Pierwsza od blisko dekady podwyżka stóp procentowych w USA i pierwsza od sześciu lat zmiana ceny kredytu w USA wydają się dobrym punktem do spojrzenia w przeszłość.

Pomijając trzy programy luzowania ilościowego i sterowanie oczekiwaniami rynku, które stały się właściwie standardowymi narzędziami polityki monetarnej, ostatnia zmiana w cenie kredytu w USA miała miejsce w 2009 roku. Cena kredytu została obniżona do poziomu, za którym rozciągał się świat ujemnych stóp procentowych. Pesymizm na rynkach był skrajny, a media branżowe i nie tylko branżowe na stałe zaludniły się różnej maści ekspertami, którzy ścigali się o tytuł największego Dr Dooma. Wczorajsza podwyżka domyka ten okres i zmusza do rozliczenia się z ważną fazą w historii rynku.

Pamiątką owego czasu jest notka na naszych blogach, w której żartowaliśmy z wykresu S&P500 wskazującego koniec świata. Niestety przeprowadzka blogów na nowe maszyny spowodowała, iż wykres z listopada 2008 roku zaginął w czeluściach baz danych, ale nie przeszkadza nam to otworzyć owego czasu na wykresie obecnym, który dobrze uzupełnia tamten pesymizm o to, co wydarzyło się później. Przyznam szczerze, że to jeden z najładniejszych wykresów, jakie widziałem w życiu. Kpi z pesymistów i pokazuje doskonale, iż spora część zwyczajnie straciła jedną z największych szans w historii własnego życia na stosunkowo proste podwojenie kapitału w krótkim odcinku czasu. I wszystko to bez użycia lewara.

Porównując przebieg S&P500 od dna bessy z końcem obniżania stóp procentowych w USA, bez trudu dostrzeżemy czytelny trend wzrostowy, w ramach którego trzymanie się trendu i zakupy na korektach płaciły tym, którzy w każdym kolejnym spadku nie chcieli widzieć końca świata. Wykres obejmuje wydarzenia tej klasy, co upadek PIIGS-ów, rozpad Unii Europejskiej, spory budżetowe w USA, kryzys w Chinach czy wreszcie wojny na Bliskim Wschodzie, Ukrainie i zamieszanie na Krymie. Trend okazał się silniejszy od tych wszystkich wydarzeń, a wieszczący zagładę przegrali z tymi, którzy trzymali się starej zasady trend is your friend.

Na dniach będziemy sobie zadawali blogowe pytania „co dalej?”, ale dziś w gronie osób, które na początku owego trendu wzrostowego zobaczyły swoją szansę na rynkach zagranicznych, patrzymy w przeszłość i mówimy – profesorom, doktorom, doradcom, dealerom, maklerom i całej masie innych pesymistów – mieliśmy rację. Nie walczyliśmy z bankami centralnymi. Nie wyzywaliśmy ich od ludzi, którzy drukują pieniądze i pomagają banksterom, tylko trzymaliśmy się tego, czego zawsze musi trzymać się każdy inwestor – trendu. Oczywiście, że była w tym dawka zakładu z rzeczywistością, ale to część tego biznesu. Obstawiliśmy scenariusz, który został zrealizowany i nawet bez rajdu Świętego Mikołaja będziemy mieli udane święta. Później przyjdzie czas na nowe strategie, w nowej rzeczywistości. Dziś zamykamy temat gry w świecie zerowych stóp procentowych.

S&P500-bossafx

(źródło: bossafx.pl)

[Głosów:8    Średnia:4.5/5]

1 Komentarz

  1. Freeman

    Przypomnial mi sie Kostolany. “Jak cos nie moze rosnac to musi spadac.” Czy to ten moment?

    http://stooq.pl/q/?s=^spx&c=1y&t=l&a=lg&b=0

    By the way, zobaczymy czym skonczy sie ta hossa do innych nie podobna, bo zupelnie oderwana od fundamentow.
    To jest novum w nowozytnej historii rynkow finansowych i gield papierow wartosciowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *