Zostałem wywołany do tablicy wpisem Grzegorza, więc stawiam się z kilkoma wyjaśnieniami i tezami w nader istotnej dla wielu traderów sprawie.

Gdyby zrobić klasyfikację tych traderów, którzy przeżyli na giełdowych i forexowych parkietach, mielibyśmy 2 zasadnicze kategorie:

1/ Systematyczni (lub do wyboru: automatyczni, systemowi, mechaniczni, ilościowi, komputerowi, quants).

Jednym zdaniem to wszyscy ci, którzy precyzyjnie skodyfikowali wszystkie swoje zasady gry, nie pozostawiając wcale (lub minimum) miejsca na doraźne interpretacje, najczęściej posługując się przy tym programami komputerowymi zarówno w celu sprawdzenia statystycznej wartości oczekiwanej strategii jak i ich praktycznej realizacji.

2/ Intuicyjni

Nazwa wyjaśnia wszystko – ich zasady inwestycyjne są dość ogólnie skonstruowane, zostawiając sporo miejsca na doraźne oceny, interpretacje i instynktowne, subiektywne, elastyczne decyzje.

Za chwilę odwołam się do tych kategorii, ten krótki podział ułatwi po prostu zrozumienie całości tekstu.

W moim wpisie na temat statystycznej efektywności formacji „Młota” podsumowałem „ręcznie”, jak podkreśla to Grzegorz, wszystkie jej wystąpienia na wykresie WIG20 od 1998 roku. Celowo zrobiłem to „ręcznie”, a więc odmiennie od tego jak zwykle wykonuję to za pomocą programu komputerowego. Był to bowiem ukłon w stronę wszystkich graczy Intuicyjnych, Systemowi bowiem z dużą precyzją mają już sprawdzone to, ile przewagi daje owa formacja w różnych warunkach zarządzania ryzykiem. Gracze Intuicyjni często jednak ignorują tego typu statystyki, opierając się głównie na dość ogólnej wiedzy wyniesionej z książek i dość selektywnych obserwacjach, a intuicję często mylą z emocjami, jak zresztą w swoim wpisie pokazywał to wszystko Grzegorz. Odwołując się do historycznych zestawień chciałem pokazać jak dużą wagę należałoby praktycznie przyłożyć do formacji „Młota”, który pojawił się na wykresie WIG20 na początku grudnia.

Grzegorz wrzucił moje statystyki na tło „Leksykonu formacji świecowych”, co wymaga nieco szerszego wyjaśnienia, tak by Czytelnicy nie poczuli się zagubieni lub skołowani. Otóż trzeba koniecznie zaznaczyć różnicę w metodologii tego, jak owe „Młoty” liczyłem ja, a jak robią to autorzy Leksykonu.

Do mojej statystyki brałem pod uwagę tylko te „Młoty”, które pojawiały się w trendach spadkowych, w tym w bessach. W związku z tym minimum cenowe tego rodzaju sesji/formacji przyjąłem jako najniższy poziom kursu wobec poprzedzających go sesji z ostatniego miesiąca. Przy tym wcześniej musiała pojawić się co najmniej  jedna sekwencja coraz niższych dołków i górek, która klasycznie definiuje trend. Do tego dolny cień minimum 2 razy większy niż sam korpus świecy oraz najwyżej minimalny cień powyżej. Więc warunki brzegowe przyjąłem takie, jak wyglądało to na wykresie sesji z 3 grudnia.

Tymczasem w wersji „Leksykonowej” wygląda to nieco inaczej. Tam poza wszystkim zliczonymi przeze mnie „Młotami”, doszła cała plejada tych, które wielu inwestorom z trudem przyszłoby zakwalifikować jako pojawiające się przy końcu trendu spadkowego, który mają za zadanie odwracać. A to dlatego, że „Leksykon” zakłada, że trend spadkowy oznacza sesję położoną poniżej 10 dniowej średniej arytmetycznej, która dodatkowo znajduje się niżej niż 3 dni wcześniej. W tym wypadku spora część „Młotów” pojawia się w niewielkich korektach trendów wzrostowych, czasem nawet przy szczytach owych trendów, albo w obrębie świec wcześniejszych (co obiera im znaczenie). A przy tym minimum „Młota” nie musi wcale wypadać jako najniższy punkt poprzedzających go sesji.

Które podejście jest zgodne z duchem i teorią powstania tej formacji? Nie wiem, nie mnie to osądzać. Cytując S.Nissona, który przeszczepiał japońskie świece do zachodniej cywilizacji: „Aspektem młota jest to, że aby posiadać istotność musi wystąpić po znaczących spadkach albo na wyprzedanym rynku”. Kwestia określenia „znaczącego spadku” lub „wyprzedania” już na wieki będzie dzielić zwolenników japońskich świec. Ale tak naprawdę nie musi mieć to wcale znaczenia. Dlaczego?

Po pierwsze – „Młot” ma za zadanie zatrzymać spadki. Co w przypadku jednej tylko sesji jest niezmiernie trudnym zadaniem, szczególnie podczas silnych zjazdów podczas bessy. Zatrzymanie natomiast niewielkiej korekty podczas trendu wzrostowego jest dużo prostszym zadaniem. Niewykluczone więc, że skuteczność tej wersji „Młotów”, która pojawia się podczas niewielkich zjazdów i korekt, jest dużo większa niż tych mających zatrzymać średnio i długoterminowe trendy spadkowe. Tego rodzaju wiedzę łatwiej posiąść i wykorzystać traderom Systematycznym. Oczywiście moja statystyczna informacja typu „6 na 30 wystąpień kończyła się zmianą trendu” nie gwarantuje jeszcze sukcesu, ale sporo mówi o rozkładzie prawdopodobieństw, których inwestorom Intuicyjnym często brakuje. Nie sprawdzałem w swoim wpisie siły działania “Młotów”, które pojawiają się podczas korekt i które nie tworzą minimum wielodniowego. Weryfikowałem tylko te, które powstały w tych samych warunkach, co ten z 3 grudnia.

Po drugie – samo wystąpienie tego rodzaju formacji jest co najwyżej sygnałem ostrzegawczym i zaproszeniem do analizy scenariusza zmiany kierunku gry. Od tego momentu zaczyna się o niebo ważniejsza rozgrywka – zarządzanie ryzykiem i pozycją. I to od tego właśnie procesu zależy przede wszystkim ostateczny sukces. Efektywność i przewaga danej strategii, opartej choćby właśnie na występowaniu w jakimś miejscu „Młota”, nie przejawia się w tym, że pojawia się taki czy inny wzór na wykresie, ale od tego jak trader potrafi wykorzystać go w swojej taktyce i jak poprowadzi stopy oraz jakich wielkości pozycji użyje. Ale do tego potrzebny na wstępie jest jakiś znajomy punkt wyjścia, zaczepienia. M.in. po to, by nie reagować eksplozją emocji przy każdym ruchu, który wielu potrafi jeszcze unieść w górę, a jest tak naprawdę giełdowym abecadłem.

Po trzecie – taki punkt zaczepienia pozwala układać z góry pewne scenariusze na kilka ruchów naprzód, jak w szachach, bardzo pożądana umiejętność w przypadku traderów Intuicyjnych. Każda formacja posiada bowiem i różne następstwa, i różne ich szanse wystąpienia. Po pojawieniu się „Młota” mamy albo definitywne zakończenie trendu, albo lekkie wygięcie w górę i kolejne spadki, albo po prostu spadek z łomotem niemal natychmiast. To wszystko podparte trafnością i szacunkami możliwych następstw pozwala nie tylko efektywnie planować taktykę, ale dodaje pewności siebie i lepszą kontrolę nad własnymi działaniami i emocjami.

Po czwarte – założyłem, że zarówno ciekawym jak i ważnym faktem będzie wskazanie, że bessy kończyły się właśnie formacją „Młota”, jedną z dziesiątków istniejących w literaturze. Dodam – „Młota” zgodnego z określonymi przeze mnie wyżej warunkami, a którego można wychwycić samodzielnie, bez programów komputerowych. Tyle że musiałem to obudować statystyką, inaczej powstałby błąd poznawczy, który „Młotowi” nadałby zbyt dużą wagę jak wskazał to Grzegorz. Traderzy Systematyczni łatwo z tym sobie radzą, w kilka minut potrafiąc rozpracować szanse, odfiltrować, poznać historię. Intuicyjni bardziej liczą na swoje umiejętności innego rodzaju, ignorując nieco historię. A jak mówi wielokrotnie powtarzane przeze mnie powiedzenie „kto nie zna historii, skazany jest na jej powtarzanie”. To chyba najlepsza puenta.

Gdyby ktoś poczuł się zmęczony japońskimi świecami, być może podobna formacja „Pin baru” na modłę zachodnią będzie bardziej strawna, ot choćby na tej stronie ->

http://tradingwithpriceaction.com/pin-bar-trade-setup/

Czy tego rodzaju wzory są w ogóle potrzebne, skoro tak potrafią nas zawodzić i dzielić? O tym w kolejnym wpisie.

—kat—

[Głosów:7    Średnia:2.6/5]

1 Komentarz

  1. Dtrad5558

    To nie ten młotek 🙂
    http://forex-nawigator.biz/forum/resources/image/122132

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *