Istnieje spora grupa ludzi, która niemal każdorazowo, gdy mówi się ?gram na giełdzie? zwraca uwagę w stylu ?gra to się na skrzypcach, a na giełdzie się inwestuje?. Jednym z reprezentantów tego podejścia wydaje się być również prezes GPW Ludwik Sobolewski, który przy okazji jednego z debiutów wspomniał: ?Na co dzień walczę z mówieniem o ?graniu na giełdzie? ? na giełdzie się inwestuje?, a i w jednej z audycji radiowych obsztorcował dziennikarza za to sformułowanie.

Zabawna jest ta walka z żywym językiem. Tak, jakby słowa determinowały to czy jakaś czynność jest ważna, a inna mniej ważna.

Gra w szachy jest poważna, gra w pokera również. Zwłaszcza jeśli stawki sięgają setek tysięcy dolarów. Inwestowanie w kapsle po piwie, choć może być dochodowe (jeśli to unikalne kapsle), generalnie brzmi zabawnie.
Za teorię gier otrzymuje się Nobla.
Wielu uczestników rynków finansowych czerpie garściami z pomysłów dotyczących gier hazardowych (ruletki, black-jacka, pokera). Przede wszystkim ?jak wygrać w warunkach niepewności?. Wygrać czyli zarobić.
Ponieważ, jak pisze Alexander Elder: “Jedynym źródłem pieniędzy na rynku są inni inwestorzy. Pieniądze, które chcesz zarobić, należą do innych ludzi, a oni wcale nie mają zamiaru ich oddać.

Za diabła nie pojmuję, tego podejścia w stosunku do słów. Zwłaszcza, że gdyby przyjrzeć się motywom większości uczestników naszego rynku, to oni na pewno nie inwestują zgodnie z definicją słownikową, według której inwestycja to:
?przeznaczanie środków finansowych na budowę lub rozbudowę, modernizację obiektów majątku trwałego?,
tylko spekulują lub po prostu grają.

Spekulują, bo chcą kupić tanio a sprzedać drogo (lub odwrotnie) lub uczestniczą w grze ? czyli specyficznej sytuacji konfliktowej, gdzie w zależności od strategii własnego postępowania można otrzymać odpowiednią wypłatę (w tym wypadku w pieniądzach).

Mam przed sobą wydaną stosunkowo niedawno książkę ?Inside the house of Money?, która zawiera wywiady z ludźmi związanymi z branżą funduszy hedge. Określenie ?game? w stosunku do działań rynkowych pojawia się tam kilkadziesiąt razy.

  • ?nasza gra przyniosła zyski? (tak wypowiada się były członek zarządu Banku Anglii, dr. Sushil Wadhwani),
  • ?gra na rynku (trading game) zdeterminowana jest przez młodych?,
  • ?gra polega na ochronie kapitału? (to z kolei dwie wypowiedzi dr. Johna Portera z Barclays Capital).

Jakoś specjalnie nie ma z tym problemu. Skąd więc ta obsesja? Może język polski zna jakieś inne konotacje? Może znaczenie słowa ?game? jest znacznie bardziej poważne niż nasza rodzima ?gra?? Zerknijmy do definicji giełdy z przedwojennej Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938). Oto fragment:

?Na giełdzie walczą zawsze dwie partje: grający na zwyżkę, a więc kupujący w nadziei zarobku na sprzedaży po podniesieniu się kursu, i grający na zniżkę, a więc sprzedający w nadziei zarobku na kupnie po obniżeniu się kursu?

Czyli jednak grajmy na giełdzie.

****

Przy okazji. Od pewnego czasu zbieram materiały dotyczące Eda Thorpa. W planach mam przygotowanie tekstu na temat tego matematyka, zarządzajacego funduszem hedge oraz wielkiego miłośnika gier losowych. Thorp znany jest przede wszystkim z rozpropagowania tzw. formuły Kelly’ego najpierw w grze w black-jacka, a później w spekulacji na rynku.
Mało kto w Polsce wie, że swoje idee dotyczące właśnie optymalnego zakładu w black-jacku wdrożył w praktyce zakładając fundusze hedge. Jednak poza kilkoma informacjami dotyczącymi bardzo dobrych wyników w pierwszych latach działania trudno było cokolwiek znaleźć na ten temat. I oto Wall Street Journal publikuje wywiad z Thorpem, oraz jego “naśladowcą” Billem Grossem z PIMCO a propos zawirowań przy okazji BearSterns.
Wywiad tu

Według informacji Thorpa jego dwa fundusze działajace już blisko 30 lat, nie miały żadnego roku spadkowego. Uzyskując średniorocznie 19-20%.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

9 Komentarzy

  1. gracz

    Celne uwagi. Generalnie można odnieść wrażenie, że prezes LS wierzy w możliwość kształtowania rzeczywistości przy pomocy odpowiednich zwrotów. Do powyższego dorzuciłbym jeszcze jeden argument. Granie na giełdzie niewielkimi kwotami to nieocenione źródło edukacji. Czy możemy powiedzieć, że zainwestowaliśmy 100 zł w akcje, nie narażając się przy tym na ironiczną reakcję rozmówcy? Grajmy na giełdzie – inwestujmy w swój rozwój 🙂

  2. Paweł W.

    Cały świat gra, dalczego i my na WGPW mielibyśmy tego nie robić, a może wystarczy tylko gry nie nazywać grą. Może spekulacja brzmi lepiej…kto wie.
    Gdyby nie gracze, spekulanci obroty na GPW spadły by znacznie, a chyba nie o to ciągle walczy nasz pan Sobolewski.

  3. rumek

    Pan Sobolewski (może ktoś przypomni od kiedy jest prezesem GPW ) ma moim zdaniem troszkę dziwne poglądy. Nie podobają mu się spółki groszowe na których można świetnie pospekulować( chce dla nich zrobić listę alertów) . Nie podobają mu się wypowiedzi analityków ,którzy wieszczą spadki ( jakby nie mieli racji). Na słowa "gramy na giełdzie" reaguje jak byk na czerwoną płachtę. Każdy ma prawo do swoich poglądów, ale wyrażanie poglądów przez zwykłego Kowalskiego nie ma wpływu na rynek, natomiast poglądy pona Sobolewskiego na pewno mają duży wpływ.

  4. Jacek

    Nie mogę znaleźć nigdzie info na temat tych fund Thorpa…
    30lat, beż żadnego roku na minusie i średnio 20 % ???
    to niewiarygodne.
    materiałów jest sporo na stronie http://www.edwardothorp.com/index.html
    – pewnie znasz.

    Zawód inwestor giełdowy- Elder Alexander
    Tytuł oryginału:
    TRADING FOR A LIVING.
    Dlaczego tak przetłumaczono tytuł ?

    Tylko Z. Komar zatytuował normalnie swoją książkę – Sztuka spekulacji.

  5. Paweł W.

    Jeśli chodzi o "pro inwestorskie" tłumaczenie tytułów książek, to rzeczywiście coś w tym jest. Kolejnym przykładem może być tytuł Bernsteina "Inwestor
    Jednosesyjny" który, z tego co pamiętam, w wersji oryginalnej brzmi "The Compleat Day Trader". Tu nie dość, że występuje ta niezgodność tytułów to jeszcze w wersji polskiej jedno słowo przeczy drugiemu.

  6. gzalewski

    a propos tytułów. Jako ze jestem wspolodpowiedzialny za “spolszczenie” kilku tytułów spojrzcie na to inaczej. Niektore tytuly bardzo trudno jest “oddac”.
    Do tego jesli wydawnictwo generalnie nie wydaje ksiazek o spekulacji to ma problemmentalny z wykorzystaniem tego słowa.
    Ale swoja droga – zabawa – zaproponujcie dobre tłumaczenia tytułów “Trading For a Living” , “Compleat Day-Trader”, dodam jeszcze “Trade your way to financial freedom”, ktora sie ukazala jako “giełda, wolność, pieniadze” (ale zgadzam sie ze ten “inwestor jednosesyjny” troche absurdalny).
    Zobaczycie ze to nie takie proste (pamietajcie, ze tytul ma zachecac do kupna 😉 )

    A co do funduszy Thorpa – istotne jest sformułowanie, ze “wedlug jego informacji, takie są wyniki”. No coz tak dziala branza funduszy hedge – jesli nie poddasz sie monitoringowi, nie jestes klientem to nie wiesz na 100% jakie sa wyniki. NIektorym zalezy na dyskrecji. Ale daje to rowniez szanse na oszustwa.

  7. kathay

    Widzę że nieuchronnie zbliżamy się do tego co mnie gryzie od dawna czyli tłumaczenia słowa “trading” 🙂
    jestem za bym żeby wejść z nim do naszego słownika bez tłumaczeń bo żadne słowo nie oddaje tego zjawiska…
    kwestia czy moze trejding czy trading ? To drugie już funkcjonuje – wystarczy wrzucić w polskie google (jest też używane w handlu oprócz giełdy).
    Dla branży jest zrozumiałe i już praktykowane. Ma szansę przyjąć sie tak samo jak choćby pojęcia komputerowe typu “interfejs< ->interface”. Nie wiem czy potrzebna do tego pieczątka Bralczyka, ale dla ciekawości napisałem mu to tym.
    Póki co – cisza:)

  8. yarecki

    Faktycznie pan Sobolewski jest czuły na punkcie rozróżniania znaczeń "inwestowania" i "grania", o czym zdaje się mówi przy każdej okazji, bo sam osobiście miałem zaszczyt wysłuchać jego wypowiedzi na ten temat na Sali Głównej GPW. Wytłumaczenie wydaje mi się bardzo proste. Inwestowanie z natury rzeczy ma charakter długoterminowy, a panu Sobolewskiemu (między innymi jemu), zależy głównie na długoterminowym lokowaniu kapitału na rynku, ponieważ zwiększa to jego kapitalizację. "Gra" kojarzy się z dynamicznym procesem handlu, a więc implikuje możliwość częstego i szybkiego wycofywania kapitału z rynku. Można się kłócić, czy takie kładzenie nacisku na znaczenie podstawowych sformułowań ma sens, ale wydaje mi się, że taki jest właśnie powód tej "wojny o znaczenie słów".

    pozdrawiam

  9. DAPI

    Oczywiście że gramy a komentarze dotyczące prostowania słowa "gram" na "inwestuję" są na zasadzie dziecka które potrzebuje w każdym słowie potwierdzenia rodziców, że je kochają :).
    Inwestor to osoba która może mieć realny wpływ na działania spółki, wskazywać kierunki itp.
    A my jesteśmy po prostu spekulantami i zgodnie z mistrzem Elderem staramy się być "cwańsi" od innych…

    Niektórzy dowartościowania swoich działań potrzebują…i niech tak zostanie…w końcu "my" jesteśmy "cwaniakami"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *