I jak się Szanowni Czytelnicy czują w powyborczej rzeczywistości? Zadowoleni? Przestraszeni? Przekonani o tym, iż wynik zagraża ich pieniądzom, czy raczej pewni, że wszystko będzie – jak mówił klasyk polskiego kina z lat 90-tych – „tak samo, albo lepiej”?

Bez wątpienia inwestorzy wychodzą z tych wyborów z garścią pytań, na które odpowiedzi mogą mieć kluczowe znaczenie dla tego, w jakim stanie będzie polski rynek kapitałowy w końcówce obecnej dekady. Rzućmy zatem okiem na powyborczą rzeczywistość przez pryzmat tego, co wiemy i czego nie wiemy. Pod koniec okaże się, że jednak nie wiemy, ale to już problem polskich mediów, które nie potrafiły wydusić od polityków deklaracji, z których można będzie później rozliczać.

1. Co dalej z OFE?

Blogi bossy miały szczęście zadać pytanie o OFE jeszcze przed wyborami. Z jakiegoś powodu polskie media nie zadawały tego pytania politykom i dopiero po wyborach raczą naprawiać ten błąd strasząc kolejnym skokiem na kasę. Chciałoby się zapytać, gdzie byliście przez miesiące, ale najwyraźniej ważniejsze było niedotykanie tematu, który denerwował część społeczeństwa. Nie wiem, co zrobią nowe władze, ale wszyscy już chyba znamy zdanie, że nie ma takiego kroku, przed którym powstrzyma się najbardziej demokratyczny rząd… itd. Przekonaliśmy się o tym w ostatniej kadencji parlamentu, która przyniosła „reformę” OFE. Szykująca się właśnie do władzy opozycja zawsze klaskała na tym polu rozwiązaniom węgierskim, które sprowadziły się do wymuszenia na społeczeństwie likwidacji tamtejszych OFE. Próbkę tego mieliśmy już w Polsce, gdzie prawo do wyboru napisano tak, żeby w każdym wypadku wygrał rząd. Mam nadzieję, że czytelnicy blogów bossy nie będą zaskoczeni, kiedy za jakiś czas okaże się, że w asyście oklaskującej gawiedzi resztka pieniędzy w OFE zostanie znacjonalizowana.

2. Jak będzie wyglądał podatek od banków i jakie będą jego konsekwencje?

Tu nasza rodzima prasa ma sobie mniej do zarzucenia, bo podatek od banków był głośno postulowany przez opozycję, więc jego wprowadzenie nie będzie zaskoczeniem. Zaskoczeniem może być skala – zarówno na plus, jak i na minus – ale w wersji gorszej szybko rodzą się pytania o konsekwencje. Pierwszym elementem jest oczywiście zyskowność banków, która spadnie. Wbrew kretyńskim tezom o tym, że najwięcej stracą prezesi, którzy nie będą mieli tak dużych premii, sporo do stracenia mają jednak właściciele banków, którzy będą mieli mniejsze dywidendy. Niestety spadnie również akcja kredytowa, której brak jest jest jednym z kluczowych problemów świata po 2008 roku. Ograniczenie akcji kredytowej w środowisku deflacyjnym jest idealnym przepisem na spadek konsumpcji, inwestycji i spadek PKB. Można nie być fanem obecnego modelu gospodarczego i roli, jaką pełnią w gospodarce banki, ale ci znienawidzeni bankierzy, z ich kreacją pieniądza są sercem krwiobiegu gospodarek. Fed, EBC, Bank Japonii i Bank Anglii nie musiałyby rzucać tych wszystkich miliardów dolarów na rynek, gdyby banki nie zostały osłabione kryzysem 2008 roku. Osłabienie banków oznacza mniejszy wzrost gospodarczy. Kropka.

3. Jak będzie wyglądała sytuacja kredytów hipotecznych w walutach obcych?

Sporo było szumu wokół przerzucenia tzw. problemu kredytów frankowych w całości na banki, ale prezydent właśnie podpisał ustawę o pomocy z funduszu powołanego przez poprzedni sejm, więc nie zdziwiłbym się, gdyby frankowicze obeszli się smakiem. Zagrożonych kredytów w walutach obcych nie jest zbyt wiele, więc nie sądzę, żeby nowy rząd – jeśli nie zostanie zmuszony do otwarcia jakiegoś ideologicznego frontu, żeby przykryć inne porażki – zrobił coś groźnego na tym polu. Zysk polityczny będzie zbyt mały, w stosunku do kłopotów, jakie można sprowadzić sobie na głowę kolizją z umowami, jakie polski rząd podpisał np. w sprawie ochrony inwestycji. W istocie, dociśnięcie banków na więcej niż jednym polu – podatek lub kredyty walutowe – łączy w sobie ryzyko osłabienia wzrostu gospodarczego, od którego w największym stopniu zależy to, czy chociaż część postulatów socjalnych uda się zrealizować bez wywrócenia finansów publicznych. Mimo relatywnie poprawnej sytuacji budżetowej Polski kraj pozostaje zależny od zewnętrznego finansowania i jakiekolwiek sygnały osłabienia wzrostu gospodarczego będą owocowały zabójczą spiralą wzrostu obsługi długu i mniejszymi wpływami podatków do budżetu. Gospodarka to jednak fajny mechanizm, w którym nie ma dróg na skróty.

4. Jak będzie wyglądał podatek transakcyjny?

To jeden z tych tematów, który w kampanii wyborczej był podnoszony najmniej, bo wzbudzał najmniej emocji w społeczeństwie, ale bez wątpienia za chwilę usłyszymy o tym ze zdwojoną siłą. Już teraz możemy być pewni, że całość zostanie przedstawiona w kategoriach podatku nakładanego na wrednych spekulantów, co zawsze znajduje poklask w społeczeństwie, które nie rozumie, jak działają rynki. Pierwsze przymiarki – które na naszych blogach odnotowali już dawno nawet czytelnicy – wyglądają… amatorsko i doprowadzą do radykalnego spadku płynności na rynkach. Można spodziewać się znacznego ograniczenia zysków biur maklerskich, wycofania się dużych graczy z Polski. Najwyraźniej zmierzamy w Polsce do punktu, w którym znalazły się wcześniej Włochy i Szwecja. W pierwszym kraju podatek znacząco osłabił pozycję giełdy, a w drugim nikt nie chce dziś słyszeć o ponownym wprowadzeniu podatku, bo wcześniej Szwecja doświadczyła ucieczki kapitału do Londynu, z którego już niewielu chce wrócić. Mimo wielkiej sympatii dla GPW gwarantuję każdemu polskiemu urzędnikowi, że nikt nie chce wracać na polski grajdołek, kiedy posmakuje tego, czym są inwestycje we Frankfurcie, w Londynie czy Nowym Jorku. Naprawdę, w świecie globalnej konkurencji i łączenia się giełd polski rynek potrzebuje dziś raczej zniesienia podatku od zysków kapitałowych niż nowego podatku, ale „każdy ma prawo wybrać źle”. Niestety – globalizacja wystawi za to słony rachunek.

5. Co dalej ze spółkami energetycznymi i ich nowym nabytkiem w postaci górników i nierentownych kopalń?

Premier Pawlak (?) miał kiedyś takie ładne powiedzenie o „stójce na dwunastnicy”. Udaję, że nie wiem, co miał na myśli, ale dobrze oddaje problem, z jakim będzie musiał zmierzyć się nowy rząd w sprawie górnictwa. Sytuacja na globalnym rynku węgla nie wygląda dla Polski dobrze, jak dobrze nie wygląda walka państw o  przyciąganie do siebie inwestorów niskimi kosztami energii. Połączenie nierentownych kopalń z rentownymi elektrowniami może się udać tylko w jednym wypadku – przez zwiększenie ceny finalnego produktu elektrowni. W skrócie rzecz ujmując połączenie może nie być zabójcze dla odbiorców indywidualnych, którzy operują w świecie o drobnym urynkowieniu dostawców, ale w średnim terminie obniży atrakcyjność inwestycyjną Polski w świecie. Pośrednio oczywiście mamy również koszty dla inwestorów posiadających akcje spółek energetycznych, ale na tym polu żadnej zmiany nie będzie. Pomysł na połączenie rentownego z nierentownym wyszedł z poprzedniego rządu i mieliśmy już czas na to reagować.

6. Kiedy?

Perspektywa inwestycyjna może być różna, ale wszyscy zgodzimy się na to, iż rynki i inwestorzy potrafią teraz operować w naprawdę krótkim terminie. Miesiąc, dwa lub trzy są równie dobre, jak rok czy dwa. Dlatego warto pamiętać, iż kluczem do zmian w podatkach jest kalendarz. Jeśli dobrze rozumiem polskie prawo, nowe podatki muszą być ogłoszone do 30 listopada roku poprzedzającego wprowadzenie znaczących zmian na tym polu. W efekcie kluczem do bliskiej przyszłości rynku jest listopad. Jeśli nie będzie zmian w podatkach ogłoszonych drukiem do końca zaczynającego się za chwilę miesiąca, to w nowy rok wejdziemy w jakimś tam status quo, w którym bieżączka pomysłów związana z logiką kampanii wyborczej zostanie ograniczona i nowy minister finansów – ktokolwiek nim będzie – zostanie skonfrontowany z logiką gospodarowania w mniejszym oderwaniu od rzeczywistości. Podnoszenie podatków jest zawsze łatwe w telewizji i na serwetce przy kawie. W praktyce drugą stroną równania jest ryzyko ściągnięcia mniejszych podatków z racji osłabienia wzrostu gospodarczego.

[Głosów:9    Średnia:4.8/5]

18 Komentarzy

  1. uptake

    Ja nic nie wiem, poza tym, że w ciągu 10 dni straciliśmy 10pp w stosunku do DAX. Wydawało się, że wyniki wyborów są w cenie, ale politycy okazali się – dosłownie – nieobliczalni.

  2. astanczak (Post autora)

    @ uptake

    Dla wyrównania akcentu:

    DAX-WIG2-EEM

  3. uptake

    Racja, jeszcze przez wiele lat nie będziemy się porównywać z DAXem, tylko z rynkami wiecznie wschodzącymi

  4. _dorota

    Czekamy na konkrety, ale z szumu w mediach wynika, że może się realizować scenariusz “perfect storm”. Ja miałam nadzieję, że PiS po otrzeźwieniu z powyborczego rauszu zacznie się ze swoich obietnic cichutko rakiem wycofywać, rozmiękczać, okrajać, mnożyć warunki.

    A tu twardo idą w zaparte (dzisiejszy Szałamacha).
    Przynajmniej będę mogła tryumfalnie zapytać: dalej twierdzisz, że NIC się nie zmieniło? 🙂

  5. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Właśnie to się chyba dzieje. Jeszcze nie zdążyli sformować rządu, a już mają po stronie podatkowej ubytek związany z kwotą wolną. Samo dostosowanie do tego, co “nakazał” TK to zgrubnie licząc 50 mld mniejsze przychody do budżetu od 2017 roku do końca kadencji tego sejmu.

    Jeśli dołożymy resztę tych projektów, to trzeba znaleźć pewnie 30 mld rocznie w podatkach. Przychody budżetu na przyszły rok to blisko 270 mld i to przy optymistycznym założeniu, że PKB wzrośnie o 3,8 procent, a same podatki o 2,6 procent. Patrząc na to, co dzieje się w Niemczech i na świecie to robi się optymistyczny plan, więc wykonanie budżetu będzie trudne.

    Tu jest wykres wpływów z podatków z ostatnich lat:

    http://ruch-obywatelski.com/wp-content/uploads/2015/01/b331323.jpg

    Nagle miałoby się tu pojawić 30 mld z samego chciejstwa uszczelnienia systemu? I bez konsekwencji dla wzrostu PKB? Naprawdę kluczem do zrealizowania tych wszystkich postulatów nie jest większa presja fiskalna, ale dobra koniunktura na świecie i zadbanie o wzrost PKB w Polsce.

  6. _dorota

    @ astanczak
    To twarde i pozornie nieracjonalne pozostawanie przy chciejstwie budżetowym (jak twarde usłyszymy od nowego Minfina) ma dobre wyjaśnienie. Niestety, jest to wyjaśnienie polityczne (za co z góry przepraszam).

    Furda realia budżetu. PiS potrzebuje jakichś dwu lat, żeby do gruntu przeorać instytucje państwa i obsadzić co się da swoimi ludźmi. Tyle zajmie intensywna praca legislacyjna i faktyczna nad podporządkowaniem prokuratury, zmianą ustroju sądów powszechnych, wyczyszczeniem do dna służb specjalnych, opanowaniem publicznych mediów, RPP (łącznie z prezesem NBP), TK.

    W tym czasie będzie realizowany program rozdawnictwa socjalnego – w maksymalnym możliwym wymiarze bieżącym. Z perspektywą na kolejne lata – której już PiS nie zrealizuje, ale będzie zapisana ustawowo.
    Po dwóch latach (mniej więcej) oddadzą władzę, przynajmniej tą “widoczną” i już mało istotną.

    Tak więc około dwóch lat maksymalnego poluzowania fiskalnego, które może być spore, bo kolejny ustawowy próg zadłużenia (55%) łatwo będzie im obalić (plus resztki OFE).

    1. astanczak (Post autora)

      @ _dorota

      Nie dotykam polityki.

  7. _dorota

    @ astanczak
    OK, rozumiem. Zarysowałam jedyny scenariusz, który tłumaczyłby konsekwentne pozostawanie przy pomyśle maksymalnego rozdawnictwa wbrew realiom możliwych do zrealizowania wpływów.
    Nie będę tematu kontynuować.

  8. ekonom polityczny

    @ astańczak

    Część z owych “brakujących” 30 mld znaleźć bardzo łatwo. Gdzie? W akcyzie na alkohol.

    Urzędnicy Rostowskiego/Szczurka sprawę podnoszenia wpływów z akcyzy za alkohol rozwiązywali na poziomie uczniów z 3 klasy podstawówki:

    jeśli akcyza 10 zł/ butelkę wódki daje wpływy 5 mld zł do budżetu to jej podniesienie do 20 zł da 10 mld zł. Więc podnosili akcyzę do niepritomnego, coraz bardziej zdziwieni, że wpływy do budżetu z akcyzy maleją, zamiast rosnąć.

    W efekcie takiego podejścia spożycie legalnego krajowego alkoholu tylko w zeszłym roku spadło o 25% a gorzelnie ledwo przędą. Kto wierzy w to, że to odzwierciedla realny spadek spożycia? 🙂

    Czas na powtórzenie manewru Kołodki z poważną obniżką poziomu akcyzy za alkohol:
    http://www.wspolczesna.pl/artykuly-archiwalne/art/5231402,minister-kolodko-pokrzyzowal-szyki-przemytnikom,id,t.html?cookie=1

    Jestem przekonany, że bez problemu w ten prosty sposób uzyska się dodatkowo co najmniej kilka mld/rocznie z akcyzy + jako premia dodatkowa większe wpływy od gorzelni z tytułu podatku od przedsiębiorstw.

    Swoją drogą, jaka była jedna z bardziej popularnych definicji Głupoty?
    Robić od nowa ciągle to samo (podwyżki akcyzy) i za każdym razem oczekiwać odmiennego rezultatu.

    Nie mam wyjścia: albo ministrów Rostowskiego i Szczurka razem z ich podwładnymi muszę uznać za spełniających ww. definicję, albo za celowo działających w interesie nielegalnych producentów/importerów alkoholu. Tertium non datur.

  9. _dorota

    @ astanczak
    Jedna uwaga tylko: przy podejściu “nie tykam polityki” nie sposób będzie pisać niczego o działaniu przyszłego rządu w gospodarce.

  10. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Naprawdę problem w tym nietykaniem jest w czymś innym – trzeba myśleć o tym, co może mieć miejsce bez emocji i zaangażowania. Jeśli ktoś przewiduje naprawdę poważne zmiany, to musi wdrożyć strategie ochronne np. uciekając od złotego, polskiego długu i polskich akcji. Jeśli nie przewiduje, to panikę innych może wykorzystać do zakupów. Szczerze mówiąc głównie to powinno nas zajmować na blogu, a jaka będzie ideologiczna mgła dla tego wszystkiego, to już temat na inne blogi. Obecność na rynku w krótszej perspektywie jest operowaniem w jakimś tam spektrum scenariuszy i moim zdaniem tylko to powinno nas zajmować.

    Nieco szerzej rzecz ujmując inwestor to człowiek, który nie ma poglądów politycznych, gdy inwestuje pieniądze – to człowiek, który ma interesy. Moje poglądy polityczne są stosunkowo wyraźne i myślę, że z roku na rok coraz bardziej kolizyjne z polską klasą polityczną, ale to nie ma żadnego znaczenia dla ocen kondycji GPW, złotego, poszczególnych akcji czy polskiego długu. Patrzę na to z takim samym dystansem, jak na to, co dzieje się w Meksyku, na Islandii czy w Mongolii.

  11. _dorota

    @ astanczak
    Przełożenie obrazu gospodarki jaki mamy na strategie rynkowe jest tak oczywiste, że nawet nie próbowałabym tu polemizować. I jasna jest potrzeba odseparowania się od własnych poglądów politycznych na rzecz trzeźwej oceny ryzyk i szans.

    Ja piszę o tym (skoro już zadajemy powyborcze pytania), że istotna (o ile nie dominująca) siła, która będzie kształtować polską gospodarkę motywowana jest wyłącznie politycznie. Pójdzie za tym brutalność w poszukiwaniu źródła dochodów, etatyzm i bardzo krótki horyzont działania (z powodów, o których sobie tak swobodnie pospekulowałam 😉 ). W spektrum scenariuszy dla Polski bardziej niż dotychczas wejdzie polityka (i to kierunkowana na krótkoterminowy cel): to jest moja główna myśl.

    Oczywiście na rynek działają także czynniki spoza gestii władzy (dlatego prognoza dla GPW nie musi być silnie negatywna), a poza tym można to ryzyko zminimalizować dywersyfikując się geograficznie, tu pełna zgoda.

  12. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Przeczytaj ten wywiad:

    http://kulturaliberalna.pl/2015/10/27/nastal-czas-bezkrolewia/

  13. _dorota

    “W ogóle polski problem polega na tym, że kibice są rozpaleni bardziej niż sami piłkarze. Ci drudzy są po prostu w pracy, ci pierwsi w amoku.”
    Touche.
    W ogóle ciekawy artykuł, miejscami błyskotliwy. Nie zgadzam się generalnie, ale czyta się z przyjemnością.

  14. Grzech

    @ astanczak
    Ad 1.
    Głupio nie powórcić do poprzedniego wpisu na tym blogu, czyli: “Odchodzący parlament solidarnie i niezależnie od opcji politycznej ukradł ludziom pieniądze zbierane na emeryturę”
    Widocznie przeglądaliśmy inne wyniki głosowania. Akurat w tej sprawie nie było monolitu i jednoczesnie był. Był w koalicji…. rządzącej.
    A co dalej z OFE? Cofnijmy się do powodów poprzedniej decyzji. Czy zmieniły się okoliczności? Nie. Wygląda to gorzej, więc i co do OFE można się spodziewać… faktycznie nietrudno odgadnąć, tylko jak łatwiej będzie o tym pisać tym razem! Ileż poleci przysłówków i przymiotników. Może Naród zorganizuje jakieś marsze… Nie tak dawno czytałem analizę pewnego bardzo medialnego analityka, który księgowy szacher macher z OFE nazwał… reformą! Ba! Ocenił ją jednoznacznie pozytywnie. Analityk pewnej instytucji finansowej, bez udziału skarbu państwa 🙂 Czyli ekonomia, to takie narzędzie, które bardzo różne wnioski pozwala wyciągać. Z niesłychaną ciekawością sięgnę po jego analizę, po ostatecznej reformie OFE.

    Ad 2,3
    Konsekwencje? Takie same jak przy okazji nowych podatków i nowej-wyższej wartości “starych”, czyli zmian z ostatnich ośmiu lat. Czyli mizeria. Czy akcja kredytowa spadnie? Przesada. Z czegoś banki muszą jednak żyć. Tym bardziej, że większą daninę trzeba będzie płacić.
    Ryzyko osłabienia wzrostu gospodarczego? Przesada. Gdy ten wzrost się pojawi, to będzie co rozważać. Tymczasem nie przypisywałbym bankom, działającym w Polsce, aż tak wielkiej roli, przecież to nie banksterzy! 🙂
    Ad.4 Musiałoby być naprawdę fatalnie by już po takie grosiki trzeba było się schylać.
    Ad. 5
    Coś mi się o uszy obiło, że znaleźli się chętni, którzy byliby zainteresowani budową kopalń od zera. Byli też i tacy, którzy po kupnie kopalni byli w stanie podołać wyzwaniu i zarabiać. Więc może to tylko kwestia podejścia do problemu. Jak można się było dowiedzieć,ze źródeł “nielegalnych”, górnictwo było pozostawione samo sobie przez ostatnich osiem lat. Szkoda,że na ewentualne scenariusze i rozliczenia przyszło dopiero teraz.
    Ad 6.
    Jak orzekł były minister sprawiedliwości: “jest wiele trupów w szafach”, stąd ewentualne rozważania odnoście “kiedy” są zdecydowanie za wcześnie. Tym bardziej, że jedynie udany w Polsce rząd jeszcze tych szaf nie przekazał. Nawet nie wiadomo, komu je przekaże…..

    Co od zalinkowanego wykresu. Dodałbym jeszcze BUX i popatrzył z szerszej perspektywy czasowej. Efektu Darth Vadera polskiej polityki jak również złotego wieku Polski… jakoś brak.
    Na tej samej stronie, w serii komentarzy, po dniu kończącym się długą czarną świecą, ciężko się doszukać czynników związanych z wynikiem wyborów. Takie czasy…. wiadomo, kto będzie winny….

    Odzielanie polityki i ekonomii, w Polsce, czyli kraju nadal rozwijającego się. W krajach rozwiniętych zakup chociażby batonika za służową kartę to powód poważnych kłopotów dla urzędnika państwowego. U nas… wiadomo. Jesteśmy nadal w koszyku krajów razem z Afryką i jeszcze długo się to nie zmieni. Miliardowe zamówienia, czy późniejsza ich obsługa to jednak polityka, nie rachunek ekonomiczny. Oczywiście u nas. Nasz kontrakt gazowy, przed którym broniła nas UE, będzie nam towarzyszył jeszcze wiele lat. Ekonomia, czy polityka tworzyła pierwotną jego wersję? Tak czy siak w obu przypadkach chodzi o interes/zysk. Życzyłbym wszystkim by był to nasz interes. Czyli również UE.

  15. Grzech

    @ Dorota
    “Ja piszę o tym […] motywowana jest wyłącznie politycznie. Pójdzie za tym brutalność w poszukiwaniu źródła dochodów, etatyzm i bardzo krótki horyzont działania (z powodów, o których sobie tak ”

    Polityka… etatyzm… OK. Sięgnijmy po fakty. Jakiś czas temu publikowana, chyba w Pulsie Biznesu, “lista wstydu….”
    Ostatni skok na Trybunał Konstytucyjny, czy współpraca panów Bury-Kwiatkowski, czy jakże udana transakcja CIECH, czy może pomysł wykupu mieszkań od developerów, gdy jeden z najwyższych urzędników z developerami ma wiele wspólnego… cóż ostatnie osiem lat było niezwykle bogate w tego rodzaju niepolityczne i nieetatystyczne postępowania.
    A może sądy? Ustalenia na telefon. A może jakieś ciekawe wyroki? Owszem. Sprzed kilku dni. Hejt, wg ostatnich interpretacji to takie “wiśta wio”…
    A może prokuratura? Wg informacji przedwyborczych dot doniesienia do prokuratury dot finansowania jednej z “nowoczesnych partii”, całkiem naturalny jest telefon do pani prokurator w sprawie kto i co i takie tam.
    Obejrzałem dzisiaj fragment Państwa w Państwie, tylko, więcej nie na moje nerwy. Był fragment o sposobie zarżnięcia firmy w sposób niemal identyczny jak firmy mojego sąsiada. Ten sam urząd.
    O czym może świadczyć taki stan rzeczy? Pytanie czysto retoryczne.
    Wiadomo jedno, że wszelkie próby zmian będą motywowane politycznie itd…. A nawet jeżeli, to źle? Skoro może dotyczyć patologii.
    Co do brutalności w poszukiwaniu dochodów, to musi ona dorównywać brutalności w zadłużaniu państwa. Inaczej nie da rady.
    Brutalnością, możnaby nazwać, prikaz szefa skarbówki odnośnie wyników kontroli… Gdyby coś takiego wydarzyłoby się za pół roku…posypałyby się okładki z brunatnymi koszulami.
    Polubiłem blog bossy wszystko jest tutaj takie analityczne i obiektywne bez jakichkolwiek nalotów z sympatii 🙂

  16. _dorota

    @ Grzech
    No wszystko to racja, ale nie mam powodów przypuszczać – biorąc pod uwagę absurdalną skalę obietnic wyborczych i enigmatyczność frazy o “uszczelnianiu poboru podatków” – że coś się poprawi.

    Grzechu – skoro Autorzy blogów bossowych (z Autorem bloga niniejszego na czele) starają się unikać polityki (i wyraźnie o to proszą), to uszanujmy to.
    Polityka prędzej czy później przełoży się na gospodarkę i giełdę (wbrew opiniom Krasowskiego z ciekawego linku powyżej), a wtedy skutki wydyskutujemy.

  17. Grzech

    @ _dorota
    Ależ ja szanuję! Jak bum cyk cyk. Akurat ten wpis Autora dotyczył powyborczych zgliszcz. Tak tylko mi, prostemu chłopu, się wydaje, że nie ma osobnych bytów polityki i gospodarki. Szczególnie u nas. Zresztą jest to cecha innych krajów “takich jak my”.
    Dopóki nie będzie sprawnego Państwa, przynajmniej w 1/10 takiego jak Norwegia czy Anglia to rozważania “czysto” ekonomiczne oddadzą rzeczywistość tak jak grafika komputerowa z wykorzystaniem jedynie prostych figur geometrycznych i w dodatku jedynie z zastosowaniem 8 kolorów.
    Gdzieś tutaj padło zdanie o konieczności zadbania o PKB. OK, jaka część firm to PKB ciągnie i w jakich warunkach swoją działalność prowadzą? W większości są to jednak małe firmy, które nie mogą sobie pozwolić na sponsorowanie kolacji czy jakąś inną formę lobbingu. Nie tak dawno padł pomysł “uszczelnienia fiskalnego” w postaci rozliczania firm z ich historii zamiast 5 lat to 10 lat.
    Można sobie podawać inne przykłady “haseł”, które dziś budzą grozę, choć wczoraj, czy w całym okresie “złotego wieku”, pies z kulawą nogą nie widział w tym zagrożenia np. dla stabilności ekonomicznej firm.
    Gdy Urząd Skarbowy zainteresował się moją skromną osobą, podobno rutynowa kontrola, z losowania, to okazało się, że trzy panie, które ze mną jednocześnie rozmawiały bladego pojęcia nie miały o fakcie istnienia dokumentu w postaci elektronicznej. A właściwie możliwości jego uznania. Tym bardziej nie były technicznie przygotowane do ewentualnej ich analizy. Dzięki pomocy mediów udało mi się przekonać towarzystwo, że, ja, statystyczny Kowalski, nie kombinuję i nie stanowię zagrożenia dla celu określonego w budżecie. Tak działa państwo i nie należy nazywać polityką prób naprawy patologii, która będzie miała bezpośredni wpływ na ekonomię. Może przyszedł czas na prowadzenie polityki w znaczeniu innym niż to współczesne/nowożytne….
    Analizujmy, podsumowujmy i rozliczajmy… każdego dnia tak samo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *