Ucieczka od zatracenia, część 2

Popadnięcie w inwestycyjny czy też po prostu hazardowy nałóg na giełdzie to tylko jedna z możliwych przyczyn strat kapitału, lub też w innych wypadkach – jego konsekwencja.

 

Sama strata nie jest jednak wystarczającym kryterium wskazującym na uzależnienie od giełdy, co pokazywałem w poprzednim wpisie. Eksponowałem też inny fakt: nałóg, któremu towarzyszą straty, wymaga skutecznego zajęcia się oboma tymi problemami.

Mamy więc taką oto sytuację:

Straty, w które wpada bądź to uzależniony trader (lub będący na drodze do tego), bądź ten „normalny”, wymagają zarządzania nimi, różnica w podejściu obu do strat jest jednak nieco inna.

Dla tego nałogowego wyjście ze strat będzie prawdopodobnie dodatkowym paliwem dla uzależnienia, nie wyjście – przyczyną do szukania nowych środków za wszelką cenę; natomiast dobrych, racjonalnych rad zwykle jego mózg nie przyjmuje; potrafi myśleć precyzyjnie choć nierealistycznie o przedmiocie swojego uzależnienia, ale dość chaotycznie o swojej osobistej sytuacji.

Dla normalnego tradera odrobienie strat będzie wskaźnikiem umiejętności, ulgą, cenną nauką, a w przypadku fiaska – motywem do zaprzestania tej działalności; jest zwykle otwarty na rady i podpowiedzi, zna granice poza które się nie wychyli.

Teoria inwestowania czy tradingu bardzo wiele miejsca poświęca zarządzaniu ryzykiem, portfelem i ogólnie kapitałem (money management). Nie ma tam natomiast niemal nic o zarządzaniu stratami. Wiele pisze się o błędach generujących obsunięcia na rachunku oraz o sposobach profilaktycznego nie dopuszczenia do nich, niemal wcale o tym co robić gdy już do straty dochodzi. To nie jest bowiem wcale prosta sprawa, lub może inaczej – nie ma tu za wiele dobrych rad. Problem w tym, że zależnie od instrumentów, od 60 do 90% handlujących na giełdach i forexie traci, a więc temat jest jak najbardziej ważki i chyba wart dyskusji.

Opisanie szczegółowe powodów pojawiania się strat zajęłoby kilka sążnistych wpisów, ale najogólniej rzecz biorąc można ująć je w 4 krótkich punktach:

–  brak planu, strategii lub systemu uzyskania przewagi (pozytywnej wartości oczekiwanej), na którą składa się sposób wejścia na rynek, wyjścia z niego, zarządzanie ryzykiem, kapitałem i wielkościami pozycji,

–  brak dyscypliny w egzekwowaniu założonego planu/strategii z powodu niewłaściwej mentalności (ang. mindset), na którą składa się zbiór przekonań, wiedza, umiejętności, emocjonalne przygotowanie, sposób myślenia,

–  losowość, traf,

– błędy strony trzeciej (przerwy w dostępie do rachunku, niepłynne rynki, nieuczciwa spółka giełdowa czy broker, manipulacje itd.).

Same straty natomiast przynależą do jednej z dwóch grup:

1/ Rezultaty procesu

Najogólniej nazywa się je „obsunięciami kapitału” (ang. drawdowns) – to naturalne zjazdy środków na rachunku, które wynikają z nietrafionych, pojedynczych transakcji, wpisanych w proces inwestycyjny, w którym istnieje kontrola ryzyka. Mogą się one stać zabójcze dla samego inwestującego w momencie, gdy stan obsunięcia przekroczy zakładany poziom bólu (strata, którą teoretycznie da się znieść psychicznie), albo strategia/system przestanie działać, czy też naturalne obsunięcie przekroczy znacznie historyczne testy.

2/ Rezultaty niefrasobliwości i braku stosownych umiejętności

Tutaj straty biorą źródła z każdej możliwej przyczyny poza systematycznym stosowaniem przyjętej metody, dającej przewagę w grze. Tak więc może to być niestosowanie się do własnych zasad/strategii jak i gra z rynkiem bez jakiegokolwiek uprzedniego planu i przygotowania od strony psychologicznej.

Tak czy inaczej strata staje się w końcu na tyle demolująca, że inwestor rzuca ręcznik, podejmuje irracjonalne, kompulsywne decyzje, wpada w emocjonalną czarną dziurę, która przyćmiewa proces myślowy, porzuca strategię/system na rzecz niesprawdzonych czy nierozsądnych metod,  popada w amok, otępienie czy właśnie uzależnienie, porzuca trading w ogóle, albo poszukuje na gwałt alternatyw i sposobów wyjścia z tej sytuacji. I to ostatnie tym razem interesuje mnie najbardziej.

Jeden z przedstawicieli brokerów tak oto wypowiedział się w temacie strat na forexie:

„Znam przypadki emigracji zarobkowej po to, żeby odrobić długi, w które się wpadło, grając na ryzykownym rynku wymiany walut forex”

Podaję to za źródłem: Gazeta Wyborcza .

Domyślam się, że chciał w ten sposób zamanifestować publicznie swoją awersję do forexu. Bo przecież forex powinien dawać wszystkim grubo zarobić, tak jak zarabia się na „nieryzykownych” akcjach, kontraktach czy opcjach. Bo to przecież forex jest winny pokusom, którym uległ niefrasobliwy czy może nieostrożny albo nie mający wiedzy emigrant. Podobnie jak w przypadku gwałtu winna jest przecież zawsze kobieta, a za morderstwa i wojny odpowiada pistolet. Strach nawet wyobrazić sobie, co myśli tenże sam pan w przypadku kredytów hipotecznych, bo przecież liczba tych, którzy emigrują z powodu braku środków na kolejne raty jest prawdopodobnie dużo wyższa niż przegranych na forexie. Przepraszam za złośliwość, ale cytowana powyżej wypowiedź wygląda naprawdę mało profesjonalnie, co najmniej jak lead z okładki brukowca.

Emigracja z powodu konieczności zarobienia na pokrycie długów inwestycyjnych to stanowczo daleko lepsze wyjście niż pozyskiwanie ich drogą przestępczą, nie robienie niczego, dalsze zagłębianie się w pożyczkach na grę bez przewagi lub też inne pogłębiające niskie poczucie wartości, bezproduktywne działania. Człowiek z dala od pokusy ma czas nabrać dystansu, przemyśleć swoje decyzje i ruchy, poszukać wniosków, a być może nowych pomysłów. A być może znaleźć swoje rzeczywiste powołanie i okazję w innych dziedzinach?

O tym co robić i czego nie robić w przypadku tego typu strat – w kolejnym wpisie (nie mylić z nazwą partii!).

—kat—

[Głosów:2    Średnia:3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *