Po szczyty sięgaj nowe, część 3

Małe podsumowanie i zarazem wstęp do kolejnej części: próbuję pokazać jak dalece niespójny jest stereotyp, że „kupowanie na szczytach to błąd”.

 

W poprzednich dwóch wpisach wyjaśniałem różnice między 2 rodzajami szczytów pojawiających się w notowaniach papierów wartościowych:

1/ Absolutnymi – czyli historycznie najwyższymi poziomami kursu

oraz

2/ Lokalnymi – czyli maksimami dowolnych fal cenowych powstałych poniżej aktualnego, absolutnego rekordu. Rozróżnienie takie jest niezbędne po to by:

a/ zrozumieć zjawisko kupna na szczytach, które dla każdego może mieć inny wymiar i znaczenie,

b/ zrozumieć problemy związane z klarownym wyznaczeniem obu rodzajów szczytów w notowaniach, a szczególnie właśnie tych lokalnych, którymi może być zarówno każdy „ząbek” na wykresie, jak i roczne maksimum lub szczyt każdej hossy – wedle uznania lub umowy,

c/ opisać sposoby praktycznego wykorzystania obu dla zminimalizowania błędów, o czym słów kilka niżej.

Skąd w ogóle problem kupowania na szczytach? Uważa się bowiem, że tuż przy maksimach każdej hossy to niezorientowani, niewyedukowani, niedoinformowani i niedoświadczeni inwestorzy indywidualni jako ostatni próbują w akcie odruchu stadnego urwać chociaż kawałek tego tortu, kupując po przesadnie wysokich cenach. Bez żadnych analiz, pomysłów na ciąg dalszy, bez znajomości zasad rządzących rynkami i giełdą, bez pojęcia o faktycznym ryzyku i bez pojęcia o progu własnego bólu straty.

Taki obraz to jednak tylko część prawdy. Po pierwsze dlatego, że równie chętnie i o każdej porze wydają pieniądze klientów fundusze, choćby proporcjonalnie mniej, ale zawsze. Po drugie – ocena tego co stanowi istotny szczyt jest sprawą dość dyskusyjną. Nie tylko dlatego, że widać go wyraźnie dopiero po fakcie (tzw. błąd myślenia wstecznego), ale również z czysto technicznych przyczyn – tylko jeden ze szczytów, ten najwyższy, jest wskazywany palcem jako pomnik niezdrowego optymizmu, podczas gdy dziesiątki innych wcześniej przyjmuje się za naturalnie „poprawne” od inwestycyjnej strony. Pomimo tego, że wcześniej uznawano je za nieracjonalnie przewartościowane a kurs pomimo to rósł na niektórych papierach o kolejne dziesiątki procent.

W czasie rzeczywistym nie istnieje dobry czy zły szczyt. Można to ocenić co najwyżej z perspektywy czasu, której nie udało się jeszcze skutecznie przeskoczyć do czasu rzeczywistego. Nie mówiąc o tym, że ów feralny szczyt za kilka miesięcy czy lat, czyli z perspektywy długoterminowego inwestora, może okazać się tylko chwilowym przystankiem w solidnych wzrostach. Problemu należy szukać w nieco innym miejscu i tam właśnie wskazywać słabe punkty niedoświadczonym inwestorom.

Analiza wykresów historycznych pokazuje, że szczyt dowolnego rodzaju to często jedynie przystanek, pauza w wieloletnich wzrostach kursów. Wrogiem inwestora jest natomiast w okresie korekty czy bessy rosnący lęk o dalsze straty i przejmująca niepewność odnośnie przyszłości otwartej pozycji. One to stają się w pewnym momencie przerażająco zabójcze i popychają do sprzedaży ze stratą. Ponownie zresztą dzieje się to najczęściej pod wpływem afektu czyli bez związku z rzeczywistą sytuacją na rynkach i ich cyklicznym wpływem na sytuację spółek. Realność giełdowa pokazuje, że nawet losowo czy impulsywnie kupiona dobra spółka i tak się wybroni, a po czasie wejdzie na nowe szczyty, natomiast spółka zła i tak spadnie w otchłań BEZ WZGLĘDU NA TO CZY KUPUJE SIĘ JĄ PO CENACH SZCZYTOWYCH CZY W DOŁKACH CENOWYCH (więcej o tym wkrótce). „Kupno na szczytach” to w zasadzie jedynie analityczny greps a nie rzeczowa diagnoza procesu. I to nie szczyty są tutaj właściwym zaklęciem, lecz raczej kompletny brak wiedzy o ich charakterze ze strony początkujących. Niewiedza po prostu kosztuje, i to w każdej dziedzinie. Spółki solidne lub lubiane pokonują szczyty dowolnego rodzaju setki czy tysiące razy, szczególnie te absolutne. Spółki marne lub niepopularne z ledwością pokonują czasem szczyty lokalne, dużo więcej razy pokonują jednak dołki każdego rodzaju.

Nawet dla inwestora długoterminowego powinno mieć to znaczenie, szczególnie w zakresie szczytów absolutnych. Średnio i krótkoterminowi mają świetną okazję przysposobić sobie tego rodzaju mechanikę rynku dla własnych potrzeb określania momentu wejścia na rynek. Aby ułatwić psychologiczne podejście do kupowania maksimów dowolnego rodzaju, proponuję analizę pewnego rodzaju triku opisanego niżej.

Jeśli po powstaniu szczytu nieunikniona korekta robi się głęboka i trwa dość długo to rynek zużywa dużo energii i pieniędzy by wrócić do owego szczytu, co widać na poniższym wykresie Eurocash jako „głęboka korekta”:

 Eurocash-korekty

Oczywiście, że ponowne przebicie tego szczytu nie zamyka drogi do dalszych rekordów, z doświadczenia jednak wiem, że inwestorzy mają opory mentalne by zaakceptować wchodzenie na rynek po takich całkiem pokaźnych wzrostach.

Proszę jednak przyglądnąć się sytuacjom opisanym na wykresie jako płytkie korekty (wybrałem jedynie kilka dla przykładu). To moje ulubione momenty na inwestycje. Rynek nie dając w takich sytuacjach czasu na oddech, dysponuje często na tyle mocnym impetem by szybko uporać się z dopiero co utworzonym szczytem. Wówczas nawet szczyty absolutne przestają przerażać. Podobieństwo do cieszącej się dobrą marką metody „Price Action” jak najbardziej istnieje.

—kat—

[Głosów:36    Średnia:3.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *