz solidną robotę przygotowawczą nad specyficznymi tezami inwestycyjnymi”.

Konia z rzędem temu, kto wie jak sensownie wykonać to zalecenie w kontekście informacyjnym. Co najwyżej domyślam się, że stawianie przeciwko tłumowi osadza się na założeniu, że ten w swej masie się zwykle myli, kupuje i sprzedaje nie wtedy, gdy powinien, przewiduje błędnie, działa na ślepo w stadzie. Z bólem wyobrażam sobie, jak tego rodzaju aktualny konsensus konstruują sobie inwestorzy i grają z kontry. Może w ramach ćwiczenia ktoś pokusi się o ustalenie stanu konsensusu na polskim rynku na tę chwilę? Ale być może zarządzający portfelami, bo to od nich te rady, potrafią to z palca robić. Tylko dlaczego nie mogą z taką wiedzą pokonać rynkowych benchmarków?

2. Poszukaj innego punktu widzenia

Sprowadza się to do błędu poznawczego, który nazywa się efektem potwierdzenia. Jesteśmy niedoskonali i dla ochrony swojego ego potrafimy bardzo selektywnie podchodzić do informacji, a więc nie czytać ani nie przyjmować do wiadomości tych, które nie potwierdzają naszego punktu widzenia. Ominięciem tej pułapki jest właśnie poznanie argumentów strony przeciwnej do naszej transakcji. To wzbogacające i inspirujące, przynajmniej w założeniu, w praktyce może prowadzić do schizofrenii. Kiedy mamy pełen portfel akcji i hossa trwa w najlepsze, nieustanne poszukiwanie informacji o tym, co złego nas może czekać, prowadzić może do depresji i dysonansów, a także zbyt szybkiego pozbywania się pozycji.

3. Kwestionuj narrację

Zupełnie nie tego spodziewałem się w krótkim rozwinięciu tej porady. Otóż reporterzy czy analitycy pracując pod nieustanną presją prezentują swoje stanowiska w niepełnym, dezinformującym czy wręcz błędnym ujęciu. W takim razie kiedy ich opinie kwestionować? No cóż, w tym wypadku trzeba by uznać, że zawsze. Po prostu ich nie słuchać. Nie sposób bowiem odróżnić te błędne od poprawnych, szybciej i efektywnie zrobić własny research. Nie mówiąc o tym, że gdyby chcieć poszukać w nich innego punktu widzenia, jak w pkt 2, narażamy się na jeszcze większy błąd skoro ta narracja może być fałszywa. W tym paragrafie tylko jedno zdanie wygląda na sensowne – czytanie zbyt dużo informacji finansowych jest nieproduktywne. I to w zasadzie powinno być tytułem tego paragrafu.

4. Honoruj dane.

Autor stawia tezę, że wyniki firm oraz dane ekonomiczne są dobrym punktem wyjścia, ale trzeba je weryfikować, o ile to możliwe. Taka weryfikacja najnowszych danych jest w 95% niemożliwa, co najwyżej dużo po czasie, ale to tylko na marginesie. Aż chciałoby się poczytać kilka argumentów o tym, dlaczego to właśnie dane są lepsze i od czego w zasadzie. Krótki dopisek, że wykres jest lepszy od tekstu nie wymaga komentarza, i to chyba jedyny sensowny punkt w tym paragrafie.

5. Unikaj stronniczych interpretacji.

Ufff, spociłem się na sam widok tego tytułu. Na szczęście autor rozwija go w nieco innym i lekko zaskakującym niż mogłoby się wydawać kierunku. Otóż należy wyłączyć skłonności do … politykowania przy analizie finansowej i tego samego unikać słuchając komentatorów. Dziwne, bo autor pod tekstem wypowiada chyba swoje własne zdanie, w którym sugeruje, że efektywna interpretacja nie powinna ignorować … polityki. Jeśli ktoś doznaje głębokiego dysonansu, to całkiem słusznie.

Wprawdzie w długim terminie to gospodarka i wyniki firm decydują, ale polityka potrafi namieszać w tym kotle, jak choćby epizod z Brexitem. To weźmy żywy przykład z Polski i taki rebus do rozwiązania: czy wyniki naszej giełdy w kolejnych miesiącach i latach będą wynikiem aktualnych zawirowań politycznych czy może jednak to wygra rachunek ekonomiczny w kształtowaniu kursów? Trudne? To może to samo pytanie, ale w odniesieniu do ostatniego roku?

6. Wynaleź swoje własne podejście.

O, choć raz świetny strzał! Tylko niezbyt to odkrywcze. To oczywiste, że na giełdę przyjść trzeba ze swoją własną przewagą, strategią, metodą pod pachą. Wówczas uniezależniamy się do opinii, poglądów i wpływów mediów. Zauważę nieśmiało, że to przy okazji uodparnia na opinię drugiej strony, czyli błąd z punktu nr. 2.

—–

Pod owym artykułem są brawa. Zastanawiam się tylko, ilu z je bijących potrafi te porady efektywnie zastosować i wygrać z rynkiem. Ale może to tekst dla zarządzających portfelami, a więc świat, do którego mi zdecydowanie daleko.

—kat—

[Głosów:5    Średnia:4.6/5]

1 Komentarz

  1. Deo Gratias

    Takim maluczkim jak my pozostaje tylko kupowanie tego, co rośnie i sprzedawanie tego, co spada. Smuteczek 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *